Rozdział siedemnasty: To skomplikowane
Peter jeszcze przez długi czas stał nieruchomo, kompletnie zszokowany widokiem swojej starej znajomej, siedzącej sobie ot tak na kanapie obecnego alfy Beacon Hills. W końcu jednak wyrwał się z tego stanu katatonii. I wtedy od razu zaczął zadawać Lenie całą tonę pytań.
- Co ty tu robisz? – padło pierwsze pytanie. Lena od razu westchnęła przeciągle, szczerze nie mając ochoty tłumaczyć się akurat tej jednej osobie. – Od ponad stu lat nie wolno wam przecież opuszczać terenów Anglii. Sama mi o tym mówić. Gadałaś wtedy coś o „pokręconych regułach starych wypierdów z rady sukubów".
- Tak, no cóż, przyjmij zatem do wiadomości, że ani ja, ani Igor nie jesteśmy już częścią tego klanu. – odparła Lena. Chciała już wrócić do dalszych obrad, ale wiedziała, że Peter tak łatwo nie odpuści sobie tego tematu. Była zatem w stu procentach przygotowana na kolejne pytanie.
- Jak to „nie jesteście częścią tego klanu"? – zdziwił się Peter. Cała reszta nagle umilkła, i przyglądali się teraz z rosnącym zdumieniem tej nietypowej wymianie zdań. – Od kiedy?
- Od jakichś… – tu Lena zerknęła na moment na zegarek na nadgarstku, mrużąc przy tym oczy w wyrazie sztucznego zamyślenia. – Tak, od jakichś trzech dni.
- Dlaczego?
- Bo nas wygnano.
Peter zamarł, kompletnie porażony tą odpowiedzią.
- Wygnani? – spytał się, niedowierzając w słowa Leny. – Dlaczego?
- Bo nie zabiłam swojej ostatniej ofiary.
- Kto był twoją ostatnią ofiarą? – dociekał dalej Peter.
Lena zrobiła tylko jedną rzecz: wskazała kciukiem za siebie, w miejsce, w którym stał Jackson. Cała grupa jak jeden mąż obróciła się w jego stronę, zdumiona.
Peter tymczasem prychnął głośno, wyraźnie zdegustowany.
- No tak, mały, słodki wilkołaczek to poruszył twoje serce. Ale jak ja chciałem, żebyś ze mną zwiała i zwiedzała świat, to jakoś nie byłaś do tego skora.
- Odpuść sobie, Peter. – syknęła Lena. – Teraz nie jest czas na takie dramy. Mamy tu chyba nieco poważniejszy problem niż twoje nad wyraz rozdmuchane ego.
Peter milczał przez jakiś czas, ale w końcu niechętnie skinął głową na znak, że zgadza się z Leną.
- Niech ci będzie. – powiedział. – Powiedz, co wymyśliliście. – i usiadł obok Leny.
Stojąca w wejściu do kuchni Allison poruszyła się niespokojnie, wyraźnie tym wszystkim poruszona.
- Czy ja dobrze widziałam? – spytała się, wyraźnie podekscytowana. – Czy ta dziewczyna właśnie zdołała usadzić wielkiego Petera Hale'a?
- To wcale nie jest takie niezwykłe, Allison. – odcięła się Lydia. – Wystarczy tylko znać jego słabe punkty. Albo znać go bardzo dobrze. – dodała po chwili, zerkając z zaciekawieniem. – A oni chyba się znają całkiem dobrze.
- Owszem, Lena zna go całkiem nieźle. – odparł Jackson. – Ona i Peter byli przez krótki czas parą, zanim on nie zwiał w cholerę, zostawiając ją na lodzie.
Spojrzenia Allison, Lydii, Scotta i Kiry momentalnie przeniosły się na niego.
- Mów dalej. – zachęciła chłopaka Lydia, uśmiechając się promiennie. – I, tak przy okazji, wyjaśnij nam proszę, skąd ją znasz. To twoja nowa dziewczyna, czy co?
