Rozdział dwudziesty: Finał, część pierwsza
Nogitsune ani trochę nie spodobała się jej odpowiedź.
- Zadam ci to pytanie jeszcze raz. – powiedział. Już się nie uśmiechał. – Czy chcesz zostać królową tego świata i władać nim razem ze mną?
- Nie. – odpowiedziała Lena automatycznie. – Podjęłam już ostateczną decyzję. I nie zamierzam jej zmienić.
Nogitsune zacisnął zęby ze zdenerwowania. Nie zaatakował jej jednak – wciąż liczył na to, że zdoła ją jakoś przekonać do zmiany zdania.
- To twoja ostatnia szansa. – wycedził przez zaciśnięte ze zdenerwowania zęby. – Dzięki temu ocalisz nie tylko siebie, ale i wszystkich, na których ci zależy.
Lena parsknęła śmiechem. Nie była w stanie się w żaden sposób przed tym powstrzymać. To, co nogitsune właśnie powiedział, w jej opinii nie miało w sobie choćby krzty sensu.
Czy on naprawdę liczy na to, że to kupię? Że wystraszę cię takich banalnych pogróżek? Boże drogi, on musi być naprawdę zdesperowany, skoro posuwa się do tak nieczystych, bezczelnych zagrań.
- Ty chyba naprawdę masz spore problemy ze zrozumieniem tego, co do ciebie mówię. Nie znaczy nie. – odcięła się, nie zastanawiając się nad tą odpowiedzią nawet chwilę. – Nie uda ci się mnie przekonać do zmiany zdania takimi tanimi zagraniami. Podjęłam już ostateczną decyzję. Nie chciałam się z tobą sprzymierzać wcześniej, nie chcę tego robić teraz, i z pewnością nie będę tego chciała w przyszłości.
- Rozumiem. – nogitsune uśmiechnął się gorzko, kręcąc przy tym głową z niedowierzaniem. – Skoro tak chcesz to rozegrać… to niech tak będzie.
Nogitsune rzucił się na nią zaraz potem, bez żadnego ostrzeżenia. Lena w ostatniej chwili zdołała uskoczyć w bok, unikając jego ataku. Spadła z małego, kamiennego podwyższenia, na jakim się znajdowali, i szybko wstała, po czym obróciła się przodem w stronę nogitsune.
- Drugi raz na to się nie nabiorę. – powiedziała, obrzucając go nienawistnym spojrzeniem. – Musisz się lepiej postarać.
- Och, właśnie to zamierzam. – nogitsune skoczył na nią po raz kolejny. Tym razem zdołał ją dosięgnąć – razem upadli na ziemię. Nogitsune złapał ją i przycisnął mocno do ziemi, chcąc ją w ten sposób unieruchomić. Lena zdołała się mu jednak wyrwać. Gdy tylko to zrobiła, kopnęła go z całej siły w środek klatki piersiowej, a gdy ten zatoczył się i od impetu uderzenia upadł na twardą skałę, Lena momentalnie doskoczyła do niego, wykorzystując sytuację. Teraz to ona znalazła się ponad nim. Zacisnęła dłonie na jego szyi, dociskając go możliwie jak najmocniej do ziemi.
- Nigdy. Nie tkniesz. Mojej. Rodziny! – przy każdym tym słowie Lena unosiła nogitsune nieco ku górze, aby zaraz potem uderzyć tyłem jego głowy z całym impetem o skałę. – Po. Moim. Trupie. Wygrasz! – następnie Lena złapała go za przód bluzy, po czym wstała razem z nim, ciągnąc go tuż przed sobą. Zaraz potem obróciła się wokół własnej osi i rzuciła nogitsune przez całą długość jaskini. Zatrzymał się on dopiero na przeciwległej ścianie. Huk uderzenia był tak potężny, że aż poniosło się od niego echo.
Nogitsune przez długi czas nie wstawał, tak bardzo walka z Leną go sponiewierała. Nie spodziewał się od niej takiej zaciętości i siły – nie po tym, jak została ona zainfekowana jego mrokiem. Jak jednak widać, działanie jego mroku nie trwało zbyt długo. Lena powróciła do pełni sił w ciągu zaledwie kilku minut.
