betowała cudowna wrotka 777 :*:*:*


Nie cierpiał kłócić się Lydią. Problem polegał głównie na tym, że przeważnie przegrywał, bo jej logiczne podejście do wszystkiego pokonywało jego – musiał przyznać – niezbyt dobre argumenty.

Ludzie bywali przeważnie prości. Zaczął szufladkować ich zaraz po pogrzebie na tych, których krępowali ze Scottem i takich, którzy za wszelką cenę starali się im pomóc oraz tych całkiem pomocnych i w miarę neutralnych jak Lydia.

Martin nigdy nie dawała mu taryfy ulgowej i znali się tak długo, że być może, dlatego ich przyjaźń faktycznie nigdy nie ucierpiała. Ich związek w końcu opierał się w pewnym stopniu na antagonizmie, do którego oboje przejawiali upodobanie. Szczerość ponad wszystko.

- Co zatem powinienem zrobić? – spytał Stiles na jednej z przerw, gdy Martin akurat miała chwilę czasu.

Bal faktycznie zbliżał się wielkimi krokami.

- Zmienić styl ubierania – odparła Lydia bez wahania, więc przewrócił oczami.

- Z tym przeklętym prezentem – warknął, wiedząc doskonale, że dziewczyna jak zawsze próbuje go zirytować.

- Nie możesz go oddać, to jasne. Po pierwsze, to nieuprzejme – powiedziała spokojnie Lydia. – A po drugie, Scott już się ucieszył. Jakoś, gdy myślałeś, że to od posterunku, nie miałeś obiekcji – dodała, patrząc na niego podejrzliwie. – Co się robi, Stiles, gdy otrzymuje się prezenty? – spytała retorycznie znowu się z nim drocząc.

- Myślisz, że mail z podziękowaniem wystarczy? – upewnił się jeszcze.

- Cywilizowanym podziękowaniem, gdzie nie użyjesz takich słów jak 'radzimy sobie' i 'niepotrzebna mi twoja jałmużna' – sarknęła Martin. – Sprawdziłeś ten link od niego?
Stiles wzruszył ramionami. Faktycznie pobuszował po tej stronie. Znalazł nawet kilka pozytywnych opinii. Bywali tam głównie studenci i pracujące w domach matki nowo-narodzonych dzieci, więc to wróżyło dobrze. Jednak nie do końca wiedział ile faktycznie mógłby wyciągnąć z tych ofert. Rezygnacja z pracy w tej chwili wydawała mu się o wiele zbyt ryzykowna, a nie mógł sobie na to pozwolić. Deaton na pewno przyjąłby go z powrotem, ale nie chciał, aby tak układała się ich współpraca.

Praca w barze z kolei odbywała się na całkiem innych zasadach, więc może, chociaż weekendy miałby wolne. Pozostawała też zawsze kwestia tego, jak wiele czasu poświęcałby na przepisywanie tego wszystkiego. Miał dość szybkie palce, ale nie był stenografem po kursie. Nigdy nie pracował w biurze.

- Muszę dopytać o kilka szczegółów – powiedział wymijająco.

- Możesz zapytać w mailu – stwierdziła Lydia z uśmiechem. – Przecież utrzymywał się tak we Florencji. Czyli przez jakieś pięć lat o ile mnie pamięć nie myli.

Jej słodki ton wcale go nie zmylił.

- Naprawdę zależy ci na tym, żebym znalazł sobie jakiegoś kumpla, prawda? – spytał z westchnieniem.

- Nie rozmawiałeś z Dannym od pół roku. Isaac i tak nie jest dobrym typem do wychodzenia na imprezy, a z Jacksonem się po prostu nie lubicie. Stiles, zamykasz się w sobie, a to niezdrowe. Derek ewidentnie chce dla ciebie dobrze. Nie obchodzą mnie jego pobudki. Może robi to dlatego, że ktoś, kiedyś te sześć, siedem lat temu był tam dla niego – powiedziała Lydia i wzruszyła ramionami. - A może facet wrócił do Beacon Hills i zastał miasto całkowicie różnym. Podróżował po Europie, a tymczasem jego znajomi albo wyprowadzili się do większych miast, albo mają dzieci i rodziny. To już inne życie – dodała.

Stiles przygryzł wargę, zastanawiając się usilnie nad tym, co Derek powiedział mu ostatnio. Mężczyzna wyraźnie oddzielał go od Malii, swojej kuzynki, którą wciąż uważał za dzieciaka. I może Lydia też miała trochę racji w tym, że po prostu mieli już całkiem inne problemy. Owszem wciąż martwiła się o niego, ale nie miała na swoich barkach całej tej odpowiedzialności, która spadła na niego. Opiekowała się Scottem sporadycznie, ale nigdy nie powierzyłby jej brata na dłuższy czas. To po prostu nie był jej obowiązek.

