Boyd wydawał się o wiele mniej pewny siebie, gdy ich asystenci wyszli. Jego ramiona oklapły i stracił tę dziwną energię, którą Derek zawsze podziwiał, gdy obserwował Vernona podczas rozpraw. Nie był przekonany, czy chce poznać powód tej nagłej zmiany nastroju.
- Czy jest coś czego mi nie powiedziałeś? – spytał w końcu Derek z westchnieniem.
- Nie jestem tego taki pewien, czy spadkobierca przyjmie spadek. Chociaż logika wskazuje na to, że nikt nie porzuciłby pięćdziesięciu milionów. To nie są pieniądze, które zdobywasz łatwo, a nie każ mi nawet wspominać o prestiżu… - urwał Boyd.
- Ale mówiłeś… - zaczął Derek.
Boyd potrząsnął przecząco głową, a potem przetarł swoje czoło, jakby znajdywały się na nim niewidzialne krople potu.
- Nie ruszył pieniędzy – odparł mężczyzna. – Znaczy ewidentnie ma dostęp do pieniędzy, ale wypłacił kilkaset dolarów. Miałem nadzieję, że go wyśledzę po pieniądzach, dlatego cały czas sprawdzam konto, ale…
- Kilkaset, jak trzydzieści setek czy…
- Kilkaset, jak sześćset, może siedemset. Grosze – uściślił Boyd. – Wszystko jako gotówka. Nie płacił kartką. Kto ma dwa miliony i wypłaca tyle? Co w ogóle da się za, to kupić? – spytał ewidentnie retorycznie.
Derekowi jednak przychodziło kilka rzeczy na myśl. Czynsz potrafił być tani, jeśli nie szukało się najpiękniejszego apartamentowca w mieście. Jego gosposia mniej więcej tyle wydawała na zakupy spożywcze. Jako student przeżywał za tę kwotę niemal cały miesiąc.
- Ktoś, kto nie chce spadku – westchnął Derek, zaczynając się obawiać najgorszego.
Możliwe, że spadkobierca liczył, że uda mu się spłacić tę niewielką 'pożyczkę'. Rozmowa ze Stilem uświadomiła mu, że bywały zadry, których nawet pięćdziesiąt milionów nie było w stanie spłacić.
Przez szklane drzwi mógł dostrzec, jak ich obu asystentów uzgadnia pomiędzy sobą szczegóły. Lydia Martin przyglądała im się otwarcie, nawet nie udając, że nie stara się podsłuchiwać. Atmosfera na ich piętrze zaczęła się zmieniać, gdy coraz więcej ludzi dostrzegło, że Argentowie mogą być ich jedynymi szefami. Do czegoś takiego miało nigdy nie dojść.
- Tego się obawiam – odparł Boyd.
- Okłamałeś naszych pracowników – stwierdził Derek.
- Nie mogłem im powiedzieć, że wykonają całą pracę na darmo – przyznał Boyd bez cienia skruchy.
- Ale ryzykują tak samo, jak my – zauważył.
Był pewien, że Stiles doskonale zdaje sobie sprawę, że bez nich nie będą mieli pracy. Scotta nie wiązało nazwisko, ale jego asystent nie miał mieć przed sobą łatwej przyszłości w zawodzie. Williamsowie nie zapominali i nie wybaczali.
ooo
Stiles nie wiedział nawet od czego zacząć. Dokumenty, które podrzucił mu Scott miały długość dobrej powieści, a w prawniczym bełkocie zaczynał się już gubić. Cały rozdział został poświęcony takiemu sformułowaniu, kim jest dokładnie spadkobierca, aby nie było konieczne używanie nazwisk. Stiles wątpił, aby John Stilinski poświęcił temu dokumentowi miesiąc czy dwa. To wyglądało na pracę życia. Tym przyjemniej rozszyfrowywał kolejne linijki i wcale nie dziwił się Boydowi, że ten nie tknął testamentu.
Obaj z Derekiem mieli normalne rozprawy do poprowadzenia czy ugody do zawarcia, które zabierały im dostatecznie dużo czasu.
Scott chodził po ich mieszkaniu, jakby nie potrafił sobie znaleźć miejsca i Stiles zaczynał się irytować. Nie chodziło o sam odgłos kroków. Po prostu, jego przyjaciel, jego brat po raz pierwszy od dawna nie popierał jego decyzji. Nie powiedział jeszcze ani słowa, ale Stiles czuł, to wyraźnie.
