Tradycyjne podziękowania dla tych co tutaj zaglądają.
Toraach: Pamiętam o Andromedzie i mam scenki z udziałem jej i Belli nieco później. Generalnie teraz chciałam dać Hermionę i jej skrzaty.
Pansy, cóż moim zdaniem skoro ona jest z Draco a Hermiona z Lucjuszem to powinny się dogadać. W szkole się nie lubiły, bo były z wrogich sobie domów, teraz jednak dorosły.
Elaine, cóż chce pomóc Lavender, a zarówno babka jak i jej kochanek są przeciwni. I wyrażają swoje zdanie dobitnie. Ron miesza w życiu wielu osób a niektórym rujnuje niedzielne poranki :-)
Hulk12: Tak, Ron dał popis inteligencji. Ale on czuje się tak pewny siebie, że zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością.
W tym rozdziale dowiemy się dlaczego Ron nie jest bohaterem skandalu i spotkamy Cormaca McLaggena.
Hermiona nie miała za wiele do robienia w pracy. Faktycznie dostała stanowisko bardziej reprezentacyjne nuż istotne, nad czym początkowo cierpiała. Żaliła się Lucjuszowi dość regularnie, aż zniecierpliwiony arystokrata poradził by poczęła studiować prawo i zwyczaje czarodziejów. Wszystko było dość skomplikowane i długie, aby zapewnić kobiecie zajęcie, zaś mężczyzna o platynowych włosach znał wiele ciekawych sposobów na spędzenie wolnego czasu z uwielbianą kobietą niż słuchanie podobnych żalów.
Poświęciła ten czas znajdując przepisy i regulacje dotyczące magicznych stworzeń. Nie zapomniała nigdy swego zapału dotyczącego poprawy losu Skrzatów Domowych i innych magicznych stworzeń. Na czwartym roku podeszła do sprawy idealistycznie i bez głębszego zastanowienia. Szyła czapki i szaliki dla skrzatów, ale nie znała przepisów. Jak mogła komukolwiek pomóc nie znając natury problemu? Lucjusz zawsze poświęcał dużo czasu na poznanie sprawy, nim zaczął działać. Postanowiła wziąć z niego przykład. Kochała go, ale nawet w czasie kiedy go nienawidziła nigdy nie odmawiała mu inteligencji i bystrości.
Zamieszkała w Malfoy Manor, skąd codziennie teleportowała się do Londynu. Nie miała ochoty wracać na Grimmauld Place, nie po tym co usłyszała od Ginny. Napisała wiele listów do Harrego zapewniając o swym szczęściu w nowym miejscu. „Zawsze będziemy przyjaciółmi, ale jesteśmy dorośli. Ja mam Lucjusza, ty swoją ukochaną. Nie znosimy się, więc odeszłam. Zawsze chętnie się z tobą spotkam, ale wieczorem potrzebujesz czułych pieszczot, nie kłótni". Ona sama nie narzekała na brak takowych. To co jej wybranek potrafił wyczyniać w sypialni, albo wannie… postanowiła poczytać „Kamasutrę" by wykazać inicjatywę. Ale oczywiście nie w pracy. Wolała nie myśleć o reakcji Scrimgeoura na podobne odkrycie.
Tutaj, w Ministerstwie zamierzała popracować nad całkiem innym projektem. Na swoje szczęście znała osobę mogącą pomóc. Odkąd wyprowadziła się z Grimmauld Place, oraz straciła przyjaźń Ginny, nawiązała bliższe relacje z Elaine. Prawdę powiedziawszy coraz częściej myślała o kuzynce Lavender jak przyjaciółce. To właśnie ją prosiła o księgi i rejestry dotyczące magicznych istot.
- Ale po co ci to? – pytała podejrzliwie Elaine – przeglądanie dokumentacji zajmuje wieki!
- Chcę się dokształcić – wyznała zgodnie z prawdą Hermiona – nie znam się za bardzo na prawie, a to przydatna wiedza.
- Co racja to racja – skinęła głową blondynka – mam jednak wrażenie, że nie chodzi tylko o poszerzanie wiedzy – zakończyła najwyraźniej nieprzekonana.
- Nie planuję niczego nielegalnego – zapewniła – chcę poznać regulacje prawne.
- I naprawdę uważasz, że magiczne stworzenia to dobry pomysł? Jesteś znana Hermiono i Minister osobiście zaproponował ci pracę, to dość rzadkie w przypadku osób świeżo po Hogwarcie. Masz perspektywy, znacznie lepsze niż wielu rówieśników – zauważyła.
- Wiem i zamierzam z nich skorzystać. Wybierasz się na lunch? Polubiłam zupę z tutejszej kafeterii.
- Ja też, chodź. Dołączymy do Doris i Mafaldy, prawie zawsze chodzimy razem, taka przerwa na życie towarzyskie.
Hermiona skinęła głową i podziękowała. Zwróciła uwagę na kolczyki Elaine, które nie mogły, wbrew jej słowom, pochodzić ze sklepu ze sztuczną biżuterią. Widziała dość kosztowności na Pansy oraz prezentów od Lucjusza by uwierzyć w podobne bajeczki. Nie naciskała jednak szanując prywatność swej przyjaciółki. Sama nie opowiadała na prawo i lewo o swoim życiu miłosnym, zaś kłótnia z Ginny, oraz paskudne wyjce od Molly Weasley, po raz kolejny przekonały jak wiele racji miał Malfoy nie chcąc ujawniać za wiele szczegółów. Pomyślała, że skoro ona ma powody by zachować tajemnice, Elaine musi mieć własne. I uszanowała to.
- Bardzo ładna bransoletka – blondynka wyraźnie pochwaliła prezent od Lucjusza.
- Tak piękna jak twoje kolczyki.
Czarownice wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. Obie ukrywały niejedno, ale nie ufały sobie na tyle by zdradzić sobie tajemnice. Dopiero się poznawały. Przynajmniej na razie, a awantura z Ginny przekonała Hermionę by zachowała ostrożność. To co usłyszała z ust rudowłosej bolało, a fakt, że winowajczyni nawet nie próbowała przeprosić tylko zwiększało gorycz. Najwyraźniej Hermiona została uznana za winną i złą.
- Masz plany na wieczór? – zapytała blondynka kiedy szły do windy.
- Nie – odparła szczerze Hermiona.
