Widział, jak oczy Dereka stają się na krótką chwilę większe z zaskoczenia i miał ochotę się schować, ponieważ nie taki był plan. Chris niemal przemocą wyrwał teczkę z dłoni Boyda, czytając jego akt urodzenia i potwierdzenie ojcostwa, o które John postarał się jakiś czas temu. Stiles nie chciał znać go wtedy i sytuacja wcale się wiele nie poprawiła.
- Jak… - zaczął Chris i ewidentnie brakowało mu słów.
- Przyjechał do mnie przed śmiercią. Chciał, żebym przeniósł się do Nowego Jorku – odparł Stiles.
- Nie przeprowadziłeś się – stwierdził bardziej, niż zapytał Chris.
- Nie, nie wtedy – przyznał, drapiąc się nerwowo po szczęce.
Argent zerknął na wciąż milczącego Dereka i Stiles nie wiedział, czy bardziej chciał, aby Hale w końcu coś powiedział czy ta cisza w zupełności mu wystarczała. Myślał, że jakoś w ciągu roku uda mu się znaleźć odpowiedni moment, aby wyznać wszystko, ale to poszło o wiele dalej, niż przypuszczał. Scott ostrzegał go, ale nie słuchał, ponieważ sądził, że ma wszystko pod kontrolą. Testament był nie do obalenia. Nie spodziewał się, że Richard dogada się z Gerardem Argentem. Chris był właścicielem części akcji, ale bez pakietu większościowego nie miał szans przeciwko siostrze.
- Wiedziałeś? - spytał Argent.
- Derek nie miał z tym nic wspólnego – odparł, może niepotrzebnie się wtrącając. – Scott zdecydował się na staż tutaj. Jeden z moich profesorów poradził mi, żebym wziął urlop i spróbował, bo praca prawnika… - zaczął i urwał. – Wiem, że czcicie Johna Stilinskiego – podjął po chwili. – Nie trudno, to dostrzec. Dla mnie jest dupkiem, który zostawił moją matkę, a potem próbował mnie kupić, strasząc nadciągającą śmiercią – wyjaśnił im, żeby mieli jasność. – A, ponieważ był naprawdę fiutem, nie potrafił zrozumieć, że nie chcę mieć z nim nic wspólnego i po prostu pewnego dnia dostałem list informujący mnie, że jestem pieprzonym spadkobiercą kancelarii, której nie widziałem na oczy. Na wszystko w swoim życiu musiałem zapracować sam, a potem on się nagle zjawił i zniszczył wszystko. Miałem plany! – warknął, dziwiąc się, że pozostało w nim jeszcze tyle złości. – Miałem zostać prawnikiem i może kiedyś przypadkowo minąć na korytarzu sądu mojego ojca, który miał być szeryfem ,w jakimś głównianym miasteczku. Miał o mnie nie wiedzieć. John Stilinski? – prychnął. – Wiedział doskonale o moim istnieniu i nie kiwnął nawet palcem, więc nie zaczynajcie nawet żadnej śpiewki o tym, jak cudownym człowiekiem był – uprzedził ich.
Chris chyba nie spodziewał się takiego wybuchu, bo wpatrywał się w niego dość długo w kompletnej ciszy. Nie był pewien czy nie krzyczał. Jego dłonie na pewno drżały. Dość długo walczył z tym, żeby na głos nie wypowiedzieć tych fatalnych słów, a jednak przyznał, że jego ojcem jest John Stilinski i to wcale nie przyniosło mu ulgi. Scott rozumiał, jak wiele przeszli, żeby znaleźć się tutaj. Jak wiele samozaparcia i poświęceń kosztowało ich, to wszystko. A Stilinski zniweczył cały trud. Każdy mógł powiedzieć, że geny sprawiły, że był tak dobry w tym, co robił. Puste frazesy, które nie miały dla niego znaczenia. Sądził, że jego ojciec był bohaterem, a prawda doszczętnie pogrzebała jego plany na życie.
