Dziękuję wszystkim, którzy tutaj zaglądają. Jak już zwykle w piątek, zapraszam na kolejną część:
FrejaAleeera1: Myślę, że Lucjusz wcześniej chciał dać synowi się wyszaleć, natomiast ślub to ważny krok i czas na szukanie pracy. Tak zaplanowali wszystko za plecami Hermiony, rzecz jasna przekonani, że czynią dobrze.
Co do Harrego, myślę, że on był w trudnej sytuacji. Ron to jego pierwszy przyjaciel, a Lavender to tylko daleka koleżanka. Niełatwo dostrzec jak ktoś bliski upada. Dlatego Molly pewnie nie chce widzieć i nawet jak przejrzy na chwilę, to wzorem bitej żony zacznie wszystko tłumaczyć.
Toraach: Ron się dopiero rozkręca. Elaine jest potrzebna by odpowiednio ustawić Rufusa w stosunku do Rona. Jeśli chodzi o Pansy, moim zdaniem mogła wcześniej znać Lavender, Susan Bones czy Hannę Abbott. To, że Wealeyowie siedzieli w domu i nie mieli szerszego grona znajomych to raczej patologia.
Ostrzeżenia: sceny erotyczne
W tym rozdziale dowiemy się dlaczego Ginny była taka niemiła dla Hermiony i co o niej mówił Ron. Rudzielec się rozkręca, ale jeszcze nie poszedł na całość. Poza tym dowiemy się skąd Elaine znała Rufusa i czy Rufus lubił Knota. Czy Lucjusz Malfoy czyta mugolskie książki?
Wielu czekało na ten Bal. Elaine spędziła kilka godzin na przygotowaniach, chcąc wyglądać idealnie. Po raz pierwszy miała wystąpić oficjalnie u jego boku i wiedziała, że to rodzaj testu. Chciała by był z niej dumny, pragnęła wypaść możliwie najlepiej dla niego. Przeczytała starannie listę gości, usiłując zapamiętać możliwie najwięcej nazwisk. Wiedziała, że to bardzo istotne. Siedziała w łóżku przeglądając listę. Patrzyła na zaczarowane zdjęcia na pergaminie, usiłując zachować wszystko w pamięci.
Miała na sobie długą, lekko prześwitującą koszulę nocną. Wybrała ją specjalnie dla niego, chciała się podobać i budzić pożądanie. Pragnęła wzbudzić u niego zachwyt, pragnęła wszystkiego co najlepsze dla swego mężczyzny. Półleżała na miękkich poduszkach pachnących lilią i lawendą. Mogła godzinami wdychać ulubiony aromat, chociaż oczywiście rzadko kiedy miała czas myśleć o czymkolwiek w sypialni. Zwykle dbał by zapominała o całym świecie. Wiedział w jaki sposób z nią rozmawiać, dotykać i podejść. W nieśmiałej i niepewnej siebie, wiecznie walczącej w rumieńcami, Elaine rozbudził kobietę.
- Nie musisz znać listy na pamięć – powiedział – goście są przedstawiani zanim podejdą. Ale oczywiście doceniam twe starania, ale nie chcę byś się denerwowała.
- Wszystko u mnie w porządku, chcę po prostu dobrze wypaść – zapewniła.
- Chodźmy spać. To Bal, nie przesłuchanie – wymruczał jej prosto do ucha.
Spędziła cały dzień na przygotowaniach. Dawlish tylko załamywał ręce i po prostu kazał jej iść do domu. Ostatnie czego potrzebował to obecność nadmiernie podekscytowanej czarownicy w biurze. Ona wraz z Doris i Mafaldą tylko piszczały przez kilka godzin, przyprawiając go o najgorszy ból głowy w swoim życiu. Musiał odesłać przyczynę zamieszania.
Wciąż patrzyła na obie suknie i nie wiedziała którą wybrać. Lubiła tę w kolorze lilaróż, ale nie wiedziała czy przypadkiem nie będzie wyglądać zbyt frywolnie. Druga szata, jasna i prosta, mogła uchodzić za nudną, ale pasowała na każdą okazję. Po długich przemyśleniach wybrała drugą opcję, ale i tak nie była zadowolona. Nie wiedziała czy aby na pewno dobrze wypadnie.
Mocno trzymała jego rękę kiedy szli na Bal. Przypominała sobie wszystkie wykłady babki Galatei na temat przyjęć oraz odpowiedniego zachowania. Bywała wcześniej na przyjęciach, ale znacznie mniejszych. Patrzyła na niego, jakby w jego spojrzeniu szukając spokoju i wyciszenia. Widząc jak się uśmiechał nabierała pewności siebie, a kiedy weszli szła wyprostowana i uprzejma.
Przedstawiał ją różnym ważnym osobom, a ona witała ich z nieśmiałym, acz ciepłym uśmiechem. Początkowo nieśmiała, po chwili poczuła jakby przebywała na jednym z przyjęć babki Galatei. Sztywność umieściła miejsce lekkości, zaś zdenerwowanie znikło. Przebywała na wymarzonym przyjęciu swego dzieciństwa, czy cokolwiek mogło pójść źle?
Nadszedł czas na tańce. Nie należała do specjalnie zdolnych w tej kwestii osób. Uczestniczyła w paru kursach, niestety zdaniem instruktorów należała do bardzo ciężkich przypadków. Na szczęście on doskonale prowadził, co zapobiegło potknięciom i podeptaniu nóg. Podążała za nim krok za krokiem, zadowolona z jego pewności siebie. Uśmiechała się, jednocześnie obserwując innych gości.
Harry tańczył z Ginny i ignorując zasady dobrego wychowania trzymał dziewczynę bardzo blisko siebie. Pamiętała ich z ponurego jak stypa ślubu Lavender i wiedziała od kuzynki, że są dla niej dobrzy. Któregoś dnia zawędrowała nawet do Biura Aurorów by osobiście podziękować Potterowi, za okazywaną Lavender przyjaźń. „To moja koleżanka z roku. Działaliśmy razem w GD i za to jedno jestem winien jej wdzięczność. Mam nadzieję, że da Ronowi tego czego potrzebuje i mam nadzieję, że wasza rodzina zrozumie i wybaczy"- odparł skromnie. Posłała im ciepły uśmiech, kiedy tylko ich spojrzenia się spotkały.
Po raz kolejny pożałowała, że nie jego pokochała kuzynka. Ona sama potrafiła wybrać znacznie lepiej. Spojrzała na swego towarzysza we wspaniałej szacie wyjściowej. Uśmiechał się ilekroć na nią patrzył, na co reagowała uśmiechem. Delikatnie gładził dłoń, gdy nerwowo gniotła kosztowny, ciemny jedwab. „Moja Elaine, zdaje się, że teraz całkiem sporo osób zapragnie zaprosić cię do tańca. Pomimo wielkiej pokusy nie zamierzam trzymać cię dla siebie przez cały Bal, decyduj czyje zaproszenie przyjmiesz to twój wieczór. Nie ma tu Weasleya na całe szczęście". Parsknęła na ostatnie słowa. Wątpiła by rudzielec umiał tańczyć. Słyszała od Lavender jak okropnie potraktował swoją partnerkę na Bal Bożonarodzeniowy w Hogwarcie. Zachowanie przeszło do legendy, podobnie jak awantura urządzona Hermionie, ponieważ śmiała przyjąć zaproszenie Wiktora Kruma.
Poczęła szukać wzrokiem brunetki. Zobaczyła ją tańczącą z Lucjuszem Malfoyem, w sposób który wskazywał na coś znacznie więcej niż grzeczność. Podejrzewała coś podobnego odkąd wpadła na Hermionę u Twilfitta i Tattingsa. Oczywiście milczała na temat owego spotkania, ale zgadła kto podarował przyjaciółce bransoletkę i Merlin wie co jeszcze. Zamierzała ją wypytać o więcej niż niejedną sprawę.
