Obiecał, że będzie ją chronił.
Miał moc, by to zrobić. Nie był normalnym nastolatkiem. Nieważne jak długo sobie wmawiał swoje pragnienia bycia jak inni, to gdy miał taką możliwość… nienawidził tego. Bycia zdanym na innych, spoglądanie jak jego przyjaciele zastępują go w zabijaniu hollowów. Nie ważne ile razy ignorował komentarze innych na temat Rukii i tego wszystkiego, jego myśli wciąż wracały do czasów, gdy mógł chronić tych, którzy byli dla niego ważni.
Przez swoją frustrację znowu wycofał się z życia swoich przyjaciół. Nie chciał być przez nich ochranianym, więc ich unikał jak tylko mógł. Unikał Jej.
Jak mógł po prostu być przy Niej wiedząc, że nie będzie mógł Jej chronić? Oczywiście, Ona tego nie wymagała, ani razu nie przypomniała mu o obietnicy. Była po prostu taką osobą. Dlatego się martwił. Od dnia, w którym otworzył drzwi kliniki i zobaczył Ją we krwi swojego umierającego brata. Nie mógł zostawić Jej samej, ale za bardzo się bał, by się do Niej zbliżyć. Co jeśli i Ona umrze przez niego?
Dziwnie było się obudzić ze świadomością, że nie był jedynym zastępczym shinigamim, że kilka dni wcześniej zabił Ginjou. Zabił człowieka takiego jak on. Pierwszy raz kogoś tak naprawdę zabił będąc tego świadomym. Miał ochotę płakać. Czuł się paskudnie, a jego serce ściskało się w skurczu. Poczucie winy. Nienawidził tego.
Nie rozumiał siebie. Powinien zepchnąć te uczucia na samo dno i być zły na nich za kłamstwa, za to jak potraktowali jego przyjaciół i rodzinę. Jednak był wściekły na siebie. Nie zaufał własnemu ojcu, mimo, że sam powiedział mu, że nie musi mu nic mówić, jeśli nie czuje się na siłach. A wystarczyło kilka słów od ledwo co poznanej osoby, by stracił wiarę. Nienawidził siebie, że nie rozmawiał z Nią tak często i nie wyczuł zmiany, że nie ochronił Ją przed Tsukishimą.
Był idiotą zapatrzonym w szansę odzyskania swoich mocy. Był ignorantem.
Słyszał dzwonek do drzwi. Miał nadzieję, że ktoś jest w domu i go wyręczy. Jednak odezwała się cisza. Gdy się skoncentrował wyczuł kto jest po drugiej stronie drzwi. Wiedział, że jeśli teraz nie wstanie i nie otworzy drzwi, Ona pójdzie gdzieś i nigdy mu nie powie, że chciała go odwiedzić. Nigdy mu tego nie mówiła.
Wstał i zszedł na dół zapominając kompletnie, że jest w piżamie i aktualnie nie przypomina siebie. Po prostu nie mógł się pozbierać po tym wszystkim. Był mordercą. Nie ważne jak na to patrzył, był nim.
Gdy otworzył Jej drzwi, zobaczył jak się rumieni i jąka. Dopiero wtedy zorientował się, że nie wygląda najlepiej. Westchnął ciężko nie mogąc już tego zmienić. Zaprosił ją do środka i przeprosił. Nie wiedział za co, ale czuł, że powinien to powiedzieć. Ona zaś uśmiechnęła się delikatnie i włożyła mu do rąk rogalik.
Chciał się spytać, o co chodzi, czemu mu daje rogalik. Czemu nie komentuje tego co się stało? Wtedy sobie przypomniał. Ona nie pamiętała tego. Nie pamiętała, że Tsukishima żył i zmienił jej pamięć. Nie wiedział co powiedzieć, jak rozmawiać jeśli nie chce się skrzywdzić drugą osobę?
Wtedy mu powiedziała, że sama to upiekła i chciała by spróbował.
Zbladł.