- Nie wierzę, żeby Allison była w to zamieszana – zaczął Scott.
Stiles zerknął na niego przelotnie. Urocza brunetka zaprzątała myśli Scotta od czasów Harvardu, dlatego jego najlepszy przyjaciel postanowił ubiegać się o posadę akurat w tej kancelarii adwokackiej. To było naprawdę idiotyczne, bo Scott pracował teraz na jednym piętrze wraz z nią i nadal nie potrafił się do niej odezwać. Gdyby nie Stiles, Allison nie wiedziałaby pewnie, że chodzili na jedną uczelnię.
- Nikt nic, o niej nie mówił – odparł z westchnieniem.
Lojalność Scotta po prostu ściskała jego serce. Jednak jego brat ten jeden raz mógł mieć całkowitą rację. Chris zdawał się równie podenerwowany, co cała reszta, a Lydia dodatkowo próbowała zdobyć każde możliwe informacje na temat spadkobiercy. Nie pytała, jednak czy ten się pokaże, ale raczej kiedy. I Stiles z tonu jej głosu wnioskował, że nie miała nic negatywnego na myśli. A skoro była bliską współpracownicą Chrisa nasuwało się jedno.
- Myślę, że problemem jest Kate – przyznał w końcu.
Nie był najlepszy w oskarżaniu kogokolwiek. Nie chciał też rozmawiać na ten temat z Derekiem. Mężczyzna mógł uznać, że był stronniczy, bo siostra Chrisa zawsze przyprowadzała Richarda Williamsa wraz z sobą. Jednak Chris zdawał się nie być tak ekstatycznie nastawiony do tych wizyt. Stiles prawie nie znał tamtej rodziny. Pewne wzmianki z gazet, które wycinała jego matka, pozwoliły mu poznać zaledwie ich liczebność. Słabo znał twarze, a jeszcze gorzej, jeśli chodziło o imiona. Wydawało mu się zawsze, że Williamsowie nie interesowali się jego matką do momentu, aż na ich progu pojawił się Richard.
Stiles go nie lubił, ale miał też ku temu powody. Zresztą ze wzajemnością.
- Ona cały czas go przyprowadza – warknął Scott.
Williams faktycznie bywał w firmie po kilka razy w tygodniu i zawsze znajdował jakiś pretekst, aby przeparadować koło jego biurka w skrojonym na miarę garniturze, pachnąc jakby wyszedł świeżo od kosmetyczki. W ich byłej dzielnicy nie zrobiłby kilku kroków. Jednak zasady gry się zmieniły. Nie byli na ich terenie, ale w ogromnej kancelarii adwokackiej, gdzie asystentki biegały na szpilkach, a Lydia wyglądała lepiej, niż idealnie.
Nigdy nie czuł bardziej, że nie pasuje. Garnitury, które kupili ze Scottem okazały się nie takie. Nie chodziło o rozmiar, bo był prawidłowy – po prostu, to nie był ten materiał czy też ten krój. Nigdy dotąd nie zajmował się modą, ale najwyraźniej nie miał wyboru.
Widział zresztą, jak Derek obserwował jego źle zawiązane krawaty. Raz czy dwa wydawało mu się nawet, że Hale zamierza poprawić węzeł, co tylko przyprawiało go o mocniejsze rumieńce.
- Nie wiem, co o tym myśleć – westchnął Scott. – Wczoraj stałem koło automatu do kawy, gdy przyszła Allison. Pytała, jak nam się pracuje. Czułem się dziwnie, wiedząc, że przeglądasz w tajemnicy testament… - jęknął.
- Scott – jęknął. – A nie lepiej było zapytać, jak się jej pracuje? Z tego, co mi mówiłeś skończyła psychologię. Pewnie sobie nie wyobrażała, że po zdobyciu dyplomu zostanie asystentką w biurze tatusia. Wygląda mi na ambitną – rzucił.
- Mówiła, że to nie był jej plan – mruknął Scott. – Ale, czy ktokolwiek jest w stanie zaplanować swoje życie? – spytał, wzruszając ramionami.
Stiles przygryzł wargi i zakrył twarz dłońmi. Miał w planach przebić się przez część dotyczącą spadkobiercy, ale chyba faktycznie wszystko spełzło na niczym. Drugi stos dokumentów, które musiał przejrzeć dla Dereka, leżał na podłodze, więc z westchnieniem sięgnął po pierwszą teczkę.
