Tradycyjnie dziękuję bardzo wszystkim, którzy tutaj zaglądają.
Melodia: Ron dopiero się rozkręca. Sława uderza mu do głowy, ale minie czas nim odstawi coś najbardziej niewybaczalnego. Aby jednak oberwał muszę ustawić wszystkie osoby zaangażowane w dramat na swoje miejsce. Co do Lavender mam wobec niej bardzo niecne plany, ale na ich realizację przyjdzie nam poczekać. Nie chcemy przecież by za szybko dostała swojego miłego i dystyngowanego przystojniaka!
Toraach: Hermiona w szkole była typem poważnej dziewczyny, która spędzała czas nad książkami i ratowaniem Harrego i Rona. Lavender i Parvati z kolei, one jak to nastolatki plotkowały o chłopakach o makijażu. Nie mogły się zgodzić. Hermiona jednak dorasta i zaczyna widzieć świat nieco inaczej. Tak wybrała Rona a nie choćby Cormaca, który przynajmniej umiał jeść z zamkniętymi ustami.
W tym rozdziale Hermiona zaczyna pracę i spotyka różne osoby ze swej przeszłości.
Hermiona nie mogła spać w przeddzień swego pierwszego dnia w pracy. Harry nalegał by zamieszkała u niego, na Grimmauld Place 12. Po serii awantur, od Balu u Malfoya począwszy nie mogła już wrócić do Nory. Nie zniosła by kolejnych wrzasków Rona, ani zawodu w oczach pani Weasley. Molly, zapewne za namową McGonagall lub kogoś innego, pisała do niej listy. Namawiała do zejście się ze swoim synem. Początkowo uprzejme prośby z czasem nabierały na natarczywości. Takt nie należał do mocnych cech rodziny. Po zdjęciu tańca z Lucjuszem najpierw na Balu, potem na Uczcie, dostała wyjce. Subtelność nie należała do mocnych stron rodziny.
Początkowo czuła łzy piekące pod powiekami. Potem była już tylko wściekłość. Jest dorosła i naprawdę nie potrzebuje pouczania jak dokazujące dziecko. Nie rozrabiała i nie przynosiła nikomu wstydu. Nie piła na umór ni nie wszczynała awantur. Po prostu zakończyła nie rokujący związek, postanowiła zacząć dorosłe, samodzielne życie i zacząć na siebie zarabiać. Tak, wiedziała dlaczego Minister Magii dał równie hojną ofertę pracy. Nie ona jedna korzystała na powojennym zamieszaniu i nie uważała za przestępstwo by skorzystać z okazji.
- Możesz mieszkać u mnie ile chcesz – powiedział Harry – nie ukrywam, że nie podoba mi się, że chcesz pracować dla Scrimgeoura, ale ufam ci Hermiona. Byłaś przy mnie zawsze, nawet gdy już nikt inny przy mnie nie został. Cokolwiek postanowisz jestem przy tobie.
- Dziękuję – odparła wzruszona – poszukam czegoś do wynajęcia, nie chcę byś mnie miał na głowie. Na pewno chcesz z Ginny .. – zaczęła.
- Bzdura, ktoś tutaj powinien zamieszkać. Ginny nie lubi tego domu, a ja jestem prawie cały czas na treningach. Stworek się popłakał ze szczęścia jak mu powiedziałem, że przybędziesz.
Poszła za nim z trudem panując nad łzami, łzami radości. Harry pozostał sobą. Nie Wybawcą, nie przyszłym Aurorem, ale sobą. Wiernym i oddanym przyjacielem, lojalnym ponad wszystko. Uściskała go jak brata, którego nigdy nie miała. Nie wiedziała jakby bez niego przeszła przez kolejne, skomplikowane momenty swego życia. Harry wszystko zmienił i była to zmiana na lepsze.
Miała tylko nadzieję, że rudowłosa doceni szczęście jakie ją spotkało. Być kochaną przez równie cudownego człowieka co on, równie lojalnego to wielki skarb. Odkąd miała Lucjusza nie odczuwała już ślepej zazdrości. Mimo wszystko przysięgła wydrapać oczy każdej, która kiedykolwiek go skrzywdzi.
- Będę przy tobie Harry choćby nie wiem co, nie zawiodłeś mnie nigdy, nie to co Ron – mimowolnie się skrzywiła.
- Ron zachowuje się jak kompletny kretyn. Po raz kolejny pokazał swoje oblicze kretyna, mam nadzieję, że mu przejdzie. Dotychczas zawsze przechodziło.
Hermiona nie skomentowała jego słów. Nie wiedziała czy rudzielec zamierzał pójść po rozum do głowy, a prawdę mówiąc coraz mniej ją to obchodziło. Miała coraz bardziej dość wygłupów i wiecznych pretensji. Znosiła go w szkole, znosiła podczas Wojny i nie widziała powodów by dalej znosić. Kiedyś czytała o odporności metalu na wyginanie i najwyraźniej doszła do swego krytycznego punktu.