- Cywilizowane podziękowania – powtórzył z westchnieniem.

- Możesz być trochę dupkiem. Przeważnie jesteś trochę dupkiem – stwierdziła bez jadu w głosie Lydia.

Wyciągnął przed siebie splecione dłonie, starając się nie skrzywić, gdy jego kostki strzeliły głośno. Zapowiadał się bardzo długi dzień.

ooo

Nigdy nie był dobry w formalnych i uprzejmych rozmowach. Bywał dupkiem, jak twierdziła Lydia, ale jego znajomi wydawali się, być do tego przyzwyczajenia. A może, to po prostu była tylko Martin, która przeważnie nie zwracała na niego, aż takiej uwagi. Trudno zresztą było ją czymkolwiek urazić.

Scott pokochał konsolę. Nic dziwnego, mógł biegać i skakać, a potem śmiać się, gdy chłopiec na ekranie telewizora robił dokładnie to, co on. I nawet nie liczyło się za bardzo to, że notorycznie tracił punkty.

Mail Dereka wciąż był włoskim adresem, więc możliwe, że Hale nadal do końca nie dostosował się do Stanów. Stiles miał tylko nadzieję, że jego wiadomość nie wyląduje w spamie, ale jego obawy zostały rozwiane, gdy tylko na jego uprzejme i cywilizowane podziękowania, Derek wysłał kolejnego maila.

Od:
Do:
Temat: Re: Podziękowania
Witaj,
cała przyjemność po mojej stronie. Nie wiedziałem tylko, czy gry są odpowiednie dla sześciolatków.
Masz czas wyskoczyć jutro na jogurt?
Pozdrawiam
D.

Stiles parsknął, kątem oka zerkając na Scotta, który próbował rozgryźć, jak zrobić wyższe skoki dzięki kontrolerowi w swojej dłoni. Wciąż nie rozgryźli wszystkich opcji, ale istniała nadzieja, że przy odrobinie szczęścia znalazłby w tym tygodniu trochę czasu.

Od:
Do:
Temat: Re:Re: Podziękowania

Jogurt? brzmisz jak czterdziestolatek… jeśli moje plany się nie zmienią, będę odbierał Scotta z przedszkola jak zawsze, jesteś zaproszony na obiad

Od:
Do:
Temat: Re:Re:Re: Podziękowania

Tym razem obiecana wcześniej pizza. Znasz jakieś dobre miejsca? Mogę czekać na ciebie pod szkołą?
D.

Od:
Do:
Temat: Re:Re:Re:Re: Podziękowania

Scott zjadł za wiele słodyczy w tym tygodniu, żadnych fast foodów do końca miesiąca… P. Cavano przygotuje mu jutro obiad, jogurt może nie być najgorszym pomysłem, zajęcia kończę po pierwszej.

Scott wymachiwał kontrolerem, starając się sprawdzić, co się stanie, więc zabrał mu zabawkę.

- Idziemy spać, kolego – zarządził, próbując brzmieć pewnie.

Z przekonaniem Scotta, że należało się już położyć było, jednak o wiele łatwiej niż z samym usypianiem go. Jego brat nie chciał bajek na dobranoc, ale przeglądał stare komiksy i Stiles nie mógł doczekać się dnia, gdy młody zacznie czytać. Jak na razie, zapewne ze względu na kolorystykę, to Iron Man stanowił jego ulubieńca, ale Stiles wiedział, że kiedyś przyjdzie czas na Hulka.

Wciąż zastanawiał się, czy to już pora zaznajomić brata z DC Comics, ale z drugiej strony mógłby nie przeżyć takiej zdrady. Batmana w końcu kochali wszyscy.

ooo

Derek nie zawiódł. Punkt pierwsza pojawił się na ich szkolnym parkingu i wciąż rozmawiał z Malią, gdy Stiles go zobaczył. Lydia nawet nie próbowała ukryć uśmieszku satysfakcji, który pojawił się na jej twarzy na widok Hale'a.

- Ani słowa – syknął Stiles do niej.

Czarne Camaro stało zaparkowane tuż przy krawężniku, przyciągając równie sporą uwagę, co kurtka Dereka.

- Szkoła zainteresuje się, czy nie sprzedajesz dzieciakom narkotyków – powiedział Stiles zamiast powitania i mężczyzna uśmiechnął się krzywo.

- Miałeś być tylko trochę dupkiem – szepnęła do niego Lydia, jakby była jego matką, która właśnie wstydziła się za wychowanie syna.

- Chłodna północna Kalifornia – odparł Derek lekko. – Chyba wciąż się nie przyzwyczaiłem – stwierdził wzruszając ramionami.

