Dlaczego poszedł? Dlaczego jego serce tak bolało, gdy usłyszał o jej zdradzie? Dlaczego nie mógł w to uwierzyć? Czemu wbrew logice był gotowy pójść sam i pokonać każdego na swojej drodze, by tylko do niej dotrzeć? Dlaczego nie przyszło mu na myśl by poprosić kogokolwiek o pomoc? Przecież nie był sam.
Obiecał, że będzie ją chronił, że nie pozwoli, by stało jej się coś złego.
Dlaczego zawsze traci osoby, którym to obiecuje?
Jej jednak nie zamierzał stracić. Nie pozwoli by to się znowu stało. Nie straci po raz kolejny swojego słońca. Tak, ona była dla niego słońcem. Wystarczyło mu, że widział ją szczęśliwą tylko tyle się liczyło.
Kłamstwo. Bał się jej powiedzieć jak ważna jest dla niego. Nie wiedział jak wyrazić swoje uczucia. Czekał na odpowiedni moment, który mógł nigdy nie nadejść.
Poszedł więc do Urahary będąc przekonany, że to będzie jego samotna walka. Tam zaś zobaczył starych kompanów walki. Poczuł ulgę, że nie musi iść sam, ale jednak bał się. Co jeśli oni zginą? Czy mają wystarczająco siły? Dlaczego w nich wątpił?
Gdy biegł po nią z Nel, czuł niepokój związany z poziomem reiatsu jego przyjaciół. Gdyby mógł byłby przy każdym z nich, ale musiał im zaufać. I wtedy zobaczył czwartą espadę. Jego doniesienie o śmierci Rukii nim wstrząsnęło, nie chciał w to uwierzyć, chciał iść i sam się przekonać, czy to prawda.
Gdzieś w głębi siebie wierzył, że ona jest bezpieczna, że jej nie zabili i nie zrobili jej krzywdy. Przecież by to wyczuł! Jednak wtedy on powiedział JEJ IMIĘ. Jego sercem ponownie wstrząsnęła fala złości, oto miał przed sobą osobę odpowiedzialną za jej zniknięcie.
A jednak jego siła nie była wystarczająca. Może dlatego go zostawiła, bo wiedziała, że nie jest w stanie jej chronić? Bo był słaby?
A jednak, gdy sądził, że umarł otworzył oczy. Nie mógł w to uwierzyć. Stała przed nim i to ona go wskrzesiła. Jednak zaraz po tym, zorientował się, że nie jest sama, że jest przy niej Grimmjow. Musiał ją uratować.
Tylko dlaczego ona się go bała? Co widziała, gdy zakładał TĄ maskę? Dlaczego nie mógł jej ocalić? Dlaczego mu na to nie pozwalała? Dlaczego tym razem w niego nie wierzy? Bolało. Jego serce wiło się z bólu widząc jej strach.
Naprawdę myślał, że umrze. Podczas poprzednich pojedynków z Grimmjowem był pewny, że uda mu się przeżyć, że uda mu się wygrać. Tym razem, nie potrafił tak myśleć. Przecież ona się go bała! Nie był wcale lepszy od NICH.
I wtedy usłyszał jak do niego woła. Jak go prosi by już więcej nie dał się zranić… BY NIE UMIERAŁ.
Jego serce nagle odżyło dając siłę do pokonania Grimmjowa. Tylko dlaczego go nie zabił? Dlaczego nie zrobił ostatniego ciosu? Może mu współczuł? A może był mu wdzięczny, że przyprowadził do niego JĄ?
Gdy pojawił się ponownie na wieży, nie wiedział co powinien zrobić. Chciał ją przytulić, powiedzieć jak bardzo się cieszy, że jest cała i zdrowa, ale nie mógł… Nie mógł zebrać się na odwagę by pokazać jej jak ważna jest dla niego.
Gdy jednak podała mu swoją dłoń, gdy ją delikatnie uścisnął, czuł się szczęśliwy. Jakby wreszcie był w domu. Nie miał ochoty już iść i walczyć z innymi. Chodziło tylko o to, by udać się po resztę i wrócić do Kakakury.
Odzyskał na ten moment swoje słońce.
.
.
.
Westchnął ze znudzeniem, spoglądając na kolejkę przed nimi. Nie sądził, że aż tyle osób postanowi udać się do Zoo. Spojrzał się na Orihime, która sprawdzała coś w komórce, nie wyglądała na znudzoną, ani tym bardziej na zakłopotaną myślą, że spędzi kilka minut zanim uda im się wejść do parku.
