Derek nie mógł się nadziwić temu, jak Stiles zaczął się swobodnie zachowywać w jego towarzystwie. Chłopak wydawał się wcześniej dość wyluzowany – tą pewnością siebie ludzi, którzy wiedzieli, że znają się na swojej pracy. Derek nie sądził jednak, że Stiles mimo wszystko dość mocno się przy nim pilnował. Chłopak – młody mężczyzna w zasadzie – początkowo zerkał na niego znad swoich notatek niepewnie, jakby faktycznie zastanawiał się nad tym, czy ich wzajemne stosunki nie ulegną zmianie. Derek normalnie byłby zirytowany, ale było coś w tej nieśmiałości Stilesa – pomieszanej trochę z jakąś dziwną radością. I jego asystent w końcu był nie mniej tylko genialnie przygotowany na ich kolejne spotkanie.
Chris siedział za swoim biurkiem, czekając na raport dotyczący sprawy McFerrisa. Argent spoglądał w stronę Stilesa niepewnie, z pewną wątpliwością związaną zapewne z nazwiskiem i brzemieniem w postaci niechcianej rodziny. Derek, jednak nie zamierzał przejmować się uprzedzeniami. W stosunku do niego też posiadano pewne 'ale', gdy zaczynał, ale udowodnił swoją pracą kim faktycznie był.
W Stilesie widział tę samą wolę walki. Tę samą ambicję, ale chłopak nie był nim. Bynajmniej. Derek widział w nim więcej dobra, którego jeszcze nie zbrukała ława sądowa i sekrety zdradzane przez klientów, od których czasami przewracało mu się w żołądku.
- Faktycznie sprawa McFerrisa nie przedstawia się zbyt dobrze – podjął Stiles i Derek zdał sobie sprawę, że musiał zawiesić się na kilka minut.
To mogło być związane z tym, jak chłopak gestykulował. Dłonie Stilesa były zaopatrzone w ekstremalnie długie palce i to nie mogło być normalne, aby ktokolwiek posiadał takie ręce jak te. Plamy z atramentu na skórze świadczyły o tym, że chłopak skończył niedawno ostatnie poprawki na marginesach.
- Przegramy ją? – spytał Chris.
Stiles westchnął.
- Problem w tym, że cokolwiek zrobimy, przegramy. Jeśli wygramy sprawę McFerrisa, stworzymy precedens, który umożliwi firmom takim jak hurtownia McF, pozywanie producentów leków. Jednego z nich reprezentujemy. McFerris współpracował również właśnie z IOA Production. Nie wątpię, że nie zadrży mu dłoń, aby pozwać kolejną firmę, skoro dostanie miliony odszkodowania – odparł Stiles spokojnie i przetarł twarz. – Bardziej martwi mnie fakt, że możemy zostać posądzeni o działanie na niekorzyść klienta. Może nawet przy niesprzyjających wiatrach, ktoś uzna, że zdradzaliśmy tajemnice jednego z klientów na rzecz drugiego. Nigdy nie powinniśmy byli przyjmować sprawy McFerrisa – odparł Stiles.
I Derek zgadzał się z tym w stu procentach. Kwestie przyjmowania klientów oraz koordynacji prowadzonych spraw zawsze należały do Johna, a brak sterów, właśnie miał o sobie dać znać. Zmarszczka na czole Chrisa pogłębiała się nieprzyjemnie i Derek zastanawiał się jakie mają opcje. Rezygnacja w połowie rozprawy nie wchodziła w grę. Rozniosłoby się, to zbyt wielkim echem po mieście. Nie chcieli więcej plotek niż krążyło teraz.
Richard upewniał się, żeby wszyscy myśleli, że ich kancelaria jest na sprzedaż, a to nie robiło im dobrej reklamy. Nikt nie chciał niestabilnej firmy jako swojego reprezentanta. W tym zawodzie „pijar" liczył się nawet bardziej niż faktyczne umiejętności podczas rozpraw. John utrzymywał dobre kontakty z politykami i biznesmenami. Był twarzą tej kancelarii – praworządny, z dobrą przeszłością. Brał udział jako asystent prokuratora generalnego w największych procesach mafijnych. Jego nazwisko naprawdę wiele znaczyło w środowisku. Jako jedyny mógł się bowiem pochwalić tym, że stał po dobrej stronie zanim zrezygnował z kariery politycznej i założył własną kancelarię.