Wiedział, że jej kuchnia jest specyficzna. Rozumiał, że to był Jej sposób na zabicie czasu, samotności i myśli. Robiła to co on kiedy wdawał się w bójki z różnymi typami. W pierwszym momencie chciał oddać jej pieczywo i wykręcić się jakąś chorobą. Jednak nie potrafił, gdy spoglądał w Jej oczy.
Zjadł cały i z czystym sercem mógł powiedzieć, że było pyszne.
Nie wiedział kiedy jego serce przestało zwijać się z poczucia winy. Wiedział za to, że długo w ustach miał smak tego rogalika.
.
.
.
Unikała go. Przez cały tydzień udawało się jej wymsknąć zanim zdążył do niej podejść. Nie wiedział co się dzieje, nie wiedział dlaczego właściwie to się stało.
Jeszcze tydzień temu w sobotni poranek siedząc w pokoju rozmyślał nad tym co będą robić na randce. Miał ją zabrać do kina, a później do pijalni czekolady. Taki był plan. I poszedł na umówione miejsce, bo najpierw mieli kupić wróżbę, którą miała zabrać na grób Sory. To były jego urodziny i tym razem chciała dać mu wróżbę. I czekał tam, zastanawiając się jak namówić ją na kino. Wiedział, że potrafi być uparta, szczególnie gdy chodziło o ich randki. Z jakiegoś powodu nie chciała, by fundował jej cokolwiek. I wtedy spotkał Rukię.
Oczywiście, mógł stwierdzić, że gdy pojawia się w jego życiu to zawsze coś się zmienia. Jak zauważył niekoniecznie na lepsze. Miał ochotę ją znaleźć i powiedzieć jej coś niemiłego. Nie mógł tego zrobić. Dowiedział się już, że wrócili do Soul Society, a on nie mógł się już tam dostać tak łatwo jak kiedyś.
Miał za to wrażenie, że nikt nie wie o ich zerwaniu. Wszyscy zachowywali się jak dawniej. On zaś nadal odganiał Chizuru od Orihime. Nie był głupi. Podświadomie rozumiał dlaczego nikomu nie powiedziała o ich zerwaniu. Nie chciała, by stracił znajomych, bądź zyskał kilka siniaków. Łudził się nawet, że może to być szansa na odzyskanie jej, że jeśli tylko uda mu się z nią porozmawiać wszystko wróci do normalności. Ale jaką normalność oczekiwał?
-Ichigo! Weź mnie przedstaw jakieś dziewczynie!- Keigo podbiegł do niego zapłakany, padając na kolana.
-Nie wiem o co ci chodzi. Jakbym jakieś znał.- Odburknął poirytowany szukając wzrokiem Mizuiro.
-Oczywiście, że znasz! Co chwila zjawiają się jakieś dziewczyny z Soul Society! No weź!
Westchnął ciężko, nie mógł nic poradzić na sposób myślenia Keigo. Jednak teraz jego słowa nie były mu na rękę. Widział jak Orihime spogląda na niego z przygnębieniem, nim jednak zdołał powiedzieć cokolwiek odwróciła się na pięcie i pobiegła w swoją stronę.
Wściekły odsunął od siebie Keigo, dziękując mu za jego ujadanie nad kwestią, która nie była prawdą. Skręcił na hol prowadzący do sal gimnastycznych, gdy zauważył Tatsuki. Spoglądała na niego przenikliwie jakby szukając potwierdzenia na swoje przypuszczenie.
-Zerwała ze mną.- Powiedział spokojnie, opierając się o ścianę.
-Tak myślałam. Ostatnio nie jest sobą, a może po prostu zauważyła, że jesteś beznadziejnym przypadkiem.- Odparła oschle, bawiąc się butelką wody.
-Mówiła ci coś?- Zignorował jej słowa, nie mając siły na kłócenie się z nią. Nie chciał się jeszcze bardziej pogrążać.
