Rozdział trzynasty: Nowa droga życia
Po wyjściu z siedziby Rady Lena od razu skierowała się w stronę głównej ulicy. Zaczekała tylko na Igora i Amandę, po czym razem wsiedli w taksówkę i pojechali do małego mieszkania, które mieli zajmowali tu od paru lat. Służyło im za składowisko najpotrzebniejszych rzeczy. Rzadko w nim bywali – zwykle gdy tu przyjeżdżali, zostawali w domu swoich rodziców.
- Nie popełniliśmy żadnego cholernego błędu. – syknął Igor, gdy Amanda po raz kolejny zaczęła mamrotać pod nosem coś na temat tego, że „będzie jeszcze gorzej". – Wiedzieliśmy, na co się piszemy. I wiedzieliśmy, że trzeba to było zrobić. Te stare pryki nie ruszą do przodu, jeśli my tego nie zrobimy. Ktoś im musi w końcu pokazać, że nie żyjemy już w czasach średniowiecza.
- I z tego powodu wywalili nas na zbite pyski. – Lena pokręciła głową z niedowierzaniem, uśmiechając się przy tym krzywo. – No cóż… taka jest najwyraźniej cena za bycie na czasie.
- Daj już sobie z tym spokój, siostrzyczko. – polecił jej Igor. Zaraz potem sięgnął po drugą walizkę i zaczął wpakowywać do niej kolejne ubrania ze swojej szafy. – Będzie nam lepiej za granicami tego państwa. No i w końcu będziemy mogli zwiedzić świat; tak jak zawsze chcieliśmy.
Lena uśmiechnęła się słabo na te słowa. Ruszyła następnie do swojego pokoju, aby tam spakować wszystkie swoje rzeczy. Amanda, widząc, że nic już tu nie wskóra, z ciężkim westchnieniem zabrała się za zbieranie swoich rzeczy i pakowanie ich.
Spakowanie się zajęło im w sumie niecałą godzinę. Zanieśli następnie wszystkie swoje rzeczy do auta Igora. Już mieli odjeżdżać, gdy nagle Lena wyczuła znajomą aurę.
- Dawno się nie widzieliśmy, Jackson. – powiedziała, odwracając się przodem do młodego wilkołaka, który właśnie ujawnił im swoją obecność, wychodząc zza rogu ich domu. – Już myślałam, że zwiałeś z powrotem do tych swoich Stanów.
- Słyszałem, co się wam przytrafiło. – chłopak powiódł spojrzeniem po aucie Igora i bagażach, jakimi był zapakowany cały tył samochodu. – To moja wina, prawda?
- Mmm… i tak, i nie. – odpowiedziała Lena po chwili zastanowienia. – To nas czekało, prędzej czy później. Dzięki twojej osobie przynajmniej oszczędziliśmy sobie co najmniej kilku dekad dalszej służalczej pracy tym niedorobom społecznym.
- Łał. – mruknął Igor, obracając się w stronę siostry. – Pięknie to ujęłaś, moja droga.
- Żyję po to, aby zaskakiwać. – Lena wykonała mały ukłon, uśmiechając się przy tym iście demonicznie. – No, ale czas na nas. – dodała po chwili. – Jak chcesz, to możemy cię gdzieś podrzucić, Jackson. A właśnie… – dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, wyraźnie zadowolona z czegoś, o czym właśnie pomyślała. – Jackson… nie chciałbyś może wrócić do Beacon Hills?
- Co? – spytał się nastolatek, wyraźnie zdezorientowany.
- Do Beacon Hills. – powtórzyła Lena. – To właśnie będzie nasz następny przystanek: Beacon Hills.
- Serio? – Teraz to Igor wciął się do rozmowy. – Do tej zapchajdziury? Serio, siostra?
- Hej, lepsze to, niż zamek Drakuli gdzieś w samym środku rumuńskiej puszczy. – odparowała Lena. – Masz w ogóle świadomość tego, jakie słabe wi-fi tam mają? Kompletnie byśmy tam zdziczeli.
