Rozdział dziewiąty: Jak rzep do psiego ogona
- Siostra… siostra, słyszysz mnie?
Igor naprawdę zaczynał niepokoić się o zdrowie psychiczne Leny. Dziewczyna tak długo siedziała nieruchomo, skulona i trzymająca się kurczowo za głowę.
- Lena, co się stało? – spytała się po chwili Amanda, siadając po drugiej stronie przyjaciółki. – Ten wilkołak jakimś cudem cię pokonał, czy co?
Podziałało. Lena otrząsnęła się ze swojego „katatonicznego" stanu i rzuciła przyjaciółce harde, ostrzegawcze spojrzenie.
- Jaja chyba sobie ze mnie robisz, Amanda. – syknęła Lena, mrużąc groźnie oczy. – Mam prawie siedemset trzydzieści lat. To małe bydlątko nie ma jeszcze nawet osiemnastu lat. Plus jest omegą. Gdyby faktycznie mnie pokonał, to w tym momencie już wykonywałabym rytualne harakiri ze względu na to, że dałam się podejść młodszemu o ponad siedemset lat gnojkowi z najniższego szczebla łańcucha pokarmowego.
Igor uśmiechnął się słabo, słysząc to. Udało im się przywrócić dawną, ukochaną Lenę, która rzucała podobnymi tekstami na lewo i prawo, kiedy tylko nadarzyła się okazja.
- Co zatem się stało? – spytał się Igor. – Co dokładnie ten wilkołak od ciebie chciał?
- A czego ten cymbał mógł ode mnie chcieć? – Lena zaśmiała się gorzko, kręcąc z rozbawieniem głową. – Chciał wiedzieć, dlaczego trafiło właśnie na niego. Dlaczego właśnie jego wybrałam na swoją ofiarę. I dlaczego ostatecznie nie zginął. – Następnie Lena westchnęła przeciągle, wznosząc oczy teatralnie ku górze. – Boże! Dlaczego ja zawsze muszę trafiać na palantów albo kretynów? Czy raz w życiu nie może się mną zainteresować oczytany, szarmancki gość z sensownym poczuciem humoru i nienaganną kartoteką?
Igor i Amanda zachichotali cicho, zerkając po sobie z rozbawieniem. Lena już kompletnie musiała wrócić do normalności, skoro odstawiała teraz ten mały teatrzyk.
- Poczekaj, aż dowiesz się, co Alastair zmalował, gdy cię nie było. – Lena podniosła spojrzenie na Igora. Wyglądała na szczerze przerażoną, przez co chłopak o mało nie zakrztusił się ze śmiechu. Jej mina była wręcz bezcenna. – Oj, spodoba ci się to. Gwarantuję ci to, siostra…
- Co znowu nagadał naszym rodzicom? – warknęła Lena, wstając gwałtownie z miejsca. – Co on im nagadał, Igor?!
- Znasz go przecież, Lenka. To świr i kretyn w jednym. Nadal sądzi, że ma u ciebie szanse, mimo iż już ponad sto lat temu dałaś mu wyraźnie do zrozumienia, gdzie może wsadzić sobie te swoje banalne zaręczyny.
- Jezusie Nazareński… – jęknęła dziewczyna, wychylając głowę do tyłu i wzdychając głośno. – Ci faceci nigdy się ode mnie nie odczepią. Jeden będzie się ciągle domagał odpowiedzi, a drugi ciągle będzie sądził, że wystarczy należeć do tej samej rasy, żeby móc uczepiać się mnie jak ten pierdzielony rzep pierdzielonego psiego ogona. Jedyne, co mi chyba w tej chwili zostało, to utłuc ich obu. Pewnie dopiero wtedy miałabym święty spokój.
- Noo… – odparł Igor, wciąż wyraźnie czymś uradowany. – Do czasu, dopóki nie napatoczyłby się kolejny napaleniec pragnący zostać twoim „lubym na zawsze".
Spojrzenie, jakie w tej chwili posłała mu Lena, z łatwością mogłoby konkurować ze spojrzeniem bazyliszka.
- Nawet, kurwa, nie zaczynaj. – wycedziła Lena, wskazując na brata drżącym palcem. – Wiesz bardzo dobrze, przez ile lat muszę znosić takie odchyły. Matka rajcuje się jak ten Murzyn blaszką, że jeszcze trochę, a pobiję jej rekord liczby facetów, którzy mi się oświadczyli zaraz po pierwszym spotkaniu. Ojczulek z kolei już rozważa na poważnie oddanie władzy nad rodem tobie. Nie mi, pierworodnej, tylko tobie. Bo jest pewien, że hajtnę się z jakimś możnowładnym inkubem i spłodzę mu piątkę prześlicznych, cherubinkowo wyglądających demonków.
