Część 4

Szłam do pracy jak nie obecna. Nadal chodzą mi po głowie wydarzenia z ostatnich dni. Nadal myślałam czy ta dziewczyna którą szukał Butch to Buttercup? I czy się faktycznie zauroczyłam w Bricku? weszłam do windy i wcisnęłam guzik, jak drzwi się już zamykały nagle ktoś wsadził rękę pomiędzy nie .

- o hej Beth- to była szefowa działu mody Samatha McSmith- pamiętasz o dzisiejszej sesji dla nowego?

- tak dlatego jestem wcześniej- odpowiedziałam bez entuzjazmu

- O MÓJ BOŻE!- nagle wrzasnęła

- CO SIĘ STAŁO?!- przeraziłam się

-twoje buty ni pasują ci do stroju i to koszmarnie!- odpowiedziała już o wiele spokojniej

- Serio? Tak mnie przeraziłaś o jakieś buty ?- zapytałam sarkastycznie

- wiesz jak Amanda się wścieknie że jej asystentka ma adidasy do sukienki? – zapewniała mnie bardzo przekonującym tonem.

- no w sumie- zgodziłam się- ale co ja wymyślę do przymiarka 15 min a ja nie zdążę do domu się przebrać.

- nie panikuj- uspokoiła Sam – mam buty z wiosennej kolekcji będą bardzo ci pasować- mówiła bardzo zapewniającym a zarazem poważnym głosem

- no dobra wpadnę do ciebie na 5 min.- dałam się przekonać

Po przyjściu do niej dała mi pudełko które leżało jej pod biurkiem. W nim były bardzo wysokie szpilki z ciężkim obcasem i koturną ,zamszowe beżowego koloru. S trudem się w nie wcisnęłam . ale tonie był koniec moich męk ponieważ chodzić w tym było jeszcze trudniej.

Weszłam do jej biura przygotowałam jej latte i magazyny na biurku. Sama Amanda wparowała do biura jak furia i zmierzyła mnie od góry do dołu. Po jej wzroku było widać że nie jest rozczarowana moim wyglądem. Później zdjęła swój płaszcz i rzuciła mi na ręce.

- Błagam Elizabeth, czy ty będziesz się dzisiaj ruszać ?- powiedziała znowu tym swoim tonem- odwieś mój płaszcz i chodź nowy fotograf już czeka .- wzięła kawę z biurka i poleciała na jak samolot w stronę windy. Ostrożnie odwiesiłam płaszcz i wzięłam notatnik.

-Elizabeth! Umarłaś tam?!- wrzeszczała z spod windy

Pobiegłam jak najszybciej mogłam , ale na tych szpilkach się Worgule nie da biegać! Pojechałyśmy na najwyższe piętro naszego budynku, z góry był świetny widok na Tamizę i big Ben , natomiast z drugiego okna było widać ogółem cały London. Gdy weszłyśmy do pomieszczenia zobaczyłam tego nowego fotografa. Wysoki, chudy chłopak w podartych dżinsach , trampach i czerwonej czapce sprawił że ciśnienie mi podskoczyło. Postanowiłam że się odwrócę i wrócę do biura Amandy zanim on mnie zauważy. Ala na moje nieszczęście zauważyła mnie kątem oka.

- Co się dzieje Elizabeth ?- popatrzyła na mnie z taką pogardą że się poczułam jak przy odpowiedzi w szkole, kiedy nie nauczyłam się.

- yyy…. No …. Tego muszę znaleźć tą no jak jej tam Jenny !- próbowałam coś na szybko wymyśleć ale jakoś mi nic nie przeszkadzało.

- po co ?

- no bo ona jest asystentką fotografa, a jej tu nie ma- uśmiechnęłam się głupio i szeroko.

- Boże święty co się dziś z tobą dzieje ? Czy to może ja do reszty zwariowałam ?- mówiła czy do mnie czy do siebie? – jest tam koło nowego się kręci nie widzisz?! A poza tym nowy fotograf ma prawo na własną asystentkę którą sam powinien ze sobą przywieść! Więc przestań się zachowywać jak wariatka i zajmij się wreszcie pracą !

- Dobrze Amando- podkuliłam ogon i schowałam się w jej cień.

Zauważyłam ze nowy fotograf przestał robić zdjęcia i po chwili oglądania swojej pracy na aparacie odwrócił się. Nasze spojrzenia od razu się spotkały. Na jego twarzy było widać wyraźne zadziwienie.

- Fotografie podejdź tu- powiedziała cichym z zarazem bardzo wyraźnym głosem moja znienawidzona szefowa. Jak wierny pies Brick podszedł do nas nie odrywając ode mnie wzroku. Kiedy już stanął obok niej .uśmiechnął się do mnie.

- Elizabeth to nasz nowy fotograf. Daj mu swój numer telefonu i miej na niego oko. Musisz dziś ustalić czy nadaje się by z nami jechać na Fashion Week!

- moment ! Jak to ? A ty? – zdezorientowałam się zupełnie.

- Boże! Z kim ja pracuje?!- jak zwykle nie zadowolona Amanda – Mam przed wjazdem dzień w salonie piękności bo nie chcę się ośmieszyć swoim wyglądem – po czym dokładnie mnie zmierzyła – tobie też poradziła minimum 2 godziny na włosy i paznokcie- po czym wyszła szybkim krokiem z pomieszczenie

Popatrzyłam raz na Bricka a o na mnie z uśmiechem, chciał coś powiedzieć źle ruszyłam z miejsce w stronie Amandy.

-moment a czemu ja nie jadę z tobą ?

- ponieważ w salonie cie nie potrzebuje- weszła do windy – i miej na niego koko! – powiedziała podczas jak się zamykały drzwi windy.

Nie zdążyłam nic powiedzieć . więc zawróciłam w stronę pomieszczenia, gdzie w drzwiach stał Brick prawdopodobnie czekając na mnie.

- hej pracujesz tu ?- powiedział równie entuzjastycznie co pytająco.

- spostrzegawczy jesteś

- ej nie dąsaj się. Po prostu cieszę się że cię widzę. Myślałem że już nigdy cię nie spotkam. Ponieważ numer który mi dałaś był lipny- nie wiem czemu ale mówił dosyć przekonująco.

Nic nie odpowiedziałam tylko udawałam że jestem zajęta i przeglądałam papiery leżące na biurku.

- dobra! Czas wziąć się za robotę! – wzięłam swój notatnik i długopis - no cóż pokaż na co cie stać!

Nie odpowiedział, tylko wziął aparat i strzelił mi fleszem w oczy.

Dzień minął nie zauważyłam jak . zdjęcia które zrobił Brick było Doś dobre, więc powiedziałam mu w Prost że się nadaje. On się ucieszył, ale stwierdził że musi iść bo się umówił z braćmi na konferencje. Przytulił mnie i wbiegł do windy. W Sali sprzątali scenografie i stroje. Po długim szukaniu nareszcie znalazłam swój telefon i postanowiłam napisać do mirandy sms iż skończyliśmy i nowy fotograf się nadaje do pracy z nami. W tym momencie spojrzałam przez okno i zobaczyłam ja Brick wychodzi z budynku. Niestety nadepnęłam szpilką na jakiś guzik który prawdopodobnie odpadł podczas sesji. Straciłam równowagę i poleciałam w stronę szyby, i bać walnęłam w nią a ona się rozbiła. Wyleciałam przez okno. Spadała a 22 piętra. „ więc tak umrę" pomyślałam … To Be Continued