- Muszę przyznać… nie doceniłem cię. – nogitsune zaśmiał się cicho, próbując wstać. Udało mu się to dopiero za trzecim razem. Przy poprzednich dwóch raz upadł z powrotem, niezdolny do podniesienia się o własnych siłach.
- Och, co ty nie powiesz? – odcięła się Lena. Była wyraźnie zadowolona z tego, co z nim zrobiła. Jeszcze trochę z nim tak powalczy, a na pewno wygra. – Historia mojego życia. Nie było chyba dekady, w której nie natknęłabym się na palanta, który sądził, że będzie w stanie mnie pokonać tylko dlatego, bo jestem kobietą.
Zaraz potem dostrzegła znajomy ruch – nogitsune coś planował. Próbował wykorzystać tę rozmowę, aby rozkojarzyć ją i zaatakować, gdy ta tylko spuści swoją gardę. Lena uśmiechnęła się triumfalnie, gdy tylko to dostrzegła.
Myśli, że zdoła mnie przechytrzyć… niedoczekanie jego.
Cierpliwie zaczekała, aż nogitsune nie pomyśli, że ma szansę na zaatakowanie jej. Przez cały ten czas skrycie obserwowała go uważnie, analizując każdy ruch, jaki wykonywał. Gdy w końcu dostrzegła to, na co czekała, wzięła jeden, głęboki wdech, szykując się do kolejnej walki.
Nogitsune zaatakował ją, gdy ta obróciła się nieznacznie, jak gdyby chcąc zerknąć na coś, co znajdowało się tuż za nią. Lena zrobiła to tylko dlatego, bo nużyło ją już czekanie na walkę. Chciała to zakończyć, tu i teraz. I teraz miała ku temu idealną szansę.
Gdy nogitsune doskoczył do niej, Lena była już gotowa. Nie zdołał jej złapać za włosy i pociągnąć w dół, jak planował. Zamiast tego jego ramię zostało złapane w ułamku sekundy, po czym boleśnie wykręcone do tyłu. Nogitsune aż zawył z bólu, padając przy tym na kolana. Spróbował się teleportować, ale nagle odkrył, że nie może tego zrobić.
- Coś ty mi zrobiła? – wykrzyknął, z trudem obracając głowę tak, aby móc się spojrzeć bokiem na Lenę. – Od kiedy potrafisz to robić?
- Od zawsze. – Lena uśmiechnęła się szeroko, wyraźnie z siebie zadowolona. – Widzisz… nie tylko ty potrafisz być kanciarzem i oszustem pierwszej klasy. Cała ta akcja z Noshiko to była tylko przykrywka. Nauczyłam się pętać byty astralne takie jak ty już wieki temu, zaraz po tym, gdy spotkałam cię po raz pierwszy.
- W takim razie dlaczego nie spętałaś mnie za pierwszym razem? Dlaczego dałaś się złapać?
- Bo wiedziałam, że spróbujesz nam uciec. – odparła Lena. – A Noshiko i pozostali nie chcieli cię z miejsca skazywać na śmierć. Są na to zbyt moralni… nawet gdy w grę wchodzi zabicie demona, którego śmierć w tym świecie jedynie przeniesie go z powrotem do jego oryginalnego wymiaru.
Nogitsune wreszcie zrozumiał, do czego Lena dążyła od samego początku – chciała się go stąd pozbyć. Raz, a dobrze.
- Proszę, nie zabijaj mnie. – zaczął ją błagać, gdy tylko świadomość tego, co za chwilę go czeka, dotarła do niego. – Naprawdę możemy sobie pomóc, Lena. Porzucę te plany zawładnięcia światem. Nie chcę stąd odchodzić, proszę. Nawet nie masz pojęcia, jak obrzydliwy i nużący tamten świat.
- Och, kiedyś się z pewnością o tym przekonam, gdy już nadejdzie mój koniec. – odparła Lena zdawkowym tonem głosu. – Zagrzej mi tam miejsce, jak chcesz. Gdy w końcu tam trafię, to wtedy będziemy mogli wznowić tę walkę. Kto wie, może ją następnym razem wygrasz.
Nogitsune zaśmiał się gorzko, słysząc to.
- Nie zrobisz tego. – powiedział. – Nawet w tamtym świecie będziemy wrogami.