Wybrał znakomity moment. Firma rozkwitła.
Derek znał tę historię na pamięć. Jego ojciec opowiadał mu ją do znudzenia nawet wtedy, gdy już prawie nie trzymał się na nogach, a butelka wypadała mu z rąk. Wydawać by się mogło, że całe życie poświęcił na to, aby być podobnym do Johna, ale nigdy nie osiągnął swojego celu. A, to marzenie go zniszczyło go.
Albo praca.
Derek do końca nigdy tego nie rozgryzł a same powody, tak bardzo go już nie interesowały.
- Sprawa McFerrisa weszła na pierwsze strony gazet – powiedział nagle Stiles. – To nie jest tajne – dodał.
Derek spojrzał na niego niepewnie.
- Mów – zachęcił go.
Stiles przełknął ciężko ślinę.
- Jesteśmy przedstawicielami IOA, więc możemy dawać im porady prawne – zaczął chłopak niepewnie. – W przypadku takiej sprawy jak ta, mamy obowiązek ich poinformować o możliwości tego, że McF wytoczą im proces. Oczywiście, to może nie być nawet w tym pięcioleciu, ale liczymy czas całkiem inaczej, nieprawdaż? – spytał retorycznie Stiles.
- Jeśli McFerris się dowie… - zaczął Chris.
- Nie. Powiemy otwarcie McFerrisowi, że zrezygnujemy z kilku procent naszej prowizji, pod warunkiem, że zgodzi się na ugodę z IOA na warunkach, które podamy. Problem w tym, że ktoś będzie musiał wyjaśnić IOA, że proces McFerrisa, to było tak naprawdę nasze działanie dywersyjne… Jak wiele jesteśmy w stanie dla nich zrobić, żeby uzyskać dla nich korzystne warunki i bronić ich interesów… - ciągnął dalej Stiles.
- Stworzymy wrażenie, że tak naprawdę cały czas trzymaliśmy rękę na pulsie, że to było działanie zamierzone. Skoro proces McFerrisa miał utworzyć precedens, pokarzemy, że to my mieliśmy nad wszystkim kontrolę – odgadł Derek. – Nie będzie widać naszego kardynalnego błędu – powiedział i był cholernie, pod wrażeniem.
- Stracimy kilka milionów – odparł Chris.
- Ale nie twarz. Rozwiązanie nie jest idealne, ale pozwoli nam przekuć porażkę w częściowy sukces. Kupimy lojalność IOA. McFerris zamknie firmę w ciągu kolejnych pięciu lat – stwierdził Stiles.
Chris wpatrywał się w chłopaka kompletnie oszołomiony.
- Pozywa producentów. Nikt nie będzie chciał przekazywać mu swoich towarów do przetrzymania. Na tym rynku jest skończony. Powiedziałbym, że jest tego całkiem świadom i chce wyciągnąć z tego jak najwięcej. Ale mogę się mylić – dodał Stiles i przygryzł swoją wargę.
Derek kiwnął tylko głową.
ooo
Stiles przyniósł mu kawę, co nie byłoby takie nienormalne, gdyby nie fakt, że chłopak trzymał też filiżankę dla siebie. Oczywiście przerwa na lunch właśnie się zaczynała a Boyd został zatrzymany na sali rozpraw, ale Derek widział wyraźnie, jak Lydia zerkała na niego przez oszklone drzwi. Przeważnie ze swoimi asystentami spożywał posiłki w biegu. Wiedział, że plotkowano o tym, że nie wrzeszczał na Stilesa tak jak na innych, ale nie mógł karać chłopaka za jego kompetencję.
Zresztą chłopak wydawał się nie przejmować plotkami, jakby wiedział, że nie ma na nie żadnego wpływu. Martin już o to zadbała.
- Dzięki – powiedział, sięgając po filiżankę.
Stiles uśmiechnął się lekko, a potem spuścił wzrok i położył na jego biurku teczkę.
Derek uniósł brew, jakby chciał spytać, co to jest. Otworzył i zamarł, widząc rezygnację. Nie sądził, że Stiles zdecyduje się tak szybko, ale najwyraźniej musiał wracać na uczelnię. Nadrobienie różnic programowych mogło nie być łatwe. Mógł spędzić ostatnie pół roku zagrzebany w książkach. Chociaż Derek podejrzewał, że właśnie tak wyglądały jego studia do tej pory. Taka wiedza nie brała się z niczego.
