Prawdopodobnie nie powinna czuć się winna. Nie powinna mieć tych koszmarów i skrytej nienawiści do siebie. Mimo że jakaś część niej, dziękowała przyjaciołom, że nigdy nie zapytali się o powód jej zdrady, to z drugiej strony, zastanawiała się, czy nie czułaby się dużo lepiej, gdyby mogła im otwarcie powiedzieć o swoich uczuciach.

Najgorszą rzeczywistością, z jaką przyszło jej żyć, była świadomość, że stracił swoje moce. Mimo że było to naturalne, zadawać sobie pytania „Co by było jeśli?", to jakaś część niej, obwiniała siebie za ten stan rzeczy, dlatego próbowała mu pomóc. Jej starania jednak poszły na marne, nie potrafiła mu zwrócić mocy i nawet jeśli on nie miał do niej żalu, to wiedziała, że w głębi serca chciał je odzyskać, by móc widzieć przyjaciół z Soul Society, ale przede wszystkim by nadal móc chronić swoje siostry.

Dlatego postanowiła stać się silniejsza. Popracować nad swoimi mocami. Nie chciała znowu przeżywać TEGO widoku. Postanowiła, że nie pozwoli mu już nigdy umrzeć. Żałowała tylko, że przez to wszystko zdystansowali się w stosunku do siebie, jakby ich znajomość opierała się wyłącznie na walkach z Hollowami.

Tak, była zazdrosna.

Była zła, że nie potrafiła spędzać z nim czasu jak normalni uczniowie w ich wieku.

Bała się także naciskać go w jakimś stopniu. Nie chciała by zamknął się przed nią w jakikolwiek sposób. Nie chciała by powiedział jej, że ma go zostawić w spokoju. Wiedziała, że dla Tatsuki jej lęk był czystą abstrakcją bez pokrycia, ale ona nie potrafiła się przekonać. Nie była Rukią.

I kiedy zaczynała być przekonana, że wszystko się ustabilizowało i nie będzie większych problemów, wyczuła, że dzieje się z nim coś niedobrego. Była na tyle przerażona, możliwością nowego wroga, że przezwyciężyła swój strach i zaraz po pracy ruszyła do niego by porozmawiać z nim o tym.

Była zaskoczona, gdy zaprosił ją do swojego pokoju. Znała go wystarczająco dobrze, wiedziała, że nie przepada za wpuszczaniem kogokolwiek do swojego pokoju, miała podejrzenie, że wyjątkiem była Rukia, ale nigdy otwarcie się go o to nie spytała.

Była podenerwowana całą intymną sytuacją, jaka między nimi powstała, wybiło to ją z jej żelaznego postanowienia wyciągnięcia z niego, co się dzieje. Była speszona i czuła jak jej nogi drżą za każdym razem gdy on się poruszał. Gdy nastała między nimi znana jej już cisza, sugerująca, że tak naprawdę nie mają o czym rozmawiać, postanowiła wydusić z siebie swoje wątpliwości. Jak się jednak spodziewała, niczego jej nie powiedział Jak zwykle zamknął przed nią swoje serce.

Jej obietnica dana sobie, że nigdy nie sprawi mu problemów, że nie będzie mu stawać na drodze, została zrujnowana przez własną głupotę. Oczywiście jej charakter nie pozwolił jej na zignorowanie sytuacji jaka miała przed nią miejsce, a jej serce i szok po ataku zmusiło ją do zapewnienia go, że wszystko w porządku, że nic jej się nie stało.

Po czym go zdradziła w najgorszy z możliwych sposobów.

.

.

.

Obudziła się wciąż niewyspana i zdezorientowana. Przez chwilę miała nadzieję, że usłyszy jak jej brat chodzi po mieszkaniu, próbując jej nie obudzić, jednak efekt zawsze był odwrotny. Westchnęła ciężko, sięgając ręką po komórkę. Miała jeszcze trzy godziny do spotkania z Ichigo. Prawdą jednak było to, że nie miała ochoty nigdzie iść, czy nawet wstawać z łóżka.

