Rozdział dziewiętnasty: Jeden zwycięzca
Natarli na siebie w tym samym czasie.
Scott w ostatniej chwili zdołał złapać Jacksona i pociągnąć go w tył. Gdyby został tam chociaż kilka sekund dłużej, już by nie żył.
Nogitsune nie zamierzał walczyć czysto – teleportował się tuż przed tym, jak Lena miała zadać mu cios w sam środek klatki piersiowej. Pojawił się ułamek sekundy później tuż za nią, po czym złapał ją za tył bluzy, aby następnie rzucić nią brutalnie o ziemię.
- Serio? – syknęła, wyraźnie poirytowana. – Tak chcesz pogrywać? Proszę cię, cholera, bardzo.
Lena poderwała się na równe nogi w ułamku sekundy. Podcięła nogę nogitsune, wywracając go. Wykorzystała to zaraz potem, skacząc prosto na niego i łapiąc go mocno za głowę. Następnie, bez żadnego ostrzeżenia, uniosła go nieco ku sobie, aby zaraz potem uderzyć tyłem jego głowy o twardy asfalt.
- Ruszcie się. – powiedziała nagle Noshiko do Scotta i Isaaca, wykorzystując fakt, że Oni byli zbyt zajęci pilnowaniem swojego „nowego mistrza". – Idźcie po tę swoją banshee. No już!
Scott i Isaac pobiegli w stronę budynku, oglądając się co chwila za siebie. Gdy jeden z Oni ich zaatakował, Kira, córka Noshiko, zablokowała mu dojście do nich, po czym nawiązała z nim walkę. To pozwoliło nastolatkom wbiec bezpiecznie do budynku.
Nogitsune tymczasem zrzucił z siebie Lenę. Dziewczyna wylądowała na asfalcie obok niego. W ostatniej chwili zdołała się przeturlać na bok, gdy zaraz potem nogitsune złapał miecz rzucony mu przez jednego z Oni i wycelował nim prosto w serce Leny.
- Ponoć chcesz wykorzystać mój potencjał. – przypomniała mu Lena, wstając szybko z ziemi i stając naprzeciwko nogitsune, gotowa do dalszej walki. – Gdzie się to podziało, co? Nie mów chyba, że liczysz na to, że po mojej śmierci zdobędziesz moje zdolności. Wierz mi, przeliczyłbyś się, i to mocno.
- Nic z tych rzeczy. – odparł nogitsune, uśmiechając się diabolicznie. Przerzucił niedbale miecz z jednej ręki do drugiej, zamachał nim parę razy, po czym przerzucił go z powrotem do prawej dłoni. – Nie powiedziałem przecież, że chcę cię zabić. Nie… chcę cię zranić. Mocno. Ale zabić? Nie… tego nie zamierzam zrobić. Za bardzo potrzebuję ciebie żywej.
Zaraz potem, nim Lena zdołała się zorientować, zaatakował ponownie. Tylko refleks, szybkość i szósty zmysł zdołały ją uchronić przed następnymi ciosami. Dziewczyna cofała się szybko, raz za razem unikając ostrza miecza nogitsune.
- Musimy jej pomóc! – Jackson spróbował się wyrwać Igorowi, który go przytrzymywał uparcie w miejscu. – Ten skurczybyk zaraz wygra!
- Daj jej walczyć samej. – powiedziała Noshiko. Sama w napięciu obserwowała tę walkę. Tak jak Jackson obawiała się, że nogitsune zdoła wygrać. Jednocześnie jednak wierzyła w to, że Lena go pokona. – Wkroczymy do walki dopiero wtedy, gdy będziemy mieli stuprocentową pewność, że nogitsune wygrywa.
Spojrzenia wszystkich obecnych skupiły się ponownie na dwójce walczących. Lena uniknęła kolejnego agresywnego ataku nogitsune. Przeturlała się szybko na drugą stronę wąskiego chodnika. Wstała pospiesznie, po czym ustawiła się przodem do nogitsune, czekając na jego kolejny atak.