Malia starała się wyglądać na znudzoną i zapewne rozbawiłoby to Stilesa, gdyby nie fakt, że Lydia opatentowała to ponad trzy lata wcześniej. Dziewczyna wyciągnęła dłoń w stronę Dereka, sugestywnie poruszając palcami, jakby czekała, aż mężczyzna położy coś na jej ręce. I faktycznie Hale z wahaniem wyjął kluczyki do swojego samochodu.

- Zarysuj, a… - zaczął Derek i nie dokończył.

- Jestem trupem – westchnęła Malia, jakby słyszała to wielokrotnie. – Odprowadzę ci samochód pod mieszkanie nie wcześniej niż na ósmą. Kierowca odbierze mnie wtedy, więc nie będziesz musiał odwozić mnie do domu.

- Okej. Jesteś pewna, że Peter nie ma nic przeciwko? – upewnił się Derek.

Malia przewróciła oczami.

- Mój ojciec jest świadom tego, że prowadzę sama. To on nauczył mnie jeździć – odparła dziewczyna.

- To mnie właśnie martwi – sarknął Derek.

Malia uśmiechnęła się wrednie.

- Mam nadzieję, że nie będzie ci przeszkadzać, jeśli pojedziemy twoim samochodem? – upewnił się mężczyzna.

- Żaden problem – stwierdził Stiles.

Nie był mistrzem kierownicy, ale nikt nigdy nie narzekał na jego styl jazdy. Stare volvo Melissy zresztą całkiem przyjemnie sunęło po drodze.

- Najpierw Scott – zakomunikował Derekowi Stiles, nie bardzo wiedząc, co mógłby jeszcze powiedzieć.

Czuł się dziwnie skrępowany, gdy Hale podążył za nim bez słowa, chociaż mężczyzna wydawał się całkiem rozluźniony, jakby to była najnormalniejsza rzecz w życiu. I może była, a on faktycznie wszystko utrudniał, jak twierdziła Lydia. Zawsze miał tendencje do zbytniego analizowania wszystkiego i przekombinowania, i może, o to tak bardzo martwiła się Martin.

- Nowy samochód? – spytał Derek, gdy podeszli do volvo.

- Auto Melissy – wyjaśnił mechanicznie, a potem zdał sobie sprawę, że mężczyzna nie ma pojęcia kim była Melissa.

Wątpił, aby Derek był zaznajomiony z miejscowymi plotkami. Nawet w czasie, gdy mieszkał w Beacon Hills. Hale'owie starali się początkowo trzymać na uboczu i wszystko zmieniło się po pożarze, gdy Malia poszła do publicznej szkoły. Starsze rodzeństwo Dereka niemal bez wyjątku korzystało z prywatnych placówek. On sam chyba, jako jedyny uczył się w mieście.

- Mamy Scotta – wyjaśnił Stiles i wziął głębszy wdech.

Zapięli pasy, więc odpalił silnik, starając się nie zwracać uwagi, jak bardzo kosmicznie muszą wyglądać w rodzinnym kombi. Fotelik z tyłu wciąż przypominał mu o Scotcie, którego mieli odebrać już za kilka chwil.

- I jak impreza? – spytał Stiles, starając się jakoś nawiązać rozmowę.

Derek wzruszył ramionami.

- Nie mam mebli i bardzo mnie to cieszy – stwierdził mężczyzna. – Malia chyba chciała zrobić zlot młodszego rodzeństwa kolegów z mojego rocznika – westchnął.

Stiles uśmiechnął się krzywo, bo niczego innego się nie spodziewał. Malia od kilku dni zapraszała na sobotę swoją klasę, a to oznaczało chmarę nieletnich. W zasadzie mógłby uprzedzić Dereka. Może nawet powinien, ale jakoś zabawna wydawała mu się wizja Hale'a w towarzystwie tych wszystkich piszczących nastolatek.

- Naprawdę tak trudno zrozumieć, że nie jestem fanem Miley? – spytał ewidentnie retorycznie Derek i Stiles zdał sobie sprawę, że ma wyłączone radio.

- Chcesz włączyć jakąś stację? Przeważnie jeżdżę przy wyłączonym, bo Scott z tyłu cały czas coś gada – powiedział i sięgnął po przełącznik, ale ciepła dłoń powstrzymała go w pół ruchu.

- Żartujesz? W radiach leci tylko Miley – sarknął Hale, jakby amerykański przemysł muzyczny osobiście go obrażał.

- Wiesz, że są inne stacje, no nie? Takie z rockiem z lat osiemdziesiątych – podpowiedział mu Stiles usłużnie.

Derek uśmiechnął się krzywo.

- Nie jestem, aż tak stary – zakpił Hale.