- Rozpiszę dla ciebie spotkania – powiedział Stiles, gdy ich oczy spotkały się ponownie i upił odrobinę kawy, a potem skrzywił się. – Cholera, pomyliłem filiżanki – przyznał i Derek nie mógł, nie parsknąć śmiechem.
ooo
Czuł się dziwnie. Przede wszystkim nigdy nie sądził, że Derek się nim zainteresuje. Oczywiście wiedział, że świetnie im się współpracuje i byłby idiotą, gdyby w oczy nie rzuciło mu się jak przystojny jest Hale. I niezależnie od tego czy miał na sobie skórzaną kurtkę czy garnitur – wyglądał idealnie. Należał do tego typu mężczyzn, którzy nawet z jednodniowym zarostem wyglądali w pełni profesjonalnie i perfekcyjnie. Nie, żeby Derek przychodził do pracy nieogolony.
Scott mógł się z niego śmiać, ale Stiles wysłuchiwał peanów na cześć Allison dostatecznie długo. I miał prawo do własnego zauroczenia. Uniwersytet Bostoński przetransferował go bez mrugnięcia okiem, więc zdecydował się w końcu napisać swoją rezygnację. Miał nadzieję, że staż w tak szanowanej kancelarii pozwoli odkryć tym ludziom, to co on wiedział od samego początku – sala sądowa nie była jego naturalną niszą ekologiczną. Zamierzał zaszyć się na wieczne czasy w bibliotece.
I wiedział, że kilka osób spodziewało się tego wcześniej. Ostatnim, jednak czego oczekiwał to, że w kancelarii pojawi się Isaac Lahey. Profesor wyglądał na lekko zagubionego dopóki nie odnalazł Scotta, który oczywiście wskazał mu drogę. Stiles wyprostował się gwałtownie na krześle, prawie rozlewając swoja kawę – gorzką i czarną. Derek odmówił nowej, skupiając się głównie na wodzie.
- Cholera – wyrwało mu się.
Było już za późno, żeby usiadł za biurkiem i przyjął Isaaca przed gabinetem Dereka. A coś mu mówiło, że zaraz zostanie wciągnięty w jakąś dramatyczną scenę. Isaac miał na sobie jeden ze swoich bardziej artystycznych szalików.
- Hale – powiedział już od progu jego własny profesor.
Derek spojrzał na niego trochę zszokowany i Stiles wziął głębszy wdech.
- Kiedy mówiłem, że to mój protegowany, nie sugerowałem, że masz mi go ukraść – dodał Isaac, podchodząc do nich w zastraszającym tempie.
- Panie profesorze – zaczął, starając się odkaszlnąć, aby zwrócić na siebie ich uwagę.
- Jak skończę z nim, to pogadamy – obiecał mu Lahey, chociaż bardziej brzmiało to jak groźba. – Przecież na pierwszy rzut oka widać, że on się nie nadaje do pracy tutaj! – powiedział Isaac sprawiając, że zdradliwy rumieniec wkradł się na policzki Stilesa.
Lydia już ciekawie zerkała przez szklane drzwi i nie mógł się doczekać najnowszych plotek, które rozniesie.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz – odparł spokojnie Derek, wskazując mu drugiej krzesło.
Stiles instynktownie odsunął swoje, ale Isaac i tak położył mu rękę na kolanie. Zabrał, więc nogę jak zawsze i usłyszał prychnięcie Dereka. Nie ukrywał nigdy, że nie będą z Isaakiem więcej niż kolegami, ale mężczyzna wydawał się tak jowialny, że trudno było mu umknąć.
- Nie masz pojęcia? – spytał Lahey i wyraźnie było czuć w jego głosie kpinę. – Pewnie, dlatego ty pracujesz dla jednej z najlepszych kancelarii, a ja wdycham kurz. Chodzi o pieniądze, Stiles? Mogę porozmawiać z uczelnią. Twoje stypendium nie wynosiło wiele, ale skoro Scott pracuje…
Stiles poczuł, że jego policzki zaczynają płonąć. Uśmiechnął się wymuszenie.
