Rozdział ósmy: Omega


- Czekaj!

Jackson wystawił ręce przed siebie. Nie zamierzał walczyć z tą dziewczyną; zamierzał się poddać. Kłuło go to szalenie mocno w jego męską dumę, ale na chwilę obecną nie mógł pozwolić sobie na walczenie z przeciwnikiem, który mógł się okazać tysiąc razy potężniejszy od niego.

Lena posłusznie się zatrzymała, ale na jej ustach wykwitł szeroki, triumfalny uśmiech.

- Och… czyżby mały wilczek przestraszył się zwykłego sukuba? – zaszydziła Lena, wciąż będąc w niezwykle dobrym humorze. – A podobno przemienił cię Derek Hale… no cóż, jak widać, wraz z jadem wilkołaka nie wyniosłeś od niego zbyt wiele, mam rację?

- Skąd wiesz, kto mnie przemienił? – Jackson cofnął się o krok. Ta sytuacja nie podobała mu się; i to nawet bardzo. – Kto ci to powiedział?

- Wieści niosą się bardzo szybko, drogi panie Whittemore. – Lena przechyliła głowę nieznacznie na bok, uważnie przyglądając się młodemu wilkołakowi. – A więc to prawda… jesteś z Beacon Hills. Znasz Dereka Hale'a. Wiesz zatem zapewne, co się tam teraz dzieje?

- Nie. – odparł Jackson, mrugając intensywnie powiekami. Z tych całych nerwów zaczął się niemiłosiernie pocić, a jego serce pompowało krew jak oszalałe. – Nie wiem, co się tam dzieje. Nie kontaktowałem się z nimi od tygodni.

- Mhm. Akurat. – odparła Lena, uśmiechając się krzywo. – Uwaga, bo ci uwierzę, wilczku. Wataha trzyma się razem, nawet jeśli jej członków dzielą tysiące mil.

- Ta… tyle że nie należę do ich watahy. Działam sam. – Ku zdziwieniu Jacksona, po tych słowach Lena zaniosła się gromkim śmiechem, trzymając się za boki.

- „Działam sam"… o matulu. O Jezuniu… łoł! Ło Boziu, chyba zaraz padnę…! – Lena aż musiała się podtrzymać najbliższego drzewa, aby nie upaść. – Działasz sam? Jako wilkołak? Ty sobie żarty stroisz, prawda?

- Nie. – odburknął Jackson, nagle niesamowicie zażenowany. Nie wiedział, dlaczego ta cała Lena tak się z niego naśmiewa. Nie powiedział przecież nic dziwnego ani zabawnego.

- Wilkołaki to istoty stadne! Bez watahy omegi takie jak ty giną po maksymalnie kilku tygodniach. – Lena w końcu jakoś się uspokoiła. Stanęła prosto, otrzepując ubranie i odchrząkując cicho, przeczyszczając zachrypnięte od śmiechu gardło. – Jakim cudem ty jeszcze żyjesz?

- Nie wiem. Ty mi to odpowiedz.

- O-ho! Żółtodziób z niewyparzonym ozorkiem mi się trafił. – Lena przeszła parę kroków w bok, okrążając powoli Jacksona. Chłopak został na miejscu, mimo iż miał szaloną ochotę podążać za nią spojrzeniem. – Powiedz mi jedno, Jackson… Derek nie nauczył cię niczego o byciu wilkołakiem, prawda?

- Nauczył… tego i owego. – odpowiedział niepewnie Jackson. Dopiero teraz zaczął sobie w pełni zdawać sprawę, jak mało o wszystkim wiedział. Cholera, nawet ta tutaj, nie należąca w ogóle do jego gatunku, wiedziała o wilkołakach więcej niż on, który od paru ładnych miesięcy był przecież jednym z nich! – Czego ty właściwie ode mnie chcesz? – spytał się po chwili, gdy Lena skończyła go okrążać i przybliżyła się do niego, przyglądając mu się z zaciekawieniem.

- Czego ja chcę? – Lena postukała palcem policzek, parodiując „wielkie zamyślenie". Jackson w tym czasie czekał w napięciu, aż dziewczyna nie zdecyduje się w końcu wyjawić mu prawdy; czy go oszczędzi, czy też go zabije. Bo przecież, znając jego pokręcone szczęście, tylko te dwie opcje zapewne wchodziły w grę. – Chcę, abyś milczał.