- A czemu akurat piątkę? A może to będzie tylko czwóreczka. – zażartował Igor. Zamilkł jednak szybko, gdy Lena warknęła na niego gardłowo, obnażając przy tym zęby. – Dobra, wyluzuj, siostra. To był tylko taki żart. Jezu, zachowujesz się jak jakiś wilkołak, czy coś.
- I dobrze. – wycedziła Lena, wciąż wściekła jak nigdy dotąd. – Może w końcu będę miała coś wspólnego z przynajmniej jednym z nich.
- Lepiej tak nie gadaj. – odparł Igor, wciąż wyraźnie rozweselony całą tą sytuacją. – Jeszcze nasza mamuśka z tatuśkiem to usłyszą, i wykopią cię z rodzinki za spouchwalanie się ze zmiennokształtnymi.
- Wilkołaki nie są zmiennokształtnymi, Igor. – odpowiedziała mu Lena, rzucając mu krytyczne spojrzenie. – Zmiennokształtni to ludzie potrafiący przybierać różne formy, a nie tylko jedną określoną. Czytaj mniej dennych romansideł dla nastolatek, to może w końcu zapamiętasz coś z lekcji o innych gatunkach.
- Dobra, dobra, wyluzuj. – powiedział Igor, unosząc ręce w geście poddania. – Wszyscy jesteśmy tu przyjaciółmi, pamiętasz? Nie zapominaj, że ja też nie chcę, żeby ten wymoczek Alastair został moim szwagrem. Ten gość spędza chyba więcej czasu przed lustrem niż ty i Amanda razem wzięte. A i tak mam tu na myśli dni, kiedy wybieracie się na jakąś galę lub wielką imprezę. Wolę nie być kojarzony z Panem Żelusiem. Co to, to nie.
- Co chcesz z tym wszystkim zrobić? – zapytała się nagle Amanda, odwracając tym uwagę Leny od tekstów Igora. Naprawdę zależało jej na dobru swojej najlepszej przyjaciółki. Widziała bardzo dobrze, w jakim potrzasku się teraz znalazła. I wiedziała, że Lena musi coś szybko wykombinować w związku z tym natrętnym wilkołakiem, jeśli nie chce, żeby członkowie Rady dobrali się do jej tyłka. – Jakie masz plany odnośnie tego młodego wilkołaka?
- Na pewno go nie zamierzam zabić. – odpowiedziała Lena bez większego zastanowienia. To już wiedziała od dawna. Fakt, ten Jackson był natrętny, ale należał do paczki Dereka Hale'a. A gdzie był Derek, tam był Peter. Ten cały Jackson mógł więc ją jeszcze doprowadzić do „czarnej owcy rodziny Hale". Musiała tylko teraz odpowiednio nim pomanewrować. I dlatego właśnie nie mogła mieć na ogonie ani Alastaira, ani żadnego z członków Rady. – Potrzebuję trochę czasu i przestrzeni. I żadnych przeszkód. Rada nie może wiedzieć, że ten wilkołak wciąż za mną łazi. A Alastair nie może domyślić się, że zamierzam mu odmówić.
- Chcesz mu odmówić? – zdumiał się Igor. Lena spojrzała się na niego z uniesionymi brwiami.
- No przecież nie chcesz mieć chyba metroseksualnego szwagra, czyż nie? – odpowiedziała mu pytaniem na pytanie Lena. – Sam to przed chwilą powiedziałeś. Czemu więc moja decyzja cię tak zdziwiła?
- Lenka, nie zrozum mnie źle, ale… nasi rodzice cię utłuką. Tym razem na serio. – wymamrotał Igor, wyraźnie przestraszony perspektywą stanięcia oko w oko z rozjuszonymi rodzicami. – Ojczulek już od paru wieków planuje tę unię. Jeśli otwarcie powiesz im „nie"… Boziu drogi, nawet nie chcę myśleć, jaki tu będzie sajgon. Nawet Rada nie zrobi tu takiego burdelu, jaki oni tu rozpętają, gdy z tym wszystkim do nich wyjdziesz?
