W tamtym momencie jej serce stanęło. Nie potrafiła racjonalnie myśleć, jej ręce drżały, a nogi odmawiały posłuszeństwa. Spoglądała na niego, jak nieprzytomny leżał na ziemi, otoczony swoimi przyjaciółmi, którzy próbowali zrozumieć co się dzieje. Ona zaś czuła się jakby znalazła się gdzieś indziej. Nie mogła uwierzyć w to co się działo przed nią.

Spędziła cały dzień na tłumaczeniu ich znajomym co się właściwie stało. Nie potrafiła spojrzeć w oczy Tatsuki. Gdzieś w podświadomości wiedziała, że to z nią powinna się wtedy pożegnać, zasłużyła sobie na to, za przyjaźń, którą jej zaoferowała, a jednak tego nie zrobiła. Czuła się winna, tym bardziej, gdy nikt nie zadawał dodatkowych pytań. Uwierzyli i zostawili to za sobą.

Następnego dnia przyszła do niego. Nie była z nim sama w pokoju, otoczony był przyjaciółmi, którzy martwili się jego stanem, a raczej przyszłością, która go czeka. Ona zaś nie mówiła nic. Siedziała tylko przy jego łóżku, wpatrując się w ledwo zauważalny ruch powiek. Zastanawiała się o czym śni, czy coś go nie boli. Miała tyle pytań, ale jedyne co mogła zrobić to czuwać przy nim i mieć nadzieję, że kiedyś się ocknie.

Czasami tylko spoglądała na Rukię. Zarumieniona, zastanawiała się, czy przypadkiem nie zajęła jej miejsca, czy to nie ona powinna czuwać przy Ichigo w takiej odległości? Jednak brunetka nic nie mówiła, siedziała z nimi w pokoju, czasem wychodziła by porozmawiać z Renjim, czy Uraharą. Jeśli była zaniepokojona jego stanem, to jej wiara w jego siłę była silniejsza, co pozwalało na zachowanie spokoju. Zazdrościła jej tego. Ona była kłębkiem nerwów, niezdolna do zjedzenia czegokolwiek, czy nawet mówienia.

I pewnego dnia naprawdę otworzył oczy. Czuła jak łzy ponownie przysłaniają jej klarowność widzenia, z jej gardła wyszło tylko „Kurosaki-kun", jak ona nienawidziła siebie za to. Dlaczego zawsze musiała to mówić? Czuła rękę Ruki na swojej głowie, czuła jego wzrok na sobie, czuła jak jej serce rozpada się na milion kawałków. Zagryzła niewidocznie dolną wargę, powstrzymując drżenie ciała. Zmusiła się nawet do uśmiechu i spoglądała jak wychodzi z Rukią na zewnątrz. Ich ostatnie chwile. Była pewna, że następnego dnia, znowu zobaczy go przygaszonego i wiecznie zamyślonego. Będzie tęsknił za Rukią, ale nikomu tego nie powie. On nigdy nie mówił otwarcie o swoich uczuciach.

Przez kolejne dni skutecznie go unikała. Spędzała dużo czasu z Tatsuki, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Próbowała zająć czymś myśli. Raz przed wieczorem udała się na cmentarz. Stała przed nagrobkiem brata, zastanawiała się jak powiedzieć mu to co się stało. Nie potrafiła nikomu powiedzieć o tym, co się wydarzyło w Hueco Mundo. Nie. Potrafiła, tylko omijała jego walkę z Ulquiorrą. Poczucie winy było zbyt wielkie. To przez nią zamienił się w TO. To przez jej bezsilność był pogrążony w smutku. Zawsze o tym myślała, gdy spoglądała na pomarańczowe niebo. Dlaczego on zawsze jest smutny?

Jednak wtedy się uśmiechała i wracała do swojego mieszkania. Nie była Rukią. Nie miała prawa wiedzieć.

.

.

.

Westchnęła ciężko spoglądając ze znużeniem na grupkę ludzi, którzy nieustanie wykonywali jakieś ćwiczenia, które zadawał im trener. Tatsuki stała w pierwszym rzędzie na wprost mężczyzny, nie wyglądała na zmęczoną, wręcz była pełna energii.

Orihime wstała leniwie z werandy i ruszyła w stronę pobliskiego jeziora. Wiedziała, że tak właśnie się skończy ten wyjazd. Dopiero pod wieczór przyjaciółka znajdywała dla niej czas, który spędzały na treningu. Nie miała jej tego za złe, że próbuje mieć pewność, że poradzi sobie z niebezpieczeństwem, może nawet się cicho cieszyła, że do tej pory nie próbowała nachalnie rozmawiać o przyszłości, czy o związku z Ichigo. Bała się. Tak bardzo bała się tej rozmowy, tylko nie wiedziała ile będzie mogła przed nią jeszcze uciekać. Kiedyś Tatsuki, albo nawet sam Ichigo zmuszą ją do rozmowy, a ona nie wiedziała co im powiedzieć. Nie potrafiła już z uśmiechem bagatelizować swoich problemów, nawet wtedy gdy powtarzała sobie jak mantrę, że nie może być dla nikogo kłopotem, to łzy same przychodziły.

