Dziękuję wszystkim, którzy zaglądają i czytają. To motywuje.

Melodia: Dziękuję. Mam już kogoś dla Lavender, ale długa droga przez nią nim przejrzy na oczy. Na razie jest w nim zakochana i nie chce widzieć faktów.

Zapraszam na rozdział, w którym Hermiona spotyka Lucjusza w Hogsmeade, a Ron, tradycyjnie zachowa się jak palant. Gościnnie wystąpi też Kinglsey oraz Ginny, która pokaże, że rude dziewczyny bywają uparte. Snape wystąpi gościnnie, na prośbę mojej przyjaciółki z reala, która kocha tę postać. Jeśli uważacie, że powinno być go więcej, dajcie znać.

Kwestia prawna: oczywiście świat HP nie należy do mnie! Moja jest fabuła.

Edit 10 sierpnia, godz 18:34 EST. Od tej pory retrospekcje będę oznaczać kursywą, aby ułatwić Wam orientację. Dzięki za zwrócenia uwagi Toraach.


McGonagall traktowała ją chłodno od czasu owej rozmowy w dyrektorskim gabinecie. Hermiona czasem odnosiła wrażenie jakby oczy starszej kobiety wyczytały jej tajemnicę i potępiały wybór. Wszyscy walczyli w Zakonie Feniksa, ale Minerva zaledwie i z trudem tolerowała Lucjusza. Wojna uczyniła ich sojusznikami, ale marzyli tylko wyłącznie o unikaniu swego towarzystwa.

„Prorok Codzienny" jeszcze przez kilka dni pisał o feralnym Balu. Policzki Hermiony pokrywała wściekłość ilekroć słyszała bynajmniej nie niewinne szepty. Rita Skeeter nie zapomniała o rewelacjach z jej czwartego roku nauki na Hogwarcie. Rzekoma skłonność do sławnych czarodziei raz po raz wracała jak bumerang i Hermiona czuła, że nigdy się od niej nie uwolni.

O ile stosunki między młodą kobietą a dawniej ulubioną nauczycielką uległy pogorszeniu, o tyle zyskała może nie przyjaciela ale sojusznika w osobie Severusa Snape'a. Dawny nauczyciel Eliksirów, a obecnie Obrony Przed Czarną Magią, przestał dokuczać na lekcjach wszystkim poza Gryfonom. Zaczął na nią patrzeć nawet z odrobiną sympatii, chociaż jego ulubieńcem pozostał Draco.

- Jesteście ósmą klasą – powiedział na pierwszej lekcji po przerwie świąteczno-noworocznej - pierwszy raz w historii Hogwartu uczniowie wrócili po siódmym roku. Wielu z was walczyło w Wojnie i wie o obronie więcej niż niejeden dorosły czarodziej. Czas byście zrozumieli dlaczego tak ciężko było pokonać Czarnego Pana. Czas byście dowiedzieli się czym są horkruksy.

- Ależ panie profesorze- Hermiona nie byłaby sobą gdyby nie krzyknęła – to najczarniejsza z czarnej magii!

- Tak panno Granger, pięć punktów dla Gryffindoru. Wielu nie chciało bym z wami o tym mówił, ale – nauczyciel zawiesił głos – odnosiliśmy rany i straciliśmy bliskich w Wojnie. Musimy wiedzieć co dało taką przewagę Czarnemu Panu i dlaczego najwięksi z nas nie mogli go pokonać. Musimy wiedzieć, bo nigdy nie wiadomo kiedy kto inny zechce zająć jego miejsce. A teraz, kto wie dlaczego horkruksy są nazywane najczarniejszą magią?

Tylko dwie dłonie wystrzeliły w powietrze. Draco oraz Hermiona aż za dobrze wiedzieli o czym mówił posępny nauczyciel. Inni byli skonsternowani samym tematem zajęć. Raz jeden, na czwartym roku, mieli zajęcia z Zaklęć Niewybaczalnych. Teraz przeżywali swoistą powtórkę z tego jak nauczyciel naginał prawp.

Hermiona jednak rozumiała. Jakaś jej część rozumiała intencje i motywy Snape'a. Walka z nieznanym jest trudna a wręcz niemożliwa. Nie wiedziała tylko czy na pewno chce opowiadać o szalonej wyprawie, którą nieomal przypłacili życiem. O tygodniach spędzonych w zimnym namiocie, kiedy rozpaczliwie próbowali wpaść na jakikolwiek ślad i znaleźć sposób na zniszczenie artefaktu wroga. O zdradzie Rona kiedy uciekł i zostawił ich samych narażając misję.

Wtedy właśnie zaczęła wątpić i kwestionować rozkazy Dumbledora. Harry widział w nim mentora i mędrca. Rudowłosy chłopak nie zadawał pytań, ale ona już tak. Dlaczego to właśnie im, trójce siedemnastolatków powierzył szalenie niebezpieczne i tajne zadanie? Wielu próbowało poznać plany, tak ludzie z Zakonu jak i Ministerstwa. Pamiętała doskonale rozmowę między Harry a Ministrem. Prawie doszło do walki kiedy Scrimgeour zaczął kwestionować decyzje Dumbledora. To właśnie ona usiłowała uspokoić sytuację i nie doprowadzić do bójki. Sytuacja była dość napięta i bez tego. Walczyli ze strasznym wrogiem a gryząc się między sobą tylko ułatwiali mu wygraną. Tylko stając zjednoczeni mogli zwyciężyć. Ale jej słowa trafiały w próżnię. Harry był tak szlachetny i gotów do poświęceń jak uparty. Ron, Ron nigdy nie słuchał. Nie wiedziała kiedy to do niej dotarło.