To już się zaczyna robić denerwujące. – pomyślała, gdy ten uśmiechnął się triumfalnie, przekonany o tym, że wkrótce wygra. – Muszę to jakoś obrócić na swoją korzyść. Muszę wygrać. Od tego wszystko zależy.
Gdy nogitsune zaatakował po raz kolejny, Lena była na to w pełni gotowa. Ruszyła mu naprzeciw, a gdy ten schylił się nieznacznie, szykując się do skoku, Lena wyprzedziła go, przewidując jego ruch w dosłownie ostatniej chwili. Odbiła się od ziemi, wskoczyła na niego z impetem, po czym bez żadnego ostrzeżenia uderzyła go kantem dłoni w gardło, na moment pozbawiając go tchu. Zaraz potem powaliła go na ziemię, obróciła na brzuch i wygięła jego ramiona do tyłu, blokując jego kolejne ataki.
- Noshiko, teraz! – zawołała, trzymając wyrywającego się nogitsune pod sobą. – Użyj tego zaklęcia blokującego!
Kobieta ruszyła szybko do przodu, jednocześnie wyjmując z kieszeni płaszcza zmiętą kartkę z zaklęciem. Dwa Oni ruszyli w jej stronę, ale zostali zatrzymani w połowie drogi przez Jacksona i Igora. Noshiko przebiegła w pośpiechu obok nich, modląc się jednocześnie o to, aby w tym czasie nogitsune nie wydostał się z uścisku Leny.
Znajdowała się już zaledwie niecały metr od Leny i nogitsune. Zatrzymała się, aby móc przygotować się do wypowiedzenia zaklęcia. Już otwierała usta, aby rozpocząć cytowanie pierwszej linijki zaklęcia.
Wtedy właśnie wszystko szlag trafił.
Lena nawet nie zdołała się zorientować w całej sytuacji. W ułamku sekundy nogitsune zniknął spod niej – teleportował się z daleka od pola walki. Lena, pozbawiona podpory pod sobą, upadła na twardy grunt. Szybko rozejrzała się, desperacko szukając uciekiniera. Kątem oka zdążyła jeszcze tylko dostrzec Scotta i Isaaca wyprowadzających z budynku Lydię. Zaraz potem wstała, wciąż rozglądając się za nogitsune.
To wtedy właśnie Lydia krzyknęła.
Jej wrzask sprawił, że czas jakby się na chwilę zatrzymał. Lena zamarła – nie odważyła się nawet obrócić w stronę krzyczącej banshee. Wiedziała, co ten dźwięk oznacza. I, biorąc pod uwagę obecną sytuację, wiedziała też, że ma bardzo mało czasu na zmienienie przeznaczenia.
Jackson również przeczuł, że coś złego za moment się stanie. Zignorował nawoływanie Igora, który kazał mu zostać na miejscu, i ruszył szybko w stronę Leny. Nie zdołał jednak do niej dotrzeć – wtedy bowiem właśnie nogitsune powrócił.
Teleportował się dokładnie pomiędzy Leną a Jacksonem. Zignorował i jego, jak i całą resztę – skinął tylko na podległych mu Oni, którzy od razu zaatakowali. Zaraz potem obrócił się w stronę Leny. Ta zdołała zablokować tylko jeden jego atak. Nogitsune powalił ją następnym ciosem, po czym bez zbędnych ceregieli użył na niej swoich mocy, aby ją uśpić. Wystarczyła tylko mała ilość czarnego dymu, i Lena już leżała nieprzytomna.
Pozostali, gdy to zobaczyli, chcieli ruszyć jej na ratunek. Nogitsune obrócił się teraz w ich stronę, po czym posłał w ich stronę ten sam kłąb dymu, którym przed chwilą znokautował Lenę. Nie zdołali temu uciec – dym otoczył ich i wsiąknął do ich ciał. Sekundę później wszyscy leżeli na ziemi, nieprzytomni.
Nogitsune uśmiechnął się triumfalnie. Przyglądał się przez chwilę swojemu dziełu, po czym obrócił się z powrotem w stronę Leny. Podszedł do niej niespiesznym krokiem, podniósł ją z ziemi, po czym teleportował się razem z nią w sobie tylko znane miejsce.
