Nigdy nie lubił być zostawiany samemu sobie. Ciężko reagował na coś podobnego, zapewne dlatego, że przez większość swojego życia był jedynakiem. Jako półsierota miał całą uwagę ojca skupioną na sobie i naprawdę sądził, że kiedy urodzi się Scott, przejdzie jakiegoś rodzaju kryzys, ale do niczego podobnego nie doszło. Nie czuł się mniej kochany, a jeśli – to nawet odwrotnie, ponieważ jego brat też go kochał, więc odwdzięczał się tym samym.
Lydia nie bywała nigdy miła. To była niepisana zasada ich wzajemnych relacji, chociaż Martin troszczyła się o niego w charakterystyczny dla siebie sposób. I Stiles wiedział, że nawet jeśli powiedziała Jacksonowi o ich pocałunku – Whittemore zapytał o to, czy coś się stało i nie zamierzał zmienić położenia jego szczęki. Całowanie Lydii było jak całowanie siostry i nadal samo wspomnienie przyprawiało go o dreszcze.
Inaczej sprawa miała się z Derekiem. Hale nie powinien być ważny. Stiles nie chciał go w ich życiu z początku i najwyraźniej miał rację, bo minęło kilka kolejnych dni i Scott nawet przestał pytać, co zmartwiło go jeszcze bardziej. Konsola leżała trochę porzucona, ponieważ jego brat w pewnym momencie przestał grać i zażądał ponownie swoich kredek, które leżały porzucone w pudełku na kredensie. Stiles nie miał z kim oglądać filmów, więc nie wykorzystywali nawet płyt.
Pewnie powinien uważać, że i tak wiele złego się nie stało, gdyby nie fakt, że po prawie tygodniu bez słowa, Derek zjawił się na parkingu szkolnym, jakby nic się nie stało. Lydia zmarszczył brwi tak bardzo, że Stiles był pewien, iż będzie tego żałować za dwa dni. Sam nie bardzo wiedział, co powinien zrobić, bo mężczyzna uśmiechał się do niego szeroko.
Obcasy Lydii na chodniku wygrywały za nim znajomą melodię, kiedy on sam z każdym krokiem tracił pewność siebie. W zasadzie komuś normalnemu trudno było wyjaśnić, że kilkudniowa nieobecność wprowadzała w ich życiach takie zmiany. Derek najwyraźniej tego nie wiedział, nie dostrzegał tego, bo był cholernie normalny. Przeżył już swoją żałobę i podobne rzeczy nie miały na niego wpływu.
Stiles nie wiedział, czy ma siłę tłumaczyć to mężczyźnie. Jego racjonalna część zwracała mu uwagę, że naprawdę mógł zadzwonić. Może Derek powiedziałby mu, co się dzieje – wyjaśnienie mogło im się należeć. Ale nie mieli prawa do monopolizowania Hale'a.
- Długo się nie widzieliśmy – rzuciła cierpko Lydia.
Stiles normalnie przestraszyłby się jej tonu, ale Derek zdawał się nie zauważać tej otwartej wrogości.
- Cześć, miałem sporo zajęć. Naciskałeś, żebym coś w końcu odpowiedział Peterowi, więc… - urwał sugestywnie Hale.
- Negocjowałeś pracę? – upewnił się Stiles.
Derek nie mógł pozostać dłużej bezrobotny. Stiles nie wiedział z czego utrzymywał się mężczyzna, ale nie wyglądał na kogoś, kto brałby od wuja pieniądze. Nie do końca życia – przynajmniej, bo Peter pewnie wmusił w Dereka, to i owo. Może nawet kupił mu mieszkanie, żeby tylko jego siostrzeniec wrócił do kraju. Skoro Derek był architektem, Peterowi musiało zależeć na wciągnięciu go do rodzinnego interesu. Nie pozostało im zbyt wielu krewnych, a te więzi były naprawdę ważne.
Stiles, to w pełni rozumiał i wiedział, że nikt nie mógł z nimi konkurować. Nie mógł mieć za złe Derekowi tego, że zajął się w końcu pracą.