Razem z nim aportowała się do wcale nie tak ponurego domiszcza. Nadal nie sposób było nazwać dom Blacków przyjemnym dla oka, ale panował w nim jako taki porządek. Ci członkowie Zakonu którzy przeżyli Wojnę, w tym Hermiona, pomogli doprowadzić miejsce do jako takiego stanu. W międzyczasie jednak Harry najwyraźniej dołożył środków, aby nieco zadbać o posępną siedzibę. Ostatecznie odziedziczył niejedną skrytkę w banku, co go czyniło bardzo bogatym czarodziejem.
Postanowił zamieszkać na Grimmauld Place. To tutaj spędził wiele wspaniałych chwil i tutaj znajdował schronienie podczas Wojny. Zaklęcie Fideliusa uczyniło miejsce bezpiecznym azylem. Raz po raz ktoś wpadał z wizytą, więc dom już nie przypominał ponurej siedziby z piątego roku nauki w Hogwarcie. Teraz znacznie bardziej przywodził na myśl starą i elegancką kamienicę, miejsce które dało się bez większego trudu polubić.
- To dom Syriusza, on tutaj mieszkał i dlatego to miejsce nie może niszczeć – oznajmij chłopak uroczyście.
Korytarz wejściowy pozostał ponury, ale przynajmniej nie zakurzony. Żyrandole nie rozświetlały w pełni mroku, tworząc poważną, przywodzącą na myśl starą katedrę atmosferę. Ze ścian łypały oczami portrety członkowie rodu Blacków. Ich spojrzenia ciężko uznać za przyjazne, ale nie śmieli wykrzykiwać przekleństw. Harry był teraz dziedzicem tak Potterów jak i Blacków a jako głowa rodu mógł im rozkazywać. Nakazał im albo uprzejmie witać gości, albo pozostać cicho. Wybrali to drugie, posłuszni odwiecznym prawom.
- Paniczu Harry, jak wspaniale pana widzieć – głos Stworka, odmłodniałego o całe lata brzmiał radością – o Panienko Hermiono, Stworek przygotował dla pani pokój. Czy podać Panience coś do picia?
- Dziękuję zejdę na herbatę Stworku, możesz mi pokazać pokój chcę zostawić swoje rzeczy – wyjaśniła
Skrzat wciąż nosił na łańcuszku fałszywy horkruks. Pamiątka ukochanego pana była dla niego relikwią, podobnie jak inne rzeczy Blacków. Hermiona podarowała mu kiedyś serwetkę z herbem ich rodu, którą miał zawsze w swoim legowisku. Położył prezent obok portretu matki Syriusza, niczym dwa cenne skarby. Widziała łzy wzruszenia w oczach skrzata i uśmiechnęła się lekko. Została odtąd jego ukochaną panią, kimś kim nigdy nie będzie Ginny.
- Gdzie bagaż panienki? – zapytał Stworek
- Ach tutaj – wskazała na swoją torebkę z koralikami – zaczarowałam ją tak żeby mieściła tyle co kilka kufrów.
- Panienka jest największą z żyjących czarownic – odparł Stworek salutując – na kiedy przygotować herbatkę i podwieczorek?
- Za godzinę.
Skrzat wskazał drzwi jednej z gościnnych sypialni i szybko aportował się do kuchni. Coś mruczał pod nosem, zapewne wesołą przyśpiewkę. Hermiona nacisnęła na klamkę otwierając ciężkie, drewniane drzwi.
Aż krzyknęła widząc pokój. Ktoś ewidentnie dużo pracował nad przygotowaniem tego specjalnie dla niej. Czerń i zieleń, typowe kolory domu Blacków, zastąpiono bardziej jasnymi, pastelowymi barwami. Meble zostały odnowione i wyczyszczone aż sprawiały wrażenie prawie nowych. Sypialnia nie przypominała już miejsce rodem z ponurych powieści.
Ciężkie, ciemne kotary zastąpiono lekkimi, kremowymi zasłonami. Przez okno mogła podziwiać zaciszną, elegancką uliczkę w Londynie. Wiedziała, że jesienią, kiedy drzewa płonęły czerwienią liści było tutaj naprawdę pięknie. Przez otwarte okno wpadało przyjemne, letnie powietrze.
Podeszła do wiekowego, królewskiego łóżka. Dawniej czarne zasłony zastąpiono bordowymi ze złotymi zdobieniami, przywodzącymi na myśl kolory Gryffindora. Od razu poczuła przyjemne drżenie serca i zalew przyjemnych wspomnień ze szkoły. Bo chociaż nie rozstała się z McGonagall w sposób o jaki marzyła, myśli o Hogwarcie wywoływała uśmiech na twarzy.
Pod oknem stało masywne biurko z ciężkiego drewna. Hermiona, prymuska, zamierzała ciężko pracować toteż z radością popatrzyła na mebel. Świeże kwiaty tak na nocnym stoliku oraz szafce nocnej wzruszyły jeszcze bardziej poczuła się naprawdę wyczekiwana. Była w domu.
Wyrzuciła ze swej torebki większość ubrań, które spakowała. Sukienki wręcz błagały o żelazo, czym na pewno zajmie się Stworek. Na razie jednak chciała jednak nieco się rozgościć. Potem zjeść podwieczorek i iść na Pokątną. Skoro zaczyna pracę, powinna poszukać odpowiednich szat u Madame Malkin. Umówiła się już na Pokątnej z Lavender.