- Wspaniale, co zatem powiesz na babską imprezę w moim mieszkaniu? Organizuje takie co jakiś czas, przyjdą Doris, Mafalda i Lav, mam nadzieję że u niej wszystko dobrze.
- Jest chora, nie miałam pojęcia – jęknęła Hermiona.
- Och nie, to coś całkiem innego. Sama zobaczysz.
- Zaintrygowałaś mnie, kiedy mam przyjść?
- Wyślę ci wiadomość pocztą wewnętrzną jak będziemy wychodzić.
Właśnie na babskiej imprezie, jak to nazwała Elaine, Hermiona dowiedziała się o stanie Lavender. Serdecznie pogratulowała przyszłej matce, chcąc pokazać, że raz na zawsze skończyła z Ronem. A właściwie nie wiedziała czy powinna mówić o zakończeniu związku, który naprawdę nigdy nie miał początku. Wymienili pocałunki po zniszczeniu horkruksa. Przeżywali wielką radość i euforię, a emocje wzięły górę nad rozsądkiem. Potrzebowali chwili zapomnienia, ale jedynie chwili.
Z ciekawością obejrzała mieszkanie swej nowej przyjaciółki. Wiedziała, że zostało magicznie powiększone, chociaż nie potrafiła zidentyfikować wszystkich zaklęć. Kawalerka, przerobiona na mieszkanie dwupokojowe, sprawiała wrażenie sporej i wygodnej. Nie luksusowej, ale na pewno przyjemnej. Wynajęty w mugolskim Londynie dom został urządzony z mieszaniną elementów czarodziejskich i tych nie magicznych. I dlatego w salonie stał telewizor obok radia czarodziei.
- Nie sądziłam, że to jeszcze zobaczę – Hermiona westchnęła z sentymentem na widok mugolskiego urządzenia – jakie masz kanały?
- Nie działa – wyjaśniła gospodyni – za dużo magii w powietrzu i wszystkie urządzenia wariują.
Usiadły na wygodnej kanapie i fotelach w salonie. Doris, najwyraźniej czująca się w mieszkaniu jak u siebie w domu, pomogła w przygotowaniu lekkich przekąsek. Na stole już stała ogniska whisky oraz piwo kremowe, tuż obok mugolskiego, włoskiego wina. Hermiona usiadła obok Lavender by pogratulować i wypytać o samopoczucie.
Nawet ślepy by wyczytał zdenerwowanie z twarzy jasnowłosej Gryfonki. W żadnym społeczeństwie nie jest lekko dla młodej dziewczyny aby zajść w ciążę nie mając ni stałej pracy ni nie będąc w stałym związku. Tymczasem magiczna społeczność podchodziła do pewnych spraw znacznie bardziej stanowczo i w bardziej konserwatywny sposób. Tyle wiedział każdy kto przebywał wśród czarodziei przez jakiś czas.
- Dziękuję Hermiono, to wiele dla mnie znaczy. Nie byłyśmy nigdy blisko, ale nie chciałabym cię stracić.
- Zupełnie źle cię oceniłam, przeceniałam niektórych a nie doceniałam innych – westchnęła Hermiona – a zawsze uważałam się za mądrą. Jak Ron zareagował?
- Chce wziąć ślub, jego rodzina wyraziła zgodę i radość, moja wręcz przeciwnie. Właściwie tylko Eli-Li stoi po mojej stronie.
- Eli-Li?
- Elaine, jako dziewczynki wymyśliłyśmy dla siebie zdrobnienia, ona na mnie woła Lav-Lav a ja na nią Eli-Li. Skoro się przyjaźnicie, chyba nie będzie miała mi za złe, że tak ją nazywam.
- To bardzo miła dziewczyna – zauważyła Hermiona.
- I lojalna, z taką lojalnością powinna być w Hufflepuffie. Ona nie znosi Rona, ale stara się przy mnie tego nie okazywać i wspiera mnie. Nie popiera mojego wyboru, ale jest przy mnie.
- Zatem to zaszczyt być jej przyjacielem, tak samo jak twoim Lavender. Czy mogę coś dla ciebie zrobić?
- Nie, nie dziękuję. Państwo Weasley chyba mnie polubili, chociaż Ginny jest dość niemiła. Ale Bill i George są w porządku, tak samo Percy.
- Nie przejmuj się Ginny, ona jest po prostu podła – Hermiona zacisnęła dłonie, wspominając słowa szlamowata dziwka – jest podła, wredna i ograniczona.
Lavender nie skomentowała wybuchu Hermiony. Wszyscy wiedzieli, że przyjaźniła się z najmłodszym dzieckiem Weasleyów. Jak widać jednak szkolna przyjaźń szybko odeszła w niepamięć, najwyraźniej zastąpiona przez złość i gorycz. Pomimo swej kłótni z rodziną nie narzekała na nic. Kuzynka jej pomagała i gryzła w język by nie powiedzieć za dużo o Ronie, a Hermiona zaproponowała urządzić baby shower.
- Zatem kochane przyjdźcie tutaj – nakazała Elaine – musimy powitać mojego siostrzeńca lub siostrzenicę, czyż nie?
- No pewnie – poparła ideę Doris – może pewnego dnia urządzimy taki dla ciebie?
- Mnie? – Elaine spłonęła rumieńcem.
- Jakbyś czasem wychodziła i kogoś poznała...
Hermiona całkiem zadowolona wróciła do domu, jak nazywała Malfoy Manor. Cudownie było być z Lucjuszem, zaś jeśli chodzi o Draco i Pansy nawiązali dobre relacje. Zaakceptowali się nawzajem, co stanowiło niemały wyczyn po latach szkolnej nienawiści. Definitywne rozstanie z Weasleyami bardzo im to ułatwiło. Nie zamierzała wybaczać dawnym przyjaciołom bezpodstawnych oskarżeń oraz przepraszać za swoje wybory, jakby popełniła zbrodnie. Znikła z widoku, nie chcąc stawiać Harrego w trudnej sytuacji. Mimo wszystko stanowili dla niego najlepszą namiastkę rodziny. Mogła tylko życzyć dużo szczęścia. Tak samo jak życzyła tego Lavender, która najwyraźniej zamierzała poślubić Rona.
„Hermiono,
Bardzo mi przykro z powodu Ginny, nie miała prawa tak do ciebie mówić. Czasem jej nie poznaję i nie wiem czy zawsze taka była, czy ja teraz naraz się zmieniłem. W każdym razie twój pokój pozostanie Twoim. Stworek zmienia i pierze pościel nie chce nawet słyszeć by miał tam mieszkać ktokolwiek inny.