Już wczoraj wyczuła reiatsu znanych jej shinigamich, również to należące do niskiej brunetki. Chciała zadzwonić do Ichigo i spytać się, czy Rukia będzie u niego spała, ale zrezygnowała. Nie chciała pokazywać się mu od strony zazdrośnicy. Problemy z jej uczuciami powinna rozwiązać sama i tak była zła na siebie, że powiedziała mu o swoich kłopotach dotyczących jej edukacji. Bała się co by powiedział, gdyby się dowiedział, że jej ciotka przestała jej przesyłać pieniądze na utrzymanie odkąd jej wyniki w nauce nie były już tak dobre, a ona sama pracowała w piekarni. Oczywiście jej pensja wystarczyła na zapłacenie rachunków, zostawało wtedy tyle, że jedzenie musiała kupować w sklepach z promocjami. Była pod wrażaniem jak ten tryb życia ją zmienił. Nigdy nie cierpiała na napływ gotówki, ale jeszcze nigdy nie musiała robić tylu wyrzeczeń.

Wreszcie, zmuszając swoje ciało do pełnej mobilizacji wstała i ruszyła chwiejnym krokiem w stronę łazienki. Na randki z Ichigo chciała wyglądać ładnie, żeby nie musiał się jej wstydzić, dlatego zawsze poświęcała na przygotowanie się trochę więcej czasu niż zazwyczaj.

Szła powoli w wyznaczone miejsce, mając nadzieję, że uda się jej namówić go na domowy posiłek. Wiedziała, że jej kuchnia nie była udana, nawet jej czasami nie smakowała, jednak nie mogła po prostu tego wyrzucić. Odkąd związała się oficjalnie z Ichigo chciała nauczyć się gotować normalne potrawy, by nie musiał się bać o swój żołądek. Niestety w domu miała tylko zeszyt z przepisami, które notowała będąc dzieckiem z programów kulinarnych i jak szybko się przekonała, było w nim sporo błędów. Jednak kilka dni wcześniej pożyczyła od mamy Tatsuki książkę kucharską i zaczęła w wolnym czasie ją czytać, a nawet wyprobowywać łatwiejsze przepisy.

Spojrzała z zaskoczeniem na schody, które dzieliły ją od spotkania z Ichigo. Uśmiechnęła się promiennie, nie mogąc się doczekać jego reakcji na jej widok. Wreszcie pierwszy raz ubrała swoją koronkową sukienkę do kolan w delikatnym odcieniu różu, na nią nałożyła krótką jeansową kurtkę, a do tego białe sandały na niskim obcasie by nie zmęczyć nóg. Spinki miała założone po lewej stronie głowy, przytrzymywały jej grzywkę w jednym kierunku, włosy zaś zaplotła w kłos idący właśnie ku lewej stronie. Czuła na sobie spojrzenia chłopaków, gdy szła dlatego stwierdziła, że wygląda wystarczająco dziewczęco i może uda się jej nawet pocałować Ichigo.

Gdy tylko pomyślała o ich przyszłym pocałunku, zarumieniła się na twarzy, na tyle, że czuła jakby ją policzki piekły. Zdumiona rozejrzała się po placu mając nadzieję, że nikt nie zauważył jej zawstydzenia. Czasami wolała być pewna siebie jak doradza jej zawsze Tatsuki, jednak to było sprzeczne z jej charakterem!

Gdy się uspokoiła spojrzała w kierunku wiśni, pod którą ma spotkać się z nim, gdy jej oczom ukazał się widok, którego się nie spodziewała. Ichigo już tam stał, jednak nie sam, a z Rukią, którą trzymał za rękę. Sama nie wiedziała kiedy zawróciła i zbiegła szybko po schodach, szlochając cicho.

.

.

.

