betowała w całości wrotka777 :*


Stiles siedział na jego kanapie, próbując rozszyfrować dokumenty, które mu zostawił. Gdyby miał, chociaż kilka minut więcej, postarałby się napisać to czytelniej, ale kolejne spotkanie z Chrisem i Boydem nadciągało. Kate przechodziła koło jego biura nie raz i nie dwa. Starał się nawet nie podnosić głowy i jeśli Stiles to zauważył, zignorował.

Jak na kogoś, kto nienawidził środowiska, chłopak był zaskakująco dyskretny. Zachowywał wszystko dla siebie i może, to zaczynało Dereka niepokoić. Stiles starał się być tak bardzo w stosunku do wszystkich w porządku, że nie wyobrażał sobie chłopaka w prawdziwym, dorosłym życiu. Nie wiedział, czy nazywać to już altruizmem, ale na pewno wykraczało poza zwykłą uprzejmość.

- Zaraz się spóźnisz – poinformował go Stiles.

Derek wstał bez słowa, zabierając teczkę. Nie miał w niej nic, ale nie ruszał się nigdzie z pustymi rękami. Zapiął marynarkę, zauważając, że chłopak przygląda mu się ukradkiem.

- Coś jest nie tak? – spytał zaniepokojony.

Garnitur w końcu, Stiles sam odebrał z pralni i może powinien przestać traktować swojego asystenta jak chłopca na posyłki.

- Wyglądasz, dobrze – powiedział Stiles jak zawsze, gdy Derek starał się sprawdzić, czy wszystko jest na swoim miejscu.

Przeważnie rzadko się denerwował przed spotkaniami, ale w kancelarii wszyscy chodzili wokół siebie na palcach. Atmosfera pełna napięcia nie sprzyjała pracy i zyskom. Od wygranych zależały ich pensje i renoma. Zaczynali powoli staczać się z równi pochyłej.

Tym razem w głosie Stilesa było coś innego i Derek zmarszczył brwi.

- Nie umiem na ciebie patrzeć, gdy jesteś w garniturze. Naprawdę powinieneś zostać przy skórzanych kurtkach – poinformował go poważnie chłopak.

Na końcu języka miał, że był pracy, i że naruszali pewną granicę. Z drugiej, jednak strony Stiles zdawał się żartować, więc Derek uśmiechnął się lekko.

- To zostawiam, tylko na kolacje z tobą – odparł z satysfakcją rejestrując rumieniec na policzkach chłopaka.

Czuł, jakby całe lata minęły od czasów, gdy ostatni raz z kimś flirtował. Widział jednak, jak Stiles rozmawiał z innymi i podteksty seksualne były czymś nagminnym. Nawet Scott nie był oszczędzany, a Lydia znudzona przestała reagować. Stiles był cholernie inteligentny. Derek przejrzał testament Stilinskiego pobieżnie, ale wyciągnął podobny wniosek, co Wiliams – dokument nie mógł być tknięty ręką prawnika. Jeśli Argentowie nie chcieli poważnej batalii – musieli odstąpić. A nawet proces sądowy ze spadkobiercą nie zapewniał im niczego – może obniżyłby prestiż i wiarygodność kancelarii, ale odkąd stanowiła wspólną własność, to po prostu było bez sensu.

Derek nie wiedział jak, ale ze stopy czysto oficjalnej, przeszli ze Stilesem do bardziej przyjacielskie. Może, to problemy chłopaka z Wiliamsami tak na niego wpłynęły, ale zaczynał Stilesa rozumieć. I jakoś sam zaczął dzielić się drobnymi szczegółami ze swojego życia. Nie wiedział nawet po jaką cholerę wspominał o swoim tatuażu. To nie tak, że widać go było w pracy. Jednak rozmowy ze Stilesem jakoś dziwnie go rozluźniały i może tego aktualnie potrzebowali z Boydem – wypadu na piwo w doborowym towarzystwie. Nawet jeśli miałby, to być Scott i Stiles.

- Co robicie wieczorem z McCallem? – spytał Derek wprost.

Stiles zmarszczył brwi.

- Nie jestem pewien – odparł chłopak.