Może spotkamy się na lunchu w pracy? Mamy małą przerwę w szkoleniu
Harry"
Oczywiście odpowiedziała w trybie twierdzącym. Marzyła aby spotkać Harrego oraz parę innych osób, które po walkach postanowiły spróbować swych sił w Akademii Aurorów. Trening nie należał do łatwych, ale kto jak to, Potter na pewno zdoła szczęśliwie spełnić swe dawne marzenie o karierze łapacza czarnoksiężników. Chciała z nim porozmawiać, gdyby przez Ginny miała stracić i jego..
Znała drogę go Biura Aurorów, kilka razy tam zawędrowała także z jakąś dokumentacją. Umbridge bardzo często używała młodszej kobiety w charakterze posłańca, zaś Hermiona nie chciała się kłócić. Pamiętała Piąty Rok w Hogwarcie oraz sposoby w jaki traktowała uczniów. Była okrutna i balansowała na granicy prawa. Lucjusz i Elaine konsekwentnie oraz całkowicie niezależnie ostrzegali przed ropuchą, a byli jej ludźmi życzliwymi.
- Sława to jedno panno Granger, ale nie zapewnia wszystkiego – mówiła znienawidzonym, słodkim głosem.
Hermiona musiała użyć całej swej siły woli aby nie wywrócić oczami i nie powiedzieć za dużo. Kingsley ostrzegał, że łatwiej walczyć z wrogiem w pojedynku i rzucać klątwami, niż znosić fałszywe uprzejmości i uśmieszki. Na nieszczęście dziewczyny, ropucha była jedyną osobą która zwracała na nią większą uwagę.
Percy siedział przy biurku nad jakimiś ważnymi dokumentami i witał intruzów warczeniem. Nawet Umbridge czasem została w podobny sposób potraktowana, ale o dziwo pozostał bezkarny. Najwyraźniej jednak to on był osobą faktycznie bardziej cenioną przez szefa. Dla Hermiony miał zwykle kilka słów, ale wyraźnie nie chciał aby z nim dłużej rozmawiać. O tak, chadzała na rozmaite przyjęcia oraz spotkania, bankiety i tym podobne znienawidzone przyjęcia, ale poza tym nie bardzo wiedziała co zrobić.
Zazdrościła Lucjuszowi, a także Draco, czy nawet Kingsleyowi ich naturalnej zdolności poruszania się w towarzystwie. Ona zwykle nudziła się na wszelkich tego typu spotkaniach i tylko obecność Harrego, czyniła wszystko znośnym. Nie umiała nosić szpilek jak Elaine, woląc bardziej wygodne, sportowe buty. Nie lubiła się malować czy stroić, męczyło ją to i drażniło. Nie narzekała, nie chcąc słuchać wykładów czy to Lucjusza czy choćby Percy'ego. Tak, przyjęcia były ważne ale i śmiertelnie nudne.
- Hermiona!- Harry już na nią czekał w hallu Biura Aurorów – nawet nie wiesz jak mnie cieszy twój widok! Mieszkasz teraz u Lucjusza?
- Tak, przyjął mnie z radością. Jest wściekły na Ginny, a nie wie wszystkiego. Znaleźlibyście wspólny język, ale po tym..
- Wiem, strasznie cię przepraszam, Ginny nie miała prawa tak do ciebie mówić, Na Merlina tak nie wolno mówić do nikogo!
- Nie zawiniłeś. Nie jest dzieckiem, które musisz pilnować. Nie chcę jej więcej widzieć. Czy, czy jest dla ciebie dobra?
- O tak opiekuje się mną. Ale powiedz co z tobą? Ropucha nie wbiła trujących kłów?
- Ropuchy nie mają trujących kłów – zachichotała – i jest trzymana na smyczy.
Chichotali przez chwilę wymieniając coraz bardziej zwariowane pomysły jak takowe pilnowanie i trzymanie może wyglądać. Harry, najwyraźniej pod wpływem szkolenia politycznego Kingsleya, zaczął podejrzewać romans, ale ta teza upadła.
- Ona sypiała z Knotem z tego co wiem – wyjaśniła – co, znam plotki, to pomaga. I ministerialne plotkary zgodnie potwierdzają, że Scrimgeour nie ma z nikim romansu, w każdym razie nie z nią.
- Rany, jaka zdesperowana kobieta by zechciała..- zaczął Harry
- Na Knota się chętne znalazła więc cóż, podejrzewam, że stanowisko Ministra bywa kuszące dla pewnego rodzaju kobiet. Ale na pewno nie zaprosiłeś mnie by słuchać najnowszych plotek.
- King twierdzi, że te plotkary to niezła siatka informacyjna lub dezinformacyjna więc dobrze jest mieć wśród nich przyjaciół. Ale nie, z tobą chcę po prostu pogadać. Sześć lat w szkole jedliśmy razem posiłki, potem.. po prostu teraz mi dziwnie. Ron … cieszę się, że jesteś tutaj.
Zaciętość na twarzy przyjaciela powiedziała wszystko. On także przeżywał stratę przyjaciela, może nawet bardziej niż ona sama, wszak zawsze był bliżej z Ronem. No i jeszcze pozostawała Ginny, ślepo wierząca w każde kłamstwo brata i gotowa obwiniać cały świat za jego pech oraz niepowodzenia.
Zerknęła na niego przyjaźnie i uściskała. Chciała mu pokazać wsparcie oraz zwyczajnie w świecie spotkań. Wyglądał na bladego i zmęczonego, zapewne z powodu treningów. Nieraz wspominał ile razy padał ze zmęczenia. W takich chwilach czuła się naprawdę paskudnie, że narzekała na nudę w pracy. On jednak promieniał.
- Lubię to co robię – zapewniał – King powiedział, że ukończę kurs ze znakomitymi wynikami, a potem, potem zacznę pracę!
- Gratulacje, przyda się ktoś dobry! Kto jeszcze dostanie nominację?
- Ze znanych ci osób? McLaggen – wyjaśnił – Cormac McLaggen, który nieustannie dokuczał Ronowi w szkole i szydził z Weasleyów. Kojarzysz go z Klubu Ślimaka?
- Tak – skinęła głową – niezbyt udana randka. Nie wiedziałam, że chce zostać Aurorem!