Zanim jednak mogła podejść do swej młodszej przyjaciółki, zatańczyła z kilkoma osobami, w tym Bertiem i Cormaciem. Młodszy od niej o cztery lata Gryfon przypominał do bólu rówieśników, mówiąc bardzo wiele o sporcie. Elaine zadała mu parę pytań o Harrego Pottera, ale dwaj młodzieńcy najwyraźniej za sobą nie przepadali. Kontynuowała uprzejmą konwersację, lecz za nic na świecie nie mogła wykrzesać z siebie zainteresowania Quidditchem na dłużej niż kilka sekund. Czyniła nieludzki wysiłek by nie ziewnąć.
Z prawdziwą ulgą ruszyła w kierunku Hermiony. Brunetka stała obok stolika z napojami, pogrążona w rozmowie z Potterem. Elaine zamierzała podejść i pod byle pretekstem odciągnąć od znajomych. Już ona coś wymyśli, aby z nią chwilę porozmawiać.
Hermiona przeżywała naprawdę wspaniałe chwile na Zimowym Balu. Ubrana w długą, bordową suknię czuła na sobie zachwycone spojrzenie Lucjusza. Pansy przekonywała by koniecznie założyła żywy kolor pasujący do brązowych włosów i orzechowych oczu. Całości dopełniały rubinowe kolczyki, które wyglądały wręcz nieprzyzwoicie kusząco w zestawieniu z jedwabiem. Szpilki nie należały do najwygodniejszych butów, ale postanowiła jakoś w nich wytrzymać.
Niektóre z przybyłych kobiet rzucały jej nieprzyjazne spojrzenia. Jak tłumaczyła Pansy powodowała nimi zazdrość, co nijak nie uspokajało Hermiony. Szukała wzrokiem znajomych twarzy. Harry skinął głową, najwyraźniej zadowolony z wyrobu stroju oraz jej obecności. Kingsley sprawiał wrażenie zaskoczonego, bowiem nigdy nie podejrzewał podobnego wcielenia Hermiony. Dostrzegła też Elaine. Zazdrościła starszej koleżance lekkości z jaką witała różnych ludzi. Stała ściskając rękę Scrimgeoura i jeśli odczuwała zdenerwowanie nikt tego nie widział. Ona sama by tak nie umiała.
Lucjusz tańczył prawie wyłącznie z nią. Inne pary uważnie na nich patrzyły, coś szepcąc. Hermiona jednak zapomniała o zdenerwowaniu. Prowadził ją z lekkością i wdziękiem godnym mistrza parkietu. Stali nieco bliżej siebie niż nakazywał taniec, zaś to jak jego dłonie wędrowały po jej plecach nie miało nic wspólnego z krokami. W którymś momencie podchwyciła zagadkowe spojrzenie Elaine. Po raz kolejny miała okazję podziwiać w jaki sposób blondynka potrafi jednocześnie prowadzić rozmowę i jednocześnie ją śledzić.
- Hermiono, czy ty chcesz przyprawić wszystkich mężczyzn o zawał serca? – zapytał Harry podając jej drinka – Ginny kazała mi zapytać skąd masz to cudo. Dała też bardzo wyraźnie do zrozumienia, że oczekuje takiej szaty jako prezent na gwiazdkę.
- Kupiłam u Twilfitta i Tattingsa – wyjaśniła – Pansy mnie zaciągnęła no i Lucjusz nie pozwoliłby mi zrobić gdzie indziej zakupów.
- Pójdziesz ze mną za zakupy? – poprosił – dla Ginny.
- Jasne Harry, dla ciebie pójdę nawet do tego snobistycznego przybytku. A niech mnie – wskazała na idącą w ich kierunku Elaine – wpadłyśmy na siebie u Twilfitta i Tattingsa i teraz ona na pewno chce mnie zapytać o wiele spraw.
- Wymyślisz coś.
- Elaine nie jest głupia i nie kupi bezmyślnego kłamstwa. Chyba powiem jej co i jak – westchnęła – nie jest moją przyjaciółką od lat jak ty ale można jej ufać.
Ledwie skończyli podeszła do nich blondynka w jasnej szacie. W poważnej, eleganckiej sukni oraz ciężkim naszyjniku sprawiała wrażenie o kilka lat starszej niż w rzeczywistości. Klasyczna biżuteria pasowała o wiele bardziej do statecznej damy niż młodej kobiety, ale Elaine wyglądała w niej bardzo naturalnie. Długie, jasne włosy miała upięty w elegancki i niewątpliwie ciężki kok na czubku głowy. Wymyślnie zdobione spinki podtrzymywały całą fryzurę. Ze względu na strojność naszyjnika w uszy wpięła drobne kolczyki w kształcie pająków. Jak tłumaczyła Pansy było to wzornictwo szalenie popularne wśród czarownic z wyższych sfer.
Hermiona spojrzała na blondynkę. Elegancka i poważna miała wszelkie cechy damy z towarzystwa. Znała zasady zachowania i zwyczaje czarodziei czystej krwi. W swej klasycznej szacie oraz dobranej biżuterii wyglądała bardzo strojnie, ale bez budowania wrażenia przesady. „Dystyngowana z dobrej, czarodziejskiej rodziny"- słowa Umbridge naraz wróciły. Elaine nie należała do arystokracji, ale była półkrwi dziewczyną z dobrego domu. Weszła na Bal podtrzymywana pod rękę przez Scrimgeoura, lecz nie ścigały ją wrogie spojrzenia. To Hermiona tańcząca z Lucjuszem budziła więcej negatywnych emocji. Wygrali Wojnę, ale dla starszych, konserwatywnych arystokratów pozostała niczym więcej niż szlamą, chociaż teraz używali określenia „czarodzieje w pierwszym pokoleniu".
- Hermiono, wyglądasz zjawiskowo – powiedziała z uśmiechem – Harry Potterze, cieszy mnie nasze spotkanie – kontynuowała bardziej oficjalnym tonem.
- Dziękuję Elaine, nie muszę mówić, że ta szata leży wprost idealnie? Masz może ochotę na coś do picia? - odpowiedziała panna Granger.
- Tak, najlepiej czegoś z lodem. Cormac McLaggen pytał o ciebie – szepnęła kiedy Harry je przeprosił i odszedł – chyba chce z tobą zatańczyć. Próbowałam mu to wyperswadować, co najwyraźniej jesteś z kimś innym – rzuciła wymowne spojrzenie na suknię – ale nie zadziałało, cóż zbyt był zajęty nawijaniem o Quidditchu.
- To Lucjusz - szepnęła cicho Hermiona – ale tego się pewnie domyśliłaś.
- Oczywiście – odparła Elaine – nabrałam pewności w sklepie, bo skoro Pansy Parkinson jest z Draco Malfoyem to nie ma wielu opcji. No i twój taniec, to był taniec kochanków, nie zaś przyjaźni czy obowiązku. Masz świetny gust, to znakomita partia – oceniła fachowo wpatrując się w swój sok z lodem.
- Kocham go i nie jestem z nim z powodu jego majątku – fuknęła Hermiona.
- Niczego takiego nie sugeruję więc, mi niczego nie wmawiaj – oparła Elaine chłodno – po prostu stwierdzam fakt. Miłość nie oznacza ślepoty na fakty – kontynuowała.
- Przepraszam nie chciałam – zaczęła Hermiona.
- Wiem – powiedziała blondynka – ale musisz być gotowa na różne reakcje. Tak samo musisz mieć świadomość konsekwencji. Coś podobnego jak twój nieszczęsny projekt ze skrzatami nie może mieć miejsca. Lucjusz Malfoy to człowiek na stanowisku, szacowny dlatego musisz dbać by nie dawać nikomu powodów by go atakować – zakończyła – a teraz wybacz, powinnam rozmawiać z różnymi ludźmi.
Odeszła nim Hermiona wymyśliła kąśliwy komentarz. Miała dość słuchania jak głupie są jej pomysły dotyczące skrzatów czy innych magicznych istot. Teraz, kiedy Elaine zasugerowała jakoby mogła swoimi pomysłami zaszkodzić Lucjuszowi, miała ochotę trzasnąć czymś ciężkim w blondynkę. Nigdy by nie zrobiła niczego na jego szkodę. Kochała go i nieba by mu przychyliła.