- Jezu… dobra, niech ci będzie. – Igor westchnął ciężko, po czym oparł się leniwie o samochód. – To jak, Jackson, chcesz się z nami zabrać?
Jackson zawahał się. Z jednej strony nie był pewien, czy powinien z nimi jechać – nie ufał do końca temu rodzeństwu. Lena manipulowała nim i o mały włos go nie zabiła tylko dlatego, bo pomyliła go z jakimś innym facetem w klubie. Z drugiej strony jednak, dzięki nim będzie mógł odwiedzić swoich starych znajomych.
Nie zapominaj, ile Lena może mieć lat. – pomyślał nagle, przenosząc spojrzenie na osobę Leny. Dziewczyna stała obok swojego brata i w milczeniu czekała na to, aż Jackson nie podejmie ostatecznej decyzji. – To nie jest wilkołak, tylko sukub. A one podobno są nieśmiertelne. Lena może wiedzieć o wiele więcej o tym świecie, niż Derek, Peter i Deaton razem wzięci. Jej pomoc w zrozumieniu niektórych rzeczy może być nieoceniona.
- Dobra, jadę z wami. – powiedział w końcu. – Będziemy tylko musieli jeszcze po drodze wstąpić do hotelu, w którym się zatrzymałem. Zabiorę stamtąd resztę swoich rzeczy.
- Świetnie. – Lena uśmiechnęła się szeroko, wyraźnie zadowolona z jego decyzji. – Tylko jeszcze jedna sprawa, nim nie ruszymy. – powiedziała nagle, gdy Jackson już miał się cofnąć w stronę ulicy, gdzie zaparkował swój samochód. – Masz chorobę morską?
- Nie. – odparł Jackson niepewnym głosem. Nie był pewien, do czego Lena z tym pytaniem zmierza. – A bo co?
- Bo nie będziemy lecieć do Stanów. – wyjaśniła mu. – Samolot to ostatnia rzecz, do której bym wsiadła.
- To jak w takim razie dostaniemy się tam? – spytał się nastolatek. – Nie mów tylko, że masz jakieś kontakty ze światem duchów i przywołasz Titanica.
- Nie bądź głupi, Jackson. – Lena machnęła bagatelizująco ręką. – Nie, nic z tych rzeczy… popłyniemy normalnym promem.
Jackson rozejrzał się uważnie dookoła, podziwiając jednocześnie widoki, jakie prezentowały się przed nim z najwyższego pokładu promu.
- Muszę przyznać ci rację, Lena. – powiedział Igor, sącząc powoli chłodnego drinka i wylegując się na leżaku w cieniu ogromnego parasola. – To naprawdę jest najlepszy możliwy środek transportu.
- A nie mówiłam? – Lena odstawiła swojego drinka, po czym rozłożyła się wygodniej na leżaku i wystawiła twarz w stronę słońca, zamykając przy tym oczy. – Rejs luksusowym statkiem przez wody oceanu to nie tylko najlepszy środek komunikacji. To też jeden z najlepszych sposobów zrelaksowania się i zapomnienia o wszelkich problemach.
Jackson zawahał się. Widział, jak zrelaksowani i zadowoleni wszyscy są. Nie chciał psuć tej atmosfery. Z drugiej jednak strony przeczuwał, że po dopłynięciu na miejsce i ruszeniu w dalszą drogę nie może nie zyskać już drugiej takiej szansy. Musiał się czegoś od niej dowiedzieć. Musiał wiedzieć choć trochę więcej o otaczającym go świecie. Scott i pozostali z pewnością nie poznają nigdy tylu tajemnic świata nadprzyrodzonego, ilu on mógł się teraz dowiedzieć od jednej przedstawicielki rasy sukubów.
- Po prostu wyduś to z siebie. – dobiegł go nagle głos Leny. Jackson wyrwał się z zamyślenia i spojrzał się nieprzytomnie na dziewczynę. Zdziwił się, widząc, że Lena patrzyła się teraz prosto na niego. – Pytaj się, skoro tak bardzo musisz.