- Ani ja, ale jego wujek najwyraźniej za niego wybrał, Tyberiusz McLaggen przewodzi teraz Wizengamotowi i zgadnij kim są jego najlepsi kumple?
- Bertie Higgs i…
- Taa, twój szef Hermiono. Scrimgeour osobiście go tu wcisnął, pod pierwszym lepszym pretekstem – wyjaśnił Harry.
Wciągnęła głęboko w powietrze. Pamiętała swoje niezbyt udane spotkanie z jasnowłosym chłopakiem. Wówczas uważała go za zadufanego w sobie bubka o manierach gorszych niż pół olbrzym. Przyjęła jego zaproszenie na kolację by zdenerwować Rona, ale szybko pożałowała. Cormac koniecznie chciał ją pocałować pod jemiołą, co wówczas uważała za niedopuszczalne.
Nie widziała go potem ani razu. Rozpoczęła się Wojna, a ona stanowiła ważną część walk. Może z raz czy dwa widziała go na Pokątnej, ale nie rozmawiali ze sobą. Cóż ona pędziła na swoje spotkania zaś on na swoje. Pod wpływem Lucjusza zaczęła jednak oceniać młodzieńca nieco łagodniej.
- No, no Potter- McLaggen przybył nim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć – zadziwiające, że pupilek Shacklebolta tak krytykuje system, który go tutaj wciągnął. To gra polityczna, a twój idol używa twej sławy oraz blizny do osiągnięcia celów. A i Ty wiesz jak skorzystać w momentu sławy.
- Ciężko pracowałem – wycedził Harry.
- Ja też, dostałem szansę i ją wykorzystuję – wzruszył ramionami Cormack – Hermiono, wspaniale cię widzieć. Gratuluję znakomitej posady.
- Dziękuję – odpowiedziała uprzejmie – tobie też mam nadzieję wszystko idzie dobrze?
- Nawet znakomicie – zapewnił- skoro oboje pracujemy w jednym miejscu, może wyjdziemy kiedyś na lunch? – zaproponował.
- Czemu nie, ale teraz muszę iść przepraszam – wtrąciła ugodowo.
- Chodźmy Hermiono, masz jeszcze sekundę – zapytał Harry – daj sobie z nią spokój – poradził Cormackowi – ona jest zajęta.
- Masz na myśli swego kumpla-przygłupa? – szydził drugi chłopak – Hermiona zasługuje na kogoś lepszego, inteligentnego i z dobrej rodziny, nie zaś tego rudzielca.
- Odwal się od Rona, McLaggen – warknął ostrzegawczo - twój wujek i jego kumple nie będą cię wiecznie chronić, a tutaj nie szydzimy z członków Zakonu i ich rodzin. A Hermiona jest z kimś właśnie takim.
- Ja z nikogo nie szydzę, tylko mówię prawdę, Potter – syknął Cormac – i odwal się od mojej rodziny i przyjaciół, skoro zadajesz się z facetem który z chlania i awantur zrobił styl życia.
Obaj patrzyli na siebie nienawistnymi spojrzeniami. Harry wiedział oczywiście o wyczynach Rona i absolutnie je potępiłał, ale nie zamierzał nikomu pozwolić obrażać swego pierwszego przyjaciela.
Oddychał też z ulgą, że najwyraźniej zdołali zachować z Kingsleyem tajemnicę i nikt jeszcze nie wie o innych wyczynach rudzielca. Pił także w mugolskich pubach, gdzie po pijaku nieraz prezentował swoją magię i rzucał Accio na sukienki i spódnice dziewczyn. Gdyby Emmeline Vance nie pracowała w Biurze Interwencji wybuchły skandal. „Ten chłopak się stacza i nie wiem czy robimy mu przysługę kryjąc jego wyskoki, jeśli to się wyda.."- powtarzała chuda czarownica, coraz bardziej zniesmaczona.
Ron mógł poważnie nadszarpnąć reputację Zakonu Feniksa, ale teraz nie mogli go wystawić na odstrzał. Zaproponowali projekty ustaw łagodzące prawa preferujące czarodziei czystej krwi na wysokich stanowiskach. Sprawa nie była może przegrana, ale bardzo ciężka biorąc pod uwagę sprzeciw Ministra, Przewodniczącego Wizengamotu oraz sporej części członków szacownego gremium. „Nie zamykamy się na młodych, zdolnych i ambitnych"- tłumaczyła druga strona" – „Ale głębokie zrozumienie społeczności wymaga dorastania w niej". Te słowa stanowiły ukłon tak wobec osób czystej krwi jak i półkrwi, osłabiając tym samym siłę argumentów Zakonu.
- To sam się odwal – warknął Harry przypominając sobie wszystkie wpadki Rona i nie chcąc w złości powiedzieć za dużo.
Dwóch kandydatów na Aurorów mierzyło się nienawistnym wzrokiem. Nie mieli szans na zostanie przyjaciółmi. Harry całym sercem popierał Zakon Feniksa, zaś Cormac z oczywistych powodów podzielał poglądy konserwatystów, co musiało doprowadzić do tarć. Na samym początku ten drugi próbował nawet nawiązać poprawne relacje z Potterem. Niestety kpił z Rona i doniesień o rzekomych wyczynach rudzielca w podejrzanych spelunach, toteż ostatecznie ich relacje były jeszcze gorsze niż w czasach szkolnych. W Hogwarcie po prostu za sobą nie przepadali, ale obecnie po prostu nieomal skakali sobie do gardeł.
- Cormac – wtrąciła Hermiona – słuchaj miałbyś coś przeciwko dołączyć jak będę szła na lunch z koleżanką?
- Ależ skąd, nie mam nic przeciwko spotkaniu uroczych dam!
Hermiona chwyciła pod rękę Harrego i pośpiesznie wyprowadziła. Nie chciała by doszło do awantury, ostatnie czego potrzebowała to wpakowania przyjaciela w kłopoty. Wyczuwała, że przez nią na pewno posprzeczał się z Ginny i resztą Weasleyów. To było dość paskudne bez dodatkowych komplikacji w postaci złych relacji z otoczeniem.
