betowała wrotka777 :*


Scott zniknął z zasięgu jego wzroku, gdy tylko nadarzyła się okazja. Stiles nie mógł mu mieć tego, nawet za złe. Allison wyglądała przepięknie tego wieczoru, gdy nie krępowały jej już garsonki. Chociaż jej sukienka była zapewne warta więcej niż jego brat zarabiał przez miesiąc.

Derek i Boyd sączyli swoje drinki w ciszy, więc zaczął się nerwowo rozglądać wokół, wiedząc, że i tak nie zna tutaj nikogo. Obaj prawnicy nie należeli do najbardziej rozmownych, chociaż wydawało mu się, że Hale otwierał się przy nim. Na pewno bardziej niż przy kimkolwiek innym. Derek bywał ostrożny i udzielał informacji zarówno tych o sobie, jak i o prowadzonych sprawach dopiero po długim namyśle.

Stiles wiedział, że niektórzy nie czuli się z tym komfortowo. Z drugiej jednak strony każdy kto nie był w kręgu zaufanych, powinien być skrępowany, gdy starał się wyciągnąć tajne informacje. A, przynajmniej tak skonstruowany byłby jego świat, gdyby Stiles był w stanie nagiąć wszystkich, chociaż odrobinę do swojej woli. I, oczywiście koszulki z superbohaterami stałyby się normą.

Scott próbował flirtować – Stiles doskonale znał tę minę i wiedział, że jego przyjaciel zaraz się pogrąży.

- Nie wiedziałem, że jesteście z McCallem tak blisko – zaczął Boyd, zwracając na siebie jego uwagę.

Stiles podrapał się po karku, trochę skrępowany.

- Wychowaliśmy się razem – przyznał.

- To matka McCalla umarła niedawno? – spytał mężczyzna.

Stiles odchrząknął, przypominając sobie niedawny pogrzeb.

- Tak – odparł może odrobinę słabo, ale ten temat nigdy nie był łatwy. – Wychowywała mnie – dodał, widząc kątem oka, że Derek obserwuje go znad swojego drinka.

Boyd pokiwał głową.

- Macie imponujące CV, obaj – ciągnął dalej prawnik. – Scott daleko zajdzie w firmie – dodał.

I Stiles nie mógł się nie roześmiać. Może, to było trochę nieuprzejme, bo Boyd spojrzał na niego, marszcząc brwi.

- Chris jest po naszej stronie, więc nie macie się, o co martwić – poinformował go mężczyzna. – Co prawda wróżę McCallowi krótkie życie, jeśli będzie podrywał jego córkę… - urwał sugestywnie, wpatrując się w śmiejącą się, w najlepsze Allison.

ooo

Obserwowanie milczącego Stilesa było nowością. Chłopak, co prawda zachowywał względną ciszę podczas pracy, ale głównie przez to, że mruczał pod nosem. Kiedy te usta były nieruchome – to było nienaturalne. I Derek dziękował w myślach Boydowi, że zaczął rozmowę. Oczywistym było, że stres ostatnich tygodni dał się wszystkim się we znaki. I może powinni byli zostać w domach i po prostu odpocząć, ale przynajmniej raz na jakiś czas organizowali z Boydem podobne wyjścia. Żaden z nich nie był, aż tak socjalizującym się typem, żeby utrzymywali dobry kontakt ze swoimi podwładnymi, ale razem udawało im się wykrzesać z siebie trochę energii, aby poznać tych ludzi.

W przypadku Stilesa, to nie było tak trudne. Co prawda większość ich rozmów na prywatne tematy wyglądała tak, jakby Derek przesłuchiwał chłopaka, ale Stiles nie wstydził się mówić. I może nawet Derek dorzucał wtedy coś od siebie, ale normalnie był zmuszony do kontaktu z klientami i to na nich szła cała dawka jego dziennej energii. Ile kosztowało go rozmawianie z tymi bufonami tylko on jeden wiedział. Oraz Boyd, który wydawał się również mieć po dziurki w nosie tej hipokryzji.