- Milczał? – warknął Jackson, czując napływającą nagle złość i irytację. – To tyle? Mam po prostu milczeć?

- A co, wolisz, żebym cię zatłukła, tu i teraz? – Jackson momentalnie się zamknął. Rzucał tylko harde, nieprzyjazne spojrzenia w kierunku dziewczyny, która na powrót zaczęła się triumfalnie uśmiechać. – Nie powinieneś wiedzieć o moim istnieniu. A nawet jeśli, to po obraniu cię za ofiarę powinnam cię zabić. Nie zrobiłam tego, bo w porę uświadomiłam sobie, że pomyliłam cię z kimś innym. – Jackson w tej chwili nie wytrzymał; parsknął śmiechem, kręcąc głową z niedowierzaniem.

- Pomyliłaś się? – Jackson nie przestawał się śmiać. To, co Lena właśnie powiedziała, było tak niedorzeczne, że wręcz surrealne. – To co, tej nocy planowałaś wyssać energię życiową z jakiegoś innego faceta, ale zwyczajnie pomyliliśmy ci się na parkiecie?

- Tak właśnie było. – odparła Lena oschłym tonem głosu. Już się nie uśmiechała. Taksowała teraz spojrzeniem Jacksona, który po raz kolejny przeklął się w myślach, że powinien częściej zamykać swoją jadaczkę. Szczególnie, jeśli chodziło o spotkania z istotami znacznie potężniejszymi od niego. – Miałeś pecha znaleźć się obok mojej przyjaciółki zaraz po tym, jak zalecał się do niej jakiś inny gagatek.

- To ja byłem tym, który tego gościa od niej odepchnął! – warknął Jackson, robiąc krok w stronę Leny. Teraz wszystko nabierało sensu. Teraz zaczynał rozumieć, dlaczego tej nocy to jego Lena obrała na swoją ofiarę. – Broniłem twojej przyjaciółki! Nie byłem tym napastnikiem!

- Mam tego świadomość. – odpowiedziała Lena spokojnym, nieco znudzonym tonem głosu. – Teraz już to wiem. Amanda wystarczająco wyraźnie mi to wytłumaczyła już po fakcie. Ale spoko. – dodała nagle Lena, rzucając chłopakowi krótki uśmiech. – Tamten gość już dostał za swoje. Dobrałam się do niego jeszcze tej samej nocy, nim nie wylazł z klubu. Już od paru ładnych dni gryzie ziemię od spodu.

Ot tak. Zwyczajnie ot tak powiedziała, że właśnie kogoś zabiła. Jakby to nie miało dla niej większego znaczenia.

Jackson wpatrywał się w nią jeszcze przez bardzo długi czas, mrugając oczami niczym kompletny kretyn, starając się pojąć sens całej tej sytuacji oraz tego, co dziewczyna właśnie mu wyjawiła.

- No co? – spytała się Lena niewinnym tonem głosu, przekrzywiając głowę lekko w bok. – Nie mów mi tylko, że twoi ulubieni znajomi z Beacon Hills nigdy nikogo nie zatłukli.

- Jakoś mi się nie wydaje. – odparł Jackson.

Lena tylko się zaśmiała.

- Fakt, może i nie bawią się w takie łapanki… ale zapewniam cię; gdyby mogli, z pewnością by to robili. To leży w naturze wilkołaków tak samo, jak leży to w naszej. Tyle że wy nie potrzebujecie esencji życia do przeżycia. Wam wystarczy do tego zwykłe, ludzkie papu. No cóż… pod tym, jak i pod wieloma innymi względami, jesteście znacznie mniej skomplikowani niż my.

- Hej! – zawołał nagle Jackson, wskazując palcem na Lenę. – Cofnij to! Wcale nie jesteśmy „prości"!

- A co ty możesz wiedzieć o swoim gatunku, co? – odparowała Lena. W ułamku sekundy znalazła się naprzeciw Jacksona. Chłopak cofnął się o krok, wystraszony, gdy ciemnoniebieskie oczy dziewczyny przeistoczyły się w lodowo-błękitne, z ciemnymi żyłkami otaczającymi tęczówkę i okolice oczu. – Jesteś tylko omegą… niczym więcej. Zwykłym wyrzutkiem, który nie potrafi znaleźć sobie miejsca w tym świecie. Derek nawet nie wysilił się, aby wyjaśnić ci najważniejsze rzeczy, o jakich powinieneś wiedzieć.