- Ty naprawdę nie chciałeś tego spadku – stwierdził Boyd, ewidentnie zszokowany.
Stiles przetarł wilgotne czoło, nie kwapiąc się nawet, żeby skomentować oczywistość.
- Jeśli oczekiwaliście nowego Johna Stilinskiego, macie problem – poinformował ich, biorąc głębszy wdech.
Boyd kiwnął głową, jakby dopiero teraz dochodziło do niego, że faktycznie nadzieje ich przerosły.
ooo
Derek nie wiedział nawet, co ma myśleć, więc usilnie milczał, starając nie pokazywać po sobie za wiele, chociaż to nie było łatwe, gdy Stiles cały czas na niego patrzył, jakby czekał na jakąś reakcję. Nie miał jednak planu, niczego, czego mógłby się chwycić. Richard postawił ich przed faktem dokonanym, a przynajmniej takie miał wrażenie, gdy dostrzegł podpis Gerarda Argenta na dokumentach. To nie było dobre dla kancelarii - ta niestabilność i ciągłe zmiany. Śmierć Johna uderzyła w nich dostatecznie mocno. I nie Stilesa się spodziewał.
Chłopak, jednak nie miał w zwyczaju kłamać i może powinno go zaniepokoić, że Williams nie mówił o swoim ojcu. Jednak jakie były szanse na to, że tajemniczym, drugim rodzicem był John Stilinski? Mieli zupełnie różne poglądy na temat tego samego człowieka i nie mógł winić, za to Stilesa. W zasadzie im dłużej się nad tym zastanawiał, tym klarowniej dostrzegał powiązania. Matka Stilesa i John zapewne spotkali się przypadkowo podczas tych wszystkim imprez, które organizowała miejscowa socjeta. Palestra była zamkniętą grupą, do której trudno było się przebić, ale John ustanowił ze swojego nazwiska markę, podczas tych wielkich procesów rodziny mafijnej.
Niejasno pamiętał nieliczne wzmianki Stilesa na temat swojego ojca. To, że nie miał już ochoty zostać prawnikiem i wszystko układało się w logiczną całość. Nie wiedział, jednak, gdzie wpasować siebie i czuł się jak idiota. A, to wrażenie nie znikało, chociaż dość mocno się starał zapanować nad sobą. Prywatne sprawy mogły poczekać. Musieli poradzić sobie z Richardem. I, to zanim informacje o wykupie ich udziałów znajdą się w mediach, a Williams zawsze dbał o PR.
- Zmienisz nazwisko? – spytał w końcu.
Stiles spojrzał na niego zaskoczony, jakby spodziewał się czegoś innego. Derek nie zamierzał, jednak prowadzić z nim prywatnych rozmów w miejscu publicznym. Mieli sobie wiele do wyjaśnienia i nie wyobrażał sobie nawet toku tej konwersacji.
Stiles zrobił głębszy wdech.
- Williams-Stilinski – zdecydował chłopak. – Dokumenty będą na poniedziałek.
- Niech Braeden ci pomoże wszystko przygotować. To jest nasz priorytet – odparł.
- W środę zebranie zarządu? – spytał Chris, chociaż, to on powinien tutaj decydować.
- W poniedziałek. Musimy zaskoczyć Richarda – wyjaśnił. – Do tej pory nie mówimy o niczym na głos.
Stiles przygryzł wargę i starał się uśmiechnąć, ale nie wychodziło mu to dobrze. Nie przypominał sobie, aby chłopak denerwował się tak bardzo, kiedykolwiek, ale sytuacja była nerwowa.
- Twój pakiet większościowy… - zaczął Derek.