Hermiona po raz pierwszy z jako takim spokojem oczekiwała na koniec roku. Owszem siedziała zarzucona książkami i przeżywała stres przed egzaminacyjny. Przeżyła Wojnę, pościg za nieśmiertelnym szaleńcem, ale gdzieś w środku pozostała pilną uczennicą. Chciała zdobyć możliwie najlepsze oceny, pomimo a może właśnie dzięki, obietnicom Ministra. Tak, wiedziała, że dostała równie hojną propozycję ponieważ była rozpoznawalna jako jedna z ikon oporu przeciw Voldemortowi. To otworzyło drzwi, ale przejście i pozostanie za nimi zależało od niej. Lucjusz powtarzał raz po raz by nie spoczywała na laurach.

W pewien uroczy, zimowy dzień wybrali się do Hogsmeade. Prawie wszyscy uczniowie oczekiwali tej okazji, a Hermiona chyba nawet najbardziej. Wysyłała niezliczone listy do Lucjusza i nie mogła doczekać spotkania twarzą w twarz.

Przeżywała wszelkie męki zakochanej i stęsknionej kobiety. Kiedy zasypiała, śniła o wspólnych nocach miłości i namiętności. Za dnia była skoncentrowana na nauce oraz przygotowaniach do egzaminów, ale wieczorami nie myślała już o niczym innym. Pragnęła być piękna i wyjątkowa. Dla niego, była jego i tylko jego.

- Lavender – w dzień przed postanowiła zwrócić się o pomoc do swej koleżanki z roku – słuchaj czy masz może ten środek do włosów, którego mi pożyczyłaś na czwartym roku?

- Jasne - blondynka pokiwała głową z zadowoleniem - miałyśmy z Parvati pełne ręce roboty, żebyś była jak bóstwo dla Kruma! Kto jest teraz tym szczęśliwcem?

Na usta Hermiony wszedł uśmiech. Przypomniała sobie, że dziewczyny dotrzymały słowa i nikomu nie zdradziły z kim wychodziła. Zawsze myślała o nich jak o największych plotkarach w Hogwarcie, ale wówczas zaczęła zmieniać o nich zdanie. Potrafiły zachować dyskrecję i całkiem uspokoić ją kiedy wpadła w stan kompletnej histerii. Nie oceniały i nie wyśmiały jej wyboru. Kiedy Rita Skeeter na nią napadła pocieszały i zapewniały o wsparciu.

- Tylko się nie śmiejcie – poprosiła.

- My nigdy nie żartujemy z takich spraw. A więc kto? Znamy go?- pytała Lavender.

- W pewnym sensie – szepnęła Hermiona, rzucając zaklęcia prywatności – to Malfoy – przyznała.

- Lucjusz czyż nie? – bardziej stwierdziła niż pytała Lavender – pamiętam jak patrzył na ciebie, jak obejmował w tańcu.

- Och tak mi przykro – Hermiona przygryzła wargę – Ronald..

- Przeprosił – zapewniła Lavender – wiesz on ciężko znosi to wszystko, przez tyle lat żył w napięciu, oczekiwaniu na walkę i starcie, że nie umie znaleźć miejsca po Wojnie. Do tego Harry jest teraz w Akademii Aurorów, Ty w Hogwarcie a Ron został sam, bez towarzyszy.

- Mam nadzieję, że będzie wam dobrze. Czy spotykacie się w Hogsmeade? – zapytała Hermiona

- Tak, ale teraz czas na walkę z twoimi włosami.

Brunetka mogła tylko westchnąć nad zdolnością wybaczania graniczącą z naiwnością. Lavender była zakochana w Ronie i kompletnie nie dostrzegała jakim jest człowiekiem. Hermiona jednak milczała, bowiem ona sama potrzebowała siedmiu lat by dostrzec, że prócz emocjonalnej głębi łyżeczki, ambicji wielkości ziarnka piasku Ron jest zawistny i żądny sławy. Pragnął wszystkim coś udowodnić, a teraz, kiedy został formalnie weteranem wojennym upajał się swoim statusem. Zarówno ona jak i Harry skorzystali z okazji by rozpocząć pracę w Ministerstwie, ale Ron odrzucał wszelkie oferty. Żadna nie była dość dobra.

Hermiona nie miała jednak serca niszczyć marzeń Lavender. Blondynka pewnie by uznała jej słowa za przejaw zazdrości i zwyczajnie nie uwierzyła. Niełatwo dostrzec prawdę, ale na pewno nie chce się o niej słuchać. Posłała tylko zbolały uśmiech, ale głębi serca była wdzięczna im za pomoc. Co jak co, ale układać włosy oraz malować to Lavender i Parvati potrafiły.

- Zaraz pójdę po coś do makijażu, nie możesz się zaczerwienić – mówiła blondynka – znam świetny podkład. Moja kuzynka go używa i naprawę pomaga.

- Kuzynka? Ta z Ministerstwa?

- Tak, Elaine, łatwo się rumieni co nie ułatwia codziennego życia. No na randkę ze starszym, dystyngowanym panem musisz wyglądać subtelnie. Delikatny róż oraz łagodny odcień szminki. Zaproszenie, ale nic tak oczywistego jak dla młodych – wyliczała Lavender tonem znawcy.