Patrzyła na Elaine podchodzącą do różnych osób. Hermiona czuła, że tak powinna postąpić, ale po prostu wolała rozmawiać Lucjuszem, Harrym czy Kingsleyem. Przyjęła propozycję pracy na reprezentacyjnym stanowisku bez realnego znaczenia pod wpływem jasnowłosego arystokraty. Ufałam mu i powierzyłaby życie, lecz coraz częściej czuła, że powinna była być może próbować pracować w biurze zajmującym się regulacją praw magicznych istot. Budżet został przycięty, ale po prostu nienawidziła bezczynności. Nienawidziła bankietów i przyjęć, które Elaine niewątpliwie kochała.
- Pięknie wyglądasz – szepnęła Ginny- wiesz, że większa część gości nie odrywa od ciebie wzroku? Faceci się aż oblizują a na ich towarzyszki uważaj, co jeszcze przeklną?
- Dziękuję, ty też masz się dobrze!
- Harry jest taki kochany, obsypuje mnie prezentami. Mama jest szczęśliwa a Ron kręci nosem.
- Ron to .. – zaczęła Hermiona – słuchaj co u Lavender?
- Dobrze – odparła ostrożnie Ginny- mama o nią dba, Ron wydaje się szczęśliwy. Mieszka w starym pokoju Billa i generalnie chyba już została jedną z nas. Tata i Ron, bez przerwy się kłócą.
- Dlaczego?
- Ron nie chce iść do pracy. Znaczy próbował, ale cóż uważa się za zbyt sławnego do prostych robót a na wysokie stanowiska go nie chcą. No i mówi okropne rzeczy o tobie – wtrąciła przepraszającym tonem – wybacz, że byłam taka ostra i mu wierzyłam, ja..
- Co mówi twój durny brat?
- Ten kretyn zaczął rozpowiadać jakobyś dostała swoje stanowisko, pracę u Scrimgeoura, no wiesz… przez łóżko – Ginny zarumieniła się aż po koniuszki uszu.
- On woli blondynki z Działu Przestrzegania Prawa – syknęła Hermiona – co chyba ogłosił już całej magicznej Brytanii, kilka razy. I na Merlina całował ją pod jemiołą i to w sposób wymagający dość intensywnego używania języka!
- Wiem, że ten sztywniak lubi tę wytapetowaną kukłę, ale wtedy Ron mówił, że przecież można mieć kilka na raz – mówiła czerwona już Ginny – no i nie proś o szczegóły. Mama wtedy też dostała szału i powiedziała coś w stylu „jedyne czego dokonałeś to znalazłeś żonę" no i resztę sobie dopowiedz, z Rona wyczuleniem na sławę.
Hermiona spuściła wzrok. Nie miała siły słuchać już nic więcej. Nie chciała uwierzyć, że ktoś kto był przez lata przyjacielem, z kim przeżywała przygody opowiadał podobne okropieństwa. W szkole zazdrościł Harremu sławy, teraz zaczyna zazdrościć jej? Nigdy nawet nie próbował szukać pracy, uważając większość ofert za nie dość dobre. Nie zaczął szkolenia z Harrym, głośno mówiąc, że przecież są sławni i są bohaterami wojennymi czym zdenerwował usposobienie spokoju, Kingsleya.
Długo rozmyślała nad tym co właściwie opętało Rona. Najmłodszy z sześciu synów, najmniej podziwiany zawsze żył w cieniu. Artur Weasley pracował na kiepsko płatnym stanowisku, przez co rodzina żyła dość biednie. Te dwa czynniki sprawiły, że młody chłopak rozpaczliwie pragnął być zauważony a przyjaźń z Harrym Potterem mu to zapewniała. Mając po jednej stronie Chłopca, Który Przeżył a po drugiej najlepszą czarownicę na swoim roku i paru innych czuł się dumny i spełniony. Po wyprawie po horkruksy, cała trójka została bohaterami a Ronowi puściły ostatnie hamulce. Pragnął odreagować lata życia w cieniu braci, lata szkolnego wyszydzania z powodu biedy, lata zazdrości o sławę i jej poszukiwania.
Na nieszczęście Hermiony zadurzył się w niej, ale ona dostrzegła jak do siebie nie pasują. Nie słuchał, że jest jej jak brat. Wyobraził sobie i począł opowiadać wszystkim, że zostawiła go dla kogoś bogatszego, jakby to miało znaczenie. Dla niego miało zawsze. Kompleks niższości połączony z nagłą sławą tworzy mieszankę wybuchową i ta mieszanka wypełniała Rona. Hermiona miała swoje życie i swego ukochanego, ale serdecznie współczuła Lavender. Nikt miał złudzeń, że małżeństwo przetrwa. Dziewczyna go kochała, widząc w nim spokojnego, rudowłosego chłopaka o dobrym sercu jakim był przed laty. Ale w końcu przejrzy na oczy, czego Hermiona jej życzyła.
Kątem oka zauważyła jak Draco idzie gdzieś z Pansy. Owego wieczoru po raz pierwszy wystąpili jako narzeczeni co zostało odnotowane przez zgromadzonych a zdjęcia z pewnością trafią do gazet. Zapewne obok zdjęć Elaine tańczącej z Ministrem wszystkie wolne tańce oraz Harrego bezwstydnie obejmującego i nieomal całującego Ginny. Draco i Pansy postanowili iść ich śladem, zaś kiedy orkiestra miała przerwę wyszli. Wrócili po jakimś czasie, najwyraźniej zadowoleni i uśmiechnięci.
To był w ogóle wieczór kiedy więcej niż niejedna para opuściła razem przyjęcie. Około północy prawie wszyscy obecni, łącznie z reporterami oczywiście, obserwowali jak Minister Scrimgeour wyszedł trzymając pod rękę swą młodą przyjaciółkę. Dokąd zmierzali łatwo było zgadnąć. Wyjście razem, w równie sugestywnej pozie, potwierdzało wszelkie plotki na ich temat. Pula zaręczynowego zakładu wzrosła dość znacznie, dzięki owemu zajściu. W całym zamieszaniu Lucjusz chwycił Hermionę i także szybko znikli, woląc dokończyć zabawę w Malfoy Manor. Harry Potter nie wychodził spod jemioły, obcałowując Ginny za wszystkie czasy. Kingsley prawie uciekał przed młodymi kobietami najwyraźniej uważającymi go za pociągającego kawalera. Tygodnik „Czarownica" opublikował listę czarodziei Ministerstwa do „wzięcia" a on sam awansował na drugie miejsce, zaraz po Harrym Potterze. Poprzednio drugie miejsce należało do Scrimgeoura, zanim gazety opublikowały jego zdjęcia z Elaine. Patrząc na wyczyny Harrego pod jemiołą on także straci tytuł do wzięcia, co zostawiało Kingsleya samego na pastwę czarownic.
xxxxxx
To była gorąca, chociaż grudniowa noc. Więcej niż jedna para zatonęła w czułym uścisku. To nie dotyczyło Rona i Lavender Weasley. Rudzielec zgrzytał zębami z powodu Balu Zimowego. Ginny poszła z Harrym, nawet idiota Percy został zaproszony, a o nim zapomniano. Był złośliwy i kąśliwy dla wszystkich, łącznie ze swoją siostrą. Kiedy zobaczył rudowłosą dziewczynę w sięgającej do połowy łydek, dopasowaną, srebrna suknię rzucił dość wulgarny komentarz. Zarobił za to upiorogackiem, ale nie przestawał kpić. Lavender, próbująca bronić swej szwagierki, także usłyszała przykre słowa i wybiegła z płaczek do swej sypialni. Ron był wściekły i zazdrosny i zamierzał pokazać to wszystkim co czuje.
Zaciskał zęby widząc Harrego w szatach wyjściowych. Ten uśmiech na jego ustach odczytał jako kpinę i wyraz wyższości. Stał w progu jego domu, jaki zadowolony i pewny siebie. Nieznośnie elegancki i do tego wedle gazet numer jeden na liście pożądanych kawalerów. Pani Weasley nieustannie z tego żartowała a Ron zgrzytał zębami i kpił. Nikt go nie umieścił na żadnej liście. Wyładował swoje niezadowolenie na świeżo poślubionej żonie, szydząc, że własna rodzina ją wyklęła i nie chce znać. "Tylko ja się nad tobą zlitowałem i cię zechciałem". Rzucił też kilka kąśliwych komentarzy pod adresem Hermiony, po czym zatrzasnął drzwi pokoju.