- Nie mam pakietu większościowego – wszedł mu w słowo Stiles, zaskakując go trochę. – Znaczy mam, ale to trochę skomplikowane – westchnął. – Chciał, żebyś był partnerem. Powiedział, że jeśli jesteś gotowy wykupić część udziałów, powinienem się na to zgodzić, więc ci to teraz proponuję – ciągnął dalej, uparcie nie używając imienia Johna. – Wykupił twojego ojca. Trochę poszperałem i mam dokumenty.
- Masz dokumenty? – spytał z niedowierzaniem.
Rozmawiali z Johnem raczej luźno o jego przyszłym partnerstwie. Nie wybierał się nigdzie z tej kancelarii. Była jego dziedzictwem, chociaż jego ojciec stracił cały majątek. Nie ukrywał tego, że chciał wykupić udziały, kiedy zostanie mu to zaproponowane. Nie chodziło jedynie o udział w zyskach, ale również prestiż. I przypominał sobie, że nie dalej, jak wczoraj rozmawiali o tym ze Stilesem. Chłopak zamilkł, wtedy i sądził, że to zbyt poważny temat jak na randkę, ale pewnie Stiles usilnie nie chciał ciągnąć tego tematu, żeby nie miał do niego pretensji później, że wyciągnął od niego jakieś informacje, których mieć nie powinien.
Derek był prywatną osobą.
- Scott przygotował je zanim zaczął pracę tutaj – przyznał Stiles. – Myślałem, że rozsądniej będzie, jeśli Boyd stanie się moim pełnomocnikiem – wyjaśnił. – Scott chce normalnie pracować. Ja chcę wrócić na uczelnię.
- Nie zamierzasz się wtrącać w naszą pracę – odgadł Chris.
I, gdyby to było takie proste, nie mieliby problemu. Argent nie nadawał się do prowadzenia kancelarii. Nie miał potrzebnych umiejętności czy obycia. Stiles zapewne nienawidziłby go za te słowa, ale miał w sobie więcej z Johna, niż chciałby przyznać. Już uratował ich przed dwoma kryzysami. Zatrudnił Braeden, co było doskonałym posunięciem kadrowym i pijarowym. Derek po dwudziestu minutach rozmowy z nią, nie zamierzał jej wypuszczać ze swoich rąk.
Stiles nie był dobrym prawnikiem, ale to nie oznaczało, że był pozbawiony zalet na tym polu.
- Nie skończyłem studiów – przypomniał im chłopak.
- Został ci semestr – stwierdził Chris, jakby to nie stanowiło żadnego problemu i dopóki Stiles nie znalazłby się na sali sądowej nie byłoby kłopotów.
Większość ich spraw i tak kończyła się za porozumieniem stron. Ogromne firmy, które obsługiwali nie chciały długoterminowych procesów i złej prasy. Zamykali sprawy zanim trafiły na wokandę.
Stiles kiwnął głową, jakby pojmował w lot jaka miała być jego rola w tym przedstawieniu.
ooo
Po raz pierwszy wyszli razem na lunch i Stiles czuł na sobie wzrok Lydii, kiedy wspólnie z Derekiem zmierzali w stronę windy. Hale nie powiedział mu, gdzie idą, ale też nie pytał. Najwyraźniej mieli nie rozmawiać w kancelarii ,i to mu nawet odpowiadało. Scott wyglądał przez chwilę tak, jakby chciał za nim iść, ale Boyd przywołał go do siebie. Pewnie mieli zamienić kilka słów na temat nowych zasad współpracy. Stiles nie chciał, aby myślano, iż ich szpiegował, ale McCall w zasadzie był teraz jedynym jego człowiekiem wewnątrz, który mógł zostać podejrzany o coś podobnego. Wraz z dzisiejszym dniem kończył pracę w kancelarii i nie zamierzał zmieniać tej decyzji.
Derek niespecjalnie czekał na niego po wyjściu z budynku. Hale, jednak obrał takie tempo, że mógł za nim nadążyć. Zrównał się z nim zatem krokiem, trochę zaskoczony, gdy skręcili do pierwszej z brzegu kawiarni.
