Stiles sądził, że Derek, jednak żartował na temat nadrabiania pracy, ale pierwsza przerwa na lunch przeraziła go. Scott spoglądał przez szklaną ścianę biura z pewnym wahaniem, jakby nie wiedział czy ratować go – czy zostawić, jednak zawalonego dokumentami. Oczy Dereka zaczerwieniły się już dobrze od pracy przy komputerze i nawet okulary nie pomogły. Przebili się, co najwyżej przez jedną dziesiątą tego, co powinni, a przynajmniej miał takie wrażenie.

- Zmieniłem zdanie – powiedział w końcu, biorąc spory łyk kawy.

- Hm? – spytał Derek, zerkając na niego, jedynie przelotnie znad swojego stosu.

- Rezygnuję już dzisiaj – poinformował Hale'a, który wcale się tym nie przejął.

Uśmiechnął się do niego, jedynie lekko i podał mu kolejną teczkę w dokumentami. Miał wrażenie, że jeśli zobaczy jeszcze jeden statut, jego głowa eksploduje. Tworzenie dokumentów tego typu zawsze uważał za personalne wyzwanie, a przed tymi się nie uchylał, ale nie sądził, że mają tak wiele zaległości. A może po prostu wszyscy na tym piętrze byli cholernymi pracoholikami.

- Zastanawiałem się, czy nie chciałbyś wyjść ze mną na mecz koszykówki – odparł Derek, jakby nigdy nic.

- Próbujesz mnie przekupić przyjemną wizją, żebym nie uciekł? – spytał z niedowierzaniem.

Chociaż pewnie tego właśnie powinien się spodziewać. Isaac zapraszał go na konferencję, pewnie po to, żeby zdobyć jakiś punkt zaczepienia do prze-negocjowania jego powrotu do zacnej alma mater. Lahey zawsze był nienormalny, ale tym razem przeszedł samego siebie. Prawnicy w słowie 'nie' widzieli tak wiele możliwości, że Stiles miał gęsią skórkę.

- Przekupić? – zdziwił się Derek tak niewinnie, że pewnie uwierzyłby w to, gdyby nie widział tej samej miny na sali sądowej.

Hale był świetnym aktorem, kiedy tego chciał.

- Przekupić – potwierdził.

- To zniesławienie – stwierdził Derek spokojnie.

- To fakt – prychnął Stiles.

- Udowodnij – odbił piłeczkę Hale i w końcu odsunął stertę od siebie, poświęcając mu całą swoją uwagę.

Może nie w pełni, bo zabrał się za zapomniane jedzenie. Stiles swoją sałatkę pochłonął wcześniej, starając się nie-zatłuścić dokumentów, co wcale nie było takie łatwe, gdy był otoczony stertami.

- Więc… - zaczął i w zasadzie nie miał pojęcia, co teraz.

Dlatego nienawidził prawników. Dlatego Hale czasami go naprawdę mocno irytował. To pewnie miała być kolejna, dziwna lekcja, która nie była mu kompletnie potrzebna.

Derek uśmiechnął się krzywo i złośliwie, i Stiles pewnie nie spodziewałby się tego po nim jeszcze kilka tygodni wcześniej. Hale jednak miewał swoje zagrywki, które pokazywały, że jednak siedzi w nim człowiek a nie biurokrata. Nie mógł nieszczęśliwie powiedzieć tego samego o Boydzie czy Chrisie Argentcie. Obaj mieli idealnie neutralne twarze, niewykazujące żadnych emocji. Świat masek naprawdę mu nie leżał. Nie tylko przez to, że jego własne mięśnie zdradzały uczucia w każdej sekundzie jego życia.

- Jesteś wredny – stwierdził Stiles.

- Och, kolejna potwarz – odparł Derek.

- I co? Pozwiesz mnie? – zakpił.

Derek przewrócił oczami.

- Nie, ale mógłbym – odparł Hale. – Dlatego chyba powinieneś przedstawić kontrofertę – podrzucił i Stiles zdał sobie sprawę, że znowu robią, to coś dziwnego.

