suzie, niestety ff net nie ma opcji opowiadania prywatnie użytkownikom, którzy nie są zarejestrowani, więc zamacham tutaj. Ogromnie dziękuję za komentarz. Opowiadanie jest zakończone, więc spokojnie w miarę wyłuskania czasu będę je wrzucała. Napisałaś, że skończyły się tobie opowiadania polskie do TW. Uprzejmie informuję, że to tylko dlatego, że większość z fanek TW nie publikowała na ff net xD users / euphoria814 /works - to link do moich prac, ale na portalu ao3 jest mocno rozwinięta polska społeczność tego fandomu :) Na ff net staram się wrzucam zbetowane opowiadania, żeby nie mordować się z podmienianiem, więc to trochę zajmie, co mam nadzieję zrozumiesz.

Uf! Także kolejny rozdział i smacznego :)


Kiedy spotkali się wieczorem w restauracji na zwyczajowej kolacji firmowej, chłopak wciąż był w melancholijnym nastroju. Jakby wcześniejsza rozmowa zmusiła go do ponownych przemyśleń.

Derek usiadł na stałym już miejscu obok Boyda, ignorując kompletnie Kate Argent, która wsunęła się na miejsce obok brata. Od kilku tygodni spotykała się z o wiele od siebie starszym prawnikiem, ale Chris zdawał się nie przejmować nowym romansem siostry. Ich stolik nie był duży, więc tym bardziej odczuli brak Johna, którego miejsce pozostało puste, jakby czekało na następcę Stilinskiego. Jak dotąd nikt nie miał na tyle odwagi, by je zająć. Zresztą na razie nie było to konieczne, bo sytuacja w firmie była stabilna.

Derek czekał niecierpliwie na koniec kolacji, ponieważ w zasadzie najważniejsze rozmowy odbywały się po niej, gdy każdy z kieliszkiem w ręku przemieszczał się po sali. Alkohol rozluźniał obyczaje i języki, co niejednokrotnie ułatwiło mu pracę. Ponieważ, żeby dobrze ją wykonywać potrzebował informacji.

- Co z nowym spadkobiercą? – spytał Chris, patrząc wyczekująco na Boyda, który dopił swój kieliszek wina i odstawił już pusty na tacę, którą niósł kelner.

- Jestem z nim w stałym kontakcie – odparł prawnik.

Derek wiedział, że to kłamstwo, no chyba, że ktoś uważał SMS-a dziennie za stały kontakt. Mężczyzna, wciąż się nie ujawnił, chociaż przesyłał na bieżąco potrzebne dokumenty do firmy i sygnował wszystko nieczytelnym podpisem, jakby bał się zdradzić swoje nazwisko. Derek niemal oczekiwał, że pewnego dnia na kartce papieru pojawią się trzy iksy.

- Niedługo odbędzie się kolejne spotkanie udziałowców. Ludzie się niepokoją – dodał Argent, ale Derek już nie słuchał, bo stojący dotąd pod ścianą Stiles, odtrącił rękę Lydii, która uparcie próbowała mu poprawić mu krawat.

Williams, przynajmniej na dzisiejszy wieczór postarał się, aby nie odstawać od reszty. Zapięta pod szyję koszula i spinki w mankietach sprawiły, że wyglądał o wiele mniej niechlujnie, chociaż Derek wiedział, że to tylko pozory. Sam też miał problemy z dostosowaniem się do środowiska. Nieważne, jak drogi garnitur kupiłby i tak widać było, że nie czuł się w nim dobrze. Aczkolwiek w przypadku Stilesa nie sądził, aby chłopak, kiedykolwiek do tego przywykł.

Derek sięgnął po kolejny kieliszek wina, idąc w ich kierunku. Obiecał Isaakowi, że będzie się opiekował jego pupilkiem, który według Laheya był lekko niedostosowany społecznie, czego akurat Hale nie dostrzegał, jak do tej pory. Lydia parsknęła coś, ale po chwili opamiętała się i zdjęła rękę z jego ramienia, co jednak nie uspokoiło Williamsa.

- Miły wieczór, prawda? – zaczął, gdy znalazł się w zasięgu głosu.

Stiles uniósł swój kieliszek w niemym toaście.

- Oczywiście, że jest miły – odparła Kate Argent podchodząc wraz z nowym znajomym. – Lydia – skinęła asystentce swojego brata.

Derekowi nie pozostało nic innego, jak uśmiechnąć się krzywo.

- Widzę, że firma się rozrasta. Nie wiedziałam, że masz nowego asystenta. Ucieknie, jak pozostali? – spytała słodko.

- Stiles, poznaj Kate Argent – przedstawił chłopaka.

- Stiles? – spytała zaskoczona.