- A mam inne wyjście, Igor? – żachnęła się Lena. – Nie mogę ich zwodzić do końca świata. Kiedyś ojciec jebnie łapą w stół i ryknie, że czas na mój ożenek. A wtedy będzie już za późno na unieważnienie zaręczyn. Trzeba to zrobić, nim nie zapadła ostateczna decyzja.
- Ale Rada…
- Och, pieprzyć Radę! – wykrzyknęła nagle Lena, wstając gwałtownie z miejsca. Amanda aż podskoczyła, tak ją wystraszył ten nagły wybuch złości u przyjaciółki. – Mam już dosyć ich przestarzałych, szowinistycznych gadek! Nic tylko by myśleli o tym, żeby wtrącać się w życia innych. A nie daj Boże, żeby któryś z naszych spouchwalił się z przedstawicielem innego gatunku… kompletna alienacja osobnika tylko dlatego, bo śmiał „spróbować znaleźć porozumienie między dwoma rasami". Żałosne. Najwyższa pora, aby te zasady w końcu uległy zmianom. Mamy dwudziesty pierwszy wiek, do ciężkiej cholery! Ile wieków jeszcze będą się bawić w podstarzałe matrony, trując nam o tradycjach, które powinny wyginąć już lata temu? To nie średniowiecze, tylko czasy współczesne! Jak sądzisz, co powiedzą nam nasi potomkowie za kilkaset lat, jeśli teraz tego nie zmienimy?
Igor przez długi czas wpatrywał się w Lenę szeroko otwartymi oczami. Jej wzniosła mowa kompletnie go zaskoczyła i zdezorientowała.
- Lena… ja… po prostu… łał. – wymamrotał w końcu chłopak, wciąż nie mogąc znaleźć odpowiednich słów, aby zobrazować to, co teraz czuł. – Normalnie pójdę za tobą na kraniec świata i jeszcze dalej, ale… rodzice dalej cię zatłuką za to. Są chwilami bardziej staroświeccy niż pieprzona Rada.
- Więc niech to zrobią. – odpowiedziała Lena. Usiadła z powrotem na miejscu, a następnie spojrzała się zuchwale na swojego bliźniaka. – Proszę bardzo. Nie boję się wygnania. Jeśli zmieni to oblicze naszej rasy, to jestem gotowa na takie poświęcenie.
- Nie… tu nie chodzi wyłącznie o to. – zauważył Igor. – Chodzi ci o coś jeszcze. O tego wilkołaka…
- Tu nie chodzi o tego cholernego Jacksona! – wysyczała Lena. Brzmiała teraz jak istna furia, gotowa do zaatakowania każdego, kto ośmieli się choćby na nią źle spojrzeć. – Ile razy mam to powtarzać?!
Igor uśmiechnął się nerwowo kątem ust.
- Nie powiedziałem wcale, że chodzi o niego. – odparł. Lena momentalnie się uspokoiła, słysząc to.
- O niego też mi nie chodzi. – burknęła, tracąc cały swój dotychczasowy rezon. To wywołało jeszcze szerszy uśmiech na twarzy jej brata.
- Ta, akurat. – powiedział, szczerząc się do siostry jak szalony. – To w takim razie dlaczego chcesz, żeby ten młokos pomógł ci skontaktować się z Derekiem? – Lena obróciła się gwałtownie ku bratu z zaskoczoną miną. – Co, sądzisz, że się wszystkiego nie domyśliłem? Nie jestem taki głupi, za jakiego mnie biorą, siostrzyczko. No i jeszcze do tego ta więź bliźniaków… nic mi nie umknie, kochana. Nic a nic.
- Dobra, niech ci będzie. – warknęła Lena, poddając się. – Fakt, chodzi mi o starszego z Hale'ów. Ale tylko dlatego, bo chcę wiedzieć, co tam się stało. Od miesięcy chodzą ploty w nadnaturalnym półświatku, że Peter zatłukł własną siostrzenicę. Chcę się po prostu dowiedzieć, czy to prawda.
- Przecież już to wiemy. Nasz człowiek ze Stanów to potwierdził, Lenka…
- Wiem. Ale chcę to usłyszeć bezpośrednio od niego. – odpowiedziała dziewczyna. – I dlatego zamierzam się spotkać z Jacksonem. Dzisiaj. Zaraz po zapadnięciu zmierzchu. – Lena powiodła spojrzeniem po Igorze i Amandzie. Uśmiechnęła się złowieszczo, widząc ich zdumione, niemalże przerażone spojrzenia. – A wy, moje małe „pionki", pomożecie mi w osiągnięciu tego celu.