Nie do końca flirtowali, chociaż nie był pewien, czy to po prostu między nimi nie wyglądało właśnie tak. Trochę prawniczego żargonu, rozmowa, z którą mało kto by nadążył i podteksty, które nie były na tyle czytelne, aby wpaść w kłopoty. Flirtowanie w biurze na pewno nie było mile widziane w firmie. I naprawdę lubił zasady. Trudno, jednak było przeglądać te dokumenty i nie rozmawiać o czymś, co mogło ich dobudzić.

- Zabiorę cię na kolację po meczu koszykówki – zdecydował w końcu.

Derek spojrzał na niego zaskoczony, co sprawiło mu pewną satysfakcję. Rzadko zadziwiał Hale'a albo mężczyzna, to lepiej krył.

- Za którą zapłacę, żeby ci udowodnić moją płynność finansową – dodał odrobinę ostrzej i Derek uniósł wyżej podbródek, mrużąc oczy.

- Ubodło cię, to – stwierdził nie tak ostrożnie jak zwykle mężczyzna. – Nie taka była moja intencja – dodał.

- Wiem – odparł i wzruszył ramionami, nie wiedząc, co jeszcze mógłby powiedzieć.

- Jesteś studentem – przypomniał mu niepotrzebnie Derek. – Nikt nie spodziewa się…

- Myślę, że nie powinniśmy rozmawiać o finansach – wszedł mu w słowo. – Jak… Nigdy więcej o tym nie rozmawiajmy – poprosił całkiem szczerze.

Derek spoglądał na niego przez dłuższą chwilę, jakby coś poważnie rozważał.

- Nie było mnie stać na Harvard – przyznał Hale, trochę go zaskakując. – Stypendia nie pokryją wszystkiego i wiesz o tym dobrze, ale przyjaciel rodziny pożyczył mi milion. Umowa była taka, że zwrócę te pieniądze – wyjaśnił Derek spokojnie. – Mało kto ma takie pieniądze, jeśli nie idzie za tym nazwisko, Stiles. A nawet, jeśli masz nazwisko… - urwał sugestywnie, może mówiąc o swoim ojcu, a może Williamsach, o których najchętniej Stiles zapomniałby, chociaż na chwilę. – Nie ma niczego złego w braniu pieniędzy od kogokolwiek. Szanse powinno się wykorzystywać – poinformował go Derek.

Skrzywił się, ponieważ nie spodziewał się niczego innego.

- Oddałeś ten milion? – spytał ciekawie, chociaż miał wrażenie, że z góry znał odpowiedź.

Derek był dobry w tym, co robił.

- W pierwszym roku mojej pracy – przyznał Hale z krzywym uśmieszkiem samozadowolenia. – I zarabiam dla tej kancelarii tyle, że stać ich, aby dofinansować studia o ile nie przyszłego prawnika, to może najlepszego konsultanta, jakiego będą, kiedykolwiek mieli – dodał.

ooo

Stiles nie wyglądał specjalnie na przemęczonego, ale narzekał przez cały czas. Kiedy zaczęli razem pracować, chłopak sprawdzał jego granice każdego dnia, rzucając pojedyncze uwagi i badając jego reakcje. Derek nie cierpiał tego etapu docierania się z nowymi ludźmi, ale Stiles potrafił robić, to w tak zabawny sposób, że nie sposób było się na niego złościć. I jego uwagi naprawdę bywały inteligentne, chociaż czasem nieodpowiednie. Gdyby klienci wiedzieli, co o nich prywatnie myśleli, byliby skończeni.

Stiles potrafił również balansować na tej cienkiej granicy pomiędzy tym, co nieprzyzwoite, a jednak pozostające tylko w okowach sugestii. Niewielu potrafiło posługiwać się metaforami tak płynnie i myśleć tak szybko. Przekomarzanie się było jego ulubionym sportem i znalazł nareszcie godnego siebie przeciwnika.