- Tego nie wiesz. – Lena uśmiechnęła się słabo. – Fakt, w tym świecie jesteśmy wrogami, ale tylko dlatego, bo nie pasujesz do niego. Nie powinno cię tu być. Tam z kolei… kto wie, co nas czeka. Pomimo tego całego twojego mroku i wszystkiego, jesteś przynajmniej rozrywkowy. A jeśli tamten świat jest naprawdę taki nudny, jak mówisz… to przyda mi się tam ktoś szalony i mroczny, dzięki komu nie będę się tam nudzić. – Lena wzięła następnie dwa głębokie wdechy, szykując się na to, co musiało się w końcu stać. – To jak, jesteś już gotowy?
Nogitsune tylko przez jedną, krótką chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.
- Tak, jestem już gotowy. – odpowiedział.
Tyle Lenie wystarczyło. Odjęła jedną dłoń z ramienia nogitsune, po czym uniosła ją do góry, ponad swoją głowę. Zamknęła na moment powieki, skupiając się na jednej, głównej myśli. Zaraz potem jej dłoń zajaśniała na jasnoniebiesko. Lena wzięła jeden długi, głęboki wdech, po czym skierowała dłoń w dół, w kierunku karku nogitsune.
Nie usłyszała żadnego niemiłego hałasu głowy upadającej na podłoże. W chwili, gdy odcięła ją od reszty ciała nogitsune, wszystko w ułamku sekundy zmieniło się w popiół.
Lena odsunęła się powoli do tyłu. Zaraz potem usiadła, oddychając ciężko.
To koniec. – pomyślała, uśmiechając się słabo. – To już naprawdę koniec.
Jakimś cudem zmusiła się do tego, żeby wstać. Skierowała się powoli w stronę wyjścia z jaskini. Jeszcze przed wyjściem z niej wyczuła kilka znajomych aur, kierujących się z dużą szybkością w jej stronę. Jej uśmiech poszerzył się nieznacznie, gdy tylko zdała sobie z tego sprawę.
Odnaleźli mnie. Tylko trochę za późno, niż pewnie planowali.
- Lena! – dobiegł ją okrzyk jej brata, gdy tylko wyszła z jaskini. Zaraz potem jęknęła cicho, gdy Igor dobiegł do niej i wyściskał ją, tuląc mocno do siebie. – Boże, jak ja się o ciebie bałem! Gdzie jest nogitsune? – spytał się zaraz potem, gdy już nieco ochłonął.
- Już się nim zajęłam. – odpowiedziała Lena. – To wszystko był mój plan. Dałam mu się złapać, żeby móc go wysłać z powrotem do zaświatów, na własnych zasadach.
- I nic mi o tym nie powiedziałaś? – zdumiał się Igor. – Dlaczego?
- A jak sądzisz? Znając ciebie, najpewniej próbowałbyś wymyślić jakiś inny plan. Wszyscy chcieli go zagonić w kozi róg i wtedy spróbować go pokonać. Tylko ja wiedziałam, jak tego dokonać, i nie stracić przy tym żadnych niewinnych istnień.
- Pokonałaś go? Naprawdę? – Noshiko dołączyła do rodzeństwa. I ona uścisnęła Lenę, ale zdecydowanie delikatniej i krócej niż Igor. – I masz pewność, że już nie wróci?
- Na pewno nie wróci. – zapewniła ją Lena. – Ktoś musiałby wiedzieć, jakiego dokładnie przyzwać nogitsune, a także jak w ogóle to zrobić. A to się raczej kwalifikuje do wiedzy bliskiej wymarciu.
Zaraz potem jednak Lena zamarła, gdy tylko dostrzegła wśród pozostałych Jacksona. Chłopak stał w miejscu, kompletnie zdumiony i zaskoczony tym, że Lena nie tylko pokonała nogitsune, ale także że nie wyglądała na ranną czy mocno wycieńczoną.
Bez wahania skierowała się w jego stronę. Gdy już do niego podeszła, również bez słowa uścisnęła go. Jackson, kierowany tymi samymi emocjami, zrobił to samo.
- Udało ci się. – powiedział po chwili, gdy już Lena się od niego odsunęła. Dziewczyna uśmiechnęła się słabo na te słowa.
- Tak, udało mi się. – odpowiedziała. – To już koniec. Teraz możemy już wracać wszyscy do domu.