Lucjusz Malfoy był w znakomitym humorze. Po powrocie do Malfoy Manor wypił razem z Draco parę kieliszków Ognistej i obaj mężczyźni postanowili zająć się swoimi kobietami. Młodszy zabrał tacę z owocami oraz kubełek z lodem i ruszył w kierunku sypialni. Wpadła właśnie na znakomity pomysł i zamierzał zrobić niespodziankę narzeczonej.
Kiedy tylko przekroczył próg, zobaczył Pansy jak leży na łóżku najwyraźniej próbując zasnąć. Uśmiechnął się diabolicznie, po czym rzucił zaklęcie krępujące dziewczynie ruchy. Dziewczyna natychmiast uniosła głowę, najwyraźniej zamierzając coś powiedzieć. Nie zdążyła bowiem Draco wycelował w jej kierunku różdżką i zmuszając do rozwarcia nóg. Przygryzła wargę przysięgając wyciąć mu podobny numer, ale na razie spojrzała niewinnie.
- Panno Parkinson – powiedział surowo – proszę być przygotowaną na całkowite wykorzystanie. Bezlitosne i trwające bardzo długo.
- Boję się paniczu Malfoy – odparła naśladując głos dziewczynki – co pan skrywa pod szatą.
- Mojego młodszego braciszka, który bardzo chcę poznać twoją siostrę.
Spojrzała z zainteresowaniem na tacę z owocami. Pamiętała o zachowaniu miny przerażonej dziewicy, nawet jeśli cała postawa krzyczała „bierz mnie". Draco zrzucił wszystko co miał na sobie, po czym podszedł do niej z diabolicznym uśmiechem. Z niezwykłą sprawnością obrał ze skóry pomarańczę. Zaczął karmić kawałkami zdumioną Pansy, która oczekiwała czego innego. Jego ukochana miała niesamowity temperament a on uwielbiał ją zaskakiwać. Całował ją namiętnie, myśląc o Potterze i Ginny Weasley pod jemiołą. To jak Wybawca całował swoją narzeczoną było wręcz nieprzyzwoite i to jeszcze przy ludziach. Widział ojca rzucającego wymowne spojrzenia Hermionę a także Scrimgeoura tak skoncentrowanego na wolnym tańcu ze swoją blondynką, że nawet nie patrzył.
Całował jej usta, szyję i schodził coraz niżej. Uwielbiał zabawę w skrępowanie i dzisiaj przyszła jego pora. Zerknął na malinkę tuż nad jej pępkiem i postanowił odnowić ślad. Wyczuwał jej zniecierpliwienie i pragnienie, ale nigdy się nie śpieszył. Malfoyowie zawsze smakowali chwilę. Ojciec mu wszystko wyjaśnił, kiedy tylko zrozumiał jak poważnie myśli o Pansy. Wyrzucając z głowy obraz jego w ramionach Granger, szybko wrócił myślami do ukochanej.
Hermiona brała akurat prysznic, kiedy usłyszała skrzypienie drzwi. Lucjusz stał w drzwiach a i pożerał ją wzrokiem. Uśmiechnęła się doskonale wiedząc do czego zmierza. Zwinnie niczym kot wszedł do kabiny i przycisnął do jednej ze ścianek. Krzyknęła czując jak przyciska swoje ciało do niej i czując jego wielkie pragnienie. Ujęła w dłonie jego policzki milcząco zachęcając do dalszych działań. Nim zdążyła choćby pomyśleć wziął ją gwałtownie niczym żołnierz brankę na wojnie. Krzyknęła, mając nadzieję, że chociaż raz pamiętał o zaklęciach ciszy. Ona w tym stanie nie dałaby rady niczemu.
- Przepraszam, że tak się na siebie wściekałem ze te skrzaty, jesteś jeszcze młoda zapominam o tym.
- Przeprosiny przyjęte – odparła z trudem panując nad głosem – przekonałeś mnie.
xxxxxxxxxx
Elaine leżała na miękkich poduszkach patrząc na cienie na suficie. Tworzyły niesamowite kształty w grudniową, księżycową noc. Pomimo zmęczenia nie mogła zasnąć. Przeczesywała dłonią włosy śpiącego na jej piersi mężczyzny. Podejrzewała co hiena Skeeter napisze do jutrzejszego wydania i potrafiła odgadnąć reakcję matki. Na pewno nie skoczy z radości, nieustannie się sprzeczały w tej kwestii. Babka Galatea będzie zachwycona, matka wściekła a ojciec neutralny. Doris zadręczy ją pytaniami o Bal i co robiła po, a ona musi wymyślić jak powiedzieć o wszystkim. Poszli spać, tak zwyczajnie w świecie chwilę rozmawiali i grzecznie poszli spać. No dobrze pocałowali na dobranoc, ale nic więcej. Przymknęła oczy myśląc w jaki sposób wszystko się zaczęło.
Miała wtedy może z dwadzieścia lat i od dwóch lat pracowała w Departamencie Przestrzegania Prawa. Jeszcze nie u Dawlisha, ale zupełnie znośnej czarownicy o nazwisku Jorkins. Lavender zaczęła właśnie Czwarty Rok w Hogwarcie i pisała pełne zachwytu listy o Turnieju Trójmagicznym. Zazdrościła kuzynce, że zobaczy zagranicznych gości, podczas gdy ona sama siedziała w biurze nad papierkami. Nie znała jeszcze Doris i nikt nigdy jej nie próbował wepchnąć pod jemiołę, za to była wdzięczna losowi. Ona sama powodowała dość wypadków.
Któregoś jesiennego dnia została dłużej w pracy. Chciała skończyć raport by mieć spokój. Niewiele osób pracowała do tak późna, panował bowiem względny spokój i nawet pesymiści nie podejrzewali, że niedługo cały świat zadrży w posadach. Niosła dwie, grube teczki marząc o wiadrze z kawą. Nienawidziła jesieni i deszczowych dni. Była wówczas senna i ledwo mogła się nad czymkolwiek skupić.
Szła długim, wyłożonym miękkim dywanem korytarzem. W jednym z gabinetów usłyszała odgłosy kłótni i dosłownie w ostatniej chwili odskoczyła, kiedy z drzwi wybiegła kobieta o wściekle różowych włosach. Nawet w przyćmionym świetle żyrandoli widziała wyraźnie koszmarny kolor. Budynek Ministerstwa zbudowano pod ziemią, ale zaczarowane okna Departamentu Przestrzegania Prawa przepuszczały światło z powierzchni. Teraz panował wieczór a deszcze kapał za oknami. Słyszała dwa podniesione głosy dochodzące z jakiegoś gabinetu. Mężczyzna i kobieta krzyczeli na siebie przekonani, że nikt ich nie słyszy.
Wtedy właśnie wybiegła nieznajoma w krótkiej dżinsowej spódniczce oraz ze wściekle różowymi włosami. Otworzyła usta ze zdumienia, bo jeszcze nigdy nie widziała czarownicy w podobnym stroju. Zaczynała podejrzewać o co wybuchła awantura. Zdumiona widokiem nieznajomej nie zauważyła wysokiego, szczupłego mężczyzny który wyszedł za nieznajomą. W przeciwieństwie do niej nosił eleganckie szaty czarodzieja a cała jego postawa emanowała siłą i mocą. Nie widział Elaine, pewnie nikogo się nie spodziewał, toteż wpadł na nią przewracając na dywan.
Upadła wypuszczając trzymane w rękach teczki. Miała ochotę komuś naubliżać, rozcierając jednocześnie obolałą kostkę. Wówczas nie nosiła jeszcze szpilek, ale wysokie buty na szerszym obcasie, toteż nie zrobiła sobie większej krzywdy. Jej dobre samopoczucie ucierpiało znacznie bardziej.
- Strasznie panią przepraszam – usłyszała wysoki, męski głos – nic się pani nie stało?
- Nie, chyba nie – odparła patrząc na przyczynę zamieszania.