- Komplementy nie zaprowadzą cię nigdzie – odparł Stiles, chociaż kącik jego ust drgał.

- Czyż, to nie ty powiedziałeś mi, że jesteś najlepszy? – zdziwił się Derek.

Stiles wzruszył ramionami, co nie było dobrym nawykiem. Prawnik powinien potrafić się prezentować. Zachowanie spokoju i umiejętność odpowiadania bez wgłębiania się w szczegóły była równie ważna. Stiles nie zwierzał się, ale jednak łatwo było dostrzec, gdzie leżały jego słabe punkty. Miał jednak o wiele twardszą skórę niż Derek przypuszczał, kiedy spotkali się po raz pierwszy.

- Rozumiem, że to pytanie retoryczne – stwierdził chłopak.

Większość ludzi za tamtymi drzwiami odpowiedziałaby, że zaiste są najlepsi i Derek nie uwierzyłby im nawet przez sekundę, ale widział jak wiele pracy potrafił wykonać Stiles bez grzebania w cholernych książkach i przypominania sobie przepisów, które powinien mieć wkute od pierwszego roku. Był w stanie praktykować prawo, ale w trochę bardziej okrojony sposób.

Derek nigdy nie wiedział, co zrobić z takimi ludźmi.

- Widziałeś mnie zadającego pytania retoryczne? – spytał całkiem szczerze.

- Mniej więcej… tak jak… cały czas? – prychnął Stiles, potrząsając głową z niedowierzaniem, jakby nie wiedział, dlaczego Derek w ogóle jeszcze próbuje.

- Więc, dlaczego zawsze próbujesz na nie odpowiedzieć? – zastanowił się i Stiles przewrócił oczami.

ooo

Nie mniejsza sterta dokumentów czekała na niego następnego dnia. Nie wyszedł nawet z biura Dereka, kiedy ten udał się do sądu na przesłuchania wstępne. Ich bogaci klienci powinni przestać bić swoje żony – takie było zdanie Stilesa, ale wątpił, aby ktokolwiek się tym przejął.

Akta sprawy Cortez-Souls leżały na samym szczycie, ponieważ mieli coraz mniej czasu, a kancelaria Williamsów musiała coś szykować. Richard nie byłby tak pewny siebie podczas ich poprzedniego spotkania. Derek zabrał go chyba tylko po to, aby sprawdzić czy wyprowadzi jego rzekomego wuja z równowagi, ale jeśli cokolwiek takiego miało miejsce, Stiles nie zauważył niczego podejrzanego.

Ta sprawa nie była łatwa ani oczywista. Nienawidził tego, że ochraniali dupka, ale nie mogli sobie pozwolić na odruchy sumienia, ponieważ przegrana oznaczała triumf konkurencji, który zostanie nagłośniony. Mieli już dostatecznie duże kłopoty i dokładanie czegokolwiek mogło załamać ich reputację.

Derek pracował jak szalony po kilkanaście godzin dziennie. Stiles nie wierzył, że kiedy drzwi windy zamykały się za nim, Hale gasił światło przy swoim biurku i wychodził. Rano zawsze miał stos nowych dokumentów, które nie mogły powstać w pięć minut, chociaż Hale miał jakąś chorą łatwość w formułowaniu słów.

Drzwi biura otworzyły się nagle i prawie spadł ze skórzanej kanapy, której od dobrych trzech godzin nie opuścił. Dokumenty jakoś w międzyczasie wędrowały z jednej sterty na drugą. Derek przetarł zmęczoną twarz, kiedy odkładał teczkę na stolik.

- Kawy? – spytał Stiles, podnosząc się, ale Hale machnął dłonią.

- Masz coś? – zainteresował się mężczyzna.

Tylko po jego nienaturalnym spięciu widział, jak zdenerwowany był Derek, chociaż twarz Hale'a tego nie zdradzała.

- Kłopoty? – spytał wprost.