Jackson przebudził się gwałtownie, z trudem nabierając powietrza. Rozejrzał się gwałtownie dookoła. Ostatnie, co pamiętał, to kłęby czarnego dymu wywołanego przez nogitsune. Jackson chciał go pokonać i dotrzeć do Leny, ale nie zdołał. Zaraz potem stracił przytomność.
- Lena! – wykrzyknął chłopak. Spróbował się podnieść, ale silny zawrót głowy sprawił, że zaraz potem usiadł z powrotem, trzymając się kurczowo za skronie. – Gdzie jest Lena?
- Zabrał ją, sukinsyn jeden. – Igor usiadł ociężale zaraz obok młodego wilkołaka. I on odczuwał efekty uboczne po ataku nogitsune. – Trzymał te swoje moce w tajemnicy do ostatniej chwili, żeby użyć ich na sam koniec, kiedy będzie się wydawało, że przegrywa. Cholera… powinniśmy to przewidzieć!
- Musimy wymyśleć jakiś plan, i to szybko. – Jackson nie zamierzał siedzieć bezczynnie. Na samą myśl o tym, że Lena znajduje się teraz sam na sam z tym psychopatą, ogarniały go zimne dreszcze.
- Dobra, młody. – Igor obrócił się przodem w stronę nastolatka. – Jaki jest twój pierwszy plan?
Jackson nie odpowiedział od razu. Pomimo bólu, jaki wciąż odczuwał, wysilił się, aby spróbować coś wymyślić. Po dłuższej chwili w końcu na coś wpadł.
- Mamy tu kilka wilkołaków. – zaczął. – Możemy go wytropić po zapachu.
Igor uśmiechnął się gorzko, gdy tylko to usłyszał.
- Piękna utopia, młody. Gorzej tylko będzie z realizacją tego pomysłu.
- A dlaczego niby? – obruszył się Jackson.
- Bo nogitsune teleportował się stąd. – przypomniał mu Igor. – Znalezienie jego zapachu zajmie nam godziny… i to w najlepszym przypadku. Nie… musimy wymyślić coś lepszego.
- W tej chwili na nic konkretnego nie wpadniemy. – Peter przysiadł naprzeciwko nich. – Jedyne, co mi samemu przychodzi teraz do głowy, to zawiadomienie waszych rodziców.
- Nie, to odpada. – odpowiedział momentalnie Igor. – W żadnym wypadku ich nie powiadomimy o tym. Nie należymy już do klanu. Nie, Peter! – krzyknął Igor, gdy wilkołak już chciał się z nim nie zgodzić. – Nasi rodzice to ostatnie osoby, które powinieneś teraz prosić o pomoc w tej sprawie. Sami sobie damy z tym radę.
- No to musisz wymyślić coś sensowniejszego niż nasz mały wilczek. – tu Peter wskazał znaczącym skinieniem głowy na Jacksona. – No bo raczej nie zamierzasz chyba działać na spontana, tak jak on zasugerował?
Igor zamyślił się przez moment.
- Coś się wymyśli po drodze. – odpowiedział w końcu. – Sytuacja nie jest przecież aż tak beznadziejna, prawda?
Peter i Jackson spojrzeli się po sobie znacząco. Obaj wiedzieli aż za dobrze, co o tym wszystkim sądzą.
- Pocieszające słowa, nie ma co. – powiedzieli jednocześnie, wzdychając przy tym ciężko.
Gdzie… ja… jestem?
Lena zamrugała kilkakrotnie powiekami. Powoli podniosła się do pozycji siedzącej i przetarła leniwie oczy. Dopiero wtedy jej wizja nieco się poprawiła. Zaraz potem skrzywiła się jednak, gdy poczuła znajomy ból głowy.
Sukinsyn znokautował mnie za pomocą swojego mroku. Psychol. Zapłaci mi za to.