Zagryzła wargę wpatrując się w bezchmurne niebo. Nie zauważyła nawet kiedy zaczęła płakać, stała na pomoście z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej, podziwiając widok przed nią. Tęskniła. Tęskniła za nim.

- Och, chciałabym pójść z nim do Zoo, głupia… - Szepnęła pod nosem, przymykając oczy.

Chciała z nim zrobić tyle rzeczy, że sama nie wiedziała czy powinna mu o tym mówić. Tyle miejsc chciała z nim odwiedzić, sprawdzić wszelkie mity dotyczące kamieni, posągów i innych rzeczy, ale nie potrafiła zdobyć się na odwagę by mu to powiedzieć. Nawet nie miała odwagi mu powiedzieć, że nie ma pieniędzy, zawsze wtedy wybierała na randkę jakiś spacer. Nie chciała żerować na jego uprzejmości, mimo że on ciągle powtarzał, że nie stanie się biedny od tego, że postawi jej obiad, czy kino. Jednak jej poczucie winy nie pozwalało przyjąć tej oferty. Jakby mu spojrzała w oczy? Musiał ciągle ją chronić, a teraz miałby jeszcze tracić pieniądze na jej zachcianki?

Usłyszała znaną melodię swojej komórki, ustawioną specjalnie dla niego. Zaskoczona zaczęła ją szukać w kieszeniach. W ostatnim momencie wyciągnęła ją z wewnętrznej kieszeni kurtki.

- Hej… - Powiedziała cicho, wycierając oczy od łez. Była tak bardzo szczęśliwa przez jeden telefon!

- Płakałaś? - Spytał się wyraźnie zaniepokojony. Podświadomie wyobraziła go sobie, jak siada na łóżko, gotowy w każdej chwili wybiec i zmusić swojego ojca, by go podrzucił do niej.

- Um, oglądałam ruch chmur i jakoś… łzy same popłynęły. - Mruknęła speszona, nienawidząc siebie za to, że nie potrafiła przed nim ukryć swojego stanu.

- Hime… - Powiedział cicho pogrążając się w ciszy przez chwilę.

Uśmiechnęła się pod nosem wiedząc, że jeśli mówił do niej w ten pieszczotliwy sposób to właśnie zbierał myśli by jej coś powiedzieć. Zdjęła buty i usiadła na pomoście zanurzając stopy w zimnej wodzie. Czekała cierpliwie aż zdecyduje się przełamać, chociaż gdzieś w głębi siebie, wolałaby żeby nigdy tego nie mówił.

- Spotkajmy się w niedzielę wieczorem. Musimy porozmawiać. Nawet nie próbuj się wykręcać, wiem że coś cię trapi i jak zwykle próbujesz to ukryć. Chcę wiedzieć co się dzieje. Chcę ci pomóc Hime. Jestem tutaj by cię chronić, nie mogę już tego robić w odniesieniu do hollowów i innych dziwaków, ale mogę cię chronić przed twoją rodziną i ludźmi… Wróć, nie to chciałem powiedzieć, choć to jest prawdą, ale zmieniłem priorytety. Chcę cię wspierać. Rozumiesz? I nie kiwaj głową bo tego nie zobaczę. - Mówił spokojnie, kojąco, powodując, że nie mogła zrobić nic innego tylko się uśmiechnąć na jego troskę o nią. Jak mogła go nie kochać?

- Rozumiem Ichi, spotkamy się w niedzielę by pomówić o mnie…

- Orihime… Nie wyjdę z twojego mieszkania dopóki mi nie powiesz co cię trapi.

Uśmiechnęła się szerzej, nie mogąc się powstrzymać przed komentarzem, który padłby pewnie od Keigo, gdyby to usłyszał. - Wolisz spać na osobnym futonie, czy jednak śpisz ze mną?

Słyszała jego śmiech, przez co sama się złamała i zachichotała pod nosem. Tak bardzo za nim tęskniła.

.

.

.

Siedziała w ciszy, w swoim mieszkaniu po raz kolejny mieszając swoją herbatę, mimo że nie dosypała do niej cukru a samą torebkę już dawno wyrzuciła do kosza. Pod oczami miała sińce od niewyspania, nie mówiąc już o zaczerwienionych oczach, które były oznaką długiego płaczu. Sama nie wiedziała co ma myśleć, nie rozumiała nawet tego co się stało.