Obie koleżanki intensywnie pracowały nad fryzurą i makijażem. Ani razu nie pozwoliły zerknąć Hermionie w lustro, jakby szykując dla niej niespodziankę. Zaufała im, pamiętając jak bardzo pomogły na czwartym roku. Wiktor po prostu sprawiał wrażenie oczarowanego oraz zachwyconego. Grubiaństwo Rona zepsuło zabawę, ale zanim rudzielec zatruł cudowny bal bawiła się doskonale.

Kiedy wreszcie mogła spojrzeć, z trudem opanowała okrzyk zachwytu. Dziewczyny co jak co, ale sztukę wyboru ubioru oraz makijażu opanowały do perfekcji. Hermiona posłała swemu odbiciu przyjazny uśmiech i z radością wyobraziła sobie reakcję Lucjusza.

Z lustra patrzyła na nią ładna, młoda brunetka. Długie włosy, starannie wyprostowane i ułożone, opadały na ramiona. Delikatna opaska odgarniała z czoła co bardziej niesforne kosmyki, nadając jej dziewczęcego wyglądu. Jej duże, brązowe oczy zostały podkreślone przez paletę cieni do powiek w podobnych odcieniach. Tusz do rzęs jedynie odrobinę je powiększał. Uśmiechała się lekko karminowymi, ładnie podkreślonymi ustami. Hermiona przysięgła sobie spytać dziewczyny o kosmetyki, bowiem naprawdę lubiła swój wygląd.

- Jesteście genialne – wykrzyknęła – po prostu nieziemskie!

- Wiemy – kiwnęła głową Lavender - ale potem nas wyściskasz, mamy jeszcze sporo pracy!

- Ale przecież mnie pięknie umalowałyście i uczesałyście – Hermiona zdawała się nie nadążać

- Ty naprawdę potrzebujesz szkolenia – głos Lavender wyrażał kpinę pomieszaną z troską – nie pójdziesz na spotkanie z szkolnym mundurku, nie pasuje do makijażu. Znajdziemy ci odpowiednią suknię, jak trzeba coś transmutujemy ale Merlin jeden wie le to potrwa!

Hermiona jęknęła. Wiedziała, że dobór strojów nie był jej mocną stroną. Podczas poprzednich lat nauki nosiła mundurki i skromne szaty grzecznej czarownicy. Potem, podczas Wojny, nikt nie miał czasu myśleć o podobnych sprawach. Wszyscy byli za bardzo skoncentrowani na próbie przeżycia kilku kolejnych godzin, aby rozważać czy lila róż pasuje do fioletu. Teraz jednak, od paru miesięcy, panował spokój i życie powoli wracało do normy.

Posłusznie rzuciła wszystkie swoje ubrania na łóżko. Kiedy chodziło o wybór strojów lub dodatków Lavender i Parvati potrafiły rozkazywać niczym jakiś generał, nie znosząc najmniejszego sprzeciwu. Hermiona widziała ich spojrzenia, kiedy z nieomal odrazą przerzucały kolejne elementy garderoby.

- Może to się nada? – Parvati chwyciła prostą, acz dość ładną i elegancką sukienkę.

- Ledwo, ale nic lepszego nie ma – kiwnęła głową Lavender – Hermiono musisz iść na zakupy, koniecznie. Jak tylko nadejdą ferie Wielkanocne, idziemy na Pokątną!

- Ale egzaminy – jęknęła pilna uczennica.

- Daj spokój wiesz przecież, że mogłabyś zdawać OWUTEMy dzisiaj! O Obronie, Eliksirach, Zaklęciach i Transmutacji już się nic nie nauczysz. Walczyłaś u boku Rona i Harrego z Czarnym Panem i jego zwolennikami, ratowałaś od pewnej śmierci. Szkoła już nic ci nie da!

- Dzięki Lavender, ale pragnęłam wrócić, żeby znowu pobyć uczennicą. Potem czeka praca i dorosłe życie, nie śpieszy mi się. Tutaj jak nie zaliczysz pracy domowej dostaniesz kolejną, lecz za murami nie ma tak dobrze.

- Wiem, tak czy inaczej potrzebujesz odpowiednich szat. Nie szkolnych od Madam Malkin, ale czegoś na prawdziwe życie.

Po razu przymiarkach i całej masie zaklęć ubrały Hermionę w prostą, granatową sukienkę z długimi rękawami. Dziewczyną kupiła ją jakiś czas temu, wkrótce po zakończeniu Wojny. Była elegancka i pasowała nieomal do wszystkiego, chociaż niekoniecznie na randki czy namiętne spotkania. Nie miała jednak niczego odpowiedniego, po prostu o tym nie pomyślała. Dlatego stała przed lustrem niepewne czy aby na pewno spodoba się Lucjuszowi.

xxxxxx

Wyszła do Hogsmeade razem z Lavender, która była umówiona z Ronem w Miodowym Królestwie. Blondynka nie mogła się doczekać swojej randki i głośno snuła marzenia o romantycznym spotkaniu. Hermiona życzyła jej ze swej strony możliwie najlepiej. Widząc jak dwójka wita się wylewnie skinęła głową i odeszła. Pchnięcie Ronalda w ramiona innej powinno go uspokoić i dać mu szczęście.