- Richard ma zdjęcia z obdukcji – odparł Derek i zaczął pocierać swoją skroń. – Jeśli zobaczą je ławnicy, leżymy – przyznał.

- Nie może dojść do procesu – odgadł bez problemu Stiles. – Ale Richard… - zaczął, wiedząc, że nie będzie czegoś takiego jak ugoda.

Mogli rozmawiać, jak długo chcą, ale jeśli mieli materiał tego kalibru, który mógł zadziałać na ławników…

- Moment, nie chodziło początkowo o rozwód? – zdziwił się.

- Nie, zmienili plany. Chcą go ukrzyżować, a potem rozwód Cortez dostanie bez najmniejszego problemu, skoro jej mąż prawie zakatował ją na śmierć, według niej oraz trafi do więzienia – wyjaśnił Derek spokojnie. – Mam kopię zdjęć. Śmierdzi mi to – przyznał Hale.

- Jeśli on naprawdę… - zaczął Stiles ostrożnie i zamilkł. – Wiem, że to nie jest ważne – dodał pospiesznie, przypominając sobie, że to nie miało znaczenia.

Mieli wygrywać procesy, a nie rozważać moralność swoich klientów.

- Dasz sobie radę? – spytał Derek.

- Mam nadzieję, że to retoryczne pytanie – prychnął, urażony tylko odrobinę.

ooo

Stiles wydawał się zdenerwowany Williamsem, ale nikt nie lubił przegrywać z kimś, kogo personalnie nie lubił. Dlatego Derek od samego początku liczył na jego zaangażowanie. Sam nie przepadał za dupkiem i nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Te zdjęcia pojawiły się zbyt nagle i bez ostrzeżenia. Poza tym w Soulsie było coś takiego, co mówiło mu, że facet, jednak nie posunąłby się tak daleko. Przede wszystkim był równie zdziwiony fotografiami, co on. Oczywiście, to mógł być szok wywołany faktem, że został, jednak przyłapany na gorącym uczynku i były przeciwko niemu twarde dowody, ale jednak Derek miał nadzieję.

- Jak nazywa się mój nowy asystent? – spytał.

Podejrzewał, że szybko nie wyjdą z biura. Czekał na telefon od konsultanta sądowego od przeszło trzech godzin.

- Braeden Dread – odparł Stiles.

Nie powiedziało mu, to wiele. Pierwszy raz powierzył zatrudnienie swojego asystenta komuś, ale nie miał czasu. Poza tym początkowo umowa Stilesa opiewała na dłuższy okres, więc ktokolwiek przychodził – po prostu zastępował Williamsa na czas, który chłopak wymówił. Miesiąc Derek był w stanie przeżyć z kimś, kogo nie lubił. Potem, kiedy największe procesy tego roku będą za nim, wybierze kogoś bardziej kompetentnego.

- Jest starsza – rzucił Stiles, zaskakując go trochę.

Spojrzał na niego znad swojego laptopa.

- Co, to znaczy starsza? – spytał ciekawie.

Stiles wyszczerzył się szeroko.

- W twoim wieku – odparł wrednie chłopak. – Skończyła z opóźnieniem, ponieważ walczyła o prawa kobiet w Gwatemali w czasie studiów i obecnie pracuje nadal nad petycjami. Stworzyła z tamtejszymi ustawodawcami coś, co jest jeszcze nieprzyjętym statutem, ale pewnie zostanie przegłosowany w niedługim czasie.

- I ona chce pracować w prywatnej kancelarii? – spytał z niedowierzaniem.

Stiles wydął wargi.

- Niespecjalnie – przyznał ostrożnie chłopak. – Bierzesz po kilkanaście spraw na siebie i musisz przygotować każdą, ponieważ twoi asystenci nie mają przygotowania i doświadczenia – wyjaśnił Stiles spokojnie. – Breaden była na sali sądowej wielokrotnie i przygotowywała materiały kompletnie sama. Zwabiłem ją tutaj wizją spraw pro bono – przyznał szczerze chłopak. – Ale, to był najlepszy wybór. Wizerunkowo dla kancelarii strzał w dziesiątkę. Dostaniesz kogoś, kto potrafi pracować i będzie siedział tutaj może nawet dłużej od ciebie.