- Nie zostaję tutaj, żeby pracować w kancelarii – powiedział szybko, żeby Derek nie dowiedział się o ich sytuacji finansowej, więcej niż to konieczne.
Isaac jakimś cudem wyszperał na ich temat wszystko, co był w stanie. A jego urok osobisty, oczywiście pozwalał mu na posiadanie wielu źródeł. Sprzedali ze Scottem dom, w którym się wychowali, aby mogli obaj studiować. Nigdy się tego nie wstydził, ale w Bostonie – tutaj w kancelarii – to był trochę inny świat. Pieniądze liczyły się, aż za bardzo.
- Przenoszę się… Przenoszę się na inną uczelnię – powiedział pospiesznie, zanim Isaac zdążył dodać coś zawstydzającego.
Lahey spojrzał na niego w czystym szoku.
- Nie, że powinniśmy o tym rozmawiać tutaj… Albo wiesz… to nie twoja… pana sprawa – zająknął się, czując, że zaczyna się pocić. – Mógłbyś przy moim szefie nie… - urwał i wziął głębszy wdech.
- Miał być twoim mentorem i miał pokazać ci świat, do którego nie należysz, Stiles – powiedział Isaac.
- Zdawałem sobie z tego sprawę już wcześniej – odparł cierpko, nie mogąc się powstrzymać. – I naprawdę cieszę się, że złożyłem rezygnację przed chwilą – dodał.
- Złożyłeś rezygnację? – zdziwił się Isaac.
- Tak, tak powiedziałem – odparł Stiles. – Nie porzucam nauki dla pracy prawnika – zapewnił go. – Przenoszę się na inną uczelnię – powtórzył.
- Nie wiem, dlaczego ktoś miałby nie chcieć studiować na Harvardzie – odparł Isaac i wyrzucił dłonie do góry.
Stiles przygryzł wnętrze policzka i spojrzał nerwowo na Dereka, który siedział obserwując ich uważnie. Ostatnim czego chciał, to takie sceny. Praca z Isaakiem potrafiła być przyjemna i profesjonalna, gdy gonił ich czas. Lahey był jednak człowiekiem z zasady chaotycznym. I może zbyt szczerym. Scott nazywał go również dupkiem, nie bez racji. Isaac miał tendencje do okazywania swojego zainteresowania ludźmi w nieskrępowany sposób. Resztę, która nie dociągała do standardów przez niego ustanowionych – po prostu traktował jakby nie istnieli. Scott nieszczęśliwie należał do tej grupy. Lahey zauważył go dopiero, gdy okazało się, że McCall jest prawie jego bratem.
- Scott będzie tutaj mieszkał – powiedział cicho Stiles, wiedząc, że to żaden argument. – Melissa nie chciała, żebyśmy się rozdzielali – dodał, mając nadzieję, że to zamknie Isaaka, chociaż na chwilę.
Zapadła niezręczna cisza, której z całej siły nienawidził. Czuł na sobie wzrok Dereka, więc starał się uśmiechnąć, ale nie wyszło to najlepiej.
- Gdzie się zatrzymałeś? – spytał nagle Hale, ratując go najwyraźniej i Stiles był mu naprawdę wdzięczny.
- Jestem tutaj przy okazji sympozjum, ale wiesz, że nienawidzę hoteli – powiedział Isaac i Stiles przełknął nadmiar śliny.
Nie chciał zapraszać Laheya do nich. Ich mieszkanie mocno odbiegało od standardów. Scott naciskał na niego, żeby raz w życiu zaszaleli, więc teraz mieli tak wiele miejsca, że nie potrafili sobie za bardzo z nim poradzić. Ostatnie lata spędzili na małej powierzchni akademika. Mieli nawet system, który pozwalał im na przenoszenie się z minimalnym kłopotem, co nie było wcale takie łatwe, odkąd cały dobytek nosili ze sobą. Sprzedaż domu była konieczna, ale pozbawiła ich jedynego miejsca, gdzie mogli trzymać swoje pamiątki. Boston był dla nich szokiem. Chyba po raz pierwszy nie byli w stanie spakować się w trzy walizki i plecak.
- Przyprowadź jeszcze raz jedno-nocną przygodę do mojego mieszkania, a ostatni raz dam ci klucze – powiedział Derek, wyciągając z szuflady zapasową kopię.
Isaac uśmiechnął się szeroko.