- Niezupełnie. – Jackson nagle stracił całą tą pewność siebie, jaką emanował jeszcze przed chwilą. – To dość… skomplikowane.
- I zapewne warte wyjaśnienia. Najlepiej tu i teraz. – Lydia nie przestawała go naciskać.
- Słuchaj, to naprawdę nic wielkiego. – Jackson sam zaczął już się plątać w wyjaśnieniach. – Zwyczajnie wpadliśmy na siebie w takim jednym klubie. Ona myślała, że przystawiam się do jej znajomej, tamtej blondyny. – tu Jackson szybko wskazał na Amandę. Grupa na moment przeniosła swoje spojrzenia na nią, nim ponownie nie obrócili się w stronę Jacksona, oczekując dalszych wyjaśnień. – Tak jednak nie było. To był jakiś inny gość, bardzo do mnie podobny. Lena wpadła na mnie akurat wtedy, gdy pomogłem Amandzie odgonić tamtego natręta. Ale Lena myślała, że to ja nim byłem, więc mnie tak jakby… zaczarowała… i zacząłem iść za nią jak w transie. Bo ona jest sukubem, wiecie. Takie ma moce. – nikt z zebranych nic nie odpowiedział. W napięciu tylko czekali na dalszy ciąg historii. – No więc, Lena zabrała mnie do takiego jednego motelu, i no, ten tego…
- Przespaliście się ze sobą. – dokończyła za niego Lydia. Jackson spojrzał się na nią, zszokowany.
- Skąd wiesz? – spytał się z niedowierzaniem. Lydia tylko się uśmiechnęła, gdy to usłyszała.
- Kobieta intuicja. – odparła. – No to gadaj, co było dalej.
- Słuchaj, ja naprawdę…
- Te, kumoszki! – dobiegł ich nagle donośny krzyk Leny. Cała grupa podskoczyła, ani trochę nie spodziewając się tego. – Może skończycie już te ploty i przyjdziecie tu posłuchać trochę o planie złapania nogitsune?
Lydia, wciąż trzymając się za serce, pokręciła z niedowierzaniem głową.
- Twoja nowa dziewczyna to kawał niezłej sztuki, Jackson. – powiedziała, potulnie kierując się w stronę salonu z innymi. – Trzymaj się jej najmocniej, jak tylko możesz, a z pewnością nic ci nie będzie.
- To nie jest moja dziewczyna. – syknął z irytacją chłopak.
- Ta, jasne. – odparła sarkastycznie Lydia. A ja nie umawiam się z jedną drugą byłego alfy.
- Co…? – Jackson chciał się dopytać o szczegóły tego, co to znaczyło, ale w tym momencie znalazł się w salonie, i momentalnie musiał umilknąć. Znał już Lenę na tyle dobrze, że wiedział, że nie wolno jej denerwować. A już na pewno nie w takim momencie.
- Trzeba będzie zagonić małego liska w kozi róg. – mówił Igor, omawiając właśnie swój pomysł na pokonanie nogitsune. – Skubaniec jest sprytny, ale na pewno nie jest sprytny jak my wszyscy razem wzięci. Tu będzie potrzebna dobra praca zespołowa.
- To jest akurat oczywiste. – odparła Lena. – Ale musimy jeszcze wymyśleć sposób, w jaki pozbędziemy się nogitsune z ciała tego chłopaka, nie zabijając go przy tym. To też jest bardzo ważne.
- Dokładnie. – wciął się nagle Scott. Igor zerknął na niego, wyraźnie poirytowany faktem, że nie będzie mógł „zaciukać" nogitsune starym, sprawdzonym sposobem. – Stiles to nasz przyjaciel. Nic złego nie może mu się stać.
- Dobra, niech wam będzie. – Igor westchnął ciężko, poddając się. – Coś wymyślimy, żeby najpierw wyciągnąć liska z tego waszego Stilesa, a dopiero potem go ukatrupić.
