Rozdział osiemnasty: Starzy wrogowie


Gdy tylko nastał następny dzień, Lena, Igor i Jackson od razu wznowili rozmowy na temat tego, co trzeba będzie zrobić z nogitsune.

- Scott napisał mi coś o tym, że udało im się chyba złapać Stilesa. – powiedział Lenie późnym rankiem, gdy razem z nią, jej bratem i Amandą siedzieli w kuchni i jedli drugie śniadanie. – Ten ich doktorek znalazł chyba sposób, jak wyciągnąć ze Stilesa nogitsune. Ma do mnie napisać, jak tylko będzie wiadomo coś więcej.

- O ile zakład, że ich plan nie wypali? – spytał się Igor. – O ile zakład, że za moment znów będą potrzebowali naszej pomocy.

- Niesamowity optymista o poranku z ciebie Igor, nie ma co. – mruknęła Lena, zalewając sobie w kubku kolejną porcję rozpuszczalnego cappuccino.

- Taki już mój urok. – odparł Igor, uśmiechając się szeroko.

- Kiedy Scott dokładnie ma do ciebie napisać? – spytała się Lena, siadając obok Jacksona przy wysepce kuchennej. Powoli polała naleśniki sosem truskawkowym, przez cały ten czas zerkając co chwila na Jacksona, oczekując odpowiedzi na zadane przez siebie pytanie.

- Gdzieś za góra godzinę, nie później. – odpowiedział Jackson. Lena tylko skinęła głową w zamyśleniu. Po zjedzeniu śniadania usiadła razem z Igorem na szerokiej kanapie, gdzie pogrążyła się w lekturze dzisiejszej gazety. Oderwała się od niej dopiero wtedy, gdy telefon Jacksona rozdzwonił się.

- I co? – spytała się, nie odrywając spojrzenia od gazety. Czytała właśnie ciekawy artykuł o zamieszkach na drugim końcu stanu. Intrygowało ją to, jak ludzie, pomimo życia w dwudziestym pierwszym wieku, wciąż nie potrafili się dogadać ze sobą na poziomie kulturowym, narodowym czy religijnym.

- Odpisał. – powiedział Jackson, otwierając wiadomość. Zaraz potem zmarszczył on brwi nieznacznie, wczytując się w treść wiadomości. Lena, zaintrygowana, odłożyła gazetę, wstała z kanapy i powoli ruszyła w stronę chłopaka. – Pięknie. Po prostu pięknie.

- Co jest? – Lena stanęła obok Jacksona, po czym ujęła jego dłoń i przesunęła ją nieznacznie w swoją stronę, aby móc lepiej spojrzeć się na ekran jego telefonu. – Złapali go czy… – Lena przeczytała, co Scott napisał w wiadomości. – Jasna kurwa mać. – zaklęła dziewczyna.

- Co spieprzyli tym razem? – spytał się Igor. Odłożył pospiesznie talerz z kawałkiem ciasta wiśniowego, po czym skierował się pospiesznie w stronę Leny i Jacksona. – Jak źle jest?

- Bardzo źle. – odpowiedziała Lena, wciąż nie odrywając spojrzenia od telefonu Jacksona. – Spartaczyli wszystko, co tylko można było spartolić. Złapali nogitsune i unieruchomili go przy pomocy jadu kanimy, po czym Scott wszedł z Lydią w jego jaźń, żeby spróbować dotrzeć w ten sposób do Stilesa. Udało im się to, ale w efekcie Stiles i nogitsune podzielili się. I ten drugi na koniec porwał ze sobą banshee.

- Masz rację. – powiedział Igor. Zagwizdał następnie cicho, kręcąc głową z niedowierzaniem. – Spieprzyli każdą możliwą rzecz. A wiedzą chociaż, gdzie nogitsune teraz przebywa? Czekaj, cofam pytanie. – dodał szybko, napotykając spojrzenie siostry. – Głupie pytanie. Oczywiście, że nie wiedzą, gdzie on jest.

- Chyba dosłownie spadliśmy im z nieba. – Lena oddała telefon Jacksonowi, po czym od razu skierowała się w stronę schodów prowadzących na piętro. Wiedziała, że muszą jak najszybciej spotkać się z tamtą grupą i ustalić jakiś plan działania, nim nie będzie za późno. – Noshiko nam się nie wypłaci, jak mamę kocham.

- Podobnie jak i cała wataha wilkołaków. – dodał Igor, uśmiechając się krzywo. – To jak, Jackson, jesteś gotowy skopać tyłek nogitsune?

Jackson nie zastanawiał się długo nad odpowiedzią.

- Oczywiście. – odparł. – Zawsze i wszędzie.


- Jak długo jesteś wilkołakiem, Scott? – spytała się Lena, przedzierając się wraz z chłopakiem przez gęste chaszcze. Znajdowali się w lesie, i razem z resztą grupy szukali jakichś śladów, które mogłyby doprowadzić ich do nogitsune lub do Lydii – a najlepiej, do obojga naraz.

- Będzie już gdzieś tak z dwa lata. – odpowiedział chłopak. – A bo co?

- Nic. – odparła Lena zdawkowym tonem głosu. – Po prostu byłam ciekawa.

Igor parsknął śmiechem. Zamilkł jednak, napotykając harde spojrzenie jego poirytowanej siostry. W milczeniu wznowił poszukiwania tropu, rozglądając się uważnie dookoła i jednocześnie próbując wyczuć przy pomocy swoich zdolności aurę Lydii lub nogitsune.

- Mam ją. – powiedziała nagle Lena, zatrzymując się gwałtownie w miejscu. – Są tam. – tu dziewczyna wskazała na gęste zarośla znajdujące się tuż przed nimi.

