Po śmierci jego Matki przyrzekł sobie, że zrobi wszystko co w jego mocy, by chronić jego rodzinę. Nawet jego szalonego ojca, który codziennie go prowokował, czego efektem były krótkie pojedynki. Nie były krótkie dlatego, że któryś z nich był silniejszy, ale dlatego, że Yuzu zaczynała płakać. Z czasem oczywiście przywykła do tego widoku, więc już nie płakała. Cieszył się z tego bardziej niż to okazywał. Nie cierpiał gdy jego siostry płakały. Doprowadzało go to do szału z bezsilności, bo nigdy nie wiedział co ma zrobić by przestały płakać.
Nie wiedział kiedy ona też stała się ważnym elementem w jego życiu. Nie był ignorantem, ale nigdy nie potrafił zapamiętać imion osób, z którymi wchodził w jakąś kontrakcję. Był okres, że naprawdę się starał skupić na danych personalnych, ale już następnego dnia było po wszystkim. Nic nie pamiętał. Ją jednak zapamiętał.
Chciał ją chronić. To nie tak, że krzywda innych go nie ruszyła. Oczywiście jego charakter nie pozwalał mu na zignorowanie potrzebujących. Nie miał do tego serca. Jednak w jej przypadku było coś innego, jego pragnienie uchronienia jej od wszelkiej krzywdy było dużo większe niż w przypadku innych. Tłumaczył to sobie, że to przez to, że w porównaniu z innymi, Ona nie potrafi walczyć. Była zbyt delikatna by kogokolwiek skrzywdzić. Znał jej charakter, wiedział jak potrafi być naiwna, jak bardzo nie zwracała uwagi na własne bezpieczeństwo, więc podświadomie powziął decyzję, że będzie o nią dbał. I szło mu całkiem dobrze. Dopóki jego serce się nie zachwiało. Tamtego dnia, jego serce wypełniały czarne chmury. Mógł o to obwinić Vizardów, wreszcie zaczęli go prześladować i przypominać mu o części siebie, której nie chciał zaakceptować. Nienawidził tej części siebie. Mrocznej, pozbawionej wszelkich uczuć, zdolnej tylko do zabijania. Tamtego dnia chciał ją obronić, być jej rycerzem i pokonać nowych wrogów. Nawet jego zdolności do wykrywania reiatsu podpowiedziały mu, by lepiej trzymać ją z daleka od tej walki. Tamtego dnia nie potrafił jej obronić. Mógł tylko patrzeć jak biegnie by mu pomóc. Wiedział, że zrobiła to podświadomie, jej serce nie potrafiło inaczej zareagować. Tylko, że on nie potrafił tego zaakceptować. Gdyby tylko był silniejszy, mógłby ją ochronić.
Siedział przy niej i przepraszał. Nie potrafił powiedzieć nic więcej. Jego serce paliło go z bólu, gdy widział ją w takim stanie. Czuł, że znowu zawiódł, tak samo jak wtedy, gdy przez jego niewiedzę zginęła jego Matka. Obiecał przecież, że to się nigdy nie powtórzy.
Nie potrafił spojrzeć w jej oczy. Zawsze ogarniał go wstyd. Wstyd bycia słabym. Widział ból w jej oczach, ale nie potrafił tego zmienić. Zawiódł ją. Nawet jeśli nigdy od niego nie wymagała tego, to czuł, że powinien się bardziej postać.
I wtedy wróciła Rukia. Poczuł ulgę. Oczywiście, że poczuł. Wreszcie to ona dała mu moce, ona pozwoliła mu stać się naprawdę silnym. Jednak nie potrafił zareagować jak zwykle, nie potrafił założyć swojej maski. Wykorzystała to i dobiła się do jego serca. Dała mu rezolucje, by stać się jeszcze silniejszym jeśli chce nadal chronić najbliższych. Nawet jeśli to miało oznaczać współpracę z Vizardami.
Gdy wrócili do szkoły znalazła ją i zmusiła go by po raz kolejny przeprosił, ale on nie mógł nic wydusić. Nie chciał Jej znowu przepraszać, zrobił to już setki razy. Tym razem oficjalnie jej przyrzekł. Będzie ją chronił, nawet za cenę własnego życia.
Spojrzał się na nią z niepokojem. Od jakiegoś czasu przestała przynosić swoje jedzenie, zamiast tego kupuje je w szkolnym bufecie i je praktycznie cały dzień. Zagryzł dolną wargę obiecując sobie, że porozmawia z nią o tym po szkole.