Lucjusz dokładnie wyjaśnił na jakiej zasadzie młody McLaggen trafił do Akademii Aurorów. Bratanek bliskiego przyjaciela Ministra Magii miał znacznie lepsze szanse oraz wejścia niż szary obywatel. Arystokrata o platynowych włosach wyraźnie sugerował by nawiązała, dla własnego dobra, odpowiednie relacje z kolegą z klasy. „Dobre relacje pomagają w szybszym awansie w Ministerstwie. Jak będziesz kojarzona w Weasleyem będzie ci ciężko, ale jak nawiążesz przyjaźń z innymi.."
- Dlaczego tak się sprzeczasz z Cormackiem? – zapytała kiedy szli do windy.
- Od kiedy go lubisz? Pamiętasz jak wspomniałaś, że ma gorsze niż Graup? – przypomniał Harry.
- Byłam wtedy młoda, głupia i ślepa nie chcąc widzieć jacy są Ron oraz Ginny. Za ostro go oceniłam.
- Jesteś rozgoryczona, ale Ginny .. – zaczął Harry.
- Kochasz ją i to szanuję. Nigdy jej nie wybaczę tego co powiedziała na temat mnie i Lucjusza. Nigdy.
- Ale co?
- Nie wiesz co wykrzyczała, czyż nie? A więc nie tylko, wzorem Rona oskarżyła mnie o to że jestem z nim dla pieniędzy, ale powiedziała – głos się jej załamał – powiedziała, że dla niego na zawsze pozostanę szlamą.
- Hermiona ja – zaczął – ona musi przeprosić, musi!
- Nie zmuszaj jej. Nie potrzebuję pseudo przyjaciół co nawet nie pozwalają wytłumaczyć i skazują.
Harry Potter może nie był mistrzem w wyczuwaniu emocji, ale nie był też idiotą. Wiedział kiedy dla własnego dobra powinien zamilknąć i wyczuł, że nadeszła jedna z tych chwil. Wesleyowie byli dla niego jak rodzina od pierwszego roku w Hogwarcie i właśnie wtedy częścią rodziny została Hermiona. Tak miało być już zawsze i na zawsze, ale ledwie Wojna dobiegła końca pojawiły się rysy. Rysy z czasem rosły aż powoli wszystko poczęło znikać. Skorupy zastąpiły wyczekiwaną, piękną całość i nie istniała możliwość by cokolwiek na nowo odtworzyć.
Dwójka przyjaciół ruszyła w kierunku windy. Ministerialna kafeteria nie należała może do najwspanialszych miejsce na lunch, ale nie mieli czasu by szukać dalej. Pragnęli porozmawiać możliwie najdłużej, zwłaszcza, że od wyprowadzki Hermiony prawie się nie widywali. A chociaż tyle pragnęli ocalić.
Nazywano ich Złotą Trójcą Gryffnidora, Potter, Weasley i Granger trójka najodważniejszych i najmądrzejszych czarodziei swej generacji przeszła do legendy jeszcze za swych szkolnych lat. Tak miało pozostać już zawsze na zawsze, ale zawsze na zawsze oznaczało do zakończenia walk. Pocałunek zadecydował o ich losie, pocałunek zwykle łączy ludzi, jednak w ich wypadku wprowadził niemożliwe do zasypania podziału. Hermiona i Ron wymienili pocałunki po zniszczeniu horkruksa oraz po tym jak wróg ich wszystkich, Voldemort padł martwy.
Wielu ludzi wówczas ulegało nastrojowi chwili. Pragnęli dzielić radość z kimś bliskim, lub dającym możliwie najlepszą namiastkę bliskości. Ron jednak najwyraźniej począł oczekiwać czegoś więcej i uznał swoją wyłączność do Hermiony. I chociaż parę nieudanych schadzek, powinno dać mu do myślenia, że być może po prostu do siebie nie pasują on brnął dalej. Nadeszły wywiady do gazet i zaproszenia na przyjęcia. Najmłodszy z Weasleyów szybko zdobył opinię imprezowicza a pijany sławą nawet nie zauważył jak stracił Hermionę. Pytany o przyczynę picia niestosownych ilości alkoholu oraz głośnych zabaw wskazywał brązowowłosą dziewczynę. Jego matka oraz siostra uwierzyły, obwiniając niewinną dziewczynę o stopniowe staczanie się swego krewnego. Złe emocje rosły po obu stronach i dochodziło do wybuchów. Dlatego Ginny użyła niewybaczalnych słów wobec Hermiony a raz wykopany topór wojenny ranił i uderzał bez litości.
- Słuchaj Hermiono ten facet, to Szef Departamentu Przestrzegania Prawa? Z kim on rozmawia?– zapytał nagle Harry, chcąc za wszelką cenę uniknąć drażliwych tematów.
Szybko zerknęła we wspomnianym kierunku. Faktycznie niedaleko, zapewne czekając na windę, stał Bertie Higgs. Wysoki mężczyzna we wspaniałej szacie koloru nocnego nieba wyglądał imponująco. Siwiejące włosy miał elegancko zaczesane zaś wąsy sterczały nienaturalnie prosto. Hermiona kilka razy spotkała tego dystyngowanego mężczyznę o nienagannych manierach. Wymieniali liczne uprzejmości, ale wyczuwała, że najwyraźniej za nią nie przepadał. A raczej może nie za nią, ale Zakonem co nie stanowiło żadnej tajemnicy. Stał bokiem, pogrążony w rozmowie z jakąś kobietą.
Z tej odległości nie było słychać słów, ale dwójka najwyraźniej intensywnie o czymś dyskutowała. Jasnowłosa kobieta najwyraźniej przeciw czemuś oponowała, bowiem widać było dość gwałtowne ruchy jej dłoni. Dopiero kiedy odwróciła głowę, Hermiona podchwyciła jej wzrok. Rozpoznała Elaine, swoją bardzo bliską koleżankę i nieomal przyjaciółkę odkąd definitywnie zerwała kontakty z Ginny. Oczywiście Szef Departamentu rozmawiał z różnymi osobami w swoim biurze, ale coś w ich postawie i coraz wyraźniejszej mimice wskazywało, że bynajmniej nie wymieniali opinii na temat przepisów prawa.
- To jest.. – zaczęła
- Harry Potter – Higgs nie pozwolił jej dokończyć zdania – nasz zbuntowany kandydat na Aurora i to w towarzystwie panny Granger – kontynuował z niezbyt przyjemnym uśmiechem – co też panią sprowadza do mojego Departamentu?