To było jeszcze tego samego dnia, kiedy wszyscy ich znajomi dowiedzieli się o ich relacji. Sama nie wiedziała kiedy została zaciągnięta przez Tatsuki i resztę dziewczyn na stronę, by móc porozmawiać spokojnie. Ona sama jednak wątpiła, że rozmowa na taki temat mogła być spokojna, a przynajmniej na tyle, że będzie mogła swobodnie odpowiadać na ich sugestie.

Tak jak się spodziewała została zaatakowana gradem pytań i wątpliwości. Z każdym kolejnym czuła jak blednie a jej postanowienie bycia twardą i nie wątpienie w to co się działo malało, szczególnie gdy Tatsuki zadawała TE pytania.

Ichigo powiedział jej, że nie jest pewny, czy to jest miłość. Nie mogła więc zapewnić ich, ani tym bardziej siebie, że ten związek jest budowany na tak wielkich uczuciach, przynajmniej z jego strony. Ona sama wiedziała, że naprawdę go kocha, ale nie sądziła, że jej uczucie będzie wystarczające by dać im obojgu szczęście. Nie wiedziała jakby zareagowała, gdyby powiedział, że to jednak nie to. Sądziła, że jej serce po prostu by pękło i nie byłaby już w stanie nikogo obdarzyć choćby namiastką tego uczucia, jeśli w ogóle byłoby to możliwe.

Na pytanie, czy nie jest tylko zastępstwem dla uczucia do Rukii, też nie potrafiła odpowiedzieć. Ichigo nigdy nie powiedział, że czuje coś do Rukii, ale on nie mówił wielu rzeczy. Nie był osobą, która dzieli się ze swoim życiem osobistym. A ona sama po prostu tchórzyła by rozmawiać na ten temat. Bała się, że będzie na nią wściekły, że ciągle mieli ten sam temat.

Wreszcie od czasu tamtej nocy, kiedy mu powiedziała o swoim uczuciu, nie poruszała tego. Powiedział jej tyle by ją uspokoić, ale nie mogła być pewna, że była to prawda. Wreszcie Ichigo nie był osobą, która godzi się na życie ze świadomością, że przez niego, ktoś cierpi.

Na pytanie Chizuru, czy nie pragnie tylko jej ciała mogła odpowiedzieć pewnie, że nie. Nie pragnął jej w ten sposób. Nigdy nie zrobił nic w tym kierunku. Ich kontakty fizyczne były wręcz minimalne. Często miała wrażenie, że boi się jej dotknąć, że jest to dla niego ostateczność.

Tego dnia wracała ze szkoły przygaszona i niepewna swojego związku, o którym marzyła od kiedy tylko zrozumiała jak bardzo jej na nim zależy. Nie była nawet pewna, czy będzie potrafiła z nim normalnie rozmawiać, czy nie powie mu od razu jak bardzo jest jej smutno z jego powodu.

Przecież wiem, że Ichigo nie lubi publicznie okazywać uczuć… Dlatego tak wiele ludzi go źle ocenia. Mógłby jednak trochę to zmienić, chociaż trochę, bym nie czuła się taka pusta.. -Myślała rozgoryczona, nie zauważając kiedy na jej drodze stanął Ichigo.

- Ichigo… - Jęknęła zaskoczona, spuszczając automatycznie wzrok. Tak bardzo się wstydziła spojrzeć mu w oczy, wreszcie kilka minut wcześniej podważała jego osobę i jego intencje.

- Dziewczyny cię wzięły na przesłuchanie huh? - Powiedział spokojnie, wpatrując się w nią uważnie. - Coś się stało?

Pokręciła przecząco głową, uśmiechając się promiennie. Nie potrafiła mu powiedzieć o swoich emocjach dotyczących ich związku. Po prostu nie potrafiła.

.

.

.

Siedziała zapłakana nad rzeką, wpatrując się w zachód słońca. Jej spuchnięte, zaczerwienione oczy były wciąż mocno wyraźne. Spędziła praktycznie cały dzień na płaczu, w biegu jeszcze wyłączyła komórkę, obawiając się, że gdyby zadzwonił, nie miałaby siły już dłużej ukrywać swoich emocji i problemów. Nie chciała by poznał prawdziwą ją.