Praktycznie od razu wyczuła aurę nogitsune. Zaraz potem domyśliła się, gdzie się znajduje – w jego kryjówce, najpewniej położonej niedaleko Beacon Hills, ale w takim miejscu, w którym pozostali szybko jej nie znajdą. Świadomość tego tylko dodatkowo spotęgowała jej gniew i nienawiść do nogitsune.
Zaraz potem wyczuła jego aurę ponownie – był zdecydowanie bliżej, niż wcześniej. Pomimo bólu w skroniach podniosła się do pozycji stojącej, gotowa do zaatakowania go.
- Spokojnie, moja droga. – nogitsune teleportował się dokładnie naprzeciwko niej. – Nie zabrałem cię tutaj tylko po to, żeby cię zabić. Albo żeby cię w jakikolwiek sposób skrzywdzić.
Lena zmrużyła nieufnie oczy. Wciąż zachowała swoją pozycję obronną, gotowa do potencjalnego ataku, jaki mógł zaraz nastąpić. Nogitsune w tym czasie obszedł ją powoli. Lena obracała się powoli w jego stronę, nie spuszczając z niego spojrzenia nawet na moment.
- Czego zatem ode mnie chcesz? – spytała się, gdy niezręczna cisza trwała zbyt długo.
- To chyba oczywiste, czyż nie? – nogitsune w końcu się zatrzymał. Uśmiechnął się lekko, jak gdyby rozmawiał właśnie ze swoją dobrą znajomą. – Sądzę, że możemy sobie pomóc, Leno.
- W czym niby miałabym ci pomóc, co? W sianiu chaosu? W mordowaniu niewinnych? A może w podbiciu całego świata?
Nogitsune roześmiał się głośno. Lena zamarła, w napięciu oczekując na jego odpowiedź. Podejrzewała jednak, że zgadła już, czego od niej chciał. I że zaraz jej podejrzenia się potwierdzą.
- Zgadłaś. – odpowiedział w końcu. – Poniekąd. Widzisz… ja nie chcę całego świata. To nudne. Nie potrzebuję świata ludzi. Nie, nie, nic z tych rzeczy. To, czego chcę… to świat nadnaturalny. – Uśmiech nogitsune poszerzył się nieznacznie. Lena wciąż cierpliwie czekała na koniec jego monologu. Chciała wiedzieć wszystko na temat tego, co ten stwór od niej chciał. I jak daleko mógł się posunąć, aby to zyskać. – Ty, dla odmiany, chcesz kompletnej niezależności od swoich drogich rodziców. Chcesz zmienić te chore zasady, jakimi rządzi się twoja rasa. – Po tych słowach nogitsune zamilkł na moment, napawając się całą tą sytuacją i własnymi słowami. – Razem… razem, Leno, możemy dokonać cudów. Razem moglibyśmy zrobić wszystko. Stalibyśmy się władcami całego świata nadprzyrodzonego. I nikt nie byłby w stanie nas powstrzymać. Stąd też moje następne pytanie do ciebie… – nogitsune stanął zaledwie kilka kroków od Leny i przyjrzał się jej uważnie. – Czy chcesz zostać królową tego świata i władać nim razem ze mną?
Lena długo nie odpowiadała na to pytanie. W jej głowie kłębiły się setki, jeśli nie tysiące myśli.
Przyznam, to kusząca propozycja. – pomyślała, nie odrywając spojrzenia od nogitsune, który cierpliwie czekał na jej odpowiedź. – W każdej innej sytuacji zapewne już dawno temu bym się zgodziła. Tyle że nie mogę tego zrobić. Naprawdę nie mogę. Zbyt wiele osób na mnie liczy. Do tego to jest nogitsune, na litość boską! Z nimi zawsze jest coś nie tak. Nie da się ich kontrolować. Są zbyt niebezpieczne. On jest zbyt niebezpieczny.
Ta wewnętrzna debata trwała jeszcze dobrą chwilę. W końcu jednak Lena znalazła odpowiedź, jaka dokładnie pasowała do tego, co sądziła na ten temat.
- Nie. – odparła, patrząc się nogitsune dumnie prosto w oczy. – Nie zgadzam się. Nigdy nie chciałabym rządzić światem – a już tym bardziej z kimś takim jak ty.