Dwa dni temu były urodziny Kurosakiego. Pamiętała jak kilka dni wcześniej chodziła po mieście szukając dla niego idealnego prezentu, jednak nic nie znalazła i w efekcie nie poszła do szkoły, bojąc się spojrzeć mu w oczy. Była jego przyjaciółką, powinna mieć dla niego prezent. Powinna wiedzieć co mu się spodoba mniej więcej. A jednak nie potrafiła wybrać nic konkretnego, gdy oglądała ubrania orientowała się, że nie zna jego wymiarów, gdy przechodziła obok jubilera przypominała sobie, że nie nosi żadnej ozdoby, czasem założy jakiś naszyjnik, ale nie widziała nic w jego stylu. Perfumy wydawały się jej zbyt obcesowe i żałosne. Zresztą nawet nie wiedziała jaką markę preferuje. Przez chwilę miała ochotę pobiec do Urahary i poprosić go by zaprosił do nich Rukię. Jednak gdy zaszła do sklepu ze słodyczami okazał się zamknięty. Udała się więc nad rzekę by zastanowić się nad sobą i swoim życiem. Płakała dość długo, czując wstyd względem własnej słabości. Może gdyby nie wprosiła się do drużyny, wszystkim byłoby lepiej? Może Ichigo by tak nie cierpiał?

Teraz zaś siedziała w swoim mieszkaniu, czując mętlik w głowie. Pamiętała ich rozmowę. Dobrze pamiętała jak mu się przyznała do swoich uczuć, chociaż tego nie planowała. Jednak nie potrafiła mu odmówić. Nie potrafiła go oszukać. On zaś powiedział, że ją lubi. Jednak co z tego wynikło, tego nie wiedziała i bała się do niego pójść i się spytać o to. Bała się wyjść na idiotkę, gdyby coś nad interpretowała.

Puk, puk

Zaskoczona spojrzała w stronę drzwi. Dopiero po chwili dotarło do niej kto za nimi stoi. Pobiegła w ich stronę, zastanawiając się jak mu spojrzy w oczy, co zrobi gdy powie jej, że nie mogą już być przyjaciółmi? Co zrobi gdy powie jej, że nie chce mieć z nią nic wspólnego?

Otworzyła szeroko drzwi, wpatrując się w niego z paniką w oczach. Nie wiedziała co ma robić, nim jednak zdołała powiedzieć cokolwiek, on uśmiechnął się łagodnie, przechylając głowę lekko w bok.

- Przeszkadzam?

- Um… Co?.. Ja.. Ten tego.. Cze… Nie… Nie przeszkadzasz… - Odparła zmieszana, cofając się do tyłu by dać mu miejsce do przejścia.

- To dobrze, bo nie mieliśmy okazji porozmawiać w szkole, przez pracę i w ogóle. A chyba musimy sobie coś wyjaśnić. - Usiadł przy stoliku, spoglądając na jej herbatę, wyciągnął z niej łyżeczkę odkładając ją na talerzyk. - Mogę prosić o herbatę?

- Oczywiście. - Odparła zmieszana kierując się do kuchni. Nie rozumiała co się dzieje, czuła się jak w jakimś dziwnym śnie, ale nieważne ile się szczypała, on nie znikał.

Gdy się pojawiła z jego herbatą usiadła naprzeciwko wpatrując się w jego dłonie. Nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy, wystarczająco ciepło jej było w jego obecności.

- Co do naszej rozmowy wtedy… Nie doszliśmy do konkluzji. Nie mam już mocy shinigami, nie mogę cię chronić przed potworami… - Chciała już coś powiedzieć, on jednak tylko podniósł rękę w geście by mu nie przerywała. - Mimo to, chciałbym spróbować… Znaczy… To powinno brzmieć coś w stylu… Zostaniesz moją dziewczyną?

Czuła jak serce jej stanęło. Otworzyła usta, by zaraz je zamknąć. Nie mogła w to uwierzyć. Po prostu nie mogła.

.

.

.

Czuła jak żołądek nieprzyjemnie przylega do jej kręgosłupa, a płuca odmawiały pracy. W głowie miała mętlik, który z każdą chwilą przeradzał się w coraz większą panikę. Przymknęła oczy, przyciskając palce do skroni, modląc się by jakimś cudem nie udało mu się dzisiaj wyrwać.

Puk, puk

Otworzyła szeroko oczy, nie będąc w stanie nawet wstać. Nie spodziewała się go tak szybko, ale nie miała wyboru. Zgodziła się na tą rozmowę, nie mogła teraz po prostu od tego uciec. Nabrała powietrza, wstając powoli z miejsca. Czuła jak dłonie jej drżą, a nogi z każdym krokiem stają się coraz cięższe. Co mu powie? Jak zareaguje na jej słowa? Czy będzie nadal chciał by była jego dziewczyną?