Lucjusz powitał ją w Trzech Miotłach, gdzie wynajął pokój. Madame Rosmerta nie zadawała pytań i wynajmowała wolne pomieszczenia każdemu kto tylko nie robił zamieszania. Zapewniała rzecz jasna zaklęcia ciszy oraz prywatności, ale jednocześnie dbała by nie doszło do przestępstwa. Znała odpowiednie inkantacje, które włączały alarm ilekroć miały miejsce akty przemocy. Podobne osłony były złożone i dostępne tylko dla nielicznych, ale Rosmerta zdołała przekonać Aurorów, że miejsce publiczne powinno być zabezpieczone.

Hermiona z drżącym sercem weszła do pokoju. Nie widziała Lucjusza od przerwy świątecznej i tak tęskniła jak bała się spotkania. Czy mu się spodoba? Co będzie z nimi dalej?

Wynajął nieduży, acz wygodny pokój z przepięknym widokiem na Hogsmeade. Nawet po latach Hermiona wciąż uwielbiała obserwować wioskę, w której magia aż wirowała w powietrzu. Nigdy nie miała dość czasu by spokojnie pozwiedzać czy po prostu podziwiać otoczenie. Drewniana podłoga skrzypiała niemiłosiernie, a jej próba przejścia cicho tylko pogarszała sprawę. Wiedziała oczywiście, że on na pewni czeka, czeka niecierpliwie ale chciała zrobić mu niespodziankę.

Wysoki mężczyzna o platynowych włosach patrzył przez okno. Ubrany w szykowną, ciemną szatę czekał niecierpliwy oraz lekko zdenerwowany. Nikt nie podejrzewał Lucjusza Malfoya o podobne reakcja i uczucia, ale nikt naprawdę go nie znał. Słyszał jak wchodziła po schodach i otworzyła drzwi. Uśmiechnął się lekko, najwyraźniej do własnych myśli. Rzucił okiem na wąskie, ale sprawiające wrażenie wygodnego łóżko. Świeżo wyprana pościel pachniała kuszącą i uwodzicielską lawendą, a mężczyzna potrafił pomyśleć o wykorzystaniu tego konkretnego miejsca.

- Witaj Hermiono – powiedział odwracając się w kierunku młodej czarownicy.

Patrzyła na niego uważnie. Podziwiała wszystko, od czubków platynowych włosów, po srebrne zapinki na szacie. Teraz, kiedy wreszcie znowu rozmawiali przypomniała sobie jaki jest przystojny, dystyngowany i inny niż większość znanych chłopców. Kiedy dostrzegła błysk w szarych oczach poczuła ogromną wdzięczność do koleżanek. Przysięgła zaprosić je na kawę i lody jak tylko pójdą na Pokątną.

Podszedł do niej błyskawicznie pokonując dzielącą ich odległość. Zanim zdążyła pomyśleć, odpowiedzieć, przyciągnął ku sobie i zamknął w uścisku. Próbowała go powitać, ale zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem. Wsunął język między wargi gorący i wymagający. Uwielbiała to uczucie, nawet jeśli wcześniej uważała je za paskudne. Kiedy przesunął dłońmi po plecach zadrżała w oczekiwaniu na jeszcze. Wiedziała do czego zmierza i marzyła o tej chwili.

Uniósł ją na ręce i trzymając czule zaniósł w kierunku łóżka. Mogła przysiąc, że użył magii bezróżdżkowej. Nawet w takiej chwili w Hermionie tkwiła dawna prymuska i zapragnęła poznać zaklęcie. Kiedy poczuła miękkość poduszek oraz zapach lawendy, posłała mu ciepły uśmiech.

Szybko podciągnął jej suknię, z lubością patrząc na skryte tajemnice. Bez trudu odnalazł zamek. Zadrżała w radosnym oczekiwaniu kiedy jego palce dotknęły nagiej skóry. Wyciągnęła ręce aby pomóc mu zdjąć szatę, ale nie wiedziała co robić. „Zajmę się tym, ale widzę panno Granger, że potrzebujesz lekcji, bardzo dużo lekcji"- mówił ze swoim typowym uśmieszkiem, tak irytującym, jak pociągającym.

Jęknęła kiedy poczuła ciepło jego ciała przy swoim. Chociaż w pokoju zbudowano kominek, a w nim płonął wesoły ogień odczuwała nieprzyjemną wilgoć. Teraz jednak o wszystkim zapomniała. Chociaż miała na sobie tylko bieliznę, irytowała ją ona i przeszkadzała. Pragnęła poczuć go, poczuć całą sobą. Ich pocałunki zdradzały wielkie pragnienie i zniecierpliwienie. Lucjusz był jednak wytrawnym kochankiem i nie zamierzał tak szybko spełniać jej pragnień.

Bez trudu zsunął prosty, sportowy biustonosz. Poprzysięgła sobie kupić nowy, bardziej kobiety i z koronkami. Prawie podskoczyła kiedy poczuła gorące, spragnione usta swego kochanka na swojej piersi. Całował z pasją i wyczuciem, doprowadzając młodą, niedoświadczoną dziewczynę do granic rozkoszy. Zsuwał dłoń coraz niżej i niżej aż dotarł do najbardziej intymnych miejsc. Oddychała z coraz większym trudem, niezdolna nawet zachwycać się umiejętnościami swego kochanka. Jej ciało płonęło z pożądania i marzyło by go wreszcie poczuć, całą sobą. On jednak lubił niespodzianki.