Dostrzegła sporo starszego, dystyngowanego mężczyznę. Jego długie, ciemnorude[1], sięgające do ramion włosy były lekko potargane, co kontrastowało z elegancką szatą. Nie miała pojęcia kim był, ale na pewno jakimś ważnym urzędnikiem. Zaczęła nerwowo zbierać papiery, przeklinając własną ślepotę. Wysocy rangą funkcjonariusze nie lubią młodych kobiet wpadających na nich po ciemku. Znaczy to on wpadł na nią, ale przecież nie wymyśli niczego lepszego niż spuszczenie uszu po sobie.
- Proszę pozwolić sobie pomóc – powiedział – nie oczekiwałem, że o tej godzinie ktoś jeszcze będzie w pracy.
- Ani ja – odparła – przygotowuję raport dla mojej szefowej, pani Jorkins, i potrzebuję coś sprawdzić w dokumentach. Prawie skończyłam na dzisiaj, ale chciałam mieć rano wszystko na biurku żeby nie tracić czasu. Cóż – kontynuowała – myślałam, że to najmłodsi stażem muszą zostawać po godzinach, pan na takiego nie wygląda.
- Potem wcale nie jest lepiej, zapewniam - wyjaśnił – zwłaszcza jak się trzeba użerać z niekompetentnymi durniami.
- Wierzę, dlatego chcę ułatwić życie szefowej, by mogła spędzać wieczory z rodziną. To miła kobieta i zaprasza nas do siebie do domu na niektóre przyjęcia – tłumaczyła wkładając dokumenty do teczki – bardzo panu dziękuję za pomoc w zbieraniu papierów, niewielu by tak uczyniło.
- Ależ nie ma za co, przynajmniej nie zapamięta mnie pani jak gbura o koszmarnych manierach.
- W żadnym wypadku, zresztą nawet pana nie znam!
- A to proszę wybaczyć kolejną nieuprzejmość, Rufus Scrimgeour, Szef Biura Aurorów – powiedział podając rękę.
- Elaine Cattermole – odpowiedziała ściskając przelotnie podaną dłoń – z tego samego Departamentu. To już chyba wszystko – zerknęła na papiery – bardzo panu dziękuję za pomoc, jestem pod naprawdę ogromnym wrażeniem. Na ogół nie wpadam na ludzi po ciemku w nocy.
- Ja też nie, ścigam przestępców, nie młode i pracowite czarownice.
Zaczęli rozmawiać i kiedy pokonała swoją sztywność pomyślała, że to szczęśliwy wypadek. Oczywiście czuła na policzkach znienawidzone rumieńce, ale na szczęście wątpiła by cokolwiek było widoczne w przyćmionym świetle. Siedzieli przez jakiś czas rozmawiając i dopiero po chwili dotarło do niej, że wciąż siedzi na dywanie. Nie pamiętała by ostatnio tak się dobrze bawiła w czyimś towarzystwie. Nie od czasu ostatniego przyjęcia u babki Galatei, gdzie jej znajomi rozmawiali z nią w uroczy, staroświecki sposób.
To było pierwsze z serii spotkań, przez długi czas wyłącznie koleżeńskich. Kilka razy nawet spotkali się w ministerialnej kafeterii, na co wówczas nikt nie zwracał uwagi. Szef Biura Aurorów stanowił znacznie mniej wdzięczny temat do plotek niż Minister Magii, więc nie musieli na siebie aż tak uważać. Przeżyła niemały szok kiedy zaprosił ją na kawę po ich pierwszym spotkaniu, nie wierząc, że wreszcie spotkała sensownego rozmówcę.
- Twoje ulubione cappuccino, Elaine – powiedział któregoś dnia podając jej kawę – nie masz nic przeciwko mówieniu po imieniu, panno Cattermole?
- Ależ skąd i dziękuję za kawę. Może pan mi mówić po imieniu! – zapewniła.
- W takim razie nalegam byś i ty mówiła do mnie w ten sam sposób, oczywiście kiedy rozmawiamy prywatnie – nakazał.
- Nie śmiałabym inaczej – zapewniła – kawa wyborna, kto parzył?
- Praktykanci, nie patrz tak na mnie od czegoś trzeba zacząć.
- Wiem, sama też parzyłam kawę pani Jorkins. Będziesz w ministerialnej delegacji na Trzecie Zadanie w Turnieju? Opowiesz mi po tym jak było? Moja kuzynka jest teraz w Hogwarcie, ale więcej pisze o wyglądzie reprezentantów niż zadaniach.
- Tak, przyjdź do mojego gabinetu i wszystko opowiem. Mam tam kawę i ciasteczka a jak trzeba coś mocniejszego.
- Chętnie, na ciastka zawsze jestem chętna! Miłe towarzystwo też – dodała.
I wtedy nadszedł pierwszy zgrzyt. Została specjalnie dłużej w pracy, aby móc wysłuchać relacji. Jeśli pani Jorkins coś podejrzewała, zachowała swoje wątpliwości dla siebie, nic jej nie mówiąc. Kiedy znalazła notatkę na biurku z zaproszeniem natychmiast ruszyła w kierunku jego gabinetu. Oczekiwała opowieści o wielkiej wygranej i wspaniałej zabawie. Ze szczerego serca liczyła na wygrana Hogwartu, swej starej szkoły. Od słuchania o przystojnym Cedryku Diggorym dostawała mdłości i przestała nawet o cokolwiek pytać Lavender. To od niego, swego poważnego kolegi, oczekiwała sensownej relacji Nic takiego nie miało miejsca.
Ledwie przekroczyła prób dość sporego, uporządkowanego gabinetu począł rzucać zaklęcia ciszy i prywatności. Bardzo ją to zaskoczyło, ponieważ nigdy czegoś podobnego nie robił. Sprawiał wrażenie zdenerwowanego a jednocześnie zmartwionego. Na ogół lubiła tutaj siedzieć, w miejscu rodem z opowieści znajomych babki.
Ścian nie pokrywały obrazki poszukiwanych przestępców, dla nich zarezerwowano tablicę ogłoszeń. Ten porządek bardzo jej odpowiadał. Dokładnie naprzeciw drzwi stało spore, wyglądające na piekielnie ciężkie biurko. Ciemny blat pokrywały liczne raporty oraz dokumenty do podpisania, co tylko pokazywało że papierkowa robota nigdy się nie kończy. Obok stały miękkie, wygodne krzesła dla gości na których zwykle siadała. Lubiła też wyglądać przez magiczne okno. Widziała wówczas ministerialne atrium, o tej godzinie puste i ciemne. Miękki, czerwono-złoty dywan tłumił odgłos kroków, zaś ona marzyła by czasem przejść boso po owym kobiercu. Po całym dniu w wysokich butach cierpiała, ale zaciskała zęby.
Ze zdumieniem obserwowała płynne ruchy różdżki rozpoznając niektóre z zaklęć. Nic nie rozumiała, ale rzecz jasna nie przeszkadzała w rzucaniu czarów. To stwarzało potencjalne zagrożenie a ona nie była szalona, no może lekko przestraszona.
- Stało cię coś? – zapytała kiedy usiadła na krześle dla gości.
- Martwy uczestnik Turnieju, Potter we krwi i wielka kłótnia Knota z Dumbledorem – padło krótkie wyjaśnienie.
- Ale dlaczego Minister Magii poskrzeczał się z Dyrektorem Hogwartu? Przecież z tego co wiem zawsze byli w dobrej komitywie!
- Byli, właśnie byli – powiedział stanowczo – ale najwyraźniej to już przeszłość. Potter twierdził, że zmarłego uczestnika Turnieju zamordował Sam-Wiesz-Kto. Dumbledore mu uwierzył, ale nie Knot. Miałem wątpliwą przyjemność słyszeć ich wrzaski i z będą kłopoty. Uważaj na siebie Elaine, czeka nas niezła polityczna awantura.
Posłuchała rady. Faktycznie niedługo potem „Prorok" rozpoczął oszczerczą kampanię przeciw Dyrektorowi Hogwartu oraz Harremu Potterowi. Szczerze im współczuła, ale trzymała język za zębami. Posłuchała rady starszego, o wiele bardziej doświadczonego mężczyzny i nic nie mówiła. Nie chciała stracić pracy i podpaść. Miała dość rozumu by nie mielić ozorem na prawo i lewo. Milczała nawet kiedy odbył się urągający wszelkim zasadom przyzwoitości proces Pottera przed całym Wizengamotem. Rzucenie patronusa w obecności Mugola było nieodpowiedzialne, ale przecież nie z takimi kryzysami radzili sobie amnezjatorzy.