- Ichigo! Jak ją poderwałeś? - Szatyn zawiesił ręce na jego ramionach, szlochając głośno.
Westchnął ciężko, odsuwając go od siebie. Nie wiedział ile razy już to przerabiali, ale Keigo zdawał się tym nieznudzony. Kątem oka spojrzał się na poirytowanego Ishide, który stał od nich w większej odległości niż przed wojną z Quincy.
Wiedział dlaczego jego przyjaciel, próbuje się od nich odciąć, dlaczego zaczął go traktować z dawnym dystansem i tą swoją wyższością. Nie mógł jednak nic na to poradzić. Orihime wybrała jego, a nie Ishide.
Nabrał powietrza drapiąc się po głowie. W takich sytuacjach brakowało mu Ruki, przy niej wszyscy byli jakoś mniej zajęci jego życiem osobistym. Zjadł ostatni kawałek kanapki i ruszył w stronę dziewczyn. Miał dość towarzystwa kolegów, którzy albo go zniecierpieli przez zazdrość, albo uparcie milczeli. I jak on miał się któregokolwiek z nich spytać o to co powinien zrobić z Orihime? Jak im wyjaśnić to niejasne uczucie nawet dla niego, które go opętało odkąd tylko powiedział jej o swoich planach. Gdy tylko się zaczął do nich przybliżać poczuł na sobie chłodny wzrok Tatsuki. Wiedział, że pewnie sama próbuje coś wycisnąć od przyjaciółki, z takim samym skutkiem jak on.
- Czego tu chcesz? To babskie spotkanie. - Tatsuki powiedziała szorstko, ściskając w dłoni pusty już kartonik po napoju.
- To się wproszę. Nikt nie powiedział, że nie mogę tutaj być. - Usiadł obok Orihime, spoglądając na brunetkę z cichym wyzwaniem.
- Lepiej mnie nie prowokuj! - Warknęła oschle, rzucając w niego papierkiem od kanapki.
- Nie ośmieliłbym się. Nie chcę po raz kolejny rozbić głowy o szybę.
Orihime spojrzała się na nich nie rozumiejąc nic z ich rozmowy. Tatsuki wstała wściekła oddalając się od nich. Chłopak uśmiechnął się zwycięsko, sięgając po leżący kartonik z mlekiem o smaku truskawkowym. Dziewczyna obserwowała go uważnie, powodując u niego dreszcze. Nie wiedział jak określić to uczucie, ale nie należało do tych, które powodowały u niego irytację. Lubił być przez nią obserwowany, było to tak naturalne uczucie, że nigdy tak naprawdę się nie zastanawiał nad tym.
- Ichigo… - Powiedziała nieśmiało, bawiąc się kosmykami włosów. - Nie powinieneś tak traktować Tatsuki-chan…
- Jak? To tylko przyjacielskie sprzeczki, jest zła bo się o ciebie martwi. - Odparł spokojnie, nie spuszczając wzroku z jej dłoni.
- To nie wyglądało jak kłótnia o mnie…
- Bo nie wiesz co się działo kiedy cię nie było.
Zamrugała zdumiona oczami, gdy Ichigo westchnął z dozą zawodu. Nie chciał pamiętać tamtego czasu, swojej frustracji, oskarżenia Orihime o zdradę i złości Tatsuki. Przymknął oczy, próbując wymyślić jakiś zastępczy temat, który by pochłonął jego dziewczynę na tyle, by nie wracała do tamtych wspomnień.
- Um, nie wiem. - Odparła szeptem, dopijając swój napój.
- Orihime, co powiesz na pójście do ZOO w sobotę? Masz wolne? - Powiedział szybko, chcąc zostawić nieprzyjemny temat za nimi.
Dziewczyna spojrzała się na niego zdumiona, po chwili otworzyła usta i spojrzała w niebo zastanawiając się nad tym. Uśmiechnął się łagodnie na ten widok, lubił jej dziwne nawyki. Dzięki temu była JEGO ORIHIME.
- Nie mogę. - Spuściła wzrok, ściskając dłonie na końcówce spódniczki.
Podniósł pytająco brwi, nie rozumiejąc o co chodzi. Znał grafik jej pracy i o ile pamiętał powinna mieć wolne w ten weekend. Dziewczyna uśmiechnęła się blado, spoglądając na niego z poczuciem winy.