- Co? – wydukał chłopak, wciąż mocno zdezorientowany. – Jak…? Skąd…?
- Masz to wypisane na twarzy, chłopie. – dziewczyna na moment obróciła twarz z powrotem w stronę słońca. Westchnęła jednak po chwili przeciągle, a następnie podsunęła się nieco na leżaku, zajmując wygodniejszą pozycję siedzącą. – Od razu domyśliłam się, co było twoim głównym motorem napędu, aby popłynąć z nami. Chcesz się dowiedzieć czegoś więcej o świecie, do którego teraz należysz. I to jest w stu procentach normalne. Stąd też moje polecenie: wal pytaniami, ile wlezie. Odpowiem na każde, na które tylko będę znała odpowiedź. Uznaj to za odpłacenie ci się za to, co ci zrobiłam w tej dyskotece. – tu Lena uśmiechnęła się kątem ust, wyraźnie tym rozbawiona.
Igor tymczasem jęknął głośno, zakrywając twarz dłońmi. Zsunął się dodatkowo po powierzchni leżaka, niemalże z niego spadając.
- Lenka, na miłość boską, my tu urlopujemy! – praktycznie wykrzyknął, wskazując zamaszystym gestem na siebie i Amandę. – Czy to naprawdę nie może poczekać jeszcze trochę?
- Naprawdę wolisz przeprowadzać takie rozmowy na tyłach ciasnego samochodu bez klimatyzacji, pośrodku rozpalonej niczym Sahara amerykańskiej pustyni?
Igor nic na to nie odpowiedział. Mruknął tylko pod nosem jakieś przekleństwa, aby następnie obrócić się w stronę Amandy i pogrążyć się z nią w rozmowie na jakieś trywialne tematy.
- No to jak, Jackson? – spytała się Lena, wyraźnie zadowolona z efektu, jaki osiągnęła. – Jakie jest twoje pierwsze pytanie?
Nastolatek nie był pewien, o co spytać się najpierw. Tyle pytań kłębiło się w jego głowie, że z początku nie wiedział, które wybrać pierwsze. W końcu jednak zdecydował się na jedno z tych, które ciążyły mu na umyśle od dłuższego czasu.
- Dlaczego mnie oszczędziłaś? – spytał się cichym głosem. – Słyszałem, że ponoć w naturze sukubów leży również zabijanie niewinnych – byle tylko się na kimś pożywić. Miałaś mnie koło siebie, kompletnie omotanego przez twoje moce. Mogłaś mnie wtedy zabić. Dlaczego tego nie zrobiłaś?
Lena westchnęła przeciągle, ale odpowiedziała na pytanie chłopaka, tak jak mu obiecała.
- Nie należę do tej większości sukubów, które uważają, że zabijanie niewinnych osób powinno być czymś ogólnie akceptowalnym. – odpowiedziała. – Nie odczuwam żadnej przyjemności z zabijania takich osób. Nic mi nigdy nie zrobiły, podobnie jak nie zrobiły nic złego innym; a przynajmniej nic nie zrobiły na mojej warcie. – dodała szybko. – Dlatego właśnie wybrałam „drzwi numer trzy": poluję na wszelkich morderców, gwałcicieli i innych tego typu przestępców, i to ich zabijam. Przy okazji pozbywam się dzięki temu niechcianych śmierci z tego świata. Takich, których ludzkie prawo wciąż chroni, mimo że są jednymi z największych żyjących szumowin.
- I nikt cię nigdy na tym nie złapał? – spytał się Jackson. – Zwykły człowiek, mam na myśli.
Lena pokręciła przecząco głową.