W kuchni już czekał na nią placek. Poczciwy skrzat upiekł dla niej ulubione ciasto. Harry chwalił pod niebiosa dania jakie przyrządzał i Hermiona widziała po nim, że wyraźnie przytył. Kiedy Stworek szepnął coś w stylu „Panienka jest bardzo wiotka" postanowiła kupić luźniejsze szaty.
- Paniczu Harry, Panienko Hermiono podwieczorek czeka – zapowiedział dumnie skrzat.
- Jedz – nakazał Harry – jest pyszne – zapewnił rzucając się nieomal na swój posiłek – nie patrz tak na mnie, treningi Aurora wyczerpują. Będziesz pracować w biurze Scrimgeoura? – zapytał uważnie.
- Tak – odparła – słuchaj nie chcę..
- Nie ma sprawy, przyda się tam ktoś rozsądny – wyszczerzył do niej zęby.
- Dziękuję Harry
- Od tego są przyjaciele.
Wyszła z domu i rzuciła zaklęcie teleportacji. Przeszła przed Dziurawy Kocioł na Pokątną, gdzie miała się spotkać z Lavender. Nigdy wcześniej nie przepadała za robieniem zakupów, ale ostatnimi czasu zmieniła zdania. Chciała się spodobać Lucjuszowi i zwracała nieco większą uwagę na wcześniej pomijane szczegóły. Przysięgła też sobie wstąpić do sklepu ze zmysłową bielizną, ciesząc się w na wizję tego co jej ukochany może zrobić z podwiązkami. Kiedy przypomniała sobie z jakim mistrzostwem zdjął zębami jej majtki robiło się jej słabo. Zwłaszcza jak pomyślała co potrafił robić z językiem, o słodki Merlinie!
Już z pewnej odległości zobaczyła znajomą twarz. Lavender siedziała w ogródku lodziarni i machała ku niej ręką. Obok niej dostrzegła inną postać. Jasnowłosa czarownica siedziała spokojnie popijając kawę. Skinęła głową, ale nie machała i nie krzyczała.
- Hermiono, wspaniale cię widzieć. Może zaczniemy od lodów? Potrzeba nam będzie nieco sił! – zachichotała Lavender.
- A potem czegoś konkretnego po – wtrąciła siedząca obok kobieta o prostych włosach – Elaine Cattermole – przedstawiała się kobieta wstając – moja kuzynka przekonała mnie bym została, jak to nazwała, wsparciem wizażowym. Bardzo mnie cieszy nasze spotkanie panno Granger.
Hermiona spojrzała na kobietę i mogła przysiąc, że skądś ją zna. Daleko mniej egzaltowana niż koleżanka z dormitorium patrzyła uważnie na nowo poznaną. Ubrana w prostą, klasyczną szatę czarodziejki wyglądała poważnie i elegancko. Całości dopełniały kolczyki w kształcie pająków, coś co stanowiło popularną ozdobę. Ani Lavender, ani Hermiona nie miały pojęcia o ich prawdziwej wartości, wynoszącej kilkaset galeonów.
- Jestem Hermiona – zapewniła – czy my się nie znamy?
- Ależ pamiętasz? – Elaine sprawiała wrażenie zaskoczonej – tak, to ja pokazałam ci drogę z biura Ministra w zeszłym roku. Lav mówiła, że potrzebujesz porady w sprawie szat i sukni. Mogę w czymś pomóc?
- Tak, zaczynam pracę, właśnie w jego biurze – zaczęła Hermiona – i chciałam kupić odpowiednie szaty. Czy są jakieś wymagania co do stroju? Coś jak szkolne szaty w kolorach domu?
- Nie – wyjaśniła Elaine – to by nie przeszło - zachichotała - za wiele czarownic pracuje w Ministerstwie. Nosimy plakietki z imieniem i nazwą Departamentu. Każdy taką ma, poza szefami Departamentów i oczywiście samym Ministrem. Dostaniesz wszystko co trzeba pierwszego dnia. Wybierz coś co by najlepiej ci odpowiadało. Ja na przykład lubię klasyczny krój szat.
- Ja też – skinęła głową Hermiona – wyglądasz bardzo elegancko Elaine. Interesujące kolczyki, doskonale pasują.
- Dziękuję – odparła blondynka rumieniąc się lekko – jak się uporamy z szatami, możemy iść do sklepu z biżuterią. Mają tam podobne ozdoby w cenie na każdą kieszeń, wszystko w zależności od klienta.
- Nie mam za wiele pieniędzy – wyjaśniła Hermiona – nawet nie zaczęłam pracować, a nie chcę zaczynać nowego życia od pożyczek i..
- Bardzo rozsądnie. Kiedy miałam na myśli każdą kieszeń, mówiłam dosłownie: takie cudeńka kosztują od kilku do kilkuset galeonów.