- Orihime jeszcze trochę a tu korzenie zapuszczę… - Jęknął znużony, trzymając ręce w kieszeni.

- Um… Przepraszam, ale strasznie mnie bolą nogi po tych treningach… - Uśmiechnęła się delikatnie, otwierając drzwi.

- Tak cię wymęczyła na tym wyjeździe?

Spojrzał się na nią z troską, podniósł rękę ku niej, jakby chciał ją dotknąć i upewnić się, czy na pewno wszystko jest w porządku, jednak szybko opuścił ją wchodząc do środka. Spoglądała za nim z uczuciem zawodu, chciała by ją dotykał, by czuł się przy niej swobodnie, by w ten sposób dał jej otuchy do bycia sobą.

Zamknęła drzwi, zastanawiając się jak ma sobie z tym wszystkim poradzić, zamiast tego ruszyła jego śladem, zaciskając dłonie na spodniach. Brakowało jej determinacji i odwagi by mówić o sobie w ten sposób. Tak bardzo nie chciała go urazić.

Zanim usiadła naprzeciwko niego, udała się do kuchni by zrobić mu herbatę. Nie pytała się nawet, czy chce coś do picia, chciała kupić sobie czas. Zastanowić się nad tym co mu powiedzieć, co mogła mu wyjawić.

- Hime… Nie muszę pić herbaty, może być zwykła woda… - Powiedział spokojnie, spoglądając na jej nierozpakowaną jeszcze torbę.

- Nie! Nie! Już zaraz będzie, poczekaj chwilę, dobrze? - Odparła speszona, czując jak jej serce pracuje dużo szybciej niż do tej pory.

- Już ci powiedziałem. Nigdzie się nie wybieram, póki mi nie powiesz co cię trapi.

- Um, wiem… - Spuściła głowę, mając ochotę zapłakać, ale nie mogła tego zrobić. Nie teraz.

Weszła do salonu po kilku minutach, stawiając na stoliku dwa kubki z herbatą i miseczkę z ciasteczkami. Usiadła na swoim miejscu, czując jak się rumieni na widok swojej nierozpakowanej torby, która w dodatku była otwarta i to co z niej wystawało, definitywnie powinno znaleźć się na jej dnie. Wstała zabierając ją do swojego pokoju, nie mogła uwierzyć, że zostawiła ją tak na widoku i osobą, która podziwiała jej niezorganizowanie był Ichigo. Zagryzła dolną wargę siadając ponownie przy stoliku. Chłopak śmiał się pod nosem, jedząc ciastko.

- Um, przepraszam.- Mruknęła speszona, obejmując dłońmi kubek z herbatą.

- Nie przejmuj się, każdemu się zdarza.

Ale dlaczego akurat mi? Co za wstyd… Ze wszystkich rzeczy musiał zobaczyć moje majtki?!- Pomyślała rozgoryczona, sięgając po ciastko.

- Um…Ichigo… - Szepnęła speszona, czując jak czerwieni się jeszcze mocniej, gdy spojrzał na nią swoimi czekoladowymi oczami. - Jeśli chodzi o to co mnie trapi, to nie masz co się martwić, to nic wielkiego…

- To ja już ocenię, czy to jest warte troski, czy nie. - Odparł spokojnie, popijając herbatę.

Jak ona go za to nie cierpiała. Nawet nie wiedziała jak to robi, ale to robił. Nie wyglądał na specjalnie zainteresowanego. Nie naciskał na nią w żaden sposób, a mimo to, czuła, że powinna mu powiedzieć, że jeśli tego nie zrobi zawiedzie go. Nie potrafiła tak po prostu wykręcić się od czegokolwiek w jego obecności.

-Um… Chodzi o to, że… Za dwa miesiące kończymy liceum… I wiele się zmieni w naszym życiu. Ty pojedziesz do Tokio na studia, a ja… Ja nie wiem, co mam zrobić…

Kap, kap, kap

Kiedy zaczęła płakać? Kiedy straciła mowę? Kiedy jego wzrok pełny spokoju, zmienił się w niepokój i troskę, która ogrzewała jej serce? Kiedy dystans między nimi zmalał na tyle, że był na wyciągnięcie ręki? Kiedy znowu wpadła w panikę, mówiąc mu o swoim wątpliwościach dotyczących nauki? Kiedy jej serce stało się tak niestabilne? Kiedy zdobył do niego klucz, nie pozwalając jej już nigdy zamknąć drzwi?

Nie znała odpowiedzi na te pytania. Była przerażona swoim stanem. Jeszcze nigdy nie czuła się w ten sposób w jego obecności. Jej serce było paraliżowane bólem, przez słowa, które nigdy nie padły z ich ust, przez gesty, które nigdy nie zaistniały między nimi.

All my heart, it breaks every step that I take
But I'm hoping that the gates
They'll tell me that you're mine