Derek uśmiechnął się tylko, wychodząc na spotkanie z Christopherem.

ooo

Stiles do końca nie rozumiał, dlaczego Scott był wściekły. Możliwe, że ostatnio naprawdę nie sypiał za dobrze, ale prace nad testamentem zakończyły się pozytywnie. Oczywiście wszystko poszło szybciej, ponieważ już wcześniej widział dokument, ale Derek nie musiał o tym wiedzieć.

Scott wydawał się urażony faktem, że nie mogli spędzić wieczoru tylko we dwóch, jak zawsze uwięzieni w mieszkaniu. Ale, Stiles chciał zobaczyć, chociaż trochę miasta. Było coś takiego w Nowym Jorku, co sprawiało, że jego krew mocniej krążyła. Oczywiście książki – szczególnie te grube i ciężkie – podniecały go równie mocno, ale każdy potrzebował odmiany.

- Jak tam projekt Alison? – zainteresował się Stiles, wiedząc, że część problemu pewnie tkwi w jej osobie.

- Rozmawiałem z nią dzisiaj, ale… - urwał McCall. – Stary – jęknął.

- Powiedz, że zrobiłeś coś więcej niż pożyczenie jej ołówka – poprosił Stiles.

- W zasadzie to było dziwne, bo przyszła go zwrócić – odparł jego przyjaciel.

Stiles miał ochotę uderzyć się w czoło. Ołówek z jakiś powodów krążył między tą dwójką i jeśli Scott się jeszcze nie domyślił, że to przynajmniej z jej strony wymówka, wątpił, aby ten związek w przyszłości ruszył. Otworzył szafę, zastanawiając się, czy Derek miał na myśli faktycznie spotkanie przy drinkach. Boyd jakoś nie pasował mu na wyluzowanego szefa. Scott wspominał, że jego szef nie mówił w ciągu dnia, więcej niż trzech zdań w jego kierunku. W porównaniu z nim, Derek był ćwierkającą plotkarą.

- Nie chcę tam iść – jęknął McCall.

- Ale chcesz tam pracować – przypomniał mu Stiles, nie odwracając się nawet. – To ciekawe, bo ja widzę całkiem prostą zależność.

- Twierdzisz, że idziemy po-lobbować? – spytał z niedowierzaniem Scott. – Nienawidzisz lobbingu – dodał. – Wszystkich tych znajomości, wszystkich tych ludzi… - wymienił i nawet w lustrze Stiles widział, że jego przyjaciel, jego brat wpatruje się w niego z niedowierzaniem.

- To nie będzie rozmowa z Wiliamsami, ale Derekiem i Boydem, których znamy, Scott – poinformował go.

- A jaką, to robi różnicę? – spytał wprost McCall.

Stiles zamarł, zdając sobie sprawę, że faktycznie nie powinno robić żadnej, ale w świecie, gdzie Lydia przestała z nim rozmawiać, gdy dotarło do niej, że nie jest jednym z „tych Wiliamsów", a jedynie niechcianym bękartem rodziny, to Derek był tym, który się od niego nie odwrócił. Czuł, że Hale po cichu go wspiera. Może, to ta historia, którą nazywał niepotrzebnie łzawą – faktycznie tak podziałała na mężczyznę, ale jakoś w to nie wierzył. Derek był prawnikiem, a tacy nie wzruszali się idiotyzmami – czy jak w tym wypadku kolejami życia.

- Nie wiem – przyznał Stiles szczerze i odwrócił się w kierunku Scotta z koszulą w dłoni.

- Podjąłeś już decyzję, prawda? – spytał jego brat tak cicho, że prawie tego nie dosłyszał.

Stiles skrzywił się, wiedząc, że nie było dobrej odpowiedzi. Nie wiedział, co o tym wszystkim myślał Scott, ale czuł, że każde jego postanowienie będzie mocno poparte przez McCalla. W końcu Scott bronił go nawet przed Derekiem, chociaż naprawdę nie musiał. Hale nie stanowił żadnego zagrożenia – był po prostu logiczny. Nie obrażał ludzi, gdy wskazywał im ich błędy – uczył w ten sposób. Nie było zresztą innego sposobu i jeśli ktoś sądził inaczej, mylił się.

- Dobra, po-lobbujmy – westchnął Scott.