Po zakończonym spotkaniu Jackson wciąż przyglądał się uważnie Lenie i Peterowi. Wilkołak zatrzymał dziewczynę po naradzie, a następnie zabrał ją ze sobą na stronę i zaczął o czymś rozmawiać. Jacksona przez cały ten czas korciło, aby podsłuchać chociaż strzępek tej rozmowy. Wiedział jednak, że Lena od razu wyczuje, że to zrobił. A nie chciał od niej dostać po łbie za to.
- Dobra, daj sobie spokój. – usłyszał po chwili. Podniósł spojrzenie w tym samym momencie, w którym Lena odeszła od Petera i zaczęła się kierować z powrotem w stronę salonu. – To już przeszłość. Nie zmienimy tego. Po prostu o tym zapomnij.
Peter z pewnością nie chciał jeszcze zakańczać tej rozmowy. Ruszył za Leną, ale zaraz potem napotkał przeszkodę w postaci Igora, który zastąpił mu drogę.
- Ani kroku dalej, kolego. – powiedział, wpatrując się w Petera groźnie. – Lenka zakończyła już z tobą rozmowę. Zawróć i odejdź. Tak będzie dla nas wszystkich najlepiej.
Peter niechętnie zrobił to, co mu przykazano.
- Chodź, Jackson. – Lena stanęła naprzeciw nastolatka, po czym wyciągnęła do niego zachęcająco dłoń. – Wracamy.
- Gdzie? – spytał się chłopak. Ujął jednak wyciągniętą dłoń Leny i wstał, po czym bez żadnych oporów ruszył za nią. – Macie tu jakiś domek letni, czy coś?
- Skądże by. – odparła Lena, śmiejąc się cicho. – Igor skontaktował się z twoim ojcem. Oddał nam na jakiś czas twój stary dom.
- Żartujesz sobie. – Jackson zatrzymał się gwałtownie. Lena obróciła się powoli w jego stronę, aby następnie uśmiechnąć się tajemniczo.
- Ani trochę. – odpowiedziała, wciąż się uśmiechając. – Igor, kiedy chce, potrafi być bardzo przekonujący. Pomógł mu w tym dodatkowo fakt, że twój ojciec zna prawdę o tobie. Wystarczyło, żeby Igor powiedział, że od tego będzie zależało twoje życie, i gość był gotów wręcz przylecieć tu z Europy Wschodniej i od ręki podpisać papiery, dzięki którym twój stary dom stałby się naszym nowym domem.
Cholera, nie doceniałem ich. – pomyślał chłopak, wpatrując się z niemałym przestrachem w Lenę. Niepewnie ruszył za nią dalej, kierując się powoli w stronę swojego starego domu. – Oni są naprawdę przekonujący. I niebezpieczni. Muszę wbić sobie w końcu do głowy, żeby nie zadzierać ani z sukubami, ani z inkubami. Legendy o nich są w stu procentach prawdziwe. Oni zrobią wszystko, aby osiągnąć swój cel.
Jacksonowi to jednak nie przeszkadzało, ku jego własnemu zdziwieniu. Wręcz przeciwnie: cieszył się, że ma przy sobie kogoś takiego. Przynajmniej nie groziło mu nic, dopóki on i Lena pozostawali sojusznikami. Dziewczyna nie pozwoli, aby któremuś z jej bliskich stało się coś złego.
- Hej… chciałbym z tobą o czym porozmawiać. – powiedział, gdy byli już blisko jego domu. Lena, od razu domyślając się, że czeka ją dłuższa rozmowa, posłała Igora i Amandę przodem, sama zostając w tyle z Jacksonem.
- O co chodzi? – spytała się go, gdy jej brat zniknął wraz ze swoją dziewczyną za drzwiami domu Jacksona. – O czym chcesz ze mną porozmawiać? Czy chodzi ci może o Petera?