Hermiona poczuła, że może polubić nowo poznaną czarownicę. Rozmawiała w uprzejmy, chociaż nieco zbyt formalny sposób, ale w końcu nie każdy jest zrelaksowany podczas pierwszego spotkania. Nie trajkotała jak najęta, ale jednocześnie udzielała wyczerpujących odpowiedzi. Nosiła bardzo elegancką, nieco staromodną biżuterię, która idealnie do niej pasowała. Chociaż młoda nosiła w sobie bliżej nieokreśloną, zagadkową powagę, która nijak nie odbierała uroku.
Zaczęły od sklepu Madame Malkin. Minęło nieco czasu nim właścicielka przestała co chwila powtarzać jak wspaniale widzieć drogą pannę Granger. Hermiona zaczęła naprawdę podziwiać Harrego, że znosił sławę tak dobrze. Ona odczuwała zmęczenie a wiedziała, że to ledwie początek. Tym samym wzrosła jej sympatia do Elaine, najwyraźniej spokojnie przyjmującej jej obecność.
- Czego potrzebujecie kochaneczki? – zapytała właścicielka nie odrywając oczu od Hermiony.
- Szat odpowiednich dla czarownicy z Ministerstwa. Czegoś klasycznego, spokojnego ale nie sztywnego – wyjaśniła Elaine – oraz szat wyjściowych na różne uroczystości i bankiety – dodała.
Malkin zacmokała z zadowolenia i zaczęła mierzyć Hermionę, mrucząc coś pod nosem. Zawołała wszystkie swoje pomocnice, które poczęły przynosić różne projekty sukni. Lavender próbowała zaproponować coś niekonwencjonalnego i szalonego, ale została spiorunowana wzrokiem przez swoją kuzynkę.
- Ależ Hermiona jest młoda i ma piękne nogi! – argumentowała młodsza blondynka.
- Dlatego proponuję suknię w sam raz za kolano – wyjaśniła cierpliwie starsza – podkreśli atuty a jednocześnie nie będzie prowokować paskudnych plotek. Praca w biurze Ministra jest dość reprezentacyjna więc sama rozumiesz, że należy zadbać o właściwy image. Kuse sukienki wyglądają infantylnie.
- No może i tak, ale – nie dawała za wygraną młodsza – Hermiono mogłabyś zwrócić uwagę jakiegoś przystojniaka na ważnym stanowisku!
- Lav!
- Nie bądź taka spięta Elaine, przecież nie ma nic złego w małej schadzce w pracy! Powinnaś tego spróbować, na pewno znajdziesz jakiegoś przystojniaka do wycałowania.
- Lav- warknęła starsza dziewczyna ostrzegawczo – mamy pomóc Hermionie, nie zaś dyskutować o moim życiu prywatnym. Od wpychania mnie pod jemioły mam Doris, dziękuję bardzo. Czy wiesz Hermiono z kim będziesz pracować?
Siedziały akurat na kanapie, w sklepie Madame Malkin. Ku wielkiemu niezadowoleniu Lavender nie oglądały innych butików z szatami. Brunetka była całkowicie zachwycona fasonami zaproponowanymi przez Elaine, a jednocześnie nie chciała iść z obcą kobietą do sklepu z bielizną. Musiały jakoś grzecznie pożegnać nową znajomą, bo przecież nie mogła powiedzieć statecznej czarownicy z Departamentu Przestrzegania Prawa dlaczego potrzebuje koronkowych majtek.
- Dostanę pracę w biurze Ministra, ale nie wiem jeszcze na czym dokładnie będzie polegać moja praca.
- Nikt nie zna dokładnego zakresu obowiązków na przód –potwierdziła Elaine – ale mnie chodziło o ludzi z otoczenia. Cóż zapewne będziesz spotykać sekretarzy, nie wiem kto wedle kontraktu będzie formalnym szefem, ale to z nimi powinnaś mieć dobre układy. Percy jest w porządku, ale na Umbridge uważaj – poradziła.
- Percy Weasley? On wciąż po tym wszystkim? – wypaliła Hermiona mając w pamięci jego zachowanie wobec rodziny na piątym roku.
- Jest młodszym sekretarzem, zaś Umbridge starszym – wyjaśniła Elaine – a czemu uważasz, że Percy nie powinien piastować swego stanowiska? Lav wspominała o twojej przyjaźni z Wesleyami, nie życzysz mu dobrze ? – zapytała lekko zdumiona.
- Wiesz jak on traktował swoją rodzinę?
- Rodzinne sprzeczki to nie powód do zwolnienia z pracy – wyjaśniła lakonicznie.
- A torturowanie uczniów? – zapytała Hermiona – dlaczego Umbridge jeszcze nie siedzi w ..?
- Tortury? To bardzo poważne oskarżenie – odparła Elaine wpatrując się uważnie w nową znajomą – masz dowody?
- Ona groziła Harremu Cruciatusem!
- Mówienie o zaklęciach Niewybaczalnych to nie przestępstwo – zauważyła blondynka – inaczej byśmy musieli skazać każdego kto wykrzyczy parę słów za dużo w gniewie.