Williams wzruszył ramionami, ale gdy kobieta, wciąż czekała na odpowiedź, odchrząknął z zakłopotaniem.

- Mam dość kłopotliwe imię – wytłumaczył. – Nazywam się Williams – odparł.

Kate zaśmiała się szczerze rozbawiona.

- Widzisz Richardzie? – zwróciła się do mężczyzny obok. – Kolejny Williams, założę się, że przyszły prawnik – zaszczebiotała. – Może jesteście spokrewnieni.

- Nie sądzę, skarbie – odparł z niezbyt przyjemnym uśmiechem mężczyzna, spoglądając wymownie na marynarkę i krawat Stilesa.

Stiles uśmiechnął się samym kącikiem ust, ale nie wydawał się urażony. Nie był też do końca odprężony i zerkał z niepokojem, raz po raz na żartującego teraz ze wszystkimi mężczyznę. Hale zamrugał zaskoczony, bo o ile wzrok go nie mylił, obaj mieli podobne ułożenie kości policzkowych i kształt małżowin usznych. A te cechy były genetyczne.

Towarzysz Kate pochwycił jego wzrok, bo spojrzał na niego kpiąco, a potem poprowadził kobietę dalej.

Derek kiwnął w stronę Boyda i przeprosił, przenosząc się na korytarz. Vernon wspominał mu wcześniej o pewnej sprawie, którą musieli obgadać bez obecności Chrisa. Jeden z głównych klientów, firma IT została pozwana o naruszenie praw autorskich. Boyd nie był pewien, o co w tym wszystkim chodzi, ale po drugiej stronie stała kancelaria Williamsów, a pojawienie się Richarda u nich nie mogło zapowiadać niczego dobrego. Bez silnego kierownictwa Argent&Stilinski było osłabione. Niestety, Chris nie rozumiał tych delikatnych zawirowań i zlecił prywatne śledztwo, żeby sprawdzić prawdziwość pozwu. To mogło rozwścieczyć klienta, a wtedy wygrany czy przegrany proces nie stanowiłby problemu.

Straciliby kilkadziesiąt milionów rocznie.

Derek kątem oka zauważył Richarda Williamsa, wyprowadzającego Stilesa za ramię. Obaj ewidentnie się kłócili i policzki chłopaka były całkiem purpurowe od nietłumionej złości. Hale wątpił, żeby widzieli go z tej odległości, ale nie rozróżniał też słów. Williams w pewnej chwili wyciągnął książeczkę czekową i zaczął bazgrolić coś na pierwszej stronie. Zanim jednak wydarł kartkę, Stiles chwycił za notesik i wsadził do jednego z wazonów, które stały dla ozdoby w lobby, po czym wylał do niego zawartość swojego kieliszka.

Stiles najwyraźniej miał faktycznie zasady, chociaż słowa Laheya nie potrzebowały potwierdzenia. Nozdrza Richarda rozszerzyły się z wściekłości i Derek uznał, że pora, aby wkroczył do akcji.

Pospiesznie przeciął pomieszczenie i uśmiechnął się szeroko.

- Zgubiłeś Kate? – spytał grzecznie.

Williams oderwał wzrok od Stilesa i wyszczerzył się nieszczerze.

- Niestety, tak – odparł mężczyzna. – Widziałeś ją?

- Wydawało mi się, że zmierzała w stronę Chrisa. – Spojrzał na niego wymownie, więc Richard kiwnął mu głową kompletnie, ignorując Stilesa i wrócił z powrotem na salę.
Boyd akurat wybrał ten moment, żeby wyjść na korytarz. I zanim Derek zdążył, o cokolwiek spytać, Stilesa już nie było.

- Coś się stało? – spytał Vernon, patrząc w ślad za odchodzącym chłopakiem.

- Richard Williams próbował przekupić mojego asystenta – westchnął Hale.

- Zwolnisz go?

- Nie. Żałuj, że tego nie widziałeś. Stiles zabrał mu książeczkę czekową i wylał na nią szampana – powiedział, wskazując na wazon.

Vernon uśmiechnął się lekko.

- Wiesz, że chodzą plotki, że są spokrewnieni? Ten twój chłopak i Williamsowie. Senior startuje na senatora w tym roku.

- I? – spytał Derek, nie bardzo wiedząc do czego zmierza ta rozmowa.

- Senior rodu ma na imię Genim.

Derek zmarszczył brwi i spojrzał uważniej na przyjaciela.

- Coś sugerujesz?

Vernon wzruszył ramionami.

- Nic specjalnego, ale wolałbym wiedzieć kim jest mój asystent i dlaczego wybrał akurat tę kancelarię – dodał.

ooo

Stiles nie cierpiał przyjęć. Nie tylko dlatego, że nie bywał na takich zbyt często. Głównie przeszkadzał mu garnitur, wszechobecna dwulicowość i konwenanse. Matka nauczyła go wszystkiego, co powinien wiedzieć o poruszaniu się podczas takich imprez, więc skwapliwie wykorzystywał jej sugestie.