- Coś się stało? - Nachylił się ku niej, wpatrując się w jej zmartwione spojrzenie.
- Nic takiego, po prostu dostałam wiadomość o moim ostatnim teście z angielskiego. - Odparła zmieszana, chowając telefon do torby. - Niezbyt dobrze mi poszedł.
- Następnym razem ci się uda. - Powiedział spokojnie uśmiechając się delikatnie.
- Mam nadzieję, choć ostatnio nie potrafię znaleźć motywacji do nauki. Znaczy, to nie przez ciebie. Po prostu chyba mój mózg chce już wakacje. – Zaśmiała się pod nosem, spoglądając przed siebie. - Trochę wolno się poruszamy. Ciekawe czy otworzyli wszystkie kasy…
- Powinni. - Odparł ze znużeniem, wzdychając ciężko. - Może nie powinniśmy się widywać jakiś czas. Nie myślałaś o nauce z Ishidą?
Zwróciła na niego spojrzenie wypełnione bólem, jednak zaraz spuściła wzrok, wzruszając ramionami. Nawet jeśli tego nie okazywała, Ichigo zauważył jak spogląda na ludzi przed nimi, szczególnie na parę, która trzymała się jak gdyby nic za ręce, śmiejąc się z czegoś. Przymknął oczy, zastanawiając się co powinien zrobić w takiej sytuacji. W takich momentach definitywnie brakowało mu matki, z którą mógłby porozmawiać o randkach z dziewczynami.
- Słuchaj Orihime, nie mówię tego bo mam cię dość, czy coś. Sam najchętniej spędzałbym z tobą każdą wolną chwilę, ale nie jestem taki dobry w nauce. Ishida jest ode mnie o wiele lepszy i pewnie więcej ci wyjaśni niż ja. Chociaż nie powiem, że myśl o tym, że będziesz z nim spędzać czas mnie zadowala. - Mruknął speszony odwracając wzrok gdzieś w bok.
Zamrugała zdumiona, nie wiedząc kiedy zaczęła się uśmiechać. Lubiła spoglądać na niego, gdy jest zakłopotany przez własną zazdrość. Nagle jej oczom rzucił się ich cień, dopiero teraz zauważyła jak blisko siebie się na nim znajdują. Wyciągnęła nieznacznie rękę przed siebie, uśmiechając się szerzej, na iluzje, która stworzyła się na ich cieniach. Chociaż w ten sposób trzymała go za rękę.
Ichigo kątem oka zauważył jej rumieniec i kierunek, w którym się patrzyła. Uśmiechnął delikatnie, wyciągając swoją dłoń do niej i zaciskając ją. Dziewczyna podniosła wzrok na niego, zaskoczona z niedowierzania, ale z cichym szczęściem.
- Jeśli chcesz coś zrobić, to nie musisz się powstrzymywać. Jesteśmy wreszcie parą. To naturalne. - Powiedział spokojnie, próbując ukryć swoją radość z takiego obrotu wydarzeń.
- Um… Pójdziemy po Zoo na pizze? - Spytała się speszona, uciekając od niego wzrokiem.
Podniósł pytająco brwi, nie rozumiejąc co w tym pytaniu było takiego, że nie mogła na niego spojrzeć w normalny sposób. Czasem nie potrafił jej rozszyfrować.
- Jasne, nie widzę problemu. Na pewno będziemy głodni po tylu godzinach chodzenia.
- Mam nadzieję, że uda nam się zobaczyć pingwiny… Myślisz, że będą przypominać trochę te z tej bajki?
Zaśmiał się cicho, na samą myśl, że prawdziwe pingwiny miałyby się zachowywać jak jednostka szpiegowska. Miał jednak świadomość, że w głowie Orihime dzieją się różne rzeczy.
- Raczej nie, ale kto wie.
- A Timon i Pumba?
- Niemożliwe.. Guźce i surykatki są trzymane osobno. - Powiedział brutalnie, zaplatając palce z jej.
- Łeee… - Jęknęła zawiedziona, opierając się delikatnie o niego.
- Może zobaczymy małe lwiątka? Czytałem, że się urodziły.
- Naprawdę?!
Kiwnął twierdząco głową, obserwując jak jej oczy tryskają radością, a jej uśmiech jeszcze mocniej się powiększa. Wiedział podświadomie, że jest wdzięczna, że zabrała aparat, mimo że prawie go zapomniała.