- I, dlaczego musisz pracować akurat dla niego? Wiesz, że Hale bierze na siebie najwięcej spraw? – zaczął Scott. – Non stop siedzisz tylko w tych dokumentach…
- Raczej nie spodziewałem się niczego innego, gdy wybierałem zawód – odparł, nawet nie podnosząc głowy.
ooo
Chris ich obserwował – Derek zdał sobie z tego sprawę pewnego dnia. Argent przeważnie nie wychodził zbyt często ze swojego gabinetu, ale od czasu imprezy zaskakująco wiele razy przemierzał drogę do windy i z powrotem. Czasami wracał dopiero po kilku godzinach i Dereka nie martwiłyby te spotkania, gdyby Richard Williams nie pojawiał się w tym czasie w kancelarii, w towarzystwie Kate.
Stiles zawsze tężał na jego widok, chociaż nigdy nie rozmawiali. W zasadzie jego asystent zdawał się nawet unikać kontaktu wzrokowego z mężczyzną. Kiedy poznał ich lepiej, dostrzegał też narastającą złość Scotta, który musiał być zapewne, tym stającym w obronie młodszego kolegi. Przyjaciela. Może brata. Jeśli wychowywali się całe życie razem, zapewne byli bardziej zżyci, niż komukolwiek się wydawało.
Stiles zdawał się tak zaabsorbowany testamentem, że Derek zaczynał wątpić w jego przydatność na sali sądowej. Isaac miał rację nazywając chłopaka molem książkowym. Stiles potrafił przebijać się przez najbardziej skomplikowane dokumenty bez mrugnięcia okiem. I po jego spostrzeżeniach prawie nie musiał robić własnych notatek.
To nie zdarzało się tak często. Był przyzwyczajony do nienadążających za nim, leniwych asystentów, którzy zostali zesłani mu przez Chrisa jako dzieci dobrych znajomych. Nikt nie utrzymał stanowiska dłużej niż kilka tygodni, a Stiles zdawał się być pierwszym kandydatem, który nie zrezygnuje przed końcem stażu. Nie miał pojęcia, co zrobi, gdy pół roku minie. Nie chciał nawet myśleć o kolejnej osobie, która zastąpi chłopaka.
W zasadzie młodego mężczyznę. Szczęka Stilesa nie miała dziecięcego kształtu, chociaż sama jego sylwetka, wciąż nie wyglądała zbyt okazale. Był szczupły, jak ktoś kto nie uprawia sportu, ale jednak rusza się na tyle dużo, żeby spalać na bieżąco kalorie. Stiles zresztą wydawał się nie potrafić usiedzieć na miejscu, więc to wiele wyjaśniało.
Tak jak teraz, gdy zajmował jego kanapę, pochylając się nad dokumentami z kolejnej, z rozpraw, które ich czekały. Chłopak podnosił głowę rzadko i Derekowi wydało się to dziwne. Żaden z jego poprzednich asystentów nigdy nie lubił wspólnego omawiania tematów. Może ze strachu przed tym jaką niewiedzą się wykażą. Albo po prostu zajmowali się częściej tym, co robiła Lydia, czyli biurowymi plotkami, a nie analizą dokumentów.
Stiles miał w sobie luz człowieka, który jest pewien swojej wiedzy. Kogoś, kto wykonywał swoją pracę i wiedział, że robi to dobrze. A, przynajmniej najlepiej jak mógł. A Derek naprawdę, niczego więcej, nigdy nie oczekiwał. Jego asystenci przybywali się tutaj uczyć.
Zrobił głębszy wdech zauważając, że Chris wparuje się w niego, jakby próbował coś wyczytać z jego twarzy. Argent jednak zniknął w drzwiach windy, a Derek zorientował się, że monotonne skrobanie długopisu Stilesa ucichło.
- Myślę, że on gra na naszą korzyść – odparł chłopak całkowicie zaskakując go, a potem się skrzywił. – Czy znajdziesz dzisiaj trochę czasu, żebyśmy mogli porozmawiać na spokojnie? – spytał, a potem spojrzał na Lydię przez szybę. – Nie w biurze – dodał.
Derek zsunął okulary z nosa i zaczął bębnić palcem o blat swojego stołu.