Już w chwili, gdy do pomieszczenia weszła Kate Argent, wiedział kim jest jej towarzysz i przez prawie cały wieczór starał się ich unikać. Z drugiej strony chciał ,chociaż kilka minut poza biurem spędzić z Derekiem, ale kobieta wydawała się śledzić jego szefa.

Stiles wiedział, że to był przepis na katastrofę. Już w chwili, gdy Hale przeciął pomieszczenie, by przebić się do ich niewielkiej grupki, Argent oderwała się od swojego brata i poprowadziła swojego gościa w ich stronę. Scotta niestety nigdzie nie było, więc nie miał nawet, jak dać mu znać, że potrzebuje pomocy.

Nazwisko Williams było tak znane w Nowym Jorku, że tylko czekał na pierwsze komentarze. Po raz pierwszy w swoim życiu żałował, że nie zmienił go na coś bardziej anonimowego. Podobnie, jak imienia po dziadku, które stało jako drugie zaraz po tym, którego nie dało się normalnie wypowiedzieć. Zapewne zabezpieczenie jego matki, aby nigdy nie wstydził się kim jest.

Richard oczywiście udał, że go nie rozpoznaje, ale Stiles widział błysk w jego oku. Ostatni raz wiedzieli się ponad trzynaście lat temu i to była raczej krótka rozmowa. Richard próbował wtedy przekupić jego matkę, żeby oddała dziecko do sierocińca i wróciła na łono rodziny. Claudia nie zgodziła się i w dwa lata później zmarła na raka. Stiles dowiedział się potem, że informacje o chorobie dostała od lekarzy jakiś czas wcześniej, ale na skuteczne leczenie było już za późno.

Nigdy potem ze Scottem o tym nie rozmawiali. Chociaż czuł, że Melissa wiedziała, że facet w limuzynie, który podjechał pod ich dom pewnego, czerwcowego poranka musiał być kimś, z tajemniczej rodziny mamy. Po śmierci Claudii wysłali nawet zawiadomienie na adres, który Richard zostawił, ale Stiles nigdy nie doczekał się odpowiedzi. Zresztą za bardzo jej też nie oczekiwał, a potem przeprowadził się z McCallami do Newton.

Richard oczywiście wyciągnął go na korytarz, gdy tylko Kate wyszła do toalety. Stiles nie chciał robić scen, bo już i tak patrzono na niego, jak na wyrzutka społecznego. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie pasuje do tego świata. Najchętniej zamknąłby się w uczelnianej bibliotece i wspierał badania Isaaca, ale pozostawienie tutaj Scotta samego byłoby bestialstwem. Obiecali się wzajemnie pilnować, i jak do tej pory McCall wywiązywał się z braterskiej przysięgi.

Richard syczał i pluł, ział nienawiścią dokładnie w taki sam sposób, jak trzynaście lat temu. Nie zdał sobie jednak sprawy, że Stiles od pewnego czasu nie jest już przerażonym dziesięciolatkiem, ale dorosłym, świadomym mężczyzną.

- Nie chcę waszych pieniędzy – warknął, gdy Williams sięgnął po książeczkę czekową. – Nie zrezygnuję z pracy.

- Widzę, jak się ubierasz – sarknął tamten. – Doskonale wiem, że potrzebujesz pieniędzy. Jeśli znikniesz z miasta…

- Nie – wypluł. – Nigdy więcej nie będę przed wami uciekał – dodał.

Nie był pewien, ale chyba zalał książeczkę czekową szampanem. Przez chwilę wydawało mu się, że Richard go uderzy i wtedy zjawił się Derek. Hale stanowił przykład idealnego obrońcy; zawsze dokładnie tam, gdzie powinien być. Już wcześniej w firmie pojawiał się w takich chwilach, gdy Stiles nie chciał kontynuować odpowiedzi na zbyt wścibskie pytania Lydii Martin.

Derek miał coś w sobie, co powstrzymywało słowotok u ludzi. Może to kwestia jego spokoju albo opanowania – Stiles nie wiedział, jednak za bardzo nie obchodziło go źródło. Pewność siebie Hale'a imponowała mu od początku. Derek miał też jedną, bardzo ważną cechę – szanował prywatność ludzi i nie zadawał pytań pierwszy. Czekał, aż ktoś się otworzy się na tyle, żeby samemu opowiedzieć swoją opowieść – a Stiles z tego skorzystał po raz kolejny, wychodząc z przyjęcia zanim Hale zdążył otworzyć usta.