- Jadę z Tatsuki-chan na trening.
- Och… - Wyksztusił z ledwością, wstając powoli. - No nic. Pójdziemy na randkę innego dnia. - Próbował się uśmiechnąć, żeby nie czuła się winna, ale nie potrafił. Chciał z nią spędzać każdą wolną chwilę, wreszcie tak długo trwało nim zostali parą. Wypuścił ciężko powietrze nie wiedząc co ze sobą zrobić, co powiedzieć. Nie umiał pojąć dlaczego jej odmowa tak nim wstrząsnęła.
- Ichigo? - Spytała się z troską w głosie, nie spuszczając go z oczu.
- Nic nie mówiłaś o wyjeździe… - Odparł z nieświadomym wyrzutem, spoglądając gdzieś w bok.
- Zaprosiła mnie wczoraj przed lekcjami. Przepraszam.
Zamknął oczy, by opanować swoje nerwy. Obiecał sobie, że nie zrobi niczego, co zmusiłoby ją do przeprosin. Zazgrzytał zębami, czując rosnącą względem siebie niechęć. Dlaczego zachowuje się przy niej jak idiota? Chciał już coś powiedzieć, obrócić wszystko w żart, gdy rozbrzmiał dzwonek. Dziewczyna wstała z miejsca ruszając powoli do drzwi, on zaś spoglądał za nią. Przyłożył sobie palce do głowy, robiąc gest strzelania.
Przebywając z nią nauczył się, że niektóre tematy powinny być tabu i nie należy ich poruszać. Jej rodzina, wydarzenia związane z Aizenem oraz Tsukishimą. Nie chciał jej zranić, a jednak ciągle to robił wracając do tych tematów podświadomie.
- To zadziwiające, że odczuwasz zazdrość nawet względem Tatsuki. - Mizuiro podszedł do niego uśmiechając się ironicznie.
- Że co?! - Odburknął poirytowany, wkładając ręce do kieszeni. - Kto niby jest zazdrosny o kogo?!
- Przyznaj się Ichigo, jesteś o nią zazdrosny, tylko nie umiesz tego okazać w-ten-słodki-sposób-z-mang-dla-dziewczyn. - Zaśmiał się cicho pod nosem idąc przodem.
Gdy się obudził wcześnie rano nie zdawał sobie jeszcze sprawy jaki jest dzień. Pierwsze co zauważył, to brak jego ojca w próbie przywitania go. Z jednej strony czuł ulgę, bo miał już tego kompletnie dosyć. Stracił moce shinigami, nie musiał trenować, a mimo to, zawsze ktoś się znalazł, kto przypominał mu, że powinien trzymać ciało w dobrej kondycji. Z drugiej strony jednak czuł niepokój, w domu panowała cisza, która nie była częstym gościem o tej porze.
Zszedł na dół, zaraz po tym jak się przygotował do wyjścia i zobaczył, że w domu nikogo nie ma. Chciał już dzwonić do ojca, gdy zobaczył notatkę od Yuzu dotyczącą śniadania. Nie rozumiał dlaczego akurat dzisiaj może jeść sam.
Odpowiedź dostał kilka minut później, gdy znajomi zaczęli składać mu życzenia. Jego urodziny.
Wiedział, że jego pokręcona rodzina planuje jakąś imprezę niespodziankę. Nieważne ile razy im mówił, że nie chce tego, to i tak to robili. Za bardzo kochali dobrą zabawę by spełnić życzenie osoby, która powinna mieć ostateczne zdanie na temat jak chce spędzić urodziny.
Tak jak podejrzewał, gdy tylko wrócił ze szkoły, w domu zastał tam wszystkich znajomych i rodzinę, która z radością obsługiwała gości. Wiedział, że z nimi nie wygra, więc przebrał się szybko w jakieś normalne ciuchy i zszedł na dół. Dopiero po godzinie zauważył, że wśród gości nie ma jego przyjaciółki. Nie było Inoue. Zaintrygowany podszedł do Tatsuki by się spytać co się dzieje z dziewczyną, która nawet opuściła zajęcia w szkole. Jednak nawet ona nic nie wiedziała na ten temat i wyraźnie była tym poirytowana.
