Rozdział dziesiąty: Podejrzane zachowanie


Igor westchnął przeciągle, przymykając ze znużeniem powieki.

- To mi się ani trochę nie podoba. – mruknął, nie otwierając oczu. – Skąd masz pewność, że ten wilczek się tu zjawi?

- Bo go o to poprosiłam. – odpowiedziała Lena takim tonem, jakby to było coś oczywistego. – Może mnie nie lubić, ale jest też ciekawy świata. No i wciąż wyczuwam w swoim pobliżu jego aurę, mimo iż ostatnim razem, gdy się widzieliśmy, wyraźnie nakazałam mu się odwalić. Gość jest zdesperowany, aby dowiedzieć się czegoś więcej. A ja jestem wystarczająco zdesperowana, aby w razie czego zaufać relacjom młodocianego wilkołaka. – dodała na koniec Lena, po czym śmiałym krokiem ruszyła w stronę polany, na której miała się spotkać z Jacksonem.

Chłopak już tam na nią czekał. Zdołał też już wywęszyć czających się w zaroślach Igora i Amandę. Dlatego właśnie zmrużył nieufnie oczy, gdy Lena podeszła do niego jak gdyby nigdy nic, uśmiechając się do niego przyjaźnie.

- Co tamta dwójka tam robi? – spytał się, kiwnięciem głowy wskazując na miejsce znajdujące się tuż za Leną. – Mają być takim zabezpieczeniem, w razie gdyby mi coś odbiło? A może to jakaś pułapka?

- Nic z tych rzeczy, Whittemore. – odcięła się Lena oschłym tonem głosu, gubiąc przyjazny uśmiech, jaki jeszcze chwilę widniał na jej ustach. – Po prostu pilnują tyłów. Ale bynajmniej nie z twojego powodu. – dodała, wzdychając lekko. – Wierz lub nie, ale mnóstwo osób chciałoby cię teraz puknąć. I to nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. – Jackson prychnął, zażenowany.

- Jak na razie znam tylko jedną osobę, która z chęcią by to zrobiła. – odpowiedział w końcu. – W pozytywnym tego słowa znaczeniu.

- Bardzo dojrzałe, Whittemore. – syknęła dziewczyna. – Zachowanie w sam raz godne wilkołaczego pierwszaka. Oby tak dalej, a może dostaniesz za to jakieś wyróżnienie.

- Po co mnie tu wezwałaś? – spytał się Jackson, chcąc w końcu zmienić temat rozmowy. – Co było takiego pilnego i ważnego, co sprawiło, że zdecydowałaś się jednak ze mną spotkać?

- Chcę się skontaktować z Derekiem Hale'em. – odpowiedziała Lena. Jackson aż otworzył szeroko oczy, zaskoczony jej słowami. – Potrzebuję od niego informacji na temat jego wuja, Petera. No, chyba że ty coś o nim wiesz. – dodała po chwili, przyglądając się uważnie chłopakowi.

- Niezbyt wiele. – przyznał po chwili Jackson. – A co chcesz o nim wiedzieć?

Lena uśmiechnęła się sama do siebie. Jackson w końcu zaczynał się jej słuchać. Musiała przyznać, spodobało jej się to. Wreszcie chyba nauczył się, że ze starszymi silniejszymi od siebie się nie zadziera.

- Czy to prawda, że zabił swoją siostrzenicę, Laurę? – zapytała się, tak dostosowując ton swojego głosu, aby Jackson nie domyślił się, jak bardzo na tej odpowiedzi może jej zależeć.

Jackson zmrużył nieufnie oczy, ale po chwili odpowiedział na zadane pytanie.

- Tak, to prawda. – przyznał. – Nie widziałem jej ciała. Ale moi znajomi je widzieli. Początkowo sądzono, że to Derek ją zabił, ale potem wyszło na jaw, że to Peter za tym stał. Scott, jeden z tych chłopaków, który znalazł jej ciało, wyjaśnił mi potem, że Peter zrobił to, aby przybliżyć się do zyskania statusu wilka alfa.

- I zdobył go? – ta informacja zaciekawiła Lenę niezmiernie. Jeśli to, co Jackson mówił, było prawdą, oznaczało tylko jedno: Peter kompletnie zwariował na punkcie władzy. I gotów był zrobić dosłownie wszystko, aby tę pełnię władzy osiągnąć.

- Tak. – odparł Jackson. – Ale z tego co wiem nie na długo. Zginął zaraz potem.

Gdy Lena to usłyszała, na moment zabrakło jej tchu. Peter Hale nie żył… to nie było coś, na co była przygotowana. Nikt jej o tym nie powiedział. Dlaczego? Czy może jednak Jackson posiadał niekompletne lub fałszywe informacje? A może sam ją okłamywał.

Nie, na pewno mnie nie okłamuje. – pomyślała Lena. – Wiedziałabym, gdyby to robił. Więź między nami nadal istnieje. Jest bardzo słaba, ale wciąż tu jest. Wyczułabym od razu jego intencje, gdyby chciał mnie oszukać.

- A zatem nie żyje. – powiedziała w końcu, biorąc głęboki wdech. – Niespodziewany zwrot akcji, muszę przyznać.