Głupia… I tak jak pójdę do szkoły będę musiała spojrzeć mu w twarz. Co wtedy zrobię? Gdybym tylko wtedy powstrzymała swój głupi język… - Rozmyślała zrozpaczona, mając ochotę płakać, nie miała już jednak łez do tego.

Przypuszczała, że normalna dziewczyna podbiegłaby do chłopaka żądając wytłumaczenia, albo wykrzyczała mu coś w twarz i dopiero po tym uciekłaby do siebie, albo w ramiona innego by się wypłakać. Ona jednak nie miała ochoty na pokazywanie mu jak bardzo jest zazdrosna o Rukię, wiedziała przecież ile ona dla niego znaczy, poszedł za nią do Soul Society! Jakie miała prawo mówić mu jak niekomfortowo się czuje, gdy widzi ich relację? Więzi, które dla osób z zewnątrz kojarzą się bardziej z miłosnymi niż przyjacielskimi. Ich z trudem można było nazwać parą! Jak bardzo nienawidziła siebie za tą zazdrość, za swoją zachłanność posiadania go tylko dla siebie! Było jej dużo łatwiej to wytrzymać, gdy nie byli parą, ale teraz już za późno.

Nie miała też do kogo pobiec, by się wypłakać. Każda opcja oznaczała, że albo Ichigo oberwie za swoje zachowanie, a ona mimo złamanego serca nie mogła na to pozwolić, bo za mocno go kochała, albo spowoduje, że straci znajomych, nie tylko Ishidę.

Opadła bezsilnie na trawę wpatrując się w pomarańczowe niebo, nie długo na niebie pokażą się gwiazdy i zrobi się zimniej, ona jednak nie miała siły by wstać i wrócić do swojego apartamentu. Czasami zastanawiała się jakby to było, gdyby w życiu Ichigo nie pojawiła się Rukia i inni shinigami, tak jak teraz wpatrując się w chmury myślała o tym i wiedziała, że nigdy nie byłoby jej dane zamienić więcej słów niż zwykłe powitanie, zawsze byliby tylko luźnymi znajomymi ze szkoły, nic wielkiego, jej serce pewnie nigdy by tak mocno go nie pokochało. Gdyby tylko nie wiedziała jak miłym jest człowiekiem.

To nie tak, że nie wiedziałam o tym. Od zawsze przecież czułam, że osobą, która powoduje u niego uśmiech jest Rukia. Za każdym razem to ona potrafiła go pocieszyć, ja nigdy nie miałam dostępu do jego serca… - Pomyślała, czując że znowu jest na granicy łez.

Nienawidziła siebie za to.

Nie potrafiła jednak z tym wygrać, to było silniejsze od jej woli.

- Orihime! - Usłyszała jego spanikowany głos za sobą. Słyszała jak biegnie w jej kierunku, ale nie miała siły by wstać i uciec, czy zrobić cokolwiek. Czekała, nie wiedziała tylko jeszcze na co. - Co się stało?! Dlaczego nie odbierałaś komórki?! Orihime! Cały dzień cię szukałem!

Podbiegł do niej zdyszany, klękając przy niej. Wpatrywał się w nią uważnie jakby szukając obrażeń, które by sugerowały, że wdała się w walkę, jednak nic takiego nie znalazł i jego spojrzenie było jeszcze mocniej wypełnione niepokojem.

- Co się stało? - Dotknął jej policzka, ścierając spływającą łzę. Dostrzegł wreszcie stan jej oczu, słyszała jak wzdycha ciężko i szuka czegoś po kieszeniach.

Obserwowała go w ciszy, nie mogąc wydusić z siebie słowa. Jak miałaby mu wyznać, że strawiła ją doszczętnie zazdrość? Przymknęła oczy, by zaraz poczuć jak przykłada jej do czoła wilgotną chusteczkę. Uśmiechnęła się łagodnie, nie mogąc znieść jego uprzejmości, która pozbawiała ją wszelkiej złości w stosunku do jego osoby.