Hermiona wzięła głęboki oddech. Wyczuwała niespecjalnie zawoalowaną nutę niechęci w głosie eleganckiego czarodzieja. Spotykali się na różnych bankietach i innych wydarzeniach społecznych, ale nigdy nie wyszli poza wymianę uprzejmości. Nie przepadali za sobą, zapewne z powodu przyjaźni Hermiony z Harrym Potterem oraz paru słów wypowiedzianych w obronie Rona. A raczej nie tyle słów obrony co niechęci do wyszydzania chłopaka i przypomnienia o tym, że jednak walczył z siłami Voldemorta i zyskał status weterana wojennego.
Ściągnęła tym na siebie wyraźne niezadowolenia Higgsa, który mruczał coś o „bezczelnych i rozpuszczonych dzieciakach". Od swego bezpośredniego szefa, Ministra Magii, zarobiła wówczas godne bazyliszka spojrzenie, oraz późniejszą, oficjalną notatkę z wykładem na temat wybierania priorytetów. Niestety tekst przeczytał Lucjusz, co doprowadziło do ich pierwszej, poważnej kłótni. Ukochany nie dość, że wpadł w zazdrość na samo wspomnienie jej byłego, to jeszcze bardzo surowo ocenił nierozważne postępowanie. Spotkanie Higgsa nie mogło wróżyć niczego dobrego.
- Odwiedzam przyjaciół – wyjaśniła – wykonywanie niebezpiecznej misji na Wojnie potrafił złączyć ludzi, dość by pójść na lunch w czasie pokoju.
- Walki potrafią wiele zmienić w naszym życiu, ale panno Granger w czasie pokoju należy iść do przodu, nie zaś uparcie tkwić w przeszłości. To także oznacza nowe znajomości.
- Ma pan całkowitą rację sir – odparła słodko – dlatego zaprzyjaźniłam się z pańskim nowym, oskarżycielem posiłkowym – wskazała na Elaine.
- Intrygujące – uśmiech Higgsa nie wyrażał emocji – pani zainteresowanie moim Departamentem jest jak widzę poważne.
- Znajomość prawa się przydaje dla każdego – wtrąciła miękko Elaine – a Hermiona jako młoda i ambitna pracowniczka biura Ministra pragnie poznać możliwie najlepiej przepisy.
- Zgrabna wypowiedź godna prawnika. Brakuje nam jednak czasu na kontynuowanie rozmowy. Panna Granger i Harry Potter najwyraźniej pędzą na lunch, niedobrze przetrzymywać głodnych czarodziei – kontynuował sucho Higgs – my zaś mamy sporo pracy – zakończył łagodniej, biorąc teczkę od Elaine – to na razie powinno wystarczyć, zapraszam do mojego gabinetu.
Blondynka rzuciła Harremu i Hermionie przepraszające spojrzenie, po czym posłusznie ruszyła za czarodziejem w ciemnej szacie. Wiedziała doskonale, że pewne zachowania jej przyjaciółki, wynikające z lojalności nie są dobrze oceniane. Nie wiedziała tylko jak nakazać ostrożność, nie zdradzając skąd właściwie zna poglądy ludzi jak Bertie Higgs czy Tyberiusz McLaggen. Nie mogłaby tego wyjaśnić w prosty sposób, a przecież nie mogła powiedzieć, że właściwie to widują się dość często na przyjęciach w zaprzyjaźnionym gronie i mówią sobie na „ty".
Słuchała niezliczone dyskusje na temat Zakonu Feniksa i ich politycznych planów. Usunięcie przepisów faworyzujących czarodziei z rodzin magicznych, przepisów chroniących przed wilkołakami to zakrawa na rewolucję. To ostatnie zwłaszcza budziło sprzeciw, wszak nie chodziło o miłe, futrzaste kulki, ale potencjalnie zabójcze stworzenia. Jej rodzina pisała pełne oburzenia listy do Dumbledora, że narażał uczniów zatrudniające jednego z nich jako nauczyciela. Wolała nie myśleć co jeden z tych stworzeń mógł zrobić Lavender. „To są chorzy i groźni ludzie, nie można ich karać ale trzeba dbać o bezpieczeństwo innych"- ten argument padał raz po raz.
Chętnie słuchała oraz uczestniczyła w dyskusjach. Prawdę mówiąc czuła się wówczas wspaniale, odgrywając rolę gospodyni. Zwinka i inne skrzaty traktowały ją jak swoją panią, ale co znacznie ważniejsze wtajemniczeni goście, czyli przyjaciele jej ukochanego, zaakceptowali ją. Fakt, że miała identyczne poglądy co oni, była nadzwyczaj poważna jak na swój wiek zaś babka Galatea wbiła jej do głowy wszelkie zasady zachowania i etykiety czarodziei czystej krwi bardzo pomagały. Nazwiska Harrego Pottera oraz Hermiony Granger padały co jakiś czas, niekoniecznie w pozytywnym aspekcie. Nic tak nie rozwiązywało języka szacownym panom, co parę głębszych whisky.
- Nie wiem po co ją zatrudniłeś – Tyberiusz McLaggen wydawał się zdenerwowany – ta pannica najwyraźniej ma znacznie mniej rozumu niż wskazuje jej wiek, skoro broni Weasleya i Pottera. Pottera, żebyś wiedział co Cormac o nim mówi!
- Wiem, raporty trafiając na moje biurko. Co do Hermiony Granger, to jest rozpoznawalną postacią i bohaterką wojenną. Zatrudnienie jej dobrze wygląda, zaś naprawdę znalazłam dla niej stanowisko gdzie nie wyrządzi większych szkód, poza oczywiście drażnieniem mnie. Ale użeranie się z idiotami to zdaje część mojej pracy.
- Oczywiście masz rację Rufusie, ale nie obawiasz się, że narobi zamieszania? I naprawdę podziwiam twoje opanowanie, ja bym chyba tak nie potrafił!
- Potrafisz, po prostu nie zawsze musisz. Toleruję Hermioną Granger bo jest znaną postacią i powiązaną z Zakonem Feniksa, z kolei znoszę Dolores Umbridge ze względu na jej zaciętość przeciw nim. I mam swoje sposoby na zachowanie spokoju!
- Zwolnienie bohaterki wojennej wyglądało by bardzo źle i dało argument do ręki Zakonowi, na temat rzekomego popieranie idei supremacji czystej krwi – wtrąciła Elaine, która właśnie wróciła z nową butelką whisky.