Rozmawiali o tym w jego gabinecie, oczywiście po rzuceniu zabezpieczeń. Oboje zgodnie wyrazili oburzenie parodią sprawiedliwości, ale swoje opinie wyrażali po cichu i w sposób wyważony. Departament Przestrzegania Prawa aż huczał od plotek kiedy Minister Knot osobiście interesował się sprawą Pottera i wyciąganiem różnych haków na chłopaka. I wszędzie łaził z tym swoim melonikiem!
- Wyglądasz na zmęczonego – zauważyła któregoś dnia.
Faktycznie wyglądał. Włosy miał w jeszcze większym nieładzie niż zwykle, co wzbudziło w niej pragnienie poszukania grzebienia. Trzymała język za zębami, jedynie raz po raz rzucając wymowne spojrzenia. Lista papierów na biurku chyba urosła, co skomentowała ze współczuciem. Szczególnie jeden dokument przykuł uwagę: zdjęcie ciemnowłosego mężczyzny o dzikim spojrzeniu. Znała historię Syriusza Blacka i uznała za karygodne, że ktoś taki zdołał jakoś wejść do Hogwartu a Dumbledore nabrał wody w usta. Morderca uciekł na groźnym potworze, coś okropnego, zaś dyrektor najwyraźniej był uradowany. Ale czego oczekiwać od człowieka zatrudniającego do pilnowania dzieci wilkołaka, który biegał po szkolnych błoniach w czasie pełni?
- Black – westchnął – ten facet jest geniuszem, albo ktoś mu pomaga. Shacklebolt i Tonks zaklinają się, że widziano go w Tybecie, ale coś mi tu nie pasuje. A ilekroć nalegam na bardziej szczegółowe śledztwo robią uniki.
- Hipogryfy mogą latać tak daleko?
- Nie, a to tylko wierzchołek góry lodowej.
- Rozumiem, ale przepracowując się nikomu nie pomożesz. Powinieneś odpocząć, mama mi pokazała pewne mugolskie sposoby na uspokojenia, naprawdę pomagają – zapewniła.
- Jestem czystej krwi, ale to mnie nie czyni uprzedzonym. Co to za sposoby?
Oczywiście było to niewinne i bez podtekstów. Poczęła niepewnie, jakby chcąc wyczuć rytm, masować jego ramiona. Polubiła go przez ostatnie miesiące, a z doświadczenia wiedziała, że podobne gesty czynią cuda. Pokazywała je swoim koleżankom i kolegom z Ravenclawu, toteż miała doświadczenie. Z godną siebie spostrzegawczością nie zauważyła błysku w jego oku oraz zadowolenia, kiedy poczuł jej dotyk. „Okropnie zesztywniałeś"- mruknęła -"te krzesło jest niewygodne? Ostatni raz tak sztywna była moja koleżanka z klasy kiedy zasnęła nad notatkami przed egzaminem. Ledwie mogła ruszyć głową biedaczka. Moja mama jest czarownicą mugolskiego pochodzenia i pokazała mi wiele ich sztuczek. Wiesz, że oni mają całe rzesze ludzi szkolonych w masowaniu?" - kontynuowała zadowolona, że jej towarzysz wyraźnie się rozluźnia. Ona sama nie traktowała podobnych gestów inaczej niż koleżeńskiej przysługi, całe życie traktując tak samo koleżanki i kolegów.
Tymczasem zapanowała atmosfera paranoi i nie mogli się już równie swobodnie spotykać. Właśnie wtedy zaczęli wysyłać do siebie krótkie wiadomości, co było znacznie bezpieczniejsze. Dzięki rzuconym na pergamin czarom tylko sami zainteresowani mogli je przeczytać i tylko ewidentnie złamanie prawa mogło przełamać zaklęcie. Używani jedynie pierwszych liter imion w podpisie, aby ktoś przypadkiem nie zaczął podejrzewać czegoś niewłaściwego. Wolała oczywiście rozmowy, ale wiedziała, że musi uważać. Dlatego była wdzięczna za listy oraz to, że pamiętał o jej urodzinach i nawet przysłał drobny prezent.
Kiedy z Azkabanu uciekli niebezpieczni przestępcy była po prostu przerażona. Sama myśl o śmierciożercach chodzących po ulicach miast wywoływała panikę, nie tylko u niej. Ludzie zaczęli wówczas głośnio szemrać i coraz mniej wierzyli w oficjalną wersję. To się po prostu nie trzymało kupy. Wiedziała z gazet i od Lavender że szpicel Knota w Hogwarcie musi być wściekły. Błagała w listach kuzynkę o ostrożność, co rzecz jasna nijak nie przeszkadzało uczestniczyć w nielegalnej wówczas organizacji.
- Spokojnie – powiedział któregoś razu, podając fiolkę z eliksirem uspokajającym- jesteś półkrwi, a twoja rodzina ze strony ojca to czarodzieje od kilku pokoleń. Nie będziesz ich pierwszym celem – zapewnił – w jaki sposób chodzisz do pracy?
- Teleportuję się albo używam głównego wejścia, a co?
- Od tej pory używaj tylko teleportacji. Masz osłony?
- Mieszkam w mugolskim Londynie, nie wiem czy powinnam.
- Musisz, jeśli chcesz, pozwolisz mi.. mogę pomóc.
- Nie chcę robić kłopotu, ale jakbyś mógł zasugerować..
- Załatwione, nie patrz tak na mnie, jestem Aurorem a ochrona niewinnych to moja praca. Będziesz bezpieczna w domu, obiecaj, że nie będziesz sama chodzić po mieście.
- Nie zamierzam, ty też nie wierzysz w oficjalną wersję? To się kupy nie trzyma!
- Masz rację, ale teraz tym bardziej musisz zachować swoje zdanie dla siebie. Nic o czym rozmawiamy nie może wyjść poza drzwi mojego gabinetu.
- Jesteś takim dobrym przyjacielem!
- Dziękuję, a teraz chodźmy, będę spać spokojniej wiedząc, że moja przyjaciółka jest bezpieczna.
Dlatego miała w mieszkaniu równie silne zasłony i zaklęcia zwodzące. Podobną ochronę mieli wysocy urzędnicy Ministerstwa, a ona nie wiedziała jak dziękować. Wersja o standardowych metodach ochrony była kłamstwem możliwie najbliższym prawdy. tylko mieszkając jedno z drugim miała szansę nie pomieszać wersji
Zdjęcia oczywiście trafiły do gazet. Nadgryzła tosta przeglądając artykuły w „Proroku" i „Czarownicy". Widziała w nich siebie, tańczącą z jakimś ckliwym komentarzem o kwitnącej miłości. Obok dostrzegła fotkę Pottera całującego namiętnie rudowłosą dziewczynę pod jemiołą a potem i bez niej. Zerknęła na artykuł w „Czarownicy" i nieomal upuściła trzymany w ustach kawałek chleba. Oczywiście wiedziała, że jedzenie i czytanie jest niewskazane, ale gryzła ją ciekawość.
„Uwaga czarownice, zewrzyjcie szyki bowiem lista ministerialnych kawalerów do wzięcia właśnie została zredukowana. Numer jeden na liście najbardziej pożądanych, Wybawca i Chłopiec, Który Przeżył, Harry Potter (19 l.) praktycznie ogłosił swoje zaręczyny z panną Ginewrą Weasley (18 l.) na Zimowym Balu w Ministerstwie Magii. Przyszła pani Potter, wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi, nosiła krótką, bardzo kuszącą sukienkę inspirowaną mugolską modą. Osoba o tak zgrabnych nogach winna nosić podobne stroje, zaś po córce Artura Weasleya należy oczekiwać fascynacji Mugolami, nie zaś tradycjami czarodziejskimi. Wywołuje to rozmaite komentarze, ale rudowłosa panna najwyraźniej nie zamierza zmienić stylu.