- Spotkałem dzisiaj Rukię. - Powiedział spokojnie, sięgając po jej dłoń. Ona zaś ucieszyła się, że jej oczy są pod chusteczką, przez co nie widzi jej emocji. - Przyszła z Renji'm na patrol. Ten debil mi nie powiedział o jej obecności! Spotkałem go chyba z dwa tygodnie temu po szkole i słowem nie pisnął o Rukii. - Jego głos wyrażał irytację z jakiegoś powodu, ale nie chciała rozmyślać, co go tak wkurzyło. - Tyle dobrego, że mieszkają u Urahary. Jeszcze by mi brakowało obudzić się i znaleźć ją znowu w szafie, ta kobieta jest do tego zdolna. Przy niej to nawet nie można być normalnym nastolatkiem. - Burknął pod nosem, masując delikatnie jej dłoń. - W każdym razie, jak się z nią widziałem, to na moje szczęście zanim podbiegła mi zapodać kolejny powitalny cios, to się wywróciła. Żałuj, że tego nie widziałaś, to było komiczne, ale jak się już uspokoiłem to oczywiście pomogłem jej wstać. Naprawdę, ja nie wiem kto jej dał rangę porucznika, skoro ona ledwo biegać potrafi. - Zaśmiał się pod nosem, wpatrując się ciągle w leżącą dziewczynę. - Powiedziała mi, że wyczuła twoje reiatsu… Czekałem na ciebie, ale jak mi powiedziała, że się oddalasz w szybkim tempie to pobiegłem za tobą, ale heh, Rukia nie była skora mi pomóc, a ja już nie potrafię tak lokalizować ludzi jak wcześniej. Bezsensu widzieć to wszystko, a nie móc znaleźć własnej dziewczyny.

Nie wytrzymała. Zaczęła płakać, chowając twarz w dłoniach. Pod nosem mruczała swoje przeprosiny, mieszane ze stwierdzeniami o swojej głupocie. On zaś przytulił ją do siebie, gładząc powoli jej włosy, pozwalając znaleźć jej czas na uspokojenie się.

- Powinienem być pewnie zły, że podważasz moje uczucia. Z drugiej jednak strony nie potrafię się na ciebie gniewać Hime. Wiem, że dla ludzi moje relacje z Rukią wyglądają dosyć… Romantycznie jak to określił raz Keigo, ale uwierz mi, nic do niej nie czuję, co można byłoby podpiąć pod tą etykietę. Pewnie byłoby dużo łatwiej, gdybym potrafił otwarcie okazywać uczucia i nazywać rzeczy po imieniu. Możesz być jednak pewna, że jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Nie chcę cię stracić.

Przytuliła się do niego, łkając cicho. Jej histeria ją powoli opuszczała pod wpływem jego dotyku i głosu. Przymknęła oczy, ciesząc się z tej chwili.

Kochała go.

Kochała go za mocno, że czuła ból myśląc jak dużo problemów mu stwarza.

Nienawidziła siebie, za swoją zazdrość, za to, że nie docenia go tak mocno jak powinna.

Nienawidziła siebie za to, że nie potrafiła mu zaufać.

- Przepraszam Ichi… Chyba jestem najgorszą dziewczyną na świecie… - Powiedziała cicho wstając powoli z ziemi.

Wpatrywał się w nią z niezrozumieniem. Chciał już coś powiedzieć, jednak pokręciła przecząco głową, zaciskając mocniej pieści. Musiała to zrobić.

- Przepraszam Ichigo. Nie będę wstanie dotrzymać swojego słowa. Nie przywrócę ci uśmiechu…

Widziała jak jego oczy poszerzają się z zaskoczenia, jednak nim zdążył przeanalizować sens jej słów, ona dawno się odwróciła i pobiegła w stronę swojego domu.

Kochała go za mocno, by pozwolić sobie na krzywdzenie go.

Walking through the city streets
Is it by mistake or design?