- To nie było w gniewie i ona zamierzała to zrobić – zapewniła Hermiona
- Czy rzuciła zaklęcie? Zamiary to jeszcze nie zbrodnia i niestety dopóki badania nie potwierdzą rzucenia nielegalnej klątwy nie możemy nic zrobić. Oskarżanie kogoś na wyższym stanowisku to fatalny początek pracy.
- Ona cięła Harrego, używała Krwawego Pióra! – nie dawała za wygraną.
- Krwawe Pióra są niewskazane, ale nie zakazane – wyjaśniła Elaine – Dolores Umbridge nie jest najbardziej sympatyczną osobą w Ministerstwie Magii, ale przeprowadzone w Hogwarcie śledztwo nie wykazało nieprawidłowości.
Elaine nie znosiła Umbridge, głównie z powodu opowieści Lavender. Wielu ludzi nie życzyło dobrze „różowej ropusze" jak o niej mawiali, ale nic nie mogli począć. Przeglądała nawet akta z jej sprawy, tylko po to aby niczego nie znaleźć. Wywołało to frustrację, która wróciła w czasie rozmowy z nową znajomą. Naprawdę próbowała coś znaleźć na nielubianą ropuchę.
Doskonale wiedziała co tamta kobieta odstawiała w Hogwarcie. Słyszała opowieści Lavender podczas przerwy świątecznej, ale nie mogła poradzić nic innego niż zachowanie spokoju i unikanie wszelkiej konfrontacji. Zaczynała właśnie pracę w Ministerstwie i miała dość rozsądku by nie krytykować decyzji najważniejszego z urzędników. Nie była tchórzem, ale samobójcą też nie.
- Nic? – pisnęła Hermiona – Knot..
- Jeśli uważasz, że Korneliusz Knot był najmniej kompletnym szefem naszego rządu w tym stuleciu całkiem sporo osób przyzna ci rację – odpowiedziała łagodnie – ustalił jednak wiele aktów prawnych, których nie można cofnąć machnięciem różdżki. A jeśli chcesz pracować w biurze Ministra radzę ci opanować swoją niechęć do Umbridge. Ona na pewno tylko czeka na okazję.
- Okazję?
- Lav mi wspomniała o GD i walce w Departamencie Tajemnic. Dolores na pewno nie zapomniała, a wątpię by obecność młodej, znanej kobiety w biurze się jej podobała.
- Chyba nie sugerujesz, że ona i - zaczęła Hermiona odczuwając nieprzyjemne dreszcze
- Romans, w żadnym razie – zaprzeczyła Lavender – z tego co wiem od czarownic z Ministerstwa, to cóż Scrimgeour ma opinię kogoś kompletnie nie zainteresowanego kobietami, a wręcz impotenta.
- Możemy zmienić temat? – Elaine poczuła znienawidzoną czerwień, kiedy wspomniała w myślach wieczór po Uczcie w Hogwarcie – jak chcesz poznać różne plotki, porozmawiaj z Doris.
- Jesteś taka niewinna – zachichotała Lavender – i rumienisz na samo wspomnienie o..
- To nie sądzę by interesowało twoją przyjaciółkę – przerwała stanowczo – a więc Hermiono, cokolwiek uważasz na temat Umbridge, nie mów tego na głos.
Po szybkim lunchu Elaine powiedziała im do widzenia i poszła w swoją stronę. Dwie Gryfonki wymieniły porozumiewawcze spojrzenia i ruszyły w kierunku sklepu z bielizną. O tej części wycieczki Hermiona wolała nie wspominać nikomu.
- Twoje kuzynka jest bardzo miła – powiedziała po chwili.
- I może ci pomóc – zapewniła Lavender – ma całkiem niezłe rozeznanie w Ministerstwie. Jej przełożony jest kuzynem Szefa Departamentu Przestrzegania Prawa i uwielbia Elaine. Oczywiście w sensie zawodowym, ale zaprasza ją i jej koleżanki z biura na różne imprezy, więc ona pewnie miała okazję poznać wiele ważnych osób.
Elaine wywróciła oczami na szczebiotanie swej kuzynki. Nie zamierzała opowiadać obcym o rozmaitych szczegółach swojej pracy. Zwłaszcza kiedy czuła na sobie pytający wzrok Bertiego Higgsa. Czarodziej w średnim wieku obserwował ją uważniej i częściej niżby wynikało z ich relacji służbowych.
Hermiona wróciła do domu z nowymi szatami i częściami garderoby, które wolała ukryć. Kochała Lucjusza, ale nie wiedziała jak powiedzieć o wszystkim Harremu. Był jej niczym brat i nie potrafiła zdecydować gdyby musiała wybierać między nim a blondynem. Dlatego wolała poczekać.
xxxxxx
Następnego dnia wstała wcześnie rano. Wiedziała, że Stworek zapewne dolał jej eliksiru do wieczornej herbaty. Nigdy by nie zasnęła, przejęta nowym rozdziałem w swoim życiu. Nie wiedziała jak zdoła spokojnie powitać Percy'ego nie mówiąc o okropnej Umbridge. Pamiętała słowa kuzynki Lavender i te ją bardzo niepokoiły. Jak miała spokojnie znosić ową okropną kobietę? Lucjusz przekonywał by skorzystała z okazji, ale dopiero rozmowa z ową Elaine pokazała jak ciężko może wszystko wyglądać. Reagowała bardzo gwałtownie, co nie uszło uwadze blondynki.