W ten sposób dochodzimy do kolejnego kawalera na naszej liście, czyli Ministra Magii Rufusa Scirmgeoura (48 l.). O spotkaniach Ministra z młodą damą z Departamentu Przestrzegania Prawa, panną Elaine Cattermole (25 l.) piszemy od jakiegoś czasu. Wszyscy pamiętamy pełen pasji pocałunek pod jemiołą, który przyprawił wiele z nas o szybsze bicie serca. Po północy, kiedy goście zaczęli wychodzić, Minister także wyszedł trzymając za rękę pannę Cattermole. Dokąd poszli i w jakim celu pozostawiamy oczywiście wyobraźni czytających. W przeciwieństwie do Ginewry Weasley, Elaine Cattermole przyszła na Zimowy Bal ubrana w długą, jasną szatę o tradycyjnym kroku. Przywiązanie i szacunek do tradycji czarodziejskich u młodej panny Cattermole, a może powinniśmy pisać przyszłej pani Scrimgeour, jest powszechnie znany i zaskarbił jej sympatię przyjaciół Ministra.
Warto wspomnieć też o obecności innej znanej damy, czyli wojennej bohaterki, pięknej czarownicy mugolskiego pochodzenia, czyli panny Hermiony Granger (20 l.). Słabość panny Granger do sławnych czarodziejów jest powszechnie znana Czytelnikom. Podczas swej nauki w Hogwarcie zdążyła pokazać się publicznie ze samym Wiktorem Krumem, Harrym Potterem oraz bratankiem Przewodniczącego Wizengamotu, Cormackiem McLaggenem (21 l.). Na Balu potwierdziła swoją słabość do mężczyzn o wysokiej pozycji społecznej, tańcząc z nikim innym jak Lucjuszem Malfoyem (46 l.). Nawet najbogatszy czarodziej nie pozostał obojętny na wdzięki młodej brunetki w bordowej sukni, co męska część naszej redakcji przyjęła ze zrozumieniem
Drogie panie, nie załamujcie rąk. Na placu boju został młody, prężny i wciąż samotny Szef Biura Aurorów, Kingsley Shacklebolt (35 l.). Ten wysoki, ciemnoskóry czarodziej jest posiadaczem najbardziej pociągającego głosu w Ministerstwie. Dzięki szkolenia Aurorów stanowi przykład męskiej siły i.. "
Kilka razy przesuwała dłonią po fragmencie gdzie została nazwana „przyszłą panią Scrimgeour". Marzyła o tym od bardzo dawna, nawet nie wiedziała od kiedy dokładnie. Zadurzyła się w nim, nie zakochała, jeszcze w czasie Wojny a może przed? Sama nie wiedziała.
- Czytasz relacje z Balu?
- Tak – odparła – nie czujesz się czasem jak zwierzyna łowna na polowaniu?
- Raczej jak upolowana zwierzyna, ale jeszcze nie zdekapitowana i nie wisząca nad kominkiem – odparł muskając jej dłoń – tak przynajmniej sugeruje Rita.
- Nigdy na ciebie nie polowałam!
- Nie śmiałbym dyskutować z przyszłą panią Scrimgeour.
- Nie jesteśmy…- zaczęła.
- To chyba dobry czas na publicznie ogłoszenie – kontynuował – spacer Pokątną wszystko załatwi.
Zanim zdążyła powiedzieć, że przecież nie ma pierścionka chwycił jej dłoń i ruszyli w kierunku salonu. Bała się nawet myśleć co planuje. Nie śmiała nawet marzyć. Nieomal upadła widząc kosztowny, srebrny pierścionek w tradycyjnym stylu. Głos uwiązł w gardle, kiedy poczuła jak wsuwa cudo na jej palec. Chciała krzyczeć z radości, skakać pod sam sufit. Zamarła jednak w miejscu i patrzyła na niego z rozpromienionymi oczami, nie wstydząc się łez wzruszenia.
- A wiesz co jest w tym wszystkim najlepsze? - zapytał – teraz możesz oficjalnie ze mną zamieszkać, do naszego ślubu. Powinniśmy dobrze wybrać termin.
- Jak to oficjalnie mieszkać?
- Braki w edukacji? No, nie znasz zwyczaju wedle którego narzeczeni mogą mieszkać razem po ogłoszeniu zaręczyn, o ile narzeczony ma odpowiednio wyższą pozycję społeczną i dochody? Nie zamierzam cię stąd wypuścić!
- A czy ja ci uciekam? Chyba powinnam się w coś przebrać, no i powiadomić rodziców, powinnam ich odwiedzić i powiedzieć co i jak. Ale wpierw ubrać.
- Oboje powinniśmy, ale wpierw upewnij się, że są w domu. Korzystają z Fiuu?
- Tak, kominek jest podłączony do sieci. Przebiorę się i sprawdzę co i jak.
- By rozmawiać nie musisz się przebierać – zauważył przytomnie.
Zachichotała i usiadła na dywanie przy kominku. Wzięła w rękę garść szmaragdowego proszku i drżąc nawiązała połączenie. Nie wiedziała co i jak mówić, drżąca ze zdenerwowania. Opinie gazet mogła ignorować, ale to bliscy ludzie, na ich opinii jej zależało.
Xxxxxx
Lavender widziała zdjęcia swojej kuzynki oraz Hermiony. Cieszyła się szczęściem Elaine, naprawdę życzyła jej wszystkiego co najlepsze i nie zazdrościła. Ona sama by oszalała z nudów na ministerialnych bankietach. Zasypiała już na kolacjach i babki. Pogłaskała swój lekko widoczny, ciążowy brzuch.
- Lav, przygotowałam dla ciebie pożywną owsiankę – głos pani Weasley był pełen dumy – musisz o siebie dbać.
- Dziękuję, nigdy nie jadłam czegoś równie pysznego. Maluszek się zgadza!
- Twoja rodzina – zaczęła delikatnie Molly – czy oni nadal?
- Nie zmienią zdania. Nie chcą uznać mojego małżeństwa z Ronem i są wściekli. Elaine go nie znosi, ale próbuje się opanować. Ale to tylko kwestia czasu aż wybuchnie. Nie mogę ich zostawić samych, bo dojdzie do nieszczęścia. Nie wiem co ona ma do niego, przecież nawet go nie zna!
- Zapewne wyrobiła sobie opinię czytając prasę. Ronald nie jest złym chłopcem, ale nagle stał się sławny, stracił Hermionę, którą wszyscy uważaliśmy za idealną dla niego i po prostu zrobił kilka głupot. Teraz jednak ma ciebie i wasze dziecko i to najważniejsze.
- Elaine jest wyczulona na kwestie manier, zachowania, uwielbia gadać o polityce i uważa sport za dziecinadę– zauważyła Lavender – dlatego woli starszych a Ron reprezentuje wszystko czego nie lubi, ale nie ma prawa tak go traktować. Nie wiem co się z nią stało, kiedyś taka nie była.
- Kto z kim przestaje – pani Weasley wskazała na zdjęcia.
Szybko schowała gazetę słysząc kroki. Molly nie chciała by syn widział zdjęcia i wpadł w podły humor. Matka wiedziała jak młodzieniec bywa wyczulony na swoim punkcie, jak wrażliwy potrafi być.
- Ron usiądź zaraz podam śniadanie, Lav musiała przyjść wcześniej, rozumiesz dla dziecka.
Rudzielec pokazał swoje odmienne oblicze. Nieświadom rozmowy, która właśnie miała miejsce widział tylko swoją żonę, z uśmiechem głaszczącą coraz bardziej widoczny brzuszek. Dając dojść do głosu lepszej stronie swej natury, podbiegł do niej i położył rękę w miejscu tuż pod sercem. Głaskał ją uśmiechając się przyjaźnie, szczęśliwy i zadowolony z życia.
- Pozwól mi podziękować – szepnął – i pomóc.
Chwycił łyżkę i począł ją karmić owsianką. Lavender wprost przepadała za owsianką odkąd zaszła w ciążę, toteż pani Weasley zawsze przygotowała dla synowej hojną porcję. Teraz ze wzruszeniem patrzyła na harmonię między najmłodszym chłopakiem i jego żoną. Postanowiła usuwać mu z oczu gazety, jeśli dzięki temu poczuje się lepiej.