- Odbierasz Scotta teraz? – spytał mężczyzna. – Mam nadzieję, że nie tęsknił zbytnio – rzucił i miało, to być zapewne żartem, ale Stilesowi zaschło w gardle. – Macie ochotę wybrać się teraz na lody? Chciałbym z wami świętować podpisanie umowy.
Stiles zamarł nie wiedząc za bardzo jak to odebrać. Malia minęła ich, nie zerknąwszy nawet w ich stronę, jakby byli powietrzem. Zdążył się już do tego przyzwyczaić, ale tym razem było coś sztywnego w tym jak się poruszała. Wyobraźnia zaczęła mu podsuwać dziwne rzeczy, bo Derek też zdawał się być całkiem odprężony. Więc może, jednak podejrzewał, że jego zniknięcie nie było tak do końca fair.
Stiles potrafił się pogodzić z ograniczonymi godzinami kontaktu, ale nie był taki pewien, czy całkowity brak Dereka był do przyjęcia.
- Jasne – odparł, starając się nadać swojemu głosowi neutralne brzmienie.
- Stiles – syknęła Lydia, uderzając go w żebra.
- Scott będzie na pewno prze-szczęśliwy – dodał, kierując się w stronę swojego samochodu.
Derek z uśmiechem pełnym ulgi podążył za nim.
ooo
Bardzo szybko ponownie wpadli w swoją rutynę, a Derek czasami przynosił laptopa, aby wykonać na nim poprawki. Stiles zaczynał się przyzwyczajać do cichego stukania w salonie. Przeważnie pracowali wieczorami, gdy Scott zasypiał. Obaj siadali w fotelach, naprzeciwko siebie z laptopami na kolanach. Derek zakładał okulary, coś czego Stiles się nie spodziewał. Dziwnie mu jednak pasowały, dodając mężczyźnie tylko uroku, co powinno być zakazane dla ludzi pokroju Hale'a.
Nie rozmawiali o tych dniach podczas, których Derek nie odpisywał. Stiles nie chciał usłyszeć, że Hale tak mocno wsiąkł w swoje nowe życie, że zapomniał o nich. Każdy „projekt charytatywny", przecież miał swój kres, a oni ze Scottem naprawdę radzili sobie coraz lepiej. Pani Cavano, zamiast darmową opiekunką stała się gościem – takim, dokładnie jak powinna być od samego początku.
Stiles w końcu zdecydował się porozmawiać z dyrektorem i dodać własną wersję wydarzeń do zeznań klasy i w obecnej chwili czekali na nowego chemika, kogoś, kto może przestanie mu po prostu przeszkadzać w normalnym funkcjonowaniu. Ilość jego szlabanów spadła do minimum i nie spóźniał się już nigdzie, co opiekunka z przedszkola Scotta doceniała.
Ich kolekcja gier i filmów powiększała się w zastraszającym tempie, chociaż nie korzystali tak często z konsoli. Scott bardzo przezornie dzielił swój czas między gry, a rysowanie, jakby uważał, że tak w obecnej sytuacji trzeba. Stiles zresztą nie zamierzał zmieniać jego podejścia tylko po to, aby Derek nie nudził się w ich salonie. Mężczyzna nadal przychodził tuż po jego zajęciach i zostawał do późnych godzin, chociaż czasami naprawdę nie było niczego ciekawego w telewizji.
Jeśli nowymi grami i filmami chciał ich przeprosić – Stiles tego nie kupował. Nie protestował jednak, bo Scott naprawdę doceniał konsolę.
ooo
Mógł w zasadzie winić tylko siebie. Kiedy Derek nie pojawił się na parkingu, od razu wiedział, że coś jest nie tak. Tym razem, jednak wyciągnął swoją komórkę i poczuł, jak palce Lydii zaciskają się na jego nadgarstku boleśnie.
- Co zamierzasz? – spytała jego przyjaciółka.
- Spytać, gdzie jest – odparł Stiles bez zająknięcia. – Mam prawo. Dał mi swój numer, żebym z niego korzystał – dodał i Lydia zabrała swoją rękę.
- Nie podoba mi się, to – poinformowała go Martin, ale zignorował jej uwagę, jak prawie zawsze, gdy chodziło Dereka.