-Nie. To jest największy problem, Ichigo. Orihime od kilku miesięcy w ogóle ze mną nie rozmawia, nie mówi mi nic, czym mogłabym się zaniepokoić. Z jakiegoś powodu zamknęła przed wszystkimi swoje serce.
-Masz jakieś podejrzenia dlaczego mogła to zrobić?
-Nie wiem, Ichigo, i denerwuje mnie to! Jeszcze nigdy nie czułam się tak przez nią odepchnięta. Nawet kiedy walczyliście w samotności z tymi całymi hollowami, to potrafiła ze mną rozmawiać, teraz ledwo spogląda mi w oczy. Pytałam się jej sąsiadów i według nich, nic szczególnego się nie wydarzyło. Nikt jej nie odwiedza poza mną i tobą.
Przymknął oczy, był zwiedziony. Liczył, że Tatsuki będzie wiedzieć coś więcej, jednak jej położenie było takie samo jak jego. Z jakiegoś powodu, Orihime zamknęła swoje serce dla wszystkich. Z jakieś nieznanej im przyczyny jej serce zostało utracone.
Wrócił do klasy, w której ona już była. Siedziała na swoim miejscu czytając jakąś książkę. Przypuszczał, że chodzi o angielski, z którego miała się podszkolić. To co go najbardziej ubodło, to świadomość, że został im miesiąc. Po tym czasie będzie musiał przenieść się do Tokio na studia i nie będzie mógł widywać jej tak często jakby chciał.
Zanim usiadł na swoje miejsce, zobaczył jak Ishida wchodzi do klasy ze swoją typową zachmurzoną miną. Jednak w jego oczach było coś, co go zaniepokoiło.
Jego serce ścisnęło się w nienazwanym strachu. To niejasne uczucie, które miał, gdy przebudził się tamtego dnia, powróciło. Chciał już wstać i podejść do niej, by zmusić ją do powtórzenia swojej obietnicy, że nigdy go nie zostawi, gdy do sali weszła nauczycielka, nakazując wszystkim siadać. Ona zaś nadal siedziała na swoim miejscu, chowając swoją książkę do torby. Strach jednak pozostał.
.
.
.
Siedział na kanapie jedząc paluszki. Ze znużeniem spoglądał na ekran telewizora zastanawiając się czemu ludzie marnują czas na oglądanie głupich seriali. Yuzu i Karin za to wszystko energicznie komentowały i nawet się śmiały z jakiś gagów, których on nie dostrzegał.
-Ichigo, mój synu!- Poczuł na potylicy stopę swojego ojca, nim jednak zdążył zrobić unik leżał na ziemi.
Podniósł się szybko, szykując się do rewanżu, gdy zobaczył, że przy ojcu stoi Orihime, zarumieniona nieśmiało ze swoim zwykłym zaniepokojonym wzrokiem. Zacisnął pięści poprzysięgając w duchu zemstę, teraz jednak nabrał powietrza, by się uspokoić.
-Odbiło ci?! Mogłem umrzeć!- Warknął oschle, podchodząc do niej.- Przepraszam za niego. Jest za głupi, by zrozumieć, że nie wszyscy są zbudowani z tytanu. Coś się stało?
Pokręciła przecząco głową, uśmiechając się delikatnie.- Po prostu pomyślałam, że cię odwiedzę…
Czuł, że się rumieni. Był pewien, że przy każdej innej osobie obrócił by to w żart, albo jakiś podstęp, ale podświadomie czuł, że mówiła prawdę. Chciała go odwiedzić. Czuła się na tyle samotna w swoim mieszkaniu, że przyszła do niego. Przyszła, bo tęskniła. ZA NIM.
-Przepraszam, odzwyczaiłem się od normalnych odwiedzin. Chodź, pójdziemy do mojego pokoju.