Przed północą postanowił pójść na spacer. Był już zmęczony grami, oglądaniem filmów i słuchaniem głupich żartów. Potrzebował odświeżenia umysłu. Tak jak zwykle obrał drogę w kierunku rzeki. Już dawno nie robił tego z poczuciem winy, jakaś część jego osobowości wreszcie zaakceptowała to wszystko co mu się przydarzyło.
Gdy dotarł na miejsce, zobaczył jak rudowłosa dziewczyna siedzi na brzegu, rzucając do wody kamyczki. Podszedł do niej zaciekawiony, nie wyglądała na chorą, raczej na zmartwioną czymś, zastanawiał się, czy ma to związek z jej rodziną.
- Wszystkiego najlepszego Kurosaki-kun. Przepraszam, ale nie mam dla ciebie żadnego prezentu. - Powiedziała nagle, załamującym się głosem. Mógł przysiąc, że jeszcze niedawno płakała.
- Nigdy mi jakoś specjalnie nie zależało na prezentach. Jednak dziękuję za życzenia. - Odparł spokojnie siadając obok niej. - Czemu nie było cię w szkole?
- Próbowałam wymyślić co ci dać, ale ostatecznie nic nie wymyśliłam. Przepraszam, pewnie Tatsuki się martwi?
- Um, pewnie, że się martwi, zresztą nie tylko ona.
- Przepraszam…
- Nie musisz przepraszać Inoue, to nie twoja wina. Chociaż marnować cały dzień, żeby znaleźć mi odpowiedni prezent, to trochę niepoważne... - Ugryzł się w język pod koniec, czując się jak idiota komentując jej zachowanie w ten sposób. Zaklął w myślach, szukając sposobu by odkręcić to wszystko.
- Dla mnie to najważniejszy dzień w roku… - Mruknęła cicho, nadal na niego nie spoglądając.
- Dlaczego? - Spojrzał się na nią zdumiony, zastanawiając się dlaczego na niego nie patrzy.
- Um… Bo Kurosaki-kun się urodził… I dzięki temu mogłam cię poznać, oraz tylu znajomych z Soul Society. Um… - Schowała twarz w dłoniach, szlochając cicho. - Przepraszam, nie zwracaj na mnie uwagę, gadam głupoty.
- Gdybyś gadała głupoty uśmiechałabyś się i rzucała rękoma praktycznie wszędzie. Zawsze tak robisz, gdy wchodzisz na abstrakcyjne tematy. - Spoważniał gwałtownie, zagryzając dolną wargę. Nie był głupi. Oczywiście, że wolał czasem pewnych rzeczy nie zauważać, bał się konsekwencji, szczególnie teraz gdy nie mógł nikogo obronić. Po chwili ciszy między nimi powiedział. - Orihime… Co chcesz mi tak naprawdę powiedzieć? - Czuł się dziwnie mówiąc do niej po imieniu, jednak ku własnemu zdziwieniu powiedział to naturalnie, jakby tak miało być zawsze jakby nigdy do niej nie mówił po nazwisku.
Widział jak przełyka ślinę, a jej ręce obejmują jej kolana, jakby chcąc się wesprzeć. Milczeli przez dłuższą chwilę, jakby znowu zabrakło im tematów do rozmów. Zawsze tak było gdy zostawali sami, czuł coś w powietrzu, jednak nie potrafił nigdy tego rozgryźć, więc często po prostu to ignorował. Teraz też miał ochotę to zignorować, zaśmiać się i powiedzieć cokolwiek, byle tylko zejść z tego tematu. Nie mógł tego jednakże zrobić. Nie chciał wracać do nazywania jej po nazwisku, szanował ją, nikomu nawet nie powiedział jak ważna się dla niego stała. Dlatego chwycił za kamień i zaczął rzucać kaczki. Czekał. Nie miał innego wyboru tym razem.
- Bo ja cię… Bardzo cię kocham Ichigo. I już nie potrafię od tego uciekać, ja wiem, że kochasz Rukię i, że jestem dla ciebie tylko koleżanką z klasy, albo nawet irytującą dziewczyną, która sprawia ci same kłopoty…
Wpadła w histerię. Płakała, wycierając oczy rękoma. Prawdopodobnie nawet nie myślała co mówi, ból był zbyt wielki. On zaś czekał cierpliwie aż się uspokoi, aż dojdzie do siebie i pozwoli mu powiedzieć coś. Sam właściwie nie wiedział jak na to odpowiedzieć, nie chciał by źle go zrozumiała.