Zajął wygodne miejsce między jej nogami i spojrzał przez chwilę na swoją młodą kochankę. Leżała przez nim bezbronna i stęskniona. O oboje już całkiem zapomnieli o chłodzie i wilgoci, a on zamierzał sprawić by nie myślała już o niczym. Zanim wykonała najmniejszym ruch wszedł w nią gwałtownie, ale nie brutalnie pozbawiając tchu.

Podążała za jego rytmem ściskając krawędź łóżka. Było wspaniale, jeszcze lepiej niż poprzednio kiedy kochali się po Balu. Wówczas odnosił się do niej jak do delikatnej, kruchej porcelany. Teraz dawał upust swej namiętności i męskiej sile. Tylko bardzo silne zaklęcia ciszy i prywatności odpędziły potencjalnych intruzów. Chwilę po tym kiedy dosłownie w niej eksplodował padł tuż obok niej na łóżko i mocno przytulił. Przymknęła oczy i wtuliła się w niego, swego pięknego mężczyznę.

- Tęskniłem – szepnął prosto do ucha.

- Ja też – szepnęła gładząc jego ramię – brakowało mi ciebie, a listy przestają starczać.

- Rozumiem, do której masz czas?

- Chyba do piątej, muszę wrócić do Wielkiej Sali na ucztę. Nie byłoby dobrze gdybym zaginęła.

- W żadnym razie, w takim wypadku mamy dla siebie jeszcze całkiem sporo czasu.

Objął ją czule i pocałował. Zrozumiała w mig jego intencje. Z uśmiechem odpowiedziała na jego zaproszenie. Tym razem kochali się nieco spokojniej i wolniej. Kiedy zaspokoili pierwszy głód namiętności, mogli smakować każdą chwilę i każdy oddech. Uwielbiała dotykać jego ramion, włosów, uwielbiała go całego. Marzyła by spędzać w podobny sposób każdy poranek, nawet jeśli racjonalna część jej natury odrzucała podobne marzenia. Wiedziała, że jeszcze na to za wcześnie.

Z pomocą różdżki usunęła ze swoich ubrań wszelkie ślady namiętnego spotkania. Nie mogła wejść na kolację w pomiętej sukience z pozostałościami.. czegoś, o czym grzeczne uczennice nie mają nawet pojęcia. McGonagall i tak patrzy na nią podejrzliwie od czasów owego feralnego listu od Ministra i dalsze irytowanie dyrektorki nie miało sensu. Musi wrócić i znowu zostać grzeczną dziewczynką.

xxxxxx

Właściwie to była nawet wdzięczna za owo zaproszenie na Bal w Ministerstwie Magii. Przyszło po prostu jak podarunek od losu, nawet jeśli średnio rozgarnięta osoba, co wykluczało Rona, wyczuwała intencje. Zdjęcia dla prasy z rozpoznawalną osobą zawsze pomagają. Hermiona zaś, pomysłodawca szkolnego ruchu oporu, zasłużony członek Zakonu Feniksa była postacią medialną. W przeciwieństwie do swego dawnego chłopaka jednak nie upijała się i nie lądowała w plotkarskich kolumnach „Proroka" jako atrakcja dnia.

McGonagall szczękała zębami, ale nie mogła jej zatrzymać. Dostała list w którym Minister prosił, nie znoszącym sprzeciwu tonem, aby uczennica ósmego roku mogła w piątek wieczorem opuścić szkołę. Dyrektor nie planowała ani odpowiadać, ani informować dziewczyny. Dla jej własnego dobra zamierzała trzymać ją z dala od Scrimgeoura, Malfoya i innych rekinów. Wygrali Wojnę, ale zagrożenia nie znikły, po prostu przybrały inną postać. Czasem prościej po prostu kogoś przekląć, uderzyć w czasie walk łatwo zdefiniować wroga. Podczas rozgrywek już znacznie ciężej. Starsza czarownica nie miała co do tego wątpliwości.

Najdroższa Hermiono,

Nie mogę się doczekać naszego nadchodzącego spotkania na Balu. McGonagall z pewnością nie zechce cię puścić, ale są na to sposoby. Zaproszenie i powiadomienie przyjdzie tak do niej jak i Ciebie. Udzielisz wywiadu, staniesz do fotki ze Scrimgeourem a potem będziesz cała moja.

Pamiętaj kochana, sława nie trwa wiecznie, chwytają ją póki jest w zasięgu twych rąk i wykorzystaj okazję. Spotkasz też zapewne Pottera, znając życie wasz wspólny znajomy Shacklebolt na pewno go zaprosi.

Twój oddany, Lucjusz".

Mężczyzna oczywiście miał rację. Wszystko dokładnie przewidział, łącznie z pokazową fotką jak to młoda czarownica i bohaterka wojenna zamierza wspomagać rząd w walce z wojennymi zniszczeniami. Ludzie oczekiwali podobnych deklaracji, teraz nadszedł czas na pracę i odbudowę. Lucjusz Malfoy powtarzał to raz po raz, aż przekonał Hermionę.

Umiał przedstawiać swoje racje. Potrafił dobrać argumenty do swego rozmówcy, zaś dla niej nie było nic lepszego niż historyczne przykłady mówców i polityków. Przeżyła niemałe zdumienie kiedy wspomniał mugolskie postacie historyczne. Kiedy dostała od niego oryginał „Księcia" Machiavellego nieomal upadła.