-Ichigo, szanuję twoją prywatność i naprawdę ucieszyłbym się z wnuków, jednak pomyśl o swojej przyszłości…
Nie wytrzymał. Spoglądając na jego głupi uśmiech nie potrafił się powstrzymać. Walnął go z całej siły w policzek, wywracając go na ziemię. Słyszał krzyk Orihime, jęk bólu swojego ojca i zaskoczenie u sióstr. On jednak chwycił swoją dziewczynę za rękę i pociągnął do swojego pokoju. Nie miał ochoty komentować tego co się stało. Wiedział, że na pewno jest czerwony jak burak, ale zakłopotanie na jej twarzy poruszyło nim głębiej. Nie rozumiał jak jego ojciec mógł powiedzieć to na głos.
-Przepraszam za niego. Nie zwracaj na to uwagi, głupi jest trochę…- Mruknął zmieszany, siadając na łóżku.- Naprawdę, czasami chciałbym, żeby stracił mowę, byłoby dużo wygodniej.
-Nie mów tak… -Usiadła obok niego, spoglądając natarczywie na swoje dłonie.- Uważam, że twój tata jest bardzo zabawny i bardzo się o ciebie troszczy.
-Troszczy?! Wiesz ile razy miałem przez niego siniaki?!
-Um, nie wiem… Ale przecież dzięki temu lepiej ci szło w walce, nie?
Spojrzał na nią uważnie, analizując jej słowa. Nawet jeśli bardzo nie chciał się do tego przyznać, miała rację. Gdyby nie „szkolenie" jego ojca, nie radziłby sobie z walkami i bólem tak dobrze.
-Przepraszam, że przyszłam tak bez zapowiedzi.
-Nic się nie stało. W sumie to się cieszę, że przyszłaś. To dużo lepsze niż oglądanie tego głupiego programu z pogromcami duchów. – Uśmiechnął się łagodnie, wpatrując się w nią intensywnie.
.
.
.
Szedł do pracy ze spuszczoną głową. Tak jak zwykle Orihime uciekła przed nim, nie dając mu czasu na zatrzymanie jej. Mógł iść do jej pracy i zażądać rozmowy, ale nie chciał zrobić czegoś, co przysporzyłoby jej kłopotów. Musiał coś zrobić zanim skończy mu się czas, zanim będzie za późno.
-Wiesz co mówi się o miłości, Kurosaki?- Znany męski głos odezwał się za nim, zmuszając go do zatrzymania.
Nabrał powietrza odwracając się w stronę bruneta, który spoglądał na niego beznamiętnie. A mimo to Ichigo wyczuł w nim coś, co go irytowało. Coś w jego spojrzeniu mu nie pasowało i nie potrafił tego zrozumieć, ani dobrze opisać.
-Nie wiem o co ci chodzi. Jest wiele tekstów o miłości.- Odparł szorstko wkładając ręce do kieszeni.
Chłopak uśmiechnął się tajemniczo, poprawiając okulary.- W miłości liczy się przede wszystkim czas.
Podniósł pytająco brwi, nie rozumiejąc o co tak naprawdę mu chodzi. Nie cierpiał, gdy mówiło się do niego aluzjami, których nie potrafił rozgryźć, szczególnie gdy mówi to osoba, która jest jego rywalem.
-Nie rozumiesz, Kurosaki? Twój czas się skończył. Ona już do ciebie nie wróci.
Zacisnął pięści, starając się uspokoić, ale im dłużej na niego spoglądał, tym bardziej czuł względem niego niechęć i złość. Spuścił głowę, licząc w duchu do dziesięciu. Naprawdę chciał się z nim zaprzyjaźnić. Kiedyś.
-Tym razem ją zdobędę i lepiej ochronię od ciebie.
PLASK
Ishida spoglądał na niego z przerażeniem wypluwając krew. On zaś dyszał ze złości, spoglądając na swoją dłoń. Wyprostował się powoli, przyglądając mu się z ciekawością. Chłopak jednak nie powiedział już ani słowa, spuścił tylko wzrok nie chcąc go mocniej prowokować.
-Odwal się od niej, Ishida.