Stiles nie wiedział, co jego brat widział w jego twarzy, ale zabrał mu z rąk koszulkę, którą wspierał samotne matki i podszedł do swojej szafy.

- Elegancko, ale na luzie – powiedział chłopak, jakby cytował jakiś magazyn i zwykły t-shirt bez nadruku trafił go w twarz.

ooo

Ostatni z procesów nie wypadł po ich myśli. Christopher po latach spędzonych za biurkiem, postanowił poprowadzić sprawę sam, skutkiem tego skończyli jako ci przegrani. Derek widział to już, gdy mężczyzna przekazał mu akta do konsultacji. Źle obrana droga obrony, ława przysięgłych powyżej czterdziestki i z katolickich rejonów kraju. Oponent Argenta, zapewne cieszył się z tych wszystkich podarowanych przez los prezentów.

Boyd zachował milczenie przez całe spotkanie, jakby kwestia decyzji była mu obojętna. I tak było od zawsze – nawet, gdy na najważniejszym krześle w sali konferencyjnej siedział John Stilinski. Derek miał, jednak wyższe aspiracje niż zostanie dobrym prawnikiem. Sam chciał dla siebie oficjalnego krzesła wśród zarządu i pracował, na to, odkąd skończył studia.

Kate nalała sobie whiskey, chociaż nie było nawet dwunastej i Derek udał, że tego nie widzi, chociaż kobieta przeszła tak blisko niego, że poczuł przytłaczający zapach jej perfum. Były powody, dla których jego asystentkami rzadko bywały kobiety. Ich wścibstwo i szybkie przyjaźnie z Martin nigdy nie wróżyły nic dobrego. I na palcach jednej dłoni mógł wymienić te, które w jakiś sposób nie próbowały zaciągnąć do łóżka, któregoś z prawników, aby osiągnąć swój cel.

- Richard, mógł w to zajrzeć – powiedziała Kate słodko i Derek skrzyżował z nią wzrok.

Możliwe, że kobiecie wydawało się, iż jego niechęć do Wiliamsa brała się z tego, że był o nią zazdrosny. Mogła żyć takim przeświadczeniem – kompletnie zresztą błędnym.

- Sprawy firmy pozostają tajne – odparł Christopher, i to zaskoczyło Dereka.

Mężczyzna zacisnął szczękę tak mocno, że tylko uwydatniły się jego mięśnie. Nie sądził, że Chris będzie tym, który pierwszy straci nerwy, ale jego dłonie trzęsły się, gdy spoglądał na swoją spapraną od fundamentów sprawę. Nie praktykował od lat, i to było widać. Nie w takich procesach.

Kate cmoknęła niezadowolona i najwyraźniej znudzona, ruszyła w kierunku drzwi. Derek jeszcze przez parę sekund słyszał stukot jej obcasów na drewnianej podłodze kancelarii.

- Czy wiadomo coś o spadkobiercy? – spytał Argent niemal natychmiast, gdy jego siostra znikła z zasięgu ich wzroku.

Boyd, nawet nie drgnął.

- Nie kontaktował się do tej pory – odparł mężczyzna spokojnie.

Chris przygryzł wargę i spojrzał tym razem na Dereka, który już czuł, że to się wiąże ze sporymi kłopotami.

- Twój asystent – podjął Argent. – Na ile to prawda, że jest z rodziny Wiliams?

- Nie powinno, nas to obchodzić – odparł Derek. – To uczciwy chłopak.

- Jeśli tak, to tylko lepiej dla nas – powiedział Chris, patrząc mu prosto w oczy. – Musimy przyblokować Richarda na pewien czas. Firma wynajęła prawnika, który prześwietla życie Johna. Musimy znaleźć tego chłopaka.

Derek nawet nie mrugnął okiem.

- Chcesz rozpuścić plotkę o bękarcie Wiliamsów? – spytał z niedowierzaniem.

- To nie plotka, skoro to prawda – odparł Chris.

- A pomyślałeś o tym chłopaku, chociaż przez chwilę? Stiles mógłby być świetnym prawnikiem – poinformował Argenta.

Chris wpatrywał się w niego dłuższą chwilę, jakby nie wiedział, co zrobić.

