Odszedłeś.

Wróciłem w te mury, gdy jesień nastała.

Lecz ty tu nie zostałeś. Nawet cząstka mała.

#

Nowa nieznana mi twarz, tłumaczy coś o eliksirach.

Przekradam się nocą korytarzami,

Nikt dziś nie śmie mnie zatrzymać.

Niemal brak mi nad głową twojego syku:

- „50 punktów od Gryfindoru, chłopczyku."

Wszystko było takie proste, gdy tu byłeś

Lęk i nienawiść.

Ty myśleć mnie nauczyłeś.

#

Patrzę czasem na twój portret w holu, gdy tamtędy przechodzę.

Lecz we wrzeszczącej chacie już nie ma, nawet twej krwi na podłodze.

Zamglone bólem twe czarne oczy, widziałem tam po raz ostatni,

Lecz to co mi zostawiłeś… dało mi siłę do walki.

#

Twój czarny cień wyrył się w moim umyśle,

Brak mi twojego sarkazmu,

Tęsknię, gdy o tym myślę.

A jednak ciebie tu nie ma,

A choć nigdy się nie przywiązałem

Byłeś tak pewnym punktem,

Wrogiem, którego się bałem.

#

Wieczorem jednak cisza szumi w mych uszach

(a w głowie myśl – nie ma Severusa).

Łzy ciekną po mojej twarzy, gdy tylko się położę.

Powinieneś był przeżyć tę wojnę… Profesorze.