To był jeden z tych sobotnich wieczorów, kiedy czuła się naprawdę istotną osobą w życiu swego wybranka, nie zaś wstydliwym sekretem. Była gospodynią, dbającą o zakąski i trunki nie mając nic przeciwko podobnej roli. Babka Galatea wbiła jej do głowy, że mężczyźni bardzo cenią kobiety akceptujące ich przyjaciół i męskie wieczory. Przekonywała jak dalece potrafią okazać wdzięczność, zaś wąska, srebrna bransoletka, ostatni prezent z okazji braku okazji stanowił dowód na prawdziwość owej tezy.
Miała na sobie długą, rozszerzaną szatę nieomal do ziemi. Lubiła ten zarazem elegancki i wygodny strój. Czarny materiał nadawał jej powagi oraz nieco zmniejszał, wizualnie, różnicę wieku między nią a jej wybrankiem. Dwadzieścia cztery lata to całkiem sporo, a chociaż w magicznym świecie związki starszych czarodziei z dużo młodszymi czarownicami nie stanowiły rzadkości i tak rozwiązywały złośliwe języki. Żółtawe zdobienia szaty pasowały do rozpuszczonych włosów i nie wyglądała dzięki temu jakby szła na pogrzeb. Kolczyki w kształcie pająków, jej ulubione, dopełniały całości. Tak, wyglądała naprawdę statecznie i elegancko.
- Coś w tym jest – mruknął Przewodniczący Wizengamotu, drapiąc się po jasnej, koziej bródce – ale ten cały Zakon to wrzód na dup…
- Wśród nas są damy – przerwał Higgs.
- Dziękuję Bertie, ale nie tak łatwo mnie przerazić. Zakon bywa denerwujący, ale jednak sojusznik z ostatniej Wojny a sojusze bywają kosztowne – zauważyła Elaine nalewając wszystkim kolejkę.
- Oj żebyś wiedziała – McLaggen najwyraźniej zamierzał wyrzucić swoje żale, po czym wypiwszy kolejny łyk whisky kontynuował – czemu oni nie mogą cieszyć się zwycięstwem, wziąć stanowisk i korzystać ze swej pozycji? Te ich pomysły walki z rzekomą dyskryminacją to nic innego jak próba wprowadzenia anarchii i wprowadzania zamieszania.
- I tego argumentu używamy w dyskusji, całkiem skutecznie – zauważył gospodarz, obejmując ramieniem swą młodą kochankę – niestety wciąż nie możemy ot tak związać rąk Zakonowi, nie bez dowodów na nadużycia czy nienormalne postępowanie. Wyczyny tego kretyna Weasleya to wciąż za mało!
- A Potter, Cormac pisze w listach jak Shacklebolt bezczelnie faworyzuje tego chłopaka? Zgoda, pokonał on Czarnego Pana ale żeby od razu pozwalać mu nieomal rządzić Biurem Aurorów?
W takich chwilach Elaine przybierała możliwie najbardziej współczującą minę. Wiedziała, że czasem po prostu powinna słuchać, nie mówić i okazać zrozumienie. Tyle wiedziała jeszcze ze szkoły, kiedy potrafiła mieć dobre relacje z chłopcami z roku widzącymi w niej kumpla, nie zaś nudną dziewczynę.
Podczas rozmów tylko czasem coś wtrącała. Jako mała dziewczynka często uczestniczyła w dyskusjach znajomych babki Galatei. Wśród bywali także wysocy urzędnicy Ministerstwa, toteż dziewczynka została pouczona by cichutko siedzieć w kącie. Podczas gdy Lavender ziewała i zasypiała, Elaine z ciekawością słuchała gorących dyskusji. Wtedy zaczynała po cichu marzyć o chodzeniu na ministerialne bale i przebywanie wśród eleganckich panów. Kiedy pomagała babce sprzątać po spotkaniu, ta rozmawiała z nią jak z dorosłą, tłumacząc wiele spraw. Jako uczennica Hogwartu mogła czasem wtrącić kilka zdań i porozmawiać z gośćmi. Być może właśnie wtedy odkryła w sobie słabość do starszych panów? O tak, wiele razy słuchała dyskusji.
Wszystkie do niej wróciły jak zobaczyła Hermionę idącą na lunch z Harrym. Niby nic dziwnego, skoro oboje są szkolnymi przyjaciółmi. Ale dziewczyna nawet nie próbowała znaleźć przyjaciół w biurze, a to bardzo kiepsko.
- Nie wiedziałem, że przyjaźnisz się z Granger – w głosie Higgsa wyczuła wyrzut.
- Kuzynka nas sobie przedstawiła – wyjaśniła Elaine spokojnie – i prosiła o pomoc w doborze szat i ogólnych poradach dotyczących Ministerstwa. To nawet miła dziewczyna, Bertie mam na myśli sposób bycia nie poglądy polityczne – wyjaśniła widząc niezadowolenie na twarzy swego rozmówcy.
- Nie zaprzeczam, że prywatnie może być uprzejma, podobnie jak większość członków Zakonu to zapewne uprzejmi i uczciwi czarodzieje. Ale to bez znaczenia!
- Uczciwość nie ma znaczenia? – zaczęła Elaine – to dość cyniczne stwierdzenie.
- Wiesz o co mi chodzi, jesteś dość bystra by się domyślić.
- Nie mam bladego pojęcia – wyznała szczerze.
- Ona stoi po przeciwnej stronie i popiera przeciwną stronę. Nie strzela się samobójczych goli.
- Nie strzela, ale chciałam zauważyć że ja nie jestem w żadnej drużynie. Jestem oficjalnie neutralna w sporze politycznym z Zakonem a jedynie sympatyzuję ze stroną konserwatywną.
- Jesteś jej częścią – wyjaśnił z uśmiechem - stałaś się jej częścią kiedy związałaś się z Rufusem.
- Nieformalnie – zauważyła i nieoczekiwanie dla siebie wybuchła – bo faktycznie i formalnie jestem nikim. Sekretne kochanki się nie liczą, są tylko ukrywaną ze wstydem tajemnicą. Przepraszam – opanowała się – możemy wrócić do tych akt? Praca sama się nie zrobi.