- Co zatem proponujesz? – spytał Argent wprost.

- Po pierwsze, odcinamy Kate od spotkań, które odbywają się tutaj. Możesz powiedzieć, że to mój pomysł i moja inicjatywa, a ty nie mogłeś nic z tym zrobić. Po drugie, Richard ma zakaz wstępu do budynku. Potem zabieramy się za wszystkie sprawy, w których oponentami są prawnicy z kancelarii Wiliamsów – wyliczył spokojnie Derek.

- Prawnicza wojna – odgadł Chris.

Derek się tylko uśmiechnął.

ooo

Stiles nie spodziewał się, że bar będzie tak przyjemny. Oczywiście nie wątpił, że Boyd i Derek mieli świetny gust, ale nadal był zaskoczony, że przestrzeń wokół była jednocześnie elegancka i niewymuszona. Drewniane stoły lśniły, jakby ktoś niedawno je wypolerował i Stiles czuł się tutaj nie na miejscu.

Scott poruszał się pomiędzy ludźmi ze sprawnością kogoś, kto był przez lata popularny. Harvard wiele zmienił. Wygląd otworzył McCallowi wiele drzwi i Stiles po prostu starał się, nie być tą zabieraną na imprezy z litości, lewą nogą przyjaciela. Obaj musieli sporo zakuwać, więc on po prostu uczył się więcej i pomagał Scottowi, gdy to było konieczne.

Teraz jednak czuł, jakby to on wciągnął brata w paszczę lwa, szczególnie, gdy zdał sobie sprawę, iż Boyd i Derek nie byli jedynymi, którzy pojawili się w barze. Najwyraźniej to miejsce było popularne wśród pracowników kancelarii, bo ku jego zaskoczeniu minęli Allison, Lydię i Ericę.

- Stary – wyszeptał do jego ucha Scott.

- Wiem – odparł tylko, uśmiechając się krzywo, gdy dostrzegł Dereka w zwykłej koszulce.

Wciąż nie wiedział, który z Hale'ów wyglądał lepiej, który był sobą. W kancelarii Derek miał przeważnie na nosie okulary i wydawał się w nich czuć komfortowo. Jednak nigdy nie siedział w ten sposób – odprężony i wyluzowany. Stiles czuł się dziwnie przyjmując, to zaproszenie. Nadal wydawało mu się, że Hale próbuje wciągnąć go do świata, do którego nie pasował. Albo przekonać, że tak wcale nie musiało być.

Usiedli przy stoliku i Stiles niemal poczuł na sobie wzrok Dereka. Ta koszulka, naprawdę na niego nie pasowała. Scott był o wiele szerszy w barkach. Miał klatkę piersiową z prawdziwego zdarzenia – jakby stworzoną do noszenia garniturów. Na nim wszystko wisiało i pewnie to nie miało ulec szybko zmianie.

Przy stoliku zapadła nieprzyjemna cisza, której od samego początku się obawiał. Poza testamentem i pracą nie mieli zbyt wielu, wspólnych tematów. Stiles, przynajmniej przesiadywał w gabinecie Dereka, ale Scott nadal swój czas spędzał głównie przy swoim małym biurku, odbierając telefony. Boyd niezbyt dobrze się socjalizował, a w połączeniu z Derekiem wyglądali na dwie, wielkie niemowy.

- Dzisiaj bez skórzanej kurtki? – spytał, starając się nadać swojemu głosowi lekki ton, ale Hale i tak uśmiechnął się krzywo, wiedząc do czego pije Stiles.

- Dzisiaj bez superbohaterów? – odbił piłeczkę Derek.

- To był błąd. Jednorazowy błąd i już nigdy się nie powtórzy – skłamał, ponieważ cała jego szafa była wypełniona podobnymi koszulkami i na pewno nie zamierzał się ich pozbywać.

Derek musiał usłyszeć kłamstwo w jego głosie, bo uśmiechnął się jeszcze szerzej, odsłaniając rząd białych zębów, które były tak urocze, że nijak nie pasowały do jednodniowego, ale już ciemnego zarostu. Stiles zastanawiał się tylko przez parę sekund, czy nie narusza jakiejś granicy, gdy nazwał, to króliczym uśmiechem.