Jackson zamarł na moment, zaskoczony. Jasna cholera. Jej zdolność czytania moich myśli chwilami mnie przeraża. Chwilami naprawdę wygląda to tak, jakby posiadała ona zdolność telepatii.
- Tak. – przyznał po chwili nastolatek. – Ale nie w takim sensie, jak możesz podejrzewać. Chodzi mi o to… dlaczego on tak na ciebie zareagował? – zapytał się Jackson. – Zachowywał się tak, jakby… jakby już nigdy nie spodziewał się ciebie zobaczyć.
- Nie wiem. – odparła Lena. Odpowiedziała jednak nieco za szybko. Jackson od razu domyślił się, że Lena chce coś przed nim ukryć. Może jakieś wydarzenie, które ominęła przy poprzednim opowiadaniu o jej związku z Peterem. Może chodziło o uczucie, którego nie chciała ujawniać.
- Lena, wiedz, że możesz mi wszystko powiedzieć. – powiedział Jackson. – Może nie znamy się jeszcze tak dobrze… ale naprawdę możesz mi zaufać.
Dziewczyna westchnęła ciężko, zamykając na moment oczy.
- Sądzę, że on chce się znowu ze mną spiknąć. – odpowiedziała po chwili milczenia. – Znając jego naturę, pewnie liczy na drugą szansę. Ale jej nie dostanie. – dodała następnie, otwierając oczy i przenosząc spojrzenie od razu na osobę Jacksona. – Ten rozdział zostawiłam już daleko za sobą, i nie zamierzam do niego wracać. Chcę zacząć życie od nowa. Peter Hale, nawet jeśli zdoła odnowić ze mną swoją znajomość, już nigdy nie znajdzie w moim życiu takiego samego miejsca, jakie zajmował kiedyś.
Jacksona ucieszyła taka odpowiedź. Teraz miał stuprocentową pewność, że Lena ani trochę nie była zainteresowana Peterem.
- Czyli… pewnie niedługo zaczniesz się rozglądać za kolejnym partnerem? – spytał się niepewnym głosem. Lena spojrzała się na niego chłodno, słysząc to. Jackson momentalnie pojął, że nieco przesadził z tym pytaniem. – Nie żebym uważał, że takowego potrzebujesz.
- I dobrze uważasz. – odparła Lena. – Mężczyzna nie definiuje tego, kim jest kobieta. – Zaraz potem jednak Lena uśmiechnęła się słabo. Nie była zła na Jacksona, że się o coś takiego spytał. Chciała tylko w ten sposób nauczyć go czegoś. – Ale skoro już pytasz, to… tak, zamierzam znaleźć nowego partnera. Chociaż nie sądzę, aby te poszukiwania długo mi zeszły. – dodała na koniec.
- Dlaczego tak sądzisz? – spytał się Jackson, nim zdołał się powstrzymać. Ciekawość za bardzo go zżerała.
Lena uśmiechnęła się tajemniczo, nie odrywając spojrzenia od chłopaka nawet na moment.
- Bo już znalazłam odpowiedniego kandydata. – powiedziała, po czym bez dalszych wyjaśnień wyminęła Jacksona i skierowała się do jego domu.
Jackson tymczasem stał w miejscu, zastanawiając się nad słowami Leny. Bo już znalazłam odpowiedniego kandydata… Nagle Jackson wyprostował się gwałtownie. Wszystko połączyło się w jedną, spojoną całość.
Chodziło jej o mnie. Jasna cholera… chodziło jej przez cały ten czas o mnie.
Szeroki uśmiech pojawił się na twarzy Jacksona, gdy tylko zdał on sobie z tego sprawę.
To mnie wybrała.
Jackson zawrócił i ruszył w stronę domu, nic się nie odzywając. Przez cały ten czas się jednak uśmiechał – wiedział już bowiem, że wygrał z Peterem.
I tego ten wilkołak mu nie odbierze.