Hermiona patrzyła na nią uważnie. Kobieta często się czerwieniała, cierpiąc na irytującą przypadłość, ale mówiła bardzo istotne rzeczy. Mogła sprawiać wrażenie dziecinnej z powodu rumieńców, ale panna Granger widziała w niej wyraźnie rozsądną i dojrzałą osobę.
O ósmej stała już w korytarzu na pierwszym piętrze. Pracę zaczynała o dziewiątej, ale po prostu nie mogła wytrzymać. Ubrana w ciemną, sięgającą za kolana szatę wyczekiwała nowego dnia, swego nowego życia.
- Hermiono! – Percy prawie pozbawił ją tchu swoim uściskiem – bardzo mnie cieszy, że będziemy razem pracować! Cieszy mnie, że nie postanowiłaś zrobić coś ze swoim życiem, nie zaś marnować je jak Ron. On jest czarną owcą. Na pewno znasz Dolores Umbridge, jest częścią naszego zespołu.
- Znam – powiedziała sztywno
- Panna Granger! – usłyszała znienawidzony, słodki głosik – jak wspaniale tutaj widzieć młodą twarz. Rufus, znaczy się pan minister, powiedział mi osobiście o swej decyzji. Będziemy jak wielka, szczęśliwa rodzina.
Hermiona z najwyższym trudem powstrzymała prychnięcie. Nie wiedziała czy bardziej nienawidzi różowego swetra tej kobiety czy też przesłodzonego głosu i gruchania. Czuła, że praca może być cięższa niż podejrzewała. A już na pewno nie zamierzała stanowić części jej rodziny, choćby były dwiema ostatnimi przedstawicielkami rasy ludzkiej na ziemi.
Ich rozmowę przerwał szelest. Po wyłożonym grubym dywanie korytarzu szedł czarodziej we wspaniałej, czarno-złotej szacie. Minister Magii nie uznał za stosowne odpowiedzieć na jej gruchanie, co Hermiona zauważyła ze sporą dozą złośliwości. O wiele serdeczniej przywitał Percy'ego, poklepując po ramieniu i wymieniając uprzejmości. Dopiero po chwili spojrzał na drugą z kobiet, szybko zmieniając wyraz twarzy na bardziej oficjalny.
- Panno Granger, bardzo miło wiedzieć panią tak wcześnie. Cenię punktualność, co radzę zanotować.
- Oczywiście sir – pisnęła tonem prymuski
- Poinformowałam pannę Granger o jej … – zagruchała Umbridge, najwyraźniej chcąc pokazać swą sumienność.
- Nie jesteś jej przełożoną, więc nie powinno to cię kłopotać Dolores – przerwał – czy dokumenty o których rozmawialiśmy wczoraj są gotowe? – zapytał
- Prawie – zapewniała – tylko ostatni raz coś sprawdzę i będą na twoim biurku przed lunchem.
- Dziękuję Dolores, wiesz co masz robić.
Niepyszna Umbridge wbiła wzrok w dywan i poszła w kierunku swojego gabinetu. Nie sprawiała wrażenia specjalnie przejętej chłodnym powitaniem, co wzbudziło niepokój u Hermiony. Nienawidziła ropuchy z całego serca, ale zastanawiała się czy przypadkiem jej nowy szef po prostu nie ma podobnie oschłego podejścia do kobiet. Może po prostu nie cierpi ich towarzystwa?
- Percy – tym razem minister odezwał się znacznie cieplejszym głosem – może dasz się namówić na herbatkę na początek tygodnia? O i oczywiście nalegam byś do nas dołączyła panno Granger. Zawsze zapraszam nowych pracowników na herbatę pierwszego dnia – wyjaśnił – to przełamuje lody.
Hermiona posłusznie podążyła do gabinetu, gdzie zajęła miejsce dla gości. Dowiedziała się, w czasie bardzo uprzejmej rozmowy, że jej obowiązki w dużej mierze będą polegać na porządkowaniu dokumentacji, redagowaniu przemówień oraz funkcjach reprezentacyjnych. Wiedziała oczywiście od samego początku jak niewielkie realne znaczenie może mieć jej funkcja. Lucjusz wszystko dokładnie wyjaśnił. Początkowo odczuwała bunt, ale z czasem znalazła dobre strony swej sytuacji. Nikt jej nie przeszkodzi by szukała wszystkiego co możliwe na temat skrzatów domowych oraz innych magicznych stworzeń. Pracowała w biurze ministra i wierzyła, że może zrobić coś dla poprawy ich losu.
