Rozdział dwudziesty pierwszy: Finał, część druga
Miesiąc po pokonaniu nogitsune Lena, Igor, Amanda i Jackson wciąż mieszkali w Beacon Hills. Grupa zamieszkała na stałe w domu Jacksona. Igor i Amanda wciąż byli ze sobą, i nie mogli być już chyba szczęśliwsi. Podobnie było z Leną i Jacksonem. Niespełna tydzień po śmierci nogitsune Jackson oficjalnie poprosił Lenę o zostanie jego dziewczyną. Lena, oczywiście, się zgodziła.
- Co za dzień! – zakrzyknął Igor, rozsiadając się z impetem obok Amandy na szerokiej sofie. – Zobacz, co do nas przyszło.
Igor podał siostrze rozpieczętowaną kopertę z listem. Lena wyjęła go z koperty. Nie musiała nawet zaczynać go czytać, żeby wiedzieć, od kogo on jest. Odręczne, charakterystyczne pismo na kopercie mogło należeć tylko i wyłącznie do ich matki.
Kobieta pisała w liście o tym, jak bardzo tęskni za swoimi dziećmi. Pisała też, że ona i Fryderyk zmienili zdanie na temat ich wygnania, i chcą teraz, aby Lena i Igor wrócili do Anglii. Byli gotowi oddać im wszystko, byle tylko powrócili.
- To jak, Lenka, chcesz się zgodzić na to? – spytał się Igor po dłuższej chwili ciszy. Lena spokojnie doczytała list do końca, odłożyła go powoli na stolik przed fotelem, w którym siedziała, po czym dopiero wtedy odwróciła się do swojego brata.
- Oczywiście, że nie. – odpowiedziała Lena. – To jest teraz nasz dom. Nie będę przenosiła się z powrotem do Anglii tylko dlatego, bo nagle ta dwójka dojrzała do zmian, jakie powinny tam zajść wieki temu. I oni, i rada mieli swoją szansę na wysłuchanie nas. Teraz nastała nasza kolej na stworzenie nowego, lepszego świata dla naszych pobratymców.
- I sądzisz, że damy radę go stworzyć właśnie tutaj?
- A czemu nie? – Lena wzruszyła ramionami, tak jak gdyby nie było to coś ważnego. – Beacon Hills i tak jest uważane przez wielu za istną Mekkę dla wielu nadprzyrodzonych gatunków. Dlaczego zatem nie miałoby stać się tym również i dla naszego gatunku?
Igor nie mógł się z tym nie zgodzić. On sam również nie miał najmniejszych zamiarów wracać do Londynu. Tutaj mogli zacząć wszystko od nowa. I tego właśnie chciał najbardziej.
Wkrótce potem Lena i Igor wydali oficjalne ogłoszenie, w którym oświadczyli przedstawicielom swojej nacji, że nie tylko nie wracają do Anglii, aby objąć tam byłe stanowiska następców swojego rodu, ale że również wybierają Beacon Hills na miejsce swojego nowego domu, w którym planują założyć nową kolonię dla sukubów i inkubów. Nie minęło pół roku, a większość młodszych pokoleń ich gatunku zaczęła się tu zjeżdżać. Tak jak oni szukali oni wolności, spokoju i niezależności od pokręconych zasad rady, która w dalszym ciągu nie zmieniła swojego stanowiska w większości spraw.
Lena i Igor tylko na to czekali. To była szansa, o której marzyli od lat. Teraz mogli wreszcie stworzyć nowy, lepszy świat dla swoich pobratymców. Świat, w którym stare zasady przestały istnieć.
Niecały rok później ich nowy klan rozrósł się do tego stopnia, że nie mieli już innego wyjścia – trzeba było znaleźć jakieś miejsce na obrzeżach miasta i wybudować tam dużą posiadłość, aby wszystkich tam pomieścić. Jackson i Amanda również tam zamieszkali – również należeli do tego klanu, jako oficjalni partnerzy Leny i Igora. I nic nie wskazywało na to, aby miało to w przyszłości ulec jakimkolwiek zmianom.
Amanda westchnęła przeciągle, zamykając na moment powieki.
- Trochę się boję, Igor. – wyszeptała, wciąż mając zamknięte oczy. – Czy to na sto procent jest bezpieczne?
- Czy gdyby nie było, to sądzisz, że pozwoliłbym ci wziąć z tym udział? – Igor uśmiechnął się łagodnie, po czym pogładził dziewczynę delikatnie po głowie. Amanda powoli otworzyła oczy, po czym niepewnie odpowiedziała na uśmiech Igora swoim własnym. – Nic ci się nie stanie, kochana. Masz na to moje słowo.
- A ty, boisz się? – zagadnęła Jacksona Lena, gdy tylko Igor odszedł nieco na bok z Amandą, aby jeszcze trochę podnieść ją na duchu. – To wszak wielkie wydarzenie dla ciebie.
- Jakoś sobie daję z tym radę. – odpowiedział Jackson. Lena uśmiechnęła się, zadowolona, słysząc to. – Jakby nie patrzeć, za parę chwil stanę się nieśmiertelny.
Jackson i Amanda przygotowywali się właśnie do rytuału, który miał zrobić z nich „prawdziwych nieśmiertelnych". Dzięki temu już nigdy nie mieli się nie zestarzeć, żadna choroba nie będzie w stanie ich zabić, a do tego zyskają parę nadludzkich zdolności.
- Na pewno tego chcesz? – spytała się go nagle Lena. Pomimo tego, że omawiała to z nim już co najmniej kilka razy, wciąż co jakiś czas dopytywała się go o tę jedną rzecz. Chciała być pewna, że chłopak naprawdę jest gotów do spędzenia reszty wieczności – a przynajmniej następnych kilku wieków – u jej boku. – Jesteś na sto procent pewien, że tego chcesz?
- Tak, Lena, jestem tego pewien. – zapewnił ją Jackson. Uśmiechnął się do niej łagodnie, po czym pocałował ją krótko i przytulił na moment do siebie. – Chcę spędzić resztę życia z tobą. I chcę stać się nieśmiertelny. Wszystko już dokładnie przemyślałem. Jestem na to gotowy.
Lena uśmiechnęła się słabo, słysząc to. Powoli puściła Jacksona i pozwoliła, aby stanął obok Amandy. Zaraz potem razem ruszyli w stronę niedużego zbiornika z ciemną wodą, do której następnie weszli. Rytuał się rozpoczął.
- Podjęliśmy właściwą decyzję, prawda? – spytał się Leny Igor, stając przy niej. Razem w spokoju obserwowali dalszy przebieg rytuału. – Nie będziemy potem żałować tego, co zrobiliśmy?
- Nie będziemy. – odpowiedziała Lena po chwili milczenia. – Podjęliśmy właściwą decyzję. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby ruszyć nasz świat do przodu. Nigdy nie będziemy tego żałować. Tak jak nie będziemy żałować tego. – tu Lena wskazała na Jacksona i Amandę. Kapłani właśnie zanurzyli ich w całości w zbiorniku. Nadchodził kolejny etap rytuału. – To jest nasza przyszłość. Tego się musimy trzymać, choćby nie wiem co. Jeśli będziemy to robić, to nigdy nic złego się nie stanie.
Igor obrócił się przodem w stronę Leny. Ta po chwili spojrzała się na niego, czekając cierpliwie na jego odpowiedź.
- Nigdy się nie rozdzielimy. – powiedział, uśmiechając się. – Będziemy razem, zawsze i na wieczność.
Lena bez wahania odwzajemniła jego uśmiech.
- Zawsze i na wieczność.