- Staram się wybierać takie miejsca, w których najłatwiej jest te kanalie złapać. – wyjaśniła mu. – Bar, w którym na ciebie trafiłam, jest jednym z takich miejsc. Prowadzi go para czarowników, mają więc pełną świadomość tego, że w tłumie ich gości może pojawić się jakiś sukub, inkub lub wampir szukający pożywienia. Takich miejsc na świecie jest stosunkowo dużo, dzięki czemu osoby takie jak ja nie muszą się martwić o tereny łowieckie. Jedne rasy nadprzyrodzone pomagają drugim przetrwać w tym świecie. Tak było już od zarania dziejów, tak wciąż jest teraz, i tak też zapewne będzie jeszcze przez długi czas.
Jackson przytaknął niemrawym skinieniem głowy. Ten temat już wyczerpał. Dowiedział się tyle, ile tylko mógł. Teraz nadeszła pora na zadanie kolejnego pytania.
- Dlaczego na początku mnie unikałaś? – spytał się nastolatek. – Gdy cię wtedy odnalazłem po paru dniach szukania… nie chciałaś początkowo się ze mną zadawać. A potem kompletnie zmieniłaś front działania. Dlaczego tak było?
- To długa historia. – Lena zacisnęła ze złości zęby. Jackson od razu to dostrzegł; dziewczyna była wyraźnie czymś poirytowana. – Rada klanów sukubów i inkubów wiele lat temu nałożyła na obie te rasy surowy zakaz bratania się z innymi nacjami poza swoją własną. W niektórych przypadkach nie mogliśmy się nawet wiązać z ludźmi, co wcześniej było w stu procentach dozwolone. Według tego prawa mogłam cię zatem zaatakować, ale nie mogłam cię oszczędzić – jesteś wilkołakiem, a co za tym idzie, jednym z naszych wrogów. Powinnam cię zatem była wtedy wykończyć, nawet jeśli według mojej opinii byłeś niewinny. A już na pewno nie powinnam była utrzymywać później z tobą żadnego kontaktu. Powinnam była cię zabić w momencie, gdy zorientowałam się, że mnie odnalazłeś, i że mnie wciąż śledzisz.
- To dlatego wykopali was z klanu? – Jackson obawiał się odpowiedzi na to pytanie, ale zadał je mimo to. Chciał już mieć to wszystko za sobą.
Lena przytaknęła nieznacznym skinieniem głowy, wzdychając przy tym ciężko.
- To było i tak nieuniknione. – odpowiedziała. – Już od jakiegoś czasu coś zgrzytało pomiędzy mną i Igorem a Radą naszego klanu. Ich metody są przestarzałe, skrajnie patriarchalne i uwłaczające podstawowym prawom człowieka. Zwyczajnie mieliśmy już tego dosyć. – Lena zerknęła nagle z uwagą na Jacksona, który wciąż przyglądał się jej z zaciekawieniem. – Ale tak, twoja sprawa była głównym katalizatorem. Nie chcieliśmy cię wydać Radzie, nawet po tym, jak zaczęli grozić nam i Amandzie.
Jackson poczuł się w tej chwili mocno zażenowany i zakłopotany. Nie miał pojęcia, że Lena i jej brat tak wiele dla niego poświęcili.
- Przepraszam. – wyszeptał, zniżając gwałtownie swoje spojrzenie. – Przepraszam, że musieliście przejść to wszystko z mojej winy.
Lena uśmiechnęła się słabo, słysząc to.
- To nic takiego. – zapewniła go. – Nie musisz za to przepraszać. To nie była twoja wina. – Gdy Jackson milczał przez dłuższy czas, Lena zdecydowała nagle, że nastał czas, aby to ona zadała mu jakieś pytanie. – Teraz moja kolej. – powiedziała, rozsiadając się nieco wygodniej na leżaku.
Jackson zerknął na nią uważnie, ciekawy, jakież to pytanie będzie chciała mu zadać.
- Wal śmiało. – powiedział, uśmiechając się niemrawo. – Nie wiem za wiele o tym całym świecie, ale postaram się odpowiedzieć na twoje pytanie.
Lena tylko się uśmiechnęła na te słowa.
- Chodzi mi o Petera Hale'a. – zaczęła. – Chcę, abyś powiedział mi wszystko, co o nim wiesz.