To Percy był osobą, którą Scrimgeour najwyraźniej cenił najbardziej, zaś Umbridge tolerował. Hermiona mogła tylko zgadywać dlaczego na Merlina trzymał w swoim biurze kobietę, za którą ewidentnie nie przepadał. Postanowiła obserwować, wszak najwyraźniej czekać ją będzie całkiem sporo wolnego czasu. Pomyślała też by podzielić się spostrzeżeniami z Elaine, osobą zorientowaną w wielu sprawach. Kuzynka Lavender, jako osoba z Departamentu Przestrzegania Prawa, mogła posiadać też wiedzę o prawach magicznych stworzeń. Hermiona oczywiście potrafiłaby wszystko znaleźć w książkach, ale Lucjusz ją nauczył by wygadać opinie ludzi nim ogłosi coś rewolucyjnego. Tej rady posłuchała tylko częściowo. Z dala od niego, sama w gabinecie nie zawsze potrafiła opanować język.
Dostała dla siebie stosunkowo ładne, przestronne pomieszczenie. Miała nawet niewielką, zaczarowaną atrapę okna, którą mogła ustawić wedle swoich gustów. Wybrała, sama nie wiedzieć czemu, widok z okien wiejskiego domku swej babci. Spędziła tam niejedne przyjemne wakacje. Wyobrażała też sonie jak bardzo zdenerwuje tym Umbridge chodzącą wszędzie z nieśmiertelną podkładką do notowania i denerwującym uśmieszkiem.
Ropucha oczywiście musiała wpaść do jej gabinetu i udzielić „dobrych" rad. Słodka jak lukrecja opowiadała jak ciężko bywa kobietom bywa w Ministerstwie. Miała w głosie jakąś nieprzyjemną nutę, co nakazało ostrożność.
- Większości z nas pozostaje albo ciężka praca i powolne wspinanie się w górę, albo znalezienie pomocnego mężczyzny – wyjaśniła z westchnieniem
- Ja chyba wybiorę pierwszą z opcji – odparła po chwili brunetka.
- Też taka kiedyś byłam, nie słuchałam rad starszych. Na szczęście poznałam Korneliusza, który pomógł mi dorosnąć w tej kwestii. Cóż masz rację by zacząć od ciężkiej pracy, chociaż nie wiem czy naprawdę będziesz robić cokolwiek aż tak istotnego.
Hermiona przełknęła ostatnie słowa i opanowała chęć uderzenia ropuchy. Nie chciała wiedzieć co okropna kobieta miała na myśli mówiąc o męskich opiekunach i Knocie. Zamierzała zapytać Elaine, kuzynki Lavender, która udzielała odpowiedzi na pytanie i nie zadręczała swoimi zakręconymi interpretacjami.
Nie wiedziała ile czasu siedziała w swoim gabinecie starając się zaplanować coś sensownego. Lucjusz namówił ją by przyjęła pracę, ale sama nie wiedziała czy siedzenie samej w pokoju i próba znalezienia zajęcia to coś o czym marzyła. Nie, z tym by dała radę, ale konieczność słuchania „dobrych rad" Umbridge to był horror. Ciche pukanie wyrwało ją z zamyślenia.
Prawie uściskała z radości stojącą w progu blondynkę. Elaine pomachała do niej przyjaźnie, posyłając radosny uśmiech. Hermiona zerknęła na niewiele starszą czarownicę. Ubrana w stonowane, eleganckie szaty mogła uchodzić za atrakcyjną, chociaż mocna warstwa makijażu nieco psuła efekt. Kolczyki w kształcie pająków idealnie pasowały do czarodziejskiego stroju, ale jednocześnie postarzały młoda kobietę. Hermionie jednak podobał się jej styl, znacznie bardziej niż śmiałe kreacje Lavender.
- Mogę wejść? - zapytała Elaine
- Jasne zapraszam, to mój nowy gabinet – wyjaśniła Hermiona
- Bardzo ładny – odparła lakonicznie blondynka – i z magicznym oknem, gratulacje Dawlish nieźle się nagimnastykował by zainstalować takie u nas. Masz ochotę na lunch?
- Chyba czas na przerwę.
- Zdecydowanie, idę coś przegryźć z moimi koleżankami z biura i dołącz do nas jeśli zechcesz. Doris będzie wniebowzięta jeśli popytasz ją o najnowsze ploteczki – zaśmiała się – zawsze warto wiedzieć co w trawie piszczy!
- Dziękuję ci Elaine, nie mam na co liczyć na moich kolegów.
- Lunch z Umbridge? Tego się nie robi nawet wrogowi!
- Ale sama mówiłaś..
- Radziłam ci unikać konfrontacji, nie zawierać przyjaźń Hermiono.
- Pracujesz w Departamencie Przestrzegania Prawa, mam pytanie o niektóre regulacje dotyczące magicznych stworzeń – wypaliła.
- Magicznych stworzeń? - blondynka rzuciła Hermionie zagadkowe spojrzenie – to twój projekt w pracy? - zapytała sceptycznie.
- Nie, raczej kontynuacja czegoś ze szkoły. Potem ci wyjaśnię, umieram z głodu.
Elaine nie sprawiała wrażenia przekonanej, ale milczała. Dostrzegła coś dziwnego w spojrzeniu rówieśniczki swej kuzynki i nie była pewna czy to dobry znak. Magiczne stworzenia, całkiem nie rozumiała dlaczego znana czarownica chce marnować czas na coś, co uchodziło za najmniej prestiżowe zajęcie. Przecież mogła poznawać różnych ludzi lub choćby malować paznokcie! Albo cokolwiek innego, ale skrzaty?