Spuściła wzrok żałując swego wybuchu. Oczywiście dokładnie tak o sobie myślała. Jako wstydliwym sekrecie ukrywanym przed światem. Nie chciała jednak wyrażać głośno swych żali. Nic nie mogła począć, cóż była naprawdę zafascynowana i, o słodki Merlinie ratuj, zakochana. To ostatnie bolało jak wszyscy diabli. Pragnęła nieba przychylić swemu wybrankowi i marzyła by scałować troski z jego czoła. Dla niego była jednak, a przynajmniej tak sądziła, niczym więcej jak sekretną kochanką, rodzajem utrzymanki. To bolało, bo chociaż nie pochodziła ze znacznego rodu, to jednak miała swoją dumę.
Zaczęła szybko streszczać zawartość swej teczki, błagając wszelkie boskie byty by rozmówca nie zwrócił uwagi na jej słowa. Brzmiały dość żałośnie bez jej rumieńców, skrytych pod makijażem, a Elaine Cattermole miała swoją dumę i nie chciała być żałosna.
- Tak, czeka nas dużo pracy – zauważył dyplomatycznie Higgs.
Patrzył na młodą kobietę i mógł przysiąc, że dostrzegł jedną, małą łzę spływającą po policzku. Nic jednak nie powiedział, podejrzewając jak bardzo nie chce by ktokolwiek wiedział o słabości. Nie bez powodu wbiła wzrok w podłogę i mówiła coś o jakiś nieistotnych fragmentach śledztwa. Udawał, że słucha i nie widzi drżących rąk oraz smutku w głosie. Lata życia z egzaltowaną żoną oraz dwiema córkami stanowiły prawdziwą szkołę życia i najlepszy kurs zrozumienia emocji. Wiedział kiedy po prostu zamilknąć. Latające w jego kierunku wazony wbiły mu to do głowy.
Blondynka była profesjonalistką i przygotowała dobrze akta sprawy i notatki. Pytana o szczegóły sprawy odpowiadała bez problemu na pytania. Tak, ataki na czarodziei mugolskiego pochodzenia stanowiły niemały problem. Lord Voldemort zginął, najbardziej znani śmierciożercy zostali osądzeni, ale przecież uprzedzenia nie znikły. Były zanim nastał Czarny Pan i nie wyparowały. Machnięcie różdżką niczego nie zmieni, o czym wiedzieli rozsądni czarodzieje. Zmiany proponowane przez Zakon Feniksa miały przypomnieć poranionemu społeczeństwu o grzechach i uprzedzeniach. Nie tego ludzie potrzebowali, ale wielbiciele Mugoli jak Artur Weasley zdawali się w ogóle nie pamiętać historii i kultury swej społeczności.
- To aż tak ważne byś osobiście oskarżał podejrzanych? – zapytała po jakimś czasie – to chyba zwykły, chuligański wybryk.
- Bardzo możliwe, ale to pokaże nasz sprzeciw wobec podobnych aktów. Wszelkie ataki bazujące na uprzedzeniach zasługują na potępienia, a brak zgody na rewolucję nie oznacza poparcia patologii – wyjaśnił – jesteśmy zmęczeni, idź do domu. A i jeszcze jedno Elaine.
- Tak? – zapytała blondynka.
- Porozmawiaj z Rufusem o tym co przypadkiem mi powiedziałaś. Powinien wiedzieć.
- Nigdy – zacisnęła zęby – nie upadłam jeszcze na głowę, przynajmniej nie aż tak mocno. Nie jestem głupia. Poza tym nie widzę cienia powodu by mówić podobne rzeczy – wyjaśniła.
- To patrz uważniej uparta dziewczyno. - burknął niecierpliwie - On się o ciebie zamartwia, zasługuje by wiedzieć co się dzieje. Zawsze dużo o tobie mówił, wcześniej zachwalając cię pod niebiosa, teraz zaś łamie sobie głowę nad przyczyną nagłych zmian.
- Martwi o mnie? – zapytała zdumiona Elaine.
- Tak, oczywiście wy młodzi…- zaczął ale opanował irytację – nie wszyscy są ślepi i głupi. On zauważył, że chodzisz przybita i zmartwiona, nie wyjaśniając w czym rzecz i nie pozwalając sobie pomóc.
- No faktycznie parę razy rozmawialiśmy – przypomniała sobie wszelkie sytuacje kiedy go zbywała – ale ..
- Zachowaj „ale" na rozprawę, zanim zrobisz coś głupiego i gwałtownego porozmawiaj, a jak cywilizowane sposoby komunikacji wiesz co i jak. A teraz naprawdę jest późno.
- Porozmawiam – obiecała – ale wpierw muszę przemyśleć jak wszystko powiedzieć.
- Tylko nie czekaj za długo.
- Dlaczego to robisz i mi to mówisz?
- Jakbyś nie zauważyła Rufus i Tyberiusz to moi przyjaciela, najlepsi i najwierniejsi takich miałem. Widzę jak wpływasz na pierwszego z nich, nie pamiętam od lat by miał w sobie tyle radości, zapału do pracy i po prostu szczęśliwy. Więc jeśli mam wepchnąć przyczynę do kominka, wysłać przez Fiuu oraz zmusić by przestała się dąsać jak dziecko tak uczynię. Dzieci dąsają się nie mówiąc w czym rzecz, dorośli wyjaśniają w czym problem i ewentualnie potem obrażają.
Elaine zamierzała zaprotestować i już otworzyła usta, ale milczała. Coś w zdecydowanej, władczej postawie czarodzieja zmusiło ją podobnego zachowania. Faktycznie czuła się źle i jakaś cześć jej chciała po prostu porozmawiać. Ale jednocześnie za nic w świecie nie chciała usłyszeć, że nie ma liczyć na nic więcej niż bycie skrywaną tajemnicą. „Ale może lepsza ta okropna prawda? Lav-Lav postanowiła wyjść za Weasleya i rodzina jej nie zabiła, chociaż babcia raczej go nie przyjmie na niedzielnym obiadku. Najwyżej zjem tonę lodów i… wzorem Doris poszukam kogoś nieskomplikowanego i w moim wieku". Chyba tylko zmęczenie pozwalało myśleć w podobny sposób. Obiecała jednak i wiedziała, że słowa o wepchnięciu do kominka nie były pustą groźbą.
Od Autorki: Pokazanie wsparcia Zakonu to klasyczna sytuacja kiedy z jednej strony nie chce się spaprać życia młodemu człowiekowi, który raz zaszalała, ale z drugiej strony nadmierna wyrozumiałość może być zachętą.