- Zamierzasz krzyczeć? – spytał wprost, kiedy usiedli.
To było trochę idiotyczne, bo znajdowali się, jednak w miejscu, w którym nie mieli prywatności. Z drugiej, jednak strony w Nowym Jorku każdego dnia rozgrywały się i gorsze sceny. Może nikt nie zwróciłby na nich uwagi.
Derek spojrzał na niego ostro i wziął głębszy wdech.
- Nie, ale lepiej, żebyś zaczął mówić – doradził mu Hale.
- Czekasz na przeprosiny – odgadł, i o dziwo trochę go, to zirytowało.
Może jego nerwy miały swoje granice i zaczynał wariować.
- Nie przeproszę cię – zdecydował, ponieważ na dobrą sprawę naprawdę nie widział powodu.
Derek uniósł do góry brew, jakby czekał na rozwinięcie tej myśli.
- Nie przekroczyłem żadnej granicy – poinformował go całkiem poważnie.
Derek parsknął nieprzyjemnym śmiechem.
- Prócz tej wczoraj? – spytał Hale, ewidentnie nawiązując do tej dziwnej randki, na której byli.
- Tej granicy, gdy spałeś ze swoim podwładnym? – odbił piłeczkę i natychmiast pożałował swoich słów, bo Derek spojrzał na niego twardo, mrużąc niebezpiecznie oczy. – Nie, to chciałem powiedzieć. Wiesz o tym. I nie chciałem cię obrazić. Chryste. Nie chcę się z tobą kłócić – wyjaśnił pospiesznie. – Wiem, że sytuacja jest dziwna, ale wyobrażasz sobie naszą szczerą rozmowę wtedy, gdy starałem się o pracę? Miałem ci powiedzieć, że jestem jego synem? – spytał wprost.
- Na pewno nie powinieneś był tego ciągnąć tak długo – odparł Derek.
- Ale, kiedy miałem, to powiedzieć? – spytał. – A potem chciałeś się ze mną umawiać i znowu, to nie był dobry moment. Wiem, że czujesz się zdradzony, ale nigdy nie wykorzystałem niczego przeciwko tobie i nie wykorzystałbym tego – oznajmił mu.
- Prócz udziałów w firmie? – zakpił Derek.
- Są twoje – odparł. – Boyd ma w teczce wszystko, łącznie z umową, którą stworzył Scott. Spójrz na datę, gdy wrócimy.
- Nie obchodzi mnie pieprzona umowa – poinformował go Derek. – Nie mogę się spotykać… - zaczął i urwał.
Stiles poczuł, jak jego ręce zaczynają się ponownie robić mokre. Najchętniej wytarłby je o swoje spodnie, ale musiał wrócić jeszcze do biura po swoje rzeczy. Braeden potrzebowała na poniedziałek biurko.
- Z jego synem? Ze mną? – zakpił, nie mogąc się powstrzymać.
- Z partnerem firmy – odparł Derek. – Wiesz, jaki to wizerunek wykreuje kancelarii? – spytał wprost.
- Czyli pracownik uczelni…
- To nie wzbudziłoby niezdrowej sensacji – poinformował go Hale. – I nie chodzi o mnie – dodał ostrzej Derek. – Jeszcze nie skończyłeś studiów. Byłeś moim asystentem. Ludzie będą sądzili, że mam na ciebie spory wpływ. Wiesz, jak to wpłynie na twój wizerunek?
- A mam jakiś? – spytał wprost. – Jestem „illegitimi thori" – przypomniał mu kwaśno.
- Ale cię uznał – odparł Derek. – Dostałeś się na Harvard. Będziesz partnerem w tej kancelarii, więc musisz pokazać…
- Derek – wszedł mu pośpiesznie w słowo. – Myślał, że uda mu się mnie kupić, ale mnie nie znał.
