Rozdział czternasty: Prawdziwa czarna owca
- Chcę, abyś powiedział mi wszystko, co o nim wiesz.
Tylko co ja o nim właściwie wiem? – zastanowił się Jackson, gdy Lena zadała mu już swoje pytanie. – Co ja właściwie wiem o tym gościu.
- Nigdy go w sumie nie spotkałem. Tak oficjalnie, znaczy się. – zaczął Jackson niepewnym głosem. – Spotkałem go w sumie z raz czy dwa. Nie znam go jednak za dobrze.
- Ale wiesz, że on wciąż żyje, prawda? – dociekała Lena. – I że wciąż jest w Beacon Hills?
- Ostatni raz, gdy kontaktowałem się z jednym ze znajomych stamtąd… tak, wciąż tam był. – odpowiedział nastolatek. – Mieszka chyba ze swoim siostrzeńcem, Derekiem. – Jackson przyjrzał się uważnie Lenie, która teraz pogrążyła się we własnych myślach. Korciło go, aby zapytać się jej o szczegóły jej relacji z Peterem. Nie był jednak pewien, czy aby przypadkiem nie przekroczy tym jakiejś niewidzialnej, umownej linii, po której jego relacje z dziewczyną znacznie się pogorszą. – Lena… – zaczął niepewnie, wciąż się wahając, czy aby na pewno chce dalej podążać tą drogą.
- Tak? – Lena obróciła się z powrotem ku niemu, wyrywając się z zamyślenia.
Po prostu się jej spytaj o to, kretynie. Co masz w sumie do stracenia?
- Gdy się ostatni raz widzieliśmy, zaczęłaś mi opowiadać o sobie i Peterze. – powiedział. – Nie zdążyliśmy jednak o tym długo rozmawiać.
Lena uśmiechnęła się słabo. Zrozumiała już, do czego dążył nastolatek.
- Chcesz wiedzieć więcej o tym, co pomiędzy nami zaszło. – Jackson tylko skinął nieznacznie głową, potwierdzając jej przypuszczenia. – Okej… w sumie możemy o tym teraz porozmawiać. Ale uprzedzam; to nie jest krótka historia.
- Okej. – odparł Jackson. – Mamy przecież sporo czasu, czyż nie? – Lena uśmiechnęła się kątem ust, słysząc to.
- Poznałam Petera, gdy ten miał nieco ponad dwadzieścia lat. – zaczęła Lena. Jackson momentalnie zamilkł, skupiając się teraz wyłącznie na słuchaniu historii Leny. Nawet Igor, dotychczas niezainteresowany ich rozmową, teraz obrócił się nieznacznie w ich stronę, obserwując ich uważnie. Nawet Amanda zamilkła i wytężyła słuch, mimo że znała tę historię bardzo dobrze. – Dwadzieścia ludzkich lat, ma się rozumieć. – dodała po chwili. – Jako że był wilkołakiem, to starzał się wolniej. Fizycznie miał zatem gdzieś tak z szesnaście, może siedemnaście lat. Nie więcej. Był wówczas zafascynowany poznawaniem przedstawicieli innych nadprzyrodzonych gatunków. Chciał wiedzieć o nich możliwie jak najwięcej. – Lena w tym momencie zamilkła na moment, pogrążając się myślami w jakimś wspomnieniu. Odezwała się dopiero po dłuższej chwili. – Zaciekawił mnie, nie powiem. Zdecydowałam, że w tajemnicy przed naszym klanem nauczę go paru rzeczy o nas, a także nieco „poszerzę jego horyzonty". Przedstawiłam go paru przedstawicielom innych ras. W ciągu pierwszego roku Peter dzięki mojej pomocy poznał przedstawicieli takich ras jak wampiry, kojotołaki, kitsune czy tanuki. Przedstawiłam mu nawet przedstawicieli takich mitycznych ras jak nimfy, feniksy czy banshee. Peter tak długo ze mną przebywał, że w końcu stało się nieuniknione: zadurzyliśmy się w sobie.
Jackson w tym momencie poruszył się niespokojnie. Szybko jednak się uspokoił, nie chcąc, aby Lena dostrzegła jego zdenerwowanie.