Ostrzegano ich, że zawód prawnika, to spore psychiczne obciążenie, ale nigdy nie brał tego na poważnie, dopóki nie znalazł się pomiędzy młotem a kowadłem, gdy rozwodził się prezes oraz wiceprezes firmy, w której kierował działem prawnym. Nie był pewny w stosunku do kogo powinien odczuwać lojalność i skutkiem czego wybrał złoty środek, wymuszając na obojgu, to co było najlepsze dla firmy. Przecież, to ona w końcu go zatrudniła, a nie fizyczny człowiek.

Nie wyobrażał sobie Stilesa w takiej sytuacji. Chłopak zapewne chciałby wiedzieć, po której stronie leżała wina, a nie mieli prawa do prywatnego osądu i Derek unikał ich jak ognia, wiedząc, że na sali sądowej nie da z siebie stu procent.

Stiles wydawał się speszony pytaniami o siebie i McCalla, a potem jego dźwięczny śmiech odbił się od ścian baru. I może Derek był pijany, bo nie słyszał niczego równie czystego i przejmującego. Nie pamiętał, kiedy sam śmiał się w ten sposób ostatni raz. Może jeszcze zanim zdał aplikację.

Oczy Stilesa błyszczały i nie przestały ani na chwilę, gdy Boyd zapewniał go, że byli w lepszej sytuacji niż się spodziewali. Chłopak wydawał się nieporuszony.

- Nie planujesz zostać długo na stanowisku, prawda? – spytał Derek.

Minęło zaledwie kilka tygodni, ale Stiles miał zapewniony pół roczny staż. Nie mogli go przyjąć jako prawnika, ale stanowisko asystenta wydawało mu się nadal mocno nieadekwatne. Stiles wykonywał lepszą robotę, niż większość młodych prawników, którzy odbywali praktyki, z McCallem włącznie.

Stiles skrzywił się nieznacznie.

- Nie wiem – przyznał szczerze chłopak. – Na pewno nie zostanę prawnikiem. Cieszę się, że Isaac zasugerował mi, że powinienem się upewnić. Gdyby nie on, nie przyjechałbym tutaj – odparł. – Stanowisko twojego asystenta jest świetne…

Boyd zakrztusił się, zapewne pierwszy raz słysząc, aby ktokolwiek chwalił współpracę z nim. Rekordowo szybko wymieniał asystentów. I wiedział, że był trochę apodyktyczny, ale to wiązało się z tym, że pracował z ludźmi, którzy nie mieli własnego zdania. Albo bali się je wypowiadać na głos ze strachu przed pomyłką. Stilesa musiał tylko korygować, ale chętnie słuchał jego opinii.

- Powrót na Harvard… - zaczął Derek.

- W zasadzie nie wracam na Harvard – poinformował go Stiles i był to dla niego szok. – Scott zostaje tutaj, a to jedyna rodzina, która mi pozostała. Wiem, że… ci inni będą starali się mi utrudnić życie, ale postanowiłem ukończyć studia tutaj. To tylko jeden semestr – powiedział i Derek zamarł, ponieważ nie tego się spodziewał. – A potem, no wiesz… Praca uczelniana… Może doktorat… Albo profesura. Isaac wydaje się szczęśliwy, więc… - urwał i zaczął drapać się po karku zawstydzony tym, że tak wiele zdradził.

I ten rumieniec nie powinien być ani trochę uroczy, ale jednak miał w sobie coś słodkiego. Próbował sobie wyobrazić Stilesa na studiach, gdy był otoczony ludźmi w swoich wieku. McCall wydawał się duszą towarzystwa, więc jego przyszywany, młodszy brat zapewne wychodził, chociaż nie z oficjalnym zaproszeniem. Derek znał takie ambitne dzieciaki i wiedział, że często poświęcały życie towarzyskie. Nie dziwiło go zatem, że Stiles zawsze wydawał się skrępowany, gdy wokół niego kręciło się więcej osób. Zacisze biblioteki było jego wybraną niszą ekologiczną.

Boyd przeprosił ich i wstał po drinka. Derek zauważył ruch dopiero, gdy jego przyjaciel go minął. Nie mógł oderwać wzroku od pieprzyków na policzku chłopaka.