- Okruchy mądrości można znaleźć wszędzie – wyjaśnił z uśmiechem, a ona była nim coraz bardziej oczarowana.

Podczas Balu nieustannie wodziła oczami za Lucjuszem. Chociaż pisali do siebie kilka razy dziennie, wciąż czuła niedosyt. Pragnęła rozmawiać z nim bezpośrednio i tańczyć. Dla niego tutaj przyszła, marząc na kilka chwil w jego ramionach. Kiedy na czwartym roku tańczyła z Krumem myślała, że poznała co to cudowny partner w tańcu. Nic nie wiedziała, o czym uświadomił jej Lucjusz. Już wtedy, jesienią przed pamiętnym Balem Noworocznym poczęła snuć fantazje na temat chwil sam na sam z mężczyzną o platynowych włosach.

- Hermiono? To Ty? – głęboki, uspokajający bas wyrwał ją z zamyślenia.

- Kingsley dziękuję, naprawdę wiele dla mnie znaczy to co mówisz – odpowiedziała po chwili.

- Zatańcz ze mną, to najlepszy sposób na dyskretną rozmowę.

Oczywiście się zgodziła. Traktowała Kingsleya jak starszego brata, ale bez trudu wyobraziła sobie co też gazety mogłyby wypisywać jakby przez przypadek zbyt długo i intensywnie rozmawiała z pożądanym kawalerem. Tygodnik „Czarownica" wydał niedawno listę wysokich urzędników Ministerstwa stanu wolnego, ze zdjęciami, wiekiem oraz miejscem w swoistym „rankingu".

Hermiona nie czytała plotkarskich działów, ale wiedziała wszystko dzięki Lavender i Parvati. Podziwiała wymienionych mężczyzn za spokojne podejście do bycia przedstawionych w ten sposób. Kingsley, trzydziestoparuletni Szef Biura Aurorów zajmował wysoką pozycję a Hermiona prychała pogardliwie słysząc westchnienia swoich koleżanek i coś jakby „ciacho" w komentarzu. On był wojownikiem a nie jakimś przystojniakiem z gazet.

Z radością z ni zatańczyła. Nie prowadził może równie wytwornie co Lucjusz, ale nie miała powodów do narzekań, było naprawdę wspaniale. Mogli spokojnie porozmawiać bez ryzyka budzenia złych skojarzeń. Wszyscy wiedzieli o ich powiązaniach z Zakonem Feniksa. Gazety nieraz publikowały listę członków tak Zakonu jak GD, a Hermiona miała okazję dziękować za podobną otwartość. Przynajmniej rozmowa z towarzyszem walk nie oznaczała wstępu do romansu.

- Nie masz za co dziękować, czasem żałuję że nie mogę po prostu przekląć przeciwnika Drętwotą, teraz muszę walczyć na słowa i stać się politykiem – powiedział kiedy tańczyli - Tylko tak mamy szansę stworzyć przeciwwagę dla konserwatystów zgromadzonych wokół Scrimgeoura.

- Nie przepadasz za nim – zauważyła Hermiona.

- Wkrótce zrozumiesz, Minister nie jest człowiekiem, który daje się łatwo darzyć sympatię. To typ wojownika i lubi twardo przedstawiać sprawy. Był nieocenioną pomocą w Wojnie, ale wszyscy wiedzieli z jakim trudem tolerował Dumbledora i Harrego. Nie muszę ci chyba przypominać tych wszystkich awantur?

- W takim razie czemu się cieszysz z mojej decyzji? – zapytała zdumiona.

- Jak to mawiają Mugole, gdzie diabeł nie może… chcę mieć jednego z nas, ludzi Dumbledora w otoczeniu naszego drogiego Ministra, tak dla przeciwwagi.

Hermiona uśmiechnęła się. Przeszła daleką drogę od Panny-Wiem-Wszystko do swego obecnego wcielenia. Nie czytała już książek o historii magii, lecz polityce i rozumiała Kingsleya. Milcząco dała znak zgody, wypatrując wszędzie Lucjusza. Jakkolwiek radował ją taniec z przyjacielem, nie jego szukała.

Mężczyzna o platynowych włosach rzecz jasna wkrótce się pojawił z dwoma kieliszkami w dłoni. W uroczy i staromodny sposób przyniósł jej coś do picia i zaproponował by skosztowała, jak to nazywał, przekąsek. Jego maniery dżentelmena robiły zawsze ogromne wrażenie. Dopiero bliskość Lucjusza uświadomiła jak bardzo to sobie ceniła, a także swoją słabość do starszych od siebie czarodziei.

W całym tym zamieszaniu znaleźli chwilę aby porozmawiać, niby próbując zimnych przysmaków. Lucjusz potrafił ukrywać prawdę na widoku i flirtować z nią na oczach wszystkich. Nikt tego nie zauważył, no może prawie nikt.

Po powrocie do szkoły Ron urządził jej pierwszą ze scen. Tak, śniadanie odbywało się w nieprzyjemnej atmosferze. Nie zwyzywał jej wówczas jeszcze od szlam, nie oskarżył o romans. Dorwał zdjęcia na którym stała obok Scrimgeoura, ale dzięki Merlinowi nie wymyślił najdurniejszej teorii.

- Zadowolona? - prawie rzucił w nią gazetę – zdrajczyni – kontynuował a jego głos drżał – zdradzasz Harrego i Dumbledora!