Jej szczęście mu wystarczało, o więcej nie prosił. Zauważył, że są tematem plotek u wielu osób, wreszcie ich związek nie należy do normalnych. Wszystko idzie powoli, nie śpieszą się z niczym, jakby delektowali się sobą, chociaż wiele przed nimi. Jednak Ichigo nie chciał jej popędzać, sam nie czuł się na tyle odważny i pewien by narzucać jej tempo. Cieszył się oczywiście z tego, że mógł ją wreszcie dotykać, że pokazała mu, że ona też tego chce.
Podobno miłość jest spontaniczna. Dla nich jednak jest czasem na powolne odkrywanie siebie. Nie chcieli stracić swojej szansy.
.
.
.
Kiedy się rano obudził, zdał sobie sprawę, że nie wie jak powie wszystkim o swoim związku z Orihime. Najchętniej zostawiłby to między nimi, nie czuł potrzeby, żeby dzielić się ze wszystkimi swoim życiem osobistym, jednak nie chciał być egoistyczny i postawić ją w niewygodnej pozycji. Wiedział, że nie przepadała za kłamstwami, nawet po powrocie z Soul Society, mimo że wiedziała, że nie powinna mówić tego co robili i tak powiedziała. Nie była osobą, która czuje się komfortowo z kłamstwem.
Zszedł jak zawsze na dół, próbując odpędzić od siebie ojca, który jak zawsze próbował go zmobilizować do wysiłku fizycznego. Był tym zmęczony, ale nie potrafił wyjaśnić mu na tyle klarownie by przestał to robić. Yuzu i Karin dziwnie na niego spoglądały. Podniósł pytająco brwi, jednak nic nie powiedziały. Chciał już wytłumaczyć się z późnego powrotu do domu, jednak nim zdążył otworzyć usta, już siedział przy stole i spoglądał na swoją porcję jedzenia.
I tak oto szedł do szkoły zastanawiając się jakim cudem, mimo wielkiego szczęścia ma żyć ze świadomością, że ma dziewczynę. Przez tyle lat chował uczucia w głębi siebie, a przez jego wyraz twarzy żadna dziewczyna nawet do niego specjalnie nie zagadywała, poza Tatsuki, z którą zna się od dziecka.
Gdy tylko wszedł na teren szkoły zobaczył Ishide, stał wpatrując się w niego ze swoim zwykłym wywyższeniem. Natychmiastowo rozejrzał się za Sado, jednak nie było go nigdzie widać. Podszedł więc do Quincy ze swoim zaczepnym uśmiechem.
- Yo Ishida! Widzę, że jak zwykle jesteś w dobrym humorze. - Powiedział z sarkazmem, wkładając ręce do kieszeni.
- Kurosaki. - Odparł poirytowany, gotów w każdej chwili wycofać się do szkoły.
- Co się dzieje Ishida? Odkąd tylko wojna się skończyła chodzisz ze skwaszoną miną…
- Nie twój interes.
- Nie wątpię. - Odparł zrezygnowany, masując sobie kark.
Nagle do jego uszu dobiegł jej głos, spojrzał w stronę bramy by zobaczyć ją jak do niego macha uśmiechnięta promiennie. Nazwała go jak zwykle „Kurosaki-kun". Podniósł zdumiony brwi, zastanawiając się dlaczego tak go to poruszyło, powinien przecież się cieszyć, że postanowiła udawać, że nic między nimi się nie zmieniło. Jak zwykle myślała przede wszystkim o jego uczuciach. Westchnął ciężko, mając dość swojego własnego tchórzostwa, skoro już odważył się poprosić ją o chodzenie, to dlaczego ma to ukrywać?
- Orihime…- Powiedział spokojnie, uśmiechając się delikatnie by jej nie przestraszyć. - Myślałem, że ustaliliśmy, że mówmy sobie po imieniu.
- Um, wiem, ale myślałam, że może… Nie będziesz chciał… - Odparła speszona, rumieniąc się delikatnie.
Brunet podniósł pytająco brwi, nie odrywając oczu od dziewczyny. Ichigo nie wiedział kiedy zauważył ten wzrok i kiedy zaczął go irytować. Czemu tak mu się to nie podobało? Nie potrafił sobie na to odpowiedzieć, dopóki nie usłyszał później od niej, co się wydarzyło kilka tygodni wcześniej.