Hermiona poznała Doris i Mafaldę, koleżanki z biura Elaine. Ta pierwsza przypominała jej o Lavender, najwyraźniej dzieląc upodobanie do plotek i strojów. Bez skrępowania opowiadała też o swoich licznych randkach i schadzkach, co najraźniej nie dziwiło ni nie gorszyło nikogo. Blondynka co jakiś czas reagowała rumieńcem, ale zasadniczo słuchała swej koleżanki. W każdym razie z większą uwagą niż słów Hermiony o skrzatach domowych. Obiecała jednak przesłać książkę z odpowiednimi aktami prawnymi.
- Naprawdę nie masz nic lepszego do zrobienia? - pytała sceptycznie Elaine
- To jest ważne – zaperzyła się Hermiona
- Jasne jak uważasz – wzruszyła ramionami blondynka – zasadniczo jak uporasz się z obowiązkami możesz robić co uważasz za słuszne. Ale wątpię byś kogokolwiek przekonała do swych racji. A ośmieszenie się na początku pracy kiepsko wróży karierze.
- Z niewolnictwem trzeba walczyć!
- Spokojnie, już wiem czemu byłaś Gryfonką a nie Krukonką jak ja. Prześlę ci książki, ale po prostu ostrzegam, że nie zyskasz tym popularności a ludzie jak Dolores Umbridge w najlepszym wypadku cię wyśmieją.
- Więc mam rezygnować z moich ideałów na rzecz tej ropuchy?
- Ona jest starszym podsekretarzem Ministra Magii, więc może uczynić twą codzienność przykrą.
Hermiona westchnęła z frustracją. Lucjusz ją namówił by przyjęła pracę. Przekonywał by tak próbowała dokonywać zmian o jakich marzyła. Oczywiście mając podobne pragnienia powinna była szukać posady w biurze zajmującym się magicznymi stworzeniami, ale ukochany wyśmiał tę prośbę. Czasem się zaczęła zastanawiać czy nie chciał by ktokolwiek inny wybił jej z głowy pomysły wyzwalania skrzatów. On tylko posyłał kpiące uśmiechy u szybko zmieniał temat.
- To niewiele znaczące miejsce, nic stamtąd nie dokonasz. Poza tym tam tną budżet – wyjaśnił, nijak nie tłumacząc swej wiedzy o ministerialnych finansach.
Miała zaufanie do intuicji arystokraty. Pod jego wpływem przyjęła propozycję pracy w biurze Scrimgeoura, chociaż Harry odradzał a Ginny prychała jak rozjuszona kotka. Uważała, że Minister nie dość docenia Zakon i GD, zaś jego cierpkie słowa pod adresem Rona tylko zwiększyły jej niechęć.
- On mnie ośmieszył przed przyszłym szefem Ginny – tłumaczyła Hermiona.
- Zostawiłaś go i zaczęłaś zadawać z bogatymi typami – Weasleyówna wydęła wargi – miał ci pogratulować?
- Ginny – przerwał Harry – to co jest lub nie jest między Ronem i Hermioną to ich sprawa. Nie możemy ludzi zmusić by byli ze sobą!
- Ale ja chcę mieć taką fajną siostrę! - protestowała – nie Flegmę, ale kogoś kogo pokocham. Hermiono, jesteście dla siebie z Ronem stworzeni, dlaczego tak nie chcecie się do tego przyznać?
- Nie jesteśmy Ginny, nie pasujemy do siebie. Łączyła nas przyjaźń z Harrym, nasza własna, szkolna przyjaźń ale nie miłość. Proszę zrozum.
- Nie chcę rozumieć – młodsza dziewczyna tupała nogą – powinniście być razem, nie znajdziecie dla siebie nikogo lepszego!
Dlatego Hermiona coraz częściej marzyła o wynajęciu czegoś. Kochała Harrego jak brata, ale nie wiedziała czy da radę mieszkać na Grimmauld Place i wysłuchiwać pretensji Ginny. Ich przyjaźń osłabła po jej rozstaniu z Ronem a kto wie, czy nie zostanie zakończona skoro ona kocha Lucjusza? Nie chciała by Harry musiał raz po raz próbować łagodzić ich spory. Za nim w świecie nie stanęłaby na drodze jego szczęściu.
Coraz częściej uciekała w pracę. Nie miała nic wielkiego do roboty, ale wolała czytać książki prawnicze Elaine niż wdawać w kłótnie z Ginny. Właśnie wtedy poczęła przygotowywać różne szkice i plany zmian przepisów w sprawie skrzatów domowych oraz innych magicznych stworzeń.
Od Autorki: Harry zawsze wydawał mi się lojalny, nie to co Ron. Kocha Hermionę ale jak siostrę i prostu chce dla niej jak najlepiej, a jak na opiekuńczego brata przystało, okazuje troskę. Czy tylko ja nie znoszę Umbridge? Chyba nie. Gwoli wyjaśnienia dodam tylko, że tutaj trzymam się kanonu do 5 tomu więc Umbridge nie odstawiła swoich najgorszych numerów.