Nawet w takiej chwili krzyczał i mówił. Kawałki na wpół przeżutego jedzenia padały na szatę dziewczyny. Nie wiedziała czy bardziej drażniło ją prostactwo Rona czy może irracjonalne oskarżenia. Nie wytrzymała.

- Ty śmiesz mnie oskarżać? - wysyczała wściekle – ty, który nas porzuciłeś w środku misji. Trwałam przy Harrym przy cały czas, kiedy ty, ponoć jego wielki przyjaciel uciekłeś!

- Wiedziałem, spałaś z nim wówczas a potem mnie całowałaś!

- To drugie było pomyłką – odparła z godnością – wbij sobie do głowy Ronald że wówczas nie romanse mnie zajmowały. Walczyliśmy o przetrwanie a ja zrobiłem to co robią przyjaciele, trwałam w najcięższym momencie.

- Ja jestem jego pierwszym i najprawdziwszym przyjacielem, ja Ron Weasley i nikt inny! Wszyscy to wiedzą! A ty – wskazał na zdjęcie – już się wkręcasz do Ministerstwa? Wykorzystujesz chwilę sławy?

- Chcę dostać dobrą pracę by móc coś zrobić, nie zaś upijam i szaleję. A w przeciwieństwie do ciebie nie upajam się sławą i nie ląduję w plotkarskich działach. A teraz Ronald przestań mnie opluwać jedzeniem i z łaski swojej nie rób przedstawienia. Musimy iść na lekcje.

- Nie mów do mnie jak do dziecka!

- To się zachowuj jak dorosły!

Wściekły rudzielec puścił i dał spokój. Wrócił do radosnego filtrowania z Lavender. Na oczach całej szkoły karmił ją babeczkami, co wywołało grymas na twarzy Hermiony. Nie była zazdrosna, bo Ron ją tylko drażnił. Ale podobne zachowanie uważała za niestosowne, zwłaszcza jak obok siedzieli uczniowie najmłodszych klas i bezczelnie chichotali. McGonagall marszczyła brwi z niesmakiem, ale rzucała pełne wyrzutu spojrzenia Hermionie. Jakby ona zawiniła wszystkiemu. Ta ostatnia zacisnęła zęby z irytacją.

Uśmiechnęła się. Myśl o romantycznej kolacji była wspaniale kusząca, ale spotkanie ze starym przyjacielem nawet bardziej. Przynajmniej w owej chwili dokładnie tak uważała.

- Kingsley – odparła radośnie – wspaniale cię widzieć i gratuluję posady Szefa Biura Aurorów! Nie mogli wybrać nikogo lepszego, jesteś..

- Urocze – przerwał – od kiedy jesteś zwierzęciem politycznym? Scrimgeour nie zdołał zrekrutować Harrego do swoich wizerunkowych rozgrywek więc sięgnął po ciebie?

- Więc i ty zamierzasz mi prawić kazania? McGonagall wyraziła swoje zdanie dość dobitnie.

- Nie, jesteś dorosłą czarownicą i nie mogę mieć pretensji że chcesz odpocząć po tym wszystkim, znaleźć dobrą pracę i rozpocząć karierę. Wszyscy skorzystaliśmy na końcu Voldemorta, zaś członkowie Zakonu Feniksa dostali status weteranów wojennych. Po prostu uważaj i miej oczy szeroko otwarte. Harry – westchnął czarnoskóry czarodziej – on wybrał ścieżkę wojownika, pragnie zostać Aurorem, walczyć z zagrożeniami z pomocą klątw i uroków. Kto wie może ty użyjesz innej metody, ale jakkolwiek nie uważam ni Malfoya ni Scrimgeoura za odpowiednie towarzystwo dla uczciwej, młodej kobiety, ale wolę byś szukała zaczepienia w Ministerstwie niż piła na umór jak Ron.

Skinęła posępnie głową. Sława nieomal natychmiast uderzyła rudzielcowi do głowy. Powiadają, że trzeba wielkiej siły charakteru i hartu ducha by opanować pokusę i nie stracić siebie. Najmłodszemu z synów Weasleyów brakowało obu tych cech. Ona postanowiła skorzystać z okazji i dostać dobrą posadę, duża w tym rola Lucjusza namawiającego ją by wykorzystała szansę. Harry zaś, Harry pozostał skromnym sobą i zdaniem Hermiony był najlepszym z całej ich trójki, już wówczas zwanej Złotą Trójcą Gryffindoru.

xxxxxx

Myślała o Balu wracając z Hogsmeade. Myślała o wszystkich chwilach z Lucjuszem, przechowując każde wspomnienie jak cenny skarb. Wiedziała, że na kolejne spotkanie przyjdzie jej poczekać aż do zakończenia szkoły. Na pewno jej pogratuluje. Potem ona pójdzie do pracy i zacznie nowe życie.

- Hermiona, czekaj! – głos wiatr niósł głos Draco Malfoya.

- Stało się coś? – zapytała rozglądając się na boki – czemu tak krzyczysz?

- Bo biegniesz pogrążona w swoich myślach i nie słuchasz – odparł Ślizgon.

- Przepraszam, faktycznie nieco odpłynęłam – przyznała.

- Spotkałaś się w moim ojcem prawda? – zapytał i nie czekając na odpowiedź kontynuował – Granger przestań się rumienić, to naprawdę nienormalne. Zwłaszcza jak pomyślę jak ty i mój ojciec, nie to wręcz obrzydliwe!