- A skąd możesz mieć pewność, że tego nie zrobił? – Lena uśmiechnęła się krzywo, słysząc to.

- Bo gdyby ci wszystko wyjaśnił, to z pewnością nie polazłbyś do łóżka z sukubem. To pierwsza zasada przetrwania, jakiej każda nadludzka istota powinna się nauczyć: wyczuwać potencjalne zagrożenie. A sukuby do takowych zagrożeń z pewnością należą. Dla naszych ofiar pójście z nami do łóżka równa się ze śmiercią.

- W takim razie dlaczego jeszcze żyję? – dociekał Jackson. Bał się tej dziewczyny, ale mimo to chciał poznać od niej prawdę. To po to przecież ją śledził tak zawzięcie. – Mogłaś mnie przecież zabić tak czy siak. Taka jest przecież twoja natura.

Udało się. Znalazł na nią haka.

Jackson z mściwą satysfakcją obserwował, jak szelmowski uśmieszek znika z ust Leny i zostaje zastąpiony przez grymas niezadowolenia.

- Nie twoja sprawa. – syknęła Lena. Cofnęła się nagle o kilkanaście kroków, zrównując się z dwoma rosnącymi obok siebie sosnami. – Po prostu mnie już nie śledź. Nie dochodź do tego, czego i tak się nie dowiesz. Mój świat nie jest łaskawy dla takich jak ty.

I uciekła – ot tak, po prostu. Zostawiła Jacksona kompletnie samego, pozbawionego wszelkich szans na uzyskanie sensownych odpowiedzi na pytania, które wciąż go dręczyły.

Ale wciąż żyję. – pomyślał nastolatek, oddychając z ulgą. To spotkanie z pewnością kosztowało go sporo nerwów.

Ale i tak dowie się tego, co go dręczy. Jeśli nie od Leny, to od kogoś innego.

Pytanie tylko: kto będzie znał odpowiedzi na te pytania?


Po primo: Dzisiaj mamy tzw. "wielkie kombo". Wrzucone zostały nowe rozdziały trzech opowiadań: Behind Blue Eyes, Someone Stronger oraz Through The Heart. Planowałam ukończyć jeszcze rozdziały "Hunter" oraz "The Heart of the Truest Believer", ale one pojawią się później - najpewniej w następnym tygodniu, a w najlepszym przypadku pod koniec tego tygodnia.

Po secundo: Wreszcie skończyłam zwiastun do "Through The Heart"! Dla zainteresowanych dostępny jest on na mojej stronie YouTube. Można się też do niego dostać poprzez linka na moim profilu.

Po tercio: Dzisiaj jest też "debiut" nowego opowiadania: "Lux Aeterna". Jest to opowiadanie na podstawie filmu "Człowiek ze stali", i w dużo późniejszych rozdziałach będzie się skupiało na pairingu Zod/OC (tak, tak wiem...Clark jest genialny, przystojny i w ogóle, ale co człowiek na to poradzi, że złoczyńcy zawsze są ciekawiej przedstawieni). Zwiastun jest ukończony, a zatem również jest on dostępny na moim kanale na YouTube.

No... i to chyba by było na tyle "ogłoszeń parafialnych" :) Mimo iż mam technicznie wolne do końca tego tygodnia (uroki studiów i znajomych, którzy odwołują, co tylko się da, żeby przedłużyć nam to wolne po świętach), nie mogę obiecać, że kolejne rozdziały będą pojawiały się tak szybko jak kiedyś. Do niedzieli posiedzę jeszcze nad swoimi fanfikami, aby ukończyć możliwie jak najwięcej rozdziałów, tak żeby potem nie być ze wszystkim do tyłu. Skupię się jednak na razie na zakończeniu "Back From The Dead: New Game" oraz "Crossing Worlds", z racji że oba te fanfiki mają już ukończone streszczenia - no i chciałabym się ich już pozbyć z mojej listy "do napisania" :) Tym bardziej, że seria "Back From The Dead" doczeka się w ciągu maksymalnie dwóch miesięcy trzeciej i ostatniej części - trzeba zatem najpierw ukończyć drugą, aby brać się za kolejną.