- O, pięknie. – mruknął Stiles, wyraźnie z czegoś niezadowolony. – Psychiatryk Eichen.

Lena uniosła brwi w zdumieniu.

- Nie powiem, klasyczne zagranie nogitsune. – powiedziała. – Niby taki sprytny, a ukrywa się w takich banalnych miejscach. Dobrym złoczyńcą to on by raczej nie został.

Grupa następnie skierowała się w stronę miejsca, które wskazała im Lena. Ledwie weszli na teren posesji, a drogę zastąpiły im Oni. Pomiędzy nimi, uśmiechając się złowieszczo, stał nogitsune. Wszyscy zamarli, zszokowani tym, że wyglądał on dokładnie tak jak Stiles.

To jednak nie przykuło uwagi Leny. Nie… ją zainteresowało coś zupełnie innego. Coś, co w ogóle nie poprawiło jej humoru.

- Musiałaś przegrać tę walkę, co? – warknęła z irytacją, obserwując otaczające ich demony. – Wiesz, Noshiko… naprawdę powinnaś lepiej pilnować swoich ogonów. Wtedy nie mielibyśmy takiego problemu.

Nogitsune roześmiał się głośno, słysząc to. Przykuł tym uwagę Leny, która przeniosła powoli spojrzenie na niego.

- Och, moja słodka, słodka Lena… chyba naprawdę zachowam sobie ciebie. – powiedział, wciąż się śmiejąc.

Lena zmarszczyła brwi, wpatrując się w stwora nieufnie. Teraz już nie miała żadnych wątpliwości – to na pewno był ten sam nogitsune, którego spotkała wcześniej.

- Wcześniej nie byłam tego pewna. – zaczęła, nie odrywając spojrzenia od nogitsune. – Teraz jednak widzę, że prawidłowo odczytałam twoją aurę. To ty jesteś tym nogitsune, którego spotkałam w 1333 roku.

- Tak, to ja. – nogitsune zaśmiał się po raz kolejny. Ta sytuacja wyraźnie go bawiła. – Wszyscy twoi bliscy traktowali wtedy ciebie jak małe dziecko przez twój wiek, ale ty sobie dałaś ze mną radę, co?

- Można tak to ująć. – przyznała niechętnie Lena. – Ale sporo zawdzięczam też głupocie kitsune, który cię wtedy przyzwał. Był możliwie jeszcze bardziej porywczy i niedoświadczony ode mnie.

- No i chciał wybić cały twój gatunek, oczywiście. – przypomniał jej nogitsune. – Kierował nim wyłącznie gniew i chęć zdobycia terytorium żerowania tamtych inkubów. To dlatego tak łatwo zdołałem go opętać. – dodał po chwili, uśmiechając się iście demonicznie. – Nie znajdował się w żadnej niebezpiecznej sytuacji, która wymagała przyzwania mnie. Dzięki temu mogłem wykorzystać lukę w naszych prawach i opętałem go.

- I zaraz potem ruszyłeś dalej, siejąc wszędzie chaos i zniszczenie.

- To prawda. – przyznał nogitsune. Ani trochę nie żałował tego. Sprawiło to, że Noshiko i Lena skrzywiły się z obrzydzenia w tej samej chwili. – Ale zaprzestałem tego, gdy w końcu nie natrafiłem na ciebie.

W tym momencie wszyscy zamarli, zaskoczeni tą wiadomością. Spojrzeli się w tym samym czasie na Lenę, która stała niewzruszona przed nogitsune, dzielnie wytrzymując jego spojrzenie.

- Wcale tego nie zaprzestałeś. – odparła Lena hardym, zimnym tonem głosu. – Dalej chciałeś mordować i niszczyć. Postanowiłeś, że wybijesz cały mój klan, byle tylko móc posiąść mnie na własność. Gdyby nie moja matka, pewnie by ci się to udało.

- Ty też się całkiem nieźle przyczyniłaś do tej wygranej. – powiedział nogitsune. – Gdybyś nie zaproponowała jej, żeby zjednoczyła siły z tamtym koczowniczym klanem kitsune, to pewnie by nie wygrała pojedynku ze mną.

- Do czego z tym wszystkim zmierzasz? – Lena miała już szczerze dosyć tej „podróży po przeszłości". Chciała już wiedzieć, co nogitsune planował. I jak jej własna osoba się w tym wszystkim plasowała.

- Twój potencjał… to było coś, co mnie wtedy przyciągnęło w stronę twojego klanu. – nogitsune zrobił krok w jej stronę. Jackson momentalnie znalazł się przy Lenie, chcąc ją chronić w razie potrzeby. Rozbawił tym jednak tylko nogitsune, który zaśmiał się otwarcie, nim nie wznowił swojego monologu. – Chciałem to wykorzystać. I chcę to wykorzystać nadal.

- Po moim trupie to się stanie. – Lena, ignorując wszystkich dookoła, zrobiła kilka kroków wprzód. Jeden z Oni skierował się w jej stronę, ale nogitsune zatrzymał go jednym skinieniem dłoni. Uśmiechnął się za to tajemniczo, wyraźnie z czegoś zadowolony. – Czas to zakończyć, nogitsune. Tylko ty i ja. Zakończmy to i miejmy to już za sobą.

- Jak sobie życzysz, moja droga. – nogitsune ustawił się dokładnie naprzeciwko niej. Nawet teraz nie przestawał się uśmiechać. – Jesteś gotowa?

Lena tylko prychnęła cicho, po czym zaśmiała się gorzko.

- Jak nigdy wcześniej.