Hermiona prawie zapomniała jak bardzo potrafił ją irytować. Owszem, znikła między nimi nienawiść, ale o serdeczności nie było mowy. Kochała Lucjusza, ale jego syn po prostu doprowadzał ją do szału.

- Chciałam przypomnieć – odgryzła się- że ty i Pansy bynajmniej nie pijecie wieczorami herbaty. Widziałam twoją rękę w jej..

- Chodziliśmy z Pansy od lat więc nikogo nie dziwią nasze relacje. Spotkałaś się w moim ojcem, mam nadzieję, że nikt więcej prócz mniej was nie widział. To by była klęska.

- Co masz na myśli? –zapytała ostro.

- Ty… umawiasz się moim ojcem, wszyscy wiedzą, że jesteśmy rówieśnikami i delikatnie mówiąc nieprzyjaciółmi. Wiesz jak to będzie wyglądać jak ktokolwiek się dowie?

Przygryzła wargę, ale powstrzymała ostrą odpowiedź. Zacisnęła pięści, jej oczy cisnęły błyskawice, lecz pozostała spokojna. Nie mogła krzyczeć tutaj, gdzie wracających z Hogsmeade uczniowie mogli usłyszeć jedno słowo za dużo.

- Co masz na myśli?

- Naprawdę chcesz ściągnąć na siebie i na nas uwagę dziennikarzy? – Draco z trudem powstrzymał wywrócenie oczami – Skeeter napisała niezłą historię na podstawie tego, że razem tańczyliście. Czy wyobrażasz sobie co będzie, jeśli pozna prawdę?

Nie musiała pozostawiać sprawy wyobraźni. Pamiętała doskonale rewelacje na swój temat i rzekomym romansie z Wiktorem Krumem. Potrafiła sobie całkiem dobrze wyobrazić reakcje na związek z Lucjuszem.

Przyjaźń i wszelkie pozostałości dobrych relacji z Ronem straciła dawno temu. Teraz pozostali jej Ginny oraz Harry, nie wiedziała jednak czy na pewno zaakceptują wybór. Prawdę powiedziawszy szczerze wątpiła.

Rudowłosa dziewczyna niezbyt dobrze przeżyła rozstanie swego brata i najlepszej przyjaciółki. Hermiona raz po raz słyszała to smutne, to kąśliwe słowa dziewczyny najwyraźniej niezbyt szczęśliwej z rozwoju sytuacji. Starsza z nich nie miała nawet specjalnych pretensji do młodszej.

- Nie możecie się zejść z Ronem? – zapytała dzień po wyjściu do Hogsmeade – on za tobą tęskni, daj mu szansę.

Hermiona wciągnęła głęboko powietrze. Nienawidziła podobnych rozmów. Tłumaczenie raz po raz tego samego doprowadziłoby do krańcowej irytacji każdego. A Gryfonka, mająca w perspektywie końcowe egzaminy nie stanowiła uosobienia spokoju. Przypominała raczej wulkan na moment przed wybuchem.

- Nie Ginny, przykro mi. Ty i Harry jesteście szczęśliwi, ale ja i Ron, po prostu nie pasujemy do siebie – wyjaśniała raz po raz siląc się na cierpliwość – Ulegliśmy nastrojowi chwili, kiedy ludzie walczą rozpaczliwie szukają bliskości i zapewnienia bezpieczeństwa. Każdy chce do kogoś należeć, nie patrzymy i nie analizujemy.

- Za dużo analizujesz – stwierdziła panna Weasley – zawsze byliście w trójkę Ron, Harry i Ty. Dlaczego to nie może trwać wiecznie?

- Na zawsze pozostaniemy przyjaciółmi, ale ja nie kocham Rona a on nie kocha mnie. Nie umiałabym kochać go tak jak on tego potrzebuje. Nie mamy wspólnych upodobań, pasji czy zainteresowań. Powinniśmy pozostać przy tym co jest.

- Chciałabym abyś była moją siostrą, mama też by tego chciała. Zobaczysz jeszcze cię przekonam!

- Na pewno nie ustaniesz w staraniach, słuchaj Ginny muszę iść do biblioteki.

Nie chciała sprzeczki ze swoją przyjaciółką. Tłumaczenie ją męczyło i naprawdę miała dość udowadniania, że ogień i woda po prostu do siebie nie pasują. Hermiona wolała uniknąć kłótni, ale po prostu nie mogła dla świętego spokoju związać się z człowiekiem, który ją drażnił coraz bardziej. Nie uważał za właściwie przeproszenie za swój występ na Balu Bożonarodzeniowym, najwyraźniej od niej oczekując skruchy. Nie są nawet parą, czego Ron nie chce przyjąć do wiadomości.


Od Autorki: pomyślałam, że Lucjusz powinien doceniać książki jak "Książę". Generalnie nie mam zamiaru tutaj znęcać się nad Ginny. Ona po prostu chce by brat był z przyjaciółką i nie chce widzieć, że to nie działa. Nie opisywałam dokładnie scen miłosnych, bo to nie opowiadanie z serii dla dorosłych no i wolę pozostawić pole do wyobraźni czytelników. Oczywiście bohaterowie będą to robić, ale przy okazji innych rzeczy. Hermiona na razie zachowuje się jak polityczne zwierzę, ale jeszcze wyskoczy z nieodpowiedzialnym pomysłem.