A co, jeśli ona wciąż coś do niego czuje? – pomyślał mimowolnie. – Co, jeśli jestem tylko cholernym posłańcem, którego zadaniem jest ich znów połączyć ze sobą? Co zrobię wtedy?
Chłopak musiał jednak przestać rozmyślać na takie tematy. Lena bowiem kontynuowała dalej swoją opowieść.
- Przez jakiś czas spotykaliśmy się potajemnie, doskonale unikając wszelkich wtyk moich rodziców czy agentów Rady. Ale potem Peter nagle zniknął. Z dnia na dzień, ot tak, nie pozostawiając żadnego wyjaśnienia, gdzie się udał, i kiedy wraca. – Lena westchnęła przeciągle, zamykając na moment powieki. To nie był łatwy temat dla niej. Mimo to chciała opowiedzieć Jacksonowi całą historię, tak aby mógł on w pełni zrozumieć, co łączyło ją z Peterem. – W końcu odpuściłam sobie dalsze wyczekiwanie na niego. Myślałam, że zwyczajnie został z powrotem wezwany przez swoją alfa, Talię. Prawda była jednak nieco inna.
Chyba już wiem, do czego ona dąży. Jackson obawiał się tego, co Lena zaraz powie. Przeczuwał, co będzie dalszym wątkiem tej historii. I ani trochę się nie mylił.
- Kilkanaście lat później doszła do mnie plotka, że Peter rzekomo zabił własną siostrzenicę, byle tylko móc się stać alfą. Przez długi czas nie chciałam w to uwierzyć. Nie wierzyłam w to tym bardziej, że nie mogłam nigdzie znaleźć wiarygodnego świadka, który by to wszystko potwierdził. Dopiero niedawno odkryłam, że to wszystko było jednak prawdą, a Peter kompletnie oszalał na punkcie zyskania jeszcze większej władzy, niż ta, którą dotychczas posiadał.
Jackson nie był pewien, czy powinien to w jakiś sposób skomentować. Przeczuwał, że Lena już zakończyła swoją opowieść. Nastolatek wciąż miał do niej jeszcze jedno pytanie związane z tym tematem, ale zwyczajnie bał się je zadać. Bał się odpowiedzi, jaką może na nie uzyskać.
Lena domyśliła się jednak na własną rękę, co gryzło teraz chłopaka. I postanowiła rozwiać wszelkie jego wątpliwości.
- Musisz wiedzieć jedno, Jackson. – zaczęła cichym głosem. – Wszelkie uczucia, jakie żywiłam do Petera, wyparowały już dawno temu. Jedyne, na czym mi teraz zależy, to na powstrzymaniu go przed kompletnym zrujnowaniem tego, co pozostało z rodziny Hale.
Igor w tym momencie uśmiechnął się nieznacznie, wyraźnie czymś rozbawiony.
- Zapewniałaś chłopakowi długą historię. – mruknął pod nosem, wpatrując się leniwie w horyzont. – Coś szybko ci poszło opowiedzenie jej.
- To był tylko skrót. – odcięła się bratu dziewczyna, posyłając mu oskarżycielskie spojrzenie. – Gdybym chciała wchodzić w szczegóły, to spędzilibyśmy na gadaniu o tym kilka dni. A Jackson na chwilę obecną nie potrzebuje raczej słuchać o tym, jak to podczas pierwszego spotkania Petera z klanem wampirów popełnił on klasyczne faux-pas, nazywając ich lidera „krwiopijcą".
Jackson i Igor zaśmiali się w tym samym czasie, rozbawieni tą małą anegdotą.
- Dzięki za opowiedzenie mi tej historii. – powiedział nagle Jackson. Lena spojrzała się na niego z zaciekawieniem, uśmiechając się przy tym lekko. – Chętnie pomogę ci powstrzymać Petera przed wyrządzeniem większego bałaganu.
- Dziękuję. – odparła Lena. – Ale sądzę, że tę sprawę będę musiała załatwić sama.
- Dlaczego?
- Bo Peter wciąż pozostaje moim przyjacielem. I nawet jeśli jest on winny temu wszystkiemu, to mimo to nie chcę, aby spotkał go taki koniec.