- O dwudziestej – powiedział tylko.
ooo
Nie było niczym niecodziennym, że prawnicy spotykali się ze swoimi asystentami po godzinach. Boyd bardzo rzadko pracował do późna, ale Scott nie raz zarwał noc czy dwie. Sprawa ze Stilesem miała się jednak inaczej, bo chłopak był zawsze ze wszystkim na czas. Derek też lubił wolne popołudnia, które spędzał na siłowni. Potem zresztą wracał do mieszkania głównie po to, żeby przejrzeć plan kolejnego dnia i dokumenty, które Stiles czasem dostarczał mu przez gońca.
Nigdy nie zastanawiał się, więc jak chłopak wygląda poza pracą i przeżył niemały szok. Stiles wydawał się jeszcze bardziej szczupły, gdy miał na sobie zwykłą koszulkę z jakąś komiksową postacią i spodnie, które w odróżnieniu od garnituru, który nosił w pracy, były dopasowane.
Zwykle blada i nijaka twarz nabrała całkiem nowego wymiaru, gdy otoczyły ja kolory. Stiles wydawał się po prostu bardziej żywy.
Bar, w którym się spotkali, nie należał do jakichś wyjątkowo drogich miejsc, ale i tak otworzył im rachunek.
Stiles uśmiechnął się nieśmiało, jakby nie wiedział, co począć. Jego długie palce bębniły w stół i Derek nagle poczuł się wyjątkowo dziwnie, gdy zdał sobie sprawę, że obaj siedzą popijając napoje gazowane.
- Nie masz ochoty na piwo? – spytał, nie mogąc się powstrzymać.
- Nie jestem fanem alkoholu – odparł Stiles, gryząc swoją wargę.
Możliwe, że dlatego wyglądała zawsze na tak czerwoną i opuchniętą.
- O czym chciałeś porozmawiać? – zainteresował się Derek. – Czy testament… - zaczął, ale Stiles pokręcił przecząco głową.
- Myślę, że Chris też analizuje testament – odparł chłopak, wcale go nie zaskakując.
- To jest raczej oczywiste – stwierdził Derek.
- Nie, nie rozumiesz. On jest tak samo zadowolony z nowej znajomości Kate, jak… ja – przyznał z pewnym wahaniem. – Nie jestem stronniczy. Nie w tej kwestii. Długo na ten temat myślałem i sądzę, że zdał sobie sprawę, że Kancelaria wymyka mu się z rąk. Nie wiem, ile ma udziałów w stosunku do tego, co ma Kate, ale wie, że nie jest w stanie wykupić tak wiele, by zachować niezależność. Stilinski, miał bodaj, pakiet większościowy – dodał Stiles.
- Pięćdziesiąt dwa procent – odparł Derek, ponieważ to nie było tajemnicą.
- No, więc wydaje mi się, że Chris nie ma takich pieniędzy, żeby w razie czego wykupić znaczącą część. Jego majątek jest współdzielony z siostrą. A Kate na pewno będzie popierać Richarda. Williamsowie zrobią wszystko, żeby się tutaj wkupić – ciągnął dalej Stiles i to faktycznie miało sens. – Chris uznał, że ma większe szanse dogadać się z kimś nieznanym, może nieznającym się na prawie, niż z oczywistym wrogiem – stwierdził.
Derek przygryzł wnętrze policzka, a potem bardzo powoli pokiwał głową. Widział Stilesa kilkakrotnie rozmawiającego z Lydią, ale ewidentnie nie docenił chłopaka. Asystentka Chrisa ostatnimi czasy zdawała się podenerwowana, a bardzo mało jej umykało. Może pod wpływem większych stresów, traciła zimną krew i sama też zdradzała więcej informacji. Derek nie był pewien, bo nigdy z nią nie rozmawiał. Zdania zamienione na nielicznych imprezach firmowych zawsze były krótkie i pełne kurtuazji.
Lydia też jako jedyna nie próbowała z nim flirtować, więc musiała wiedzieć, że nigdy nie będzie nią zainteresowany. Była spostrzegawcza, nawet wśród kobiet.
- Jest jeszcze jedno – powiedział Stiles takim tonem, że Derek prawie spodziewał się, że chłopak właśnie wyzna mu, że ma raka. – Scott jest zakochany w Allison – przyznał.
- Co? – spytał Derek.
- Scott jest zakochany w Allison Argent – powtórzył Stiles, spoglądając na niego niepewnie.