- W zasadzie cieszy mnie, że nie wyjedziesz – odparł szczerze. – Na pewno jeszcze się odezwę – dodał i miało, to brzmieć całkiem zawodowo, bo chodziło mu o przyszłe sprawy oraz niekompetentnych asystentów, z którymi przyjdzie mu się zmierzyć, ale Stiles uciekł przed nim wzrokiem i zaśmiał się nerwowo. – Nie w ten sposób – powiedział, a potem zdał sobie nagle sprawę, że to nie byłoby najgorsze.

Kilka kolejnych tygodni mogli przeboleć, aż Stiles oficjalnie uprzedziłby go, że kończy staż. Znalazłby kogoś na jego miejsce i mogliby się spotkać na kilka drinków. Nic nie stało na przeszkodzie, aby się lepiej poznali. Stiles nie byłby jego podwładnym i nie byliby jedną z tych biurowych par. Nie chciał plotek rozpuszczanych przez Lydię, ani kolejnych asystentów, którzy sądziliby, że przez łóżko załatwią wszystko. Reputacja była dla niego wszystkim i wiedział, że Stiles podobnie myśli o tej swojej. W końcu walczył z Wiliamsami dostatecznie długo.

- W zasadzie… - zaczął Derek. – W zasadzie, jeśli studiowałbyś tutaj, moglibyśmy wyskoczyć na piwo – przyznał w końcu, decydując się zagrać w otwarte karty. – Nie teraz, gdy jestem twoim szefem. To wbrew polityce firmy, i wbrew moim zasadom.

Oczy Stilesa zrobiły się odrobinę większe, jakby nie wierzył, w to co słyszy.

- Naprawdę chciałbyś… - zaczął chłopak i urwał, kompletnie zszokowany.

- W odróżnieniu od pozostałych nie jesteś idiotą. Wiem, kiedy patrzę na kogoś inteligentnego. I po prostu podobasz mi się – przyznał spokojnie. – Jednak jestem racjonalny. Jeśli ja nie podobam się tobie, to w porządku. I nie musisz mówić niczego teraz – dodał, aby wszystko było jasne. – Teraz jesteś moim asystentem.

Stiles prychnął, a potem roześmiał się, jakby nie słyszał niczego bardziej zabawnego. I jego oczy znowu błyszczały tak cudownie. Kolejnym, co zamierzał wypić była spora szklanka wody. Najlepiej z lodem, bo kiedy Stiles odchylał głowę, odsłaniał kolumnę swojej bladej szyi. Nigdy nie gustował w akademikach, których nie tknęło słońce, ale najwyraźniej Stiles był wyjątkiem.

- Jakbyś mógł się komukolwiek nie podobać – wykrztusił Stiles. – Z przyjemnością się z tobą spotkam, gdy nie będziesz moim szefem – dodał półszeptem, zerkając w stronę baru, gdzie Boyd nadal czekał na swojego drinka.

ooo

Derek nie miał kaca, a jednak poranek nie był najlepszy. Chris dzwonił skoro świt nie pomny na fakt, że mieli weekend. Przegrzebał się przez kolejne sprawy i część z nich wyglądała na z góry przegrane. Derek i Boyd zamierzali sprawić, aby przynajmniej, to nie było takie łatwe. Wywołanie prawniczej wojny nie było trudne. John Stilinski zawsze utrzymywał ze wszystkimi doskonały kontakt. Pojawiał się na bankietach i starał się, aby o kancelarii było głośno w mieście. Ile miał zdjęć z burmistrzem – Derek nie chciał wiedzieć, ale potrzebowali kogoś, kto godnie zająłby jego miejsce, przynajmniej w kwestii reprezentacyjnej. I Chris był w stanie, to zrobić. Obaj z Boydem woleli salę sądową i nie ukrywali tego.

Działali z opóźnieniem, ale w zasadzie cieszyło go, że przypuszczenia Stilesa okazały się prawdą. Kiedy wróg tkwił nie do końca w firmie, mieli jeszcze szansę. Nie był do końca pewien, co kombinowała Kate, ale jej brata ewidentnie martwiła jej znajomość z Richardem i Derek mu współczuł. Pieniądze Argentów nigdy nie zostały podzielone i oboje z Kate wspólnie nimi zarządzali, toteż Chris potrzebował zgody siostry, aby inwestować. A z Richardem na karku zapewne nie było to łatwe. Pakiet większościowy Stilinskiego pozostawał zamrożony i najnowszy udziałowiec nadal się nie pokazał, co sprawiało, że to na Kate i Chrisie spoczywała cała odpowiedzialność za podejmowane decyzje.