- Ale podobno powrócił do świata żywych. – odezwał się nagle Jackson. Lena spojrzała się na niego ze zdumieniem. – Tak przynajmniej mi powiedziano. Pewien udział w tym miała moja była dziewczyna, Lydia. Peter podobno zmanipulował nią zza grobu, aby pomogła mu się zregenerować i powrócić do życia.

- Jakim cudem zdołała to zrobić? – spytała się Lena. – Jest druidem czy czymś w tym rodzaju?

Jackson pokręcił przecząco głową.

- Chyba jest jakąś banshee, jeśli dobrze zrozumiałem Scotta i Stilesa. – odpowiedział chłopak. – Nie wiem, co to oznacza, ale tak mi powiedzieli. Że Lydia jest teraz jakąś banshee.

- Banshee… a to ciekawe. – Lena już kompletnie pogrążyła się w swoich rozmyślaniach. Dlatego też kolejne słowa Jacksona dotarły do niej jak przez mgłę.

- Dlaczego się tak tym interesujesz? – spytał się jej. – Skąd znasz Petera i Dereka? Dlaczego tak ci zależało na dowiedzeniu się prawdy?

Lena odczekała chwilę, nim nie udzieliła mu odpowiedzi. Chciała być pewna, że emocje już nią nie rządzą.

- Znałam Petera… dawno temu. – powiedziała cichym głosem. Jackson słuchał jej uważnie. Pomimo swojej początkowej niechęci i braku zaufania do Leny, jej historia interesowała go. Gdzieś tam w tyle jego jaźni tliła się nadzieja, że być może ta dziewczyna zdoła mu pomóc dowiedzieć się czegoś więcej o świecie wilkołaków i tym, czym właściwie teraz był, z czym się to wiązało, a także co dokładnie teraz potrafił robić. No i, oczywiście, jaka przyszłość go czekała. – Jeszcze zanim zbzikował na punkcie stania się alfą.

- Umawiałaś się z nim, czy co? – wypalił chłopak. Zamarł jednak, napotykając harde spojrzenie dziewczyny. – Przepraszam. Ja… ja nie chciałem…

- Nic się takiego nie stało. – odparła Lena. – I tak, Peter i ja chodziliśmy kiedyś ze sobą. Ale to już przeszłość. – dodała po chwili, wzdychając lekko. – Teraz ważne dla mnie jest tylko to, aby dowiedzieć się, co on planuje. Stał się zbyt niebezpieczny i nieobliczalny. Jeśli faktycznie jest tak, jak mówisz, to być może będę musiała pojechać do Beacon Hills i powstrzymać go, nim nie będzie za późno.

- Powstrzymać go? Ale przed czym…? – Jackson nie zdołał dokończyć swojego pytania. W tej samej chwili bowiem z zarośli wypadli Igor i Amanda.

- Ludzie rodziców tu idą. – wysapał Igor. Wyglądał na bardzo wystraszonego, co nie spodobało się Jacksonowi. – Wilkołak musi się stąd zmywać. I to szybko.

- Słyszałeś mojego brata. No już, zwiewaj! – Lena popchnęła Jacksona w przeciwną stronę. – Nikt nie może cię złapać.

- To tylko jacyś ludzie wysłani przez waszych starych. Nie panikujecie za bardzo? – rzucił Jackson, starając się rozładować tym sytuację. Spowodował jednak tylko to, że do Leny dołączył Igor, pchając chłopaka w stronę krańca lasu.

- Chłopie, wiej, jeśli ci życie miłe. – mruknął Igor. – Nie znasz naszych rodziców. Nie wiesz, do czego są zdolni. Chociaż raz posłuchaj się mojej siostry i wiej, póki masz jeszcze ku temu okazję.

Jackson w końcu się ich posłuchał. Pobiegł przed siebie, oglądając się co jakiś czas, nim drzewa i krzewy nie przesłoniły mu widoku Leny i jej przyjaciół. Dopiero wtedy przyspieszył i pognał dalej przed siebie, już nie oglądając się w ich stronę.

Lena, Igor i Amanda ruszyli tymczasem w przeciwną stronę. Mieli nadzieję na to, że uda im się jakoś przemknąć obok strażników ich rodziców. Być może wtedy mieliby jeszcze jakieś szanse na wytłumaczenie się z całej tej sytuacji.

Ale nie zostało im to dane. Gdy już byli tuż przy granicy lasu, drogę zastąpił im jeden ze strażników. Nie było nawet sensu ucieczki czy walki – zaraz potem dołączyli do niego pozostali strażnicy wysłani przez rodziców Leny i Igora, otaczając trójkę przyjaciół z każdej możliwej strony.

- No to cudnie. – mruknął Igor, wodząc spojrzeniem po otaczających ich ludziach. – Cudowne zakończenie jeszcze bardziej cudownego tygodnia. Jak sądzisz, Lenka, co jeszcze nas czeka?

Lena nie odpowiedziała mu od razu. Ona także przyglądała się uważnie strażnikom, rozważając szansę na ucieczkę. Po chwili doszła jednak do wniosku, że nie mieli szans. Mogli ich pokonać, to fakt, ale wtedy wypowiedzieliby otwartą wojnę swoim rodzicom. Pozostała im zatem tylko próba negocjacji i manipulacji. Być może uda im się jakoś ich obłaskawić.

- Nic dobrego. – odpowiedziała dziewczyna. – A najgorsze dopiero przed nami.