- I, dlatego zacząłeś o Chrisie? – upewnił się Derek, bo to byłby pierwszy raz, gdy chłopak próbował coś kręcić.
Stiles wyglądał na tak oburzonego przez chwilę, że zaczął sądzić, że właśnie zakończyli tę rozmowę. Chłopak, jednak nie wstał od stołu.
- Powiedziałem ci o moich podejrzeniach względem Chrisa, bo takie mam. Powiedziałem ci o Scotcie, bo powinieneś wiedzieć. Oni nie chodzą ze sobą. Ona nawet nie wie, jak on ma na imię. Takie, dziewczyny… - urwał, gryząc się w język. – Nie chciałem, żebyś nabrał mylnego wrażenia, gdy zobaczysz go wgapiającego się w nią jak w święty obraz. To nie tak, że tego po nim nie widać – dodał Stiles.
Derek przewrócił oczami, pierwszy raz faktycznie zirytowany. Nie interesowały go romanse biurowe. Niemal na każdym kroku ktoś z kimś sypiał. Asystenci sądzili, że w ten sposób zachowają swoje posady na dłużej, ale to się nigdy nie udawało. Mógł policzyć na palcach jednej ręki ilość osób, która nie narzucała mu się przez ostatnie lata. Skrupułów nie mieli, nawet heteroseksualni mężczyźni.
- I trzecia sprawa – podjął Stiles, bawiąc się szklanką.
- Chcesz pieniędzy – stwierdził Derek.
W zasadzie zastanawiał się, kiedy chłopak poprosi o podwyżkę. Stiles musiał pracować po kilkanaście godzin dziennie. Już wcześniej potrafił wiele zrobić w ciągu jednego dnia, ale teraz każdy czuł się przeładowany. To było oczywiste. Derek zastanawiał się, jak to załatwić bez wzbudzania podejrzeń. I nie wiedział, dlaczego wyszło to z jego ust jak oskarżenie, ale Stiles znowu wydawał się dziwnie urażony.
- Czy wszystko musi się wokół nich obracać? – prychnął chłopak.
Derek miał ochotę się zaśmiać.
- Nie nadajesz się do tego zawodu – stwierdził po prostu. – Wszystko kręci się wokół pieniędzy, gdy jesteś prawnikiem – dodał. – Dlaczego w ogóle postanowiłeś nim zostać? – spytał, pierwszy raz się nad tym zastanawiając.
Stiles spojrzał na swoje ręce, a potem przygryzł policzek, gdy skrzyżował z nim wzrok.
- Kiedyś myślałem, że wszystko kręci się wokół sprawiedliwości. Moja mama opowiadała, że tata jest obrońcą niewinnych i dlatego nie może być z nami, bo mafia obrałaby nas za swój cel. Wtedy były te wielkie procesy bossów z Chicago – powiedział chłopak, biorąc głębszy wdech. – Myślałem, że ojciec pracuje pod przykrywką. Albo jako szeryf – urwał. – Postanowiłem zostać prawnikiem, bo to przecież zrobiłby każdy dobry syn…
Derek wpatrywał się w niego przez chwilę nie wiedząc, co powiedzieć.
Stiles nagle roześmiał się i przetarł twarz.
- Nie spałem trzydzieści godzin – powiadomił go chłopak. – Mogę mówić dziwne rzeczy. Dzisiaj chyba płacąc czynsz, wyznałem miłość dozorcy. Grunt, że po raz pierwszy nie nawrzeszczał na mnie i nie nazwał pedziem. Był w takim szoku – dodał Stiles, jakby to było naprawdę śmieszne.
- Red Bull – odparł Derek, nagle orientując się, dlaczego Stiles ma tak rozbiegany wzrok.
- Co? – spytał chłopak.
- Nie pij ich więcej. Wyśpij się w ten weekend. Poradzę sobie ze sprawami sam – poinformował go Derek. – Kofeina w takiej ilości szkodzi – dodał, podnosząc do góry palec wskazujący.
Stiles zapatrzył się na jego rękę, a on zaczął zadawać sobie pytanie, dlaczego nie zauważył, że chłopak jest na granicy wyczerpania.
- Wychodzimy. Już zapłaciłem – rzucił, podnosząc się.
- Poczekaj – powiedział szybko Stiles, zatrzymując go na środku chodnika. – Chciałem ci powiedzieć, że testament jest nie do podważenia – dodał chłopak, kompletnie go zaskakując.