- Ten żal, który masz do niego został tylko w tobie – odparł Derek. – Chyba zapominasz, że on nie żyje, więc to nie ma znaczenia czego chciał, a co się spełniło. Możesz być na niego dalej wściekły za spapranie ci życia. Wściekły na wszystkich wokół, że uważają, że był świetnym prawnikiem i doskonale prowadził kancelarię. I przez to możesz się wycofać. W końcu chciałeś zostać prawnikiem przez mrzonki, prawda?
- Chciałem zostać prawnikiem, bo moja matka opowiadała mi, jak prawym człowiekiem był mój ojciec – warknął.
- Ale, to nieprawda – podchwycił Derek. – I, to zmieniło wszystko. Zmieniło też ciebie – stwierdził. – A myślałem, że John cię nie obchodzi.
Stiles nie mógł się nie skrzywić.
- Derek tu nie chodzi o to, żebyś mnie pokonał retoryką – odparł.
- Nie – przyznał mu rację Hale. – Tutaj chodzi o to, żebyś nie zrobił czegoś głupiego.
- Na, to chyba odrobinę za późno – stwierdził. – Poza tym myślałem, że już ustaliliśmy, że to co robię nie powinno cię obchodzić, aż tak bardzo.
- Nie wkładaj w moje usta słów, których nie wypowiedziałem. Nie powiedziałeś mi o czymś cholernie ważnym, Stiles. Myślisz, że mam nad tym przejść do porządku dziennego? – spytał Derek i potrząsnął głową.
- Nie. Myślę, że powinieneś się po wkurzać, powrzeszczeć. Potem powinniśmy załatwić Richarda i chciałbym, jednak wyjść z tobą na ten mecz koszykówki. Chcesz decydować za mnie, uważając, że wiesz, co dla mniej najlepsze – prychnął. – Doceniam zbędną troskę, ale zapominasz, że byłem dostatecznie długo sam, żeby potrafić się obronić. Wiesz, co jest naprawdę przerażające? Wyjdę do tych wszystkich ludzi i będę im musiał powiedzieć, że jestem synem Johna Stilinskiego i będę tam kompletnie sam.
- Masz… - zaczął Derek i urwał.
Stiles miał ochotę zaśmiać się krótko, bo właśnie w tym leżał problem. Derek zamierzał z nim zerwać. Jego plany już legły w gruzach i nie wiedział, jak nazwać postępujący rozkład.
- Nie oczekuję od ciebie pomocy, ale wsparcie byłoby miłe – przyznał, czując się cholernie zmęczony.
Derek spoglądał na niego przez dłuższą chwilę, lustrując uważnie jego twarz. Nie był pewien czego Hale tam szukał, więc starał się pozostać nieruchomym.
- Jestem na ciebie wściekły – powiedział w końcu mężczyzna.
- Trudno to dostrzec, kiedy mówisz do mnie takim tonem – odparł.
- Uwierz mi na słowo, że jestem wściekły. Wiele zaufania kosztowało mnie oddanie ci testamentu pod opiekę. To była zdrada, Stiles – poinformował go Derek całkiem poważnie.
- Przepraszam – powiedział w końcu.
- Mam w nosie twoje przeprosiny – odparł Derek. – One niczego nie załatwią.
- Chcesz, żebym odzyskał twoje zaufanie – odgadł z łatwością. – Okej – powiedział tylko.
- Okej? – zdziwił się Derek.
Wzruszył ramionami.
- Nie sądziłem, że to będzie łatwe. Nie lubię łatwych rzeczy – przyznał.
Kącik ust Dereka drgnął lekko.
- Zastanów się nad tym, jak wyjaśnisz ludziom, dlaczego zwlekałeś z przyjęciem gigantycznego spadku – podrzucił mu Hale.
- To proste. Podatki – zażartował i Derek spojrzał na niego wymownie. – John Stilinski spotkał się ze mną, ponieważ wiedział, że zostanie zamordowany – poinformował go Stiles, tym razem całkiem poważnie.