Nie chciał mówić tego na głos, ale to po trochu była też jej wina. To częściowo przez nią czuł ten ucisk w klatce piersiowej niezależnie od tego, czy Hale znajdował się blisko czy daleko. Mówili, że pierwsze miłości były piękne, ale nie wspominali nigdy, jak się kończyły, gdy były jednostronne. Mógł dopisać swoją wersję wydarzeń do tych cudownych romansów i zapewne miała się nie spodobać romantykom.
Komórka odesłała go wprost do poczty głosowej, więc przygryzł wnętrze policzka i spróbował jeszcze raz. Dopiero za trzecim razem dał sobie spokój, zdając sobie sprawę, że telefon Dereka jest po prostu wyłączony. Nie bardzo wiedział, gdzie jest Hale. Pewnie nie powinno go, to obchodzić. Westchnął, zdając sobie sprawę, że znowu wariuje.
Jednak wydawało mu się, że coś się między nimi zmieniło. Derek dotykał go częściej. Wciąż były, to tylko muśnięcia, ale Hale nie cofał się, gdy ocierali się przypadkowo o siebie. Nie zabierał zbyt szybko ręki, gdy żegnali się w drzwiach. To były tylko szczegóły, ale całe jego życie składało się z podobnych drobnostek.
- Stiles – zaczęła Lydia niepewnie.
- Zapomnij – odparł krótko. – Ja już zapomniałem.
ooo
Scott nie powiedział ani słowa, gdy Derek nie pojawił się tego dnia na obiedzie, ani na kolacji.
ooo
W zasadzie sądził, że będzie tak jak ostatnio, więc próbował się nawet bronić przed Lydią, która, jednak wyjątkowo nie powiedziała 'a nie mówiłam' mu prosto w twarz. Możliwe, że słabo przespana noc odbiła się na jego twarzy. Albo doszła do wniosku, że znowu rano płacił rachunki. Miałaby w obu przypadkach rację.
Samochód Melissy powinien zostać oddany do przeglądu, ale na razie nie miał do tego głowy. Jeep umarł i należało się z tym pogodzić. Bez samochodu nie mogli się, jednak nigdzie poruszać, i to już stanowiło problem. Miał nadzieję, że pod koniec tygodnia uda mu się znaleźć mechanika, który zająłby się autem przez weekend.
Pani Cavano przyniosła im na deser szarlotkę. Wciąż parowała, roztaczając przyjemny zapach, gdy kładł ją na stole w kuchni. Scott odłożył kredki i przylepił kolejny rysunek do lodówki, korzystając z niewielkiego magnesu.
- Umyłeś ręce? – spytał Stiles, wiedząc z góry jaka będzie odpowiedź.
Jego brat popędził na piętro niemal od razu wycofując się z kuchni. Stiles tylko usłyszał tylko miarowe kroki na schodach i nie krzyczał nawet za nim, żeby nie biegał po niebezpiecznych stopniach. Już, to przechodzili.
Dzwonek do drzwi zmusił go do wytarcia rąk. Nie był pewien, czy Lydia czasami nie zamierzała zmyć mu głowy, ale w najśmielszych snach nie spodziewał się, że Derek pojawi się na ich progu. Otworzył usta w niemym szoku.
- Słuchaj, przepraszam, jeśli… - zaczął Hale, ale Stiles miał tego dość.
Nie chciał kolejny raz wpuszczać Dereka do Scotta, który zawsze otwierał się do wszystkich. Zamknął za sobą drzwi, nie chcąc aby jego brat widział Hale'a i popchnął Dereka za ganek, tam gdzie nie widać było niczego przez okna.
Mężczyzna nawet nie protestował.
- Nie możesz tutaj przychodzić – zaczął Stiles.
- Słuchaj, to nie tak… - odparł Derek.
- Nie jak? – prychnął, czując wzbierającą w nich irytację. – Nie możesz tutaj przychodzić i znikać. Scott nie może wychowywać się w tak niestabilnych warunkach. Nie po tym, co się stało się z naszymi rodzicami. Wiem, że nie miałeś na myśli niczego złego i jestem ci niezwykle wdzięczny za znalezienie mi pracy, ale…
- Przepraszam – wtrącił pospiesznie Derek.