Blondynka popatrzyła na niego z miłością i zachwytem w oczach. Ron potrafił być dobry i czuły, o ile tylko zapanował nad swoją zazdrością. Tamtego poranka, jego demony spały i po prostu karmił swoją ciężarną żonę pożywnym posiłkiem.
- Musisz jeść by dziecko było zdrowe, myślisz że będzie grało w Quidditcha? – zapytał z nadzieję w głosie.
- Oczywiście Mon-Ron, byłeś świetnym obrońcą Gryfonów a i twoi bracia byli nieźli. To Weasley, a Weasleyowie mają to we krwi!
- Mówiłem, ze cię kocham Lav? I jesteś taka mądra, dużo mądrzejsza niż Hermiona!
- Zawsze chętnie usłyszę podobne słowa. A ty kiedy zjesz? Dziecko potrzebuje silnego tatusia a ja silnego mężczyzny?
To był jeden z najwspanialszych poranków. Być może najlepszy w czasie trwania całego ich małżeństwa. Ron żartował i wygłupiał się bawiąc ją do łez. Takiego chłopaka kochała; wesołego i nieco szalonego. Nie przepadała za dystyngowanymi i sztywnymi, tych zostawiała kuzynce. Przynajmniej nie będą rywalizować.
Po śniadaniu wyszli na spacer. Lavender przekonała Rona, że jest w ciąży a nie zachorowała i może chodzić. To był piękny, chociaż chłodny dzień. Mimo to z radością podziwiała skryty za białą świat. Miał w sobie czar i dosłownie tryskał magią. Zaczęli lepić bałwana bawiąc się przy tym jak dzieci. Żadne z nich nie myślało o Balach, przyjęciach ni niczym innym nić obecna chwila. Młoda kobieta błagała wszystkie boskie byty by tak już pozostało na dłużej.
Xxxxxx
Hermiona obudziła się w swoim łóżku nieco obolała. Znała dokładnie przyczynę bólu tych części ciała, o których istnieniu nie wiedziała przez większą część życia. Wiedziała czyja to wina i zasługa. Lucjusz bardzo intensywnie przepraszał za swoją złość, korzystając z rad z Kamasutry. Ona zaś niepotrzebnie wypiła w łóżku szampana. Skronie pulsowały bólem a ona, rozważna Prefekt Naczelna odczuwała skutki szalonej nocy. Dlaczego światło świeciło tak jasno.
- Jesteś blada Hermiono, czy dobrze się czujesz? – zapytał Lucjusz troskliwie.
- Umieram – jęknęła – dobij mnie.
- Przyślę Werkę z eliksirem antykacowym. A teraz muszę sprawdzić czy Draco i Pansy nie potrzebują pomocy. Młodzi – prychnął – zero kondycji.
Nie miała siły odpowiedzieć na zaczepkę. Wypiła ohydnie smakujący eliksir, raz po raz obiecując sobie nigdy więcej nie pić za dużo. Na ogół uważała, ale Lucjusz tak sugestywnie przekonywał by spróbowała jeszcze trochę, że przecież nic złego się nie stanie. Jęknęła po raz kolejny przeklinając własną głupotę.
Całe szczęście Zimowy Bal miał miejsce w piątek, a teraz w sobotę nadszedł czas na odsypianie szaleństw. Początkowo planowała iść na Pokątną, zrobić świąteczne zakupy, ale potrzebowała czasu by dojść do siebie. Wciąż nie miała jeszcze kompletu prezentów, a do Gwiazdki zostały niespełna trzy tygodnie. Znalazła odpowiednie podarunki dla Lucjusza, Harrego, Draco i Pansy, ale poczuła naraz potrzebę by coś kupić Ginny. Pomimo początkowej złości wybaczyła swej wieloletniej przyjaciółce. Zwłaszcza jak ta przyszła bliska łez do jej gabinetu.
Ginny Weasley uchodziła za odważną. Taką ją postrzegali taki przyjaciele, jak i nieprzyjaciele. Potrafiła walczyć jak lwica z domu Gryffindora, nigdy nie robiąca kroku w tył. A mimo to, kiedy szła do gabinetu swej wieloletniej przyjaciółki wyglądała na przerażoną. Uwierzyła w ohydne kłamstwa rozpowiadana na jej temat przez Rona i nie czuła się z tym dobrze.
- Zanim mnie wyrzucisz chcę tylko powiedzieć, że ten kretyn to mój brat i dlatego mu uwierzyłam – powiedziała w drzwiach.
- O czym ty mówisz na Merlina?! – syknęła Hermiona.
- Ron powiedział, że go zostawiłaś mówiąc, że jest dla ciebie za biedny i że niby szukasz kogoś z pozycją. Wydawał się zdołowany po waszym rozstaniu, lizał rany i wyglądał tak autentycznie!
- Tłumaczyłam ci… zaraz CO on powiedział?
- Przysięgał na wszelkie świętości, że całowałaś się z Draco Malfoyem, potem Lucjuszem Malfoyem, potem Scrimgeourem, Higgsem i jeszcze paroma facetami! Zaklinał się na swoją magię!
- Zabiję go! – warknęła – zabiję tego kretyna. Broniłam go, zarabiałam spojrzenia bazyliszka do Scrimgeoura i innych bo chciałam być lojalna a on, on – czuła piekące łzy.
- Jak mi Harry powiedział zdemolowałam pokój ze wściekłości. Nie wiem co go opętało. Co mogę zrobić by odzyskać twą przyjaźń?
- Nie wiem Ginny, nie wiem, daj mi czas.
Hermiona potrzebowała nieco czasu, ale ostatecznie uwierzyła dziewczynie. Nie rozumiała jakim cudem Ron, Ron z którym łączyły ją lata w Hogwarcie zrobił jej coś takiego. Powtarzał i rozbudowywał wszystkie rewelacje jakie wypisywała jędza Skeeter, by wzbudzić złość u Ginny i pani Weasley. Zrobił z siebie ofiarę, chociaż wszystko było od początku jego winą. Złota Trójca Gryffindora została właśnie duetem.
Kiedy tylko eliksir antykacowy zaczął działać, wstała i ruszyła do łazienki. Narzuciła na siebie długą, srebrną podomkę. Musiała doprowadzić się do stanu używalności i zejść na śniadanie. Teraz, kiedy minęły mdłości, poczuła burczenie w żołądku. Była już prawie jedenasta, tak długi czas spędziła najpierw śniąc, potem walcząc ze skutkami picia szampana.
Widziała artykuł w gazecie i zacisnęła zęby. Żałowała, że nie uwięziła Skeeter w szklanym słoju już na zawsze. Albo nie rozdeptała wiedźmy w jej niezarejestrowanej, animagicznej formie przez co by nie trafiła do Azkabanu. Właściwie za podobny czyn powinni dawać ordery Merlina i nagradzać. Ostatnie czego potrzebowała to świeżej porcji plotek na swój temat.
Wiedziała, że poniedziałek czeka ją ciężki dzień. Mogła tylko zgadywać kto zacznie sesję tortur. Czy okropna ropucha w swym różowym sweterku, czy ministerialne plotkary? Oczywiście te ostatnie mają świeży i soczysty kąsek w postaci Scrimgeoura, który z impotenta awansował na mistrza pocałunków. Minister jednak potrafił jednym spojrzeniem przegonić natrętne kobiety. Ona niestety wciąż nie umiała.
[1] Filmowy wygląd
Od Autorki: Ron zachował się bardzo dobrze wobec Lavender. Ale nie martwcie się, w następnym rozdziale odwali coś naprawdę dużego. Zawsze widziałam Molly jako rodzaj matki-kwoki, kobiety bardzo opiekuńczej, chociaż nie zawsze bystrej. Generalnie uważałam ją za dobrego człowieka, chociaż nie zawsze mającego wyczucie sytuacji. Toraach, w następnym rozdziale spotkamy Bellę i Rudolfa!
W Wordzie retrospekcja z udziałem Elaine była znacznie dłuższa, ale skróciłam tekst gdyz nie zmieni to akcji.