- Od kiedy zwracacie się do siebie po imieniu? - Spytał się, poprawiając przy okazji swoje okulary.
- Od kilku dobrych dni… Wiesz, dziwnie byłoby do swojej dziewczyny mówić po nazwisku.
Widział jak Orihime się rumieni i spuszcza wzrok by nie patrzeć na nich, chłopak zaś otworzył szeroko oczy w niedowierzaniu i ruszył przodem do klasy. Od tamtego dnia, Ishida przestał się do niego odzywać jeśli tego nie potrzebował.
.
.
.
Spoglądał z rozbawieniem jak Orihime karmi kozy, przy okazji uciekając przed tymi, które domagały się swojej porcji, nie zważając czy dostaną gałązkę, czy kawałek ubrania. Podszedł do klatek z królikami, zastanawiając się jak bardzo Rukia by piszczała na ich widok, nie był nawet pewny czy by przypadkiem ich nie uprowadziła.
- Ichi! Pomóż mi… Ta koza zaraz zje moją torebkę… - Dziewczyna jęknęła, podbiegając do niego, faktycznie szarpiąc się z kozą.
- Nie masz tam nic do jedzenia? - Spytał spokojnie sięgając po pasek od torebki.
- Butelkę wody… - Odparła po chwili przemyślenia. - Buuu, dlaczego ona chce pożreć moją torebkę?
- Kozy już tak mają… Lubią żuć… - Zaśmiał się pod nosem, wyrywając torebkę z pyska zwierzęcia. - Lepiej chodźmy, zanim znowu się na ciebie rzucą.
- I tyle z karmienia zwierząt. - Mruknęła pod nosem idąc za nim.
Spojrzał się na nią uważnie, dostrzegając w jej oczach smutek. Westchnął ciężko, łapiąc jej rękę, brakowało mu jej ciepła, liczył też, że nawet taki prosty gest przegna z jej serca wszelkie zmartwienia. Chciał jej powiedzieć, że nie jest sama, że może na niego liczyć w każdej chwili, ale nie miał odwagi, bał się pytań, które może zacząć zadawać by zrewanżować się za jego troskę. Nie był gotowy na taką otwartość.
Wyszli z Zoo dokładnie po czterech godzinach. Czuł jak żołądek zaczyna wrzynać się w kręgosłup z głodu, gdyby chociaż zjadł lepsze śniadanie, to może nie byłby aż tak głodny. Wsiedli do autobusu, w którym brakowało przestrzeni na swobodne oddychanie. Przesunęli się bardziej w głąb, aż do miejsca, które z reguły jest przeznaczone na wózki, jednak przy takim tłoku wątpił by jakaś matka była tak szalona, by wsiadać i ryzykować życiem dziecka. Ręce trzymał na uchwycie, mając między nimi Orihime, która opierała się plecami o szybę.
- Było naprawdę super! I mamy tyle zdjęć! - Spojrzała się na niego rozpromieniona, ściskając dłonie na jego ramionach.
- Cieszę się, że ci się podobało.
- Ichi… Powtórzymy to kiedyś? Może niekoniecznie do Zoo, ale jest tyle innych miejsc… - Spojrzała się na niego nieśmiało, czerwieniąc się ze wstydu. - Przepraszam.. Powinieneś się uczyć, skoro chcesz się dostać na medycyne…
- Nie przeszkadza mi to. Chętnie pójdę w niejedno miejsce z tobą. I nie muszę być pierwszy na liście, według mojego ojca powinienem się dostać z taką wiedzą jaką mam, więc się nie przejmuj mną. - Uśmiechnął się łagodnie, schylając się nieznacznie do niej, by oprzeć swoje czoło o jej. - Nic się nie martw.
Wpatrywała się w niego zarumieniona, nie wierząc jak blisko siebie są. Czuła jak jego oddech drażni jej skórę. On zaś rozkoszował się jej zapachem, nie zdając sobie nawet sprawy, z sytuacji jaką sobie stworzył, był zbyt szczęśliwy mając ją przy sobie, by zrozumieć, jej nieme pytanie zawarte w oczach.
- Um, wiem. Tylko będzie mi trochę smutno… Bez ciebie… - Powiedziała cicho, próbując odpędzić pragnienie przytulenia się o niego.
- Damy sobie radę, zobaczysz. Zawsze są maile i telefony. I będę przyjeżdżał jak często się będzie dało. Nie pozwolę byś czuła się samotna.
If loves a fight, than I shall die,
With my heart on a trigger.