- W dupie mam twoje przeprosiny! – warknął Stiles, uderzając o wiele większego od siebie mężczyznę palcem w sam środek klatki piersiowej. – Nie chcę cię tutaj więcej widzieć i mam dość wymówek. Scott nie zniesie więcej takiej huśtawki emocjonalnej. Ja jej nie zniosę – dodał twardo, patrząc na zaskoczonego Dereka. – Możesz zakończyć swój „projekt charytatywny" i czuć się rozgrzeszonym – warknął, nie mogąc się powstrzymać.
- „Projekt charytatywny"? O czym ty mówisz? – spytał zszokowany Derek.
Stiles zaśmiał się krótko.
- Rozmawiałem z Peterem – odparł, i to naprawdę miała być jedyna informacja, jaką Derek od niego dostał, ale mężczyzna patrzył na niego tak, jakby niczego nie rozumiał. – To jest jakaś taka rzecz, którą wy bogaci robicie? Zajmujecie się biednymi sierotami? Informacja dla ciebie, Derek; nie jesteś tutaj mile widziany, ponieważ ja i mój brat mamy dość twojego znikania bez słowa, a potem pojawiania się i próby przekupywania nas. Okłamywałem Scotta przez prawie dwa tygodnie, że jesteś przeziębiony, bo nie miałem pojęcia, dlaczego nie przychodzisz. I dotarło do mnie, że w zasadzie nie masz obowiązku z nami przebywać. Każdy „projekt charytatywny" ma też swój koniec, a wolę ten zakończyć na naszych warunkach, dopóki jeszcze nie narobiłeś szkód – odparł Stiles, całkiem szczerze i był cholernie dumny, że jego głos się nie załamuje.
Derek spoglądał na niego wielkimi oczami, jakby nie wiedział nawet, jak się tutaj znalazł.
- Sądzisz, że robiłem to wszystko, bo… - urwał mężczyzna i potrząsnął głową. – Peter nie chce, żebyśmy się widywali. Rozmawiałem z nim na ten temat i powiedziałem mu, że zgodzę się dla niego pracować, jak da sobie z tobą spokój. On potrafi być… Potrafi reagować bardzo opiekuńczo, gdy sądzi, że ktoś chce skrzywdzić rodzinę.
- I ja niby miałbym cię skrzywdzić? Niby, jak? – spytał Stiles.
Derek uciekł wzrokiem, co było dość niezwykłe.
- Pewnie dlatego, że okupuję twoją kanapę i zostaję dłużej na seanse filmowe z tobą tylko częściowo z powodu Scotta – przyznał z ociąganiem Hale.
Stilesowi wydawało się, że się przesłyszał, ale bardzo powoli zaczynał składać wszystko w całość.
- Mieliśmy nawał pracy. Kończyliśmy projekt i Peter jakoś mnie tak wkręcił we wszystko, że nie miałem nawet dwóch minut, żeby zadzwonić. A potem okazało się, że moja komórka się wyładowała. Nie spałem jakieś trzydzieści sześć godzin i chyba trochę śmierdzę… - zaczął Derek, ale Stiles przysunął się do niego odrobinę, co jakoś zamknęło mężczyźnie usta.
- Twoja bateria pamięta czasy epoki kamienia łupanego – stwierdził Stiles.
Derek uśmiechnął się lekko i położył rękę na jego ramieniu. Stiles nie potrafił nie lgnąć do tego dotyku.
- Więc, co twój wuj myśli o mnie? – spytał szczerze.
- Że jesteś zainteresowany pieniędzmi rodziny. To zdarzało się wcześniej – odparł szczerze Derek i Stiles dopiero teraz zauważył, jak ciężko mężczyzna oddycha.
Kiwnął głową przyjmując, to do wiadomości.
- To trochę głupie – stwierdził, ponieważ nic innego nie przychodziło mu do głowy.
Gdybym chciał majątku Hale'ów, powinienem się raczej zainteresować Malią.
- Wiem – odparł Derek krótko. – To samo mu mówiłem – dodał, a potem pocałował go lekko. – Nie zamierzam znikać bez słowa. To się nie powtórzy – obiecał.
Stiles wziął głębszy wdech.
- Mam nadzieję – odparł tylko.