- Stiles, ona nie może praktykować w Stanach – przypomniał mu, nie wiedząc nawet, jak ma na to zareagować.

- Tak, ale ty możesz. Będziesz miał wszystko dopięte na ostatni guzik i jednocześnie kobietę, której nikt nie tknie. Times zacznie serię artykułów o niej, kiedy tylko postawi stopę w Nowym Jorku – poinformował Stiles.

Derek był pod wrażeniem, ale to i tak przekraczało jego najśmielsze wyobrażenia.

- Wyszedłem z Lydią na kawę – oznajmił mu Stiles. – Nazwałeś to networkingiem – przypomniał mu. – Jeśli posunąłem się za daleko… - urwał niepewnie chłopak. – Ale mówiłeś, że mam znaleźć kogoś najlepszego. Zaraz po mnie jest Braeden – odparł i mrugnął do niego porozumiewawczo.

I może, faktycznie potrzebowali aktywistki, bo mail, który dostał nie nastrajał go pozytywnie. Według konsultanta, Cortez nie mogła zadać sobie sama tych obrażeń. Nie, żeby spodziewał się czegoś innego, ale miał nadzieję, że powstały odrobinę później. Gdyby przesunąć czas, mogliby dowieść, że Soulsa nie było nawet w mieście. Dostał pozew, zaraz po swojej nagłej i niezaplanowanej podróży na Bahamy.

Nie był nawet świadom, że Stiles odkładał na jego biurko kolejne dokumenty, gdy usłyszał jak chłopak ostro wciąga powietrze do płuc.

- Już wiesz, dlaczego ławnicy nie mogą tego zobaczyć – westchnął.

- Mogę? – spytał chłopak, zaskakując go trochę.

Derek spodziewał się, że Stiles odsunie się, nie chcąc tego więcej oglądać, ale ten przewertował plik do samego końca i jeszcze raz.

- Okej, więc… - zaczął chłopak. – Wiem, co to jest – przyznał, zaskakując trochę Dereka. – Przede wszystkim nie udowodnisz, że Souls tego nie zrobił, ponieważ to jego dzieło – poinformował go i potarł nagle spocone czoło. – To są ślady po czymś. Musimy ustalić, czym ją bił, ale pewnie jakimś rodzajem bicza. Nic dziwnego, że nie chce zeznawać. Są nie tylko małżeństwem, ale również parą sadomasochistów. Biorąc pod uwagę, że te uszkodzenia są powierzchowne nie łamią ustaw, które dotyczą tego typu związków w Stanach Zjednoczonych. Cortez jest dorosła i w pełni świadoma – ciągnął dalej.

Derek wiedział, że jego usta są lekko uchylone.

- Są pewne zasady, które dotyczą takich par, ale powiedziałbym, że Cortez złamała, przynajmniej połowę. Kontrakt cywilny też podlega prawu do dwóch tysięcy dolarów, a ponieważ kontrakty BDSM nie zawierają wzmianki o przekazywaniu, jakichkolwiek kwot pieniężnych, mamy ją – podjął Stiles, ledwo łapiąc powietrze. – Twój klient jest ofiarą. Obnażyła jego najbardziej skrywaną tajemnicę. A, skoro to zrobiła bez skrupułów, powiedziałbym, że spokojnie możemy założyć, że dla niej ten styl życia nie jest aż tak ważny, więc to zdrada na kilku pułapach – przyznał. – Może planowała, to od samego początku.

- Nasz klient – poprawił go Derek, marszcząc trochę brwi. – Zarzucasz mnie słowami, żebym nie spytał, skąd wiesz takie rzeczy? – zainteresował się.

- Mam internet – odparł Stiles, starając się nie czerwienić, ale trochę słabo mu to wyszło.