Gdy usłyszał jej ciche kwilenie, wstał rozciągając ciało. Spojrzał się w niebo, które wyjątkowo wypełnione było gwiazdami. Dawno nie widział takiego nieba. Uśmiechnął się pod nosem, czując jak jakiś ciężar spadł z jego klatki piersiowej.
- Wiesz Orihime, ja nie wiem, czy to co czuję względem ciebie to miłość, czy nie. Wiem natomiast to, że naprawdę bardzo cię lubię, jesteś dla mnie bardzo ważna, nawet nie wiesz jak bardzo i nigdy nie uważałem cię za natręta. Po prostu nie chciałem byś podczas walk doznała jakieś krzywdy. Nie chciałem patrzeć jak brudzisz swoje ręce krwią. A co do Ruki, to na pewno jest dla mnie ważna, ale nie nazwałbym tego miłością. Zmieniła moje życie, uratowała mnie i moją rodzinę przed śmiercią. Jednak czy to jest równoznaczne z koniecznością pokochania kogoś? Jestem jej wdzięczny za to co zrobiła, mógłbym zrobić dla niej wszystko by tylko spłacić dług, którego nie da się spłacić w żaden sposób. - Zamilknął na chwilę, zastanawiając się co powinien jeszcze powiedzieć, trudno było mu się skupić na swoich uczuciach, nie lubił ich okazywać, ale tym razem nie chciał zamykać przed nią serca, chciał by go zrozumiała. - W każdym razie… Rukia to taki mały pasożyt. Odkąd tylko ją spotkałem miałem potwora w szafie, niezapowiedziane wizyty męskiego zrzeszenia shinigamich, którzy są tak żałośni, że nie potrafią sobie znaleźć pokoju dla siebie, nie mówiąc już, o tym całym bałaganie. I nigdy, nigdy podkreślam, nie spytał się żaden z nich, czy mam coś przeciwko, co powie na to moja rodzina. Byłbym naprawdę szalony, gdybym się w niej zakochał, wstrętny królik. - Mruknął pod nosem, bardziej z przekory, niż dlatego, że naprawdę tak myślał.
Niebo było dużo ładniejsze, gdy w jego tle słyszał jej cichy śmiech.
Szedł powoli w stronę swojej pracy zastanawiając się kiedy właściwie znajdzie czas by porozmawiać z Orihime, znał ją za dobrze, żeby łudzić się, że sama mu powie co ją trapi. Musiał ją jakoś przycisnąć i pokazać, że cokolwiek to jest może na nim polegać.
- Co taki strapiony Ichigo? - Znajomy męski głos odezwał się niedaleko niego, zmuszając go do zatrzymania.
- Renji? Co ty tutaj robisz? - Zdumiony rozejrzał się kątem oka, szukając małej paskudy. Czasem naprawdę wolał żeby odebrali mu także zdolność widzenia duchów, czy shinigamich. Byłby dużo prościej normalnie funkcjonować.
- Zwykły patrol. Nic wielkiego, a ty? Niedługo całe morze depresji wokół ciebie będzie. - Uśmiechnął się dziko, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Skoro zabraliście mi moce shinigami, nie mogliście też pozbawić mnie widoku waszych głupich mord? - Mruknął poirytowany ruszając w dalszą drogę.
- Oj! Co taki nieuprzejmy? Wolałbyś zobaczyć Rukię?
- Niekoniecznie. Zobaczenie jej, oznacza kolejny cios w twarz…
- Stęskniłem się za tym widokiem. - Zaśmiał się cicho, poklepując go po plecach.
Ichigo tylko się skrzywił, nie mogąc się zmusić do jakieś riposty. Czuł się zmęczony i przede wszystkim zawiedziony. W dodatku nie miał z kim porozmawiać o tych sprawach, gdyby żyła jego matka na pewno by mu coś poradziła.
-Coś nie tak z Inoue? - Chłopak zapytał się nagle, łapiąc go za ramię.
- Hm? O co ci chodzi? - Podniósł pytająco brwi, strzepując z siebie jego rękę.
- Nie wiem. Przez chwilę myślałem, że może zerwaliście.
- Dlaczego niby?!
- Wiesz mężczyźni w Soul Society by się ucieszyli z tego…
- Po moim trupie. - Burknął oschle, przyśpieszając kroku.
Definitywnie nie pozwoli nikomu zabrać mu Orihime. NIKOMU.
Get out your guns, battles begun,
Are you a saint, or a sinner?