- Sprawa McFerrisa mi śmierdzi – powiedział Argent, gdy Derek wyciągnął długopis i wynotował numer sprawy w notatniku.

Nie chciał zabierać Stilesowi całego weekendu, ale musieli zrobić, to jak najszybciej. A do tego potrzebował, aby ktoś przyniósł mu akta. Nie spodziewał się, że Chris zacznie tak prężnie działać i jeszcze w tym samym tygodniu przekopie się przez prowadzone w kancelarii sprawy. Kilka podanych nazwisk było Derekowi całkiem obcych i zastanawiał się, czy Chris nie ruszył czasem swoich kontaktów. Pomniejsze kancelarie czasem wspomagały ich przy większych procesach jak te grupowe sprzed kilku lat, gdy ofiary koncernu farmaceutycznego korzystały z różnych prawników, wymuszając na nich współpracę, aby każdy, koniec końców zarobił jak najwięcej.

Derek nadal pamiętał ambitnych ludzi z Morell&Deaton, którzy co prawda, przeważnie zajmowali się pracą pro bono, jednak ten jeden raz zrobili wyjątek, ponieważ sprawa dotyczyła mieszkańców ich dzielnicy. Nie mógł zapomnieć emocji, które towarzyszyły każdemu ze spotkań. I może nigdy tak naprawdę nie zrobił nic lepszego w życiu niż wtedy, gdy pogrążyli medycznego giganta oszukującego ludzi.

Nie miał wątpliwości, co do tego, że jego praca pozostawiała wiele do życzenia pod względem moralności, ale jak każdy prawnik miał swój własny kodeks. Kancelaria i jej dobro stały na pierwszym miejscu. Zaraz później, dobro klienta. Prawdy i sprawiedliwości, niestety nie zawierało jego prawo i mógł nad tym boleć, ale życie nie dawało mu wyboru.

- Spróbuję zrobić, to dzisiaj – powiedział.

- Wyciągasz, tego swojego cudownego chłopaka z łóżka? – prychnął Chris.

Derek przygryzł wnętrze policzka, zastanawiając się, czy to była jakaś prowokacja. Wątpił jednak, aby Argent pokusił się o jakieś insynuacje. Nawet jeśli córka powiedziała mu o niespodziewanym spotkaniu. Wszyscy z kancelarii chodzili do tego baru, a oni z Boydem nierzadko zapraszali swoich asystentów. To nie była podwójna randka. Boyd zresztą był tak hetero jak tylko mógł.

Zdał sobie sprawę, że zbyt długo milczy i odkaszlnął, starając się przykryć zmieszanie.

- Ten cudowny chłopak przejrzał testament – powiedział, ponieważ skoro dokument był nie do obalenia, Chris i tak nie mógł zrobić nic z tą informacją.

A jeśli Argent z nimi pogrywał, utwierdziłoby go to w przekonaniu, że jednak jest na straconej pozycji. Derek nie przywykł do przegrywania na żadnym froncie.

- I? – spytał mężczyzna krótko, chociaż Derek słyszał wyraźnie napięcie w jego głosie.

- Nie kazałeś nikomu tego przejrzeć? – zdziwił się.

Spodziewał się, że Argent zlecił, to całemu sztabowi ludzi. To oni z Boydem mieli problemy ze znalezieniem kogoś zaufanego. Żaden z nich nie dysponował takimi funduszami, żeby wynająć po cichu kolejną kancelarię. A w ich miejscu pracy wszyscy byli bardziej lojalni w stosunku do Chrisa niż do nich. Nikt w końcu nie chciał wkurzać ich obecnie jedynego szefa.

- Jeszcze nie skończyli – przyznał Chris.

Derek prychnął.

- Stiles skończył i testament jest nie do obalenia – odparł z satysfakcją w głosie, której nie zamierzał ukrywać.

- Jesteś tego pewien? – spytał Chris.

- Tak – odparł krótko Derek.

W słuchawce zapadła cisza.

- To dobrze – stwierdził w końcu Argent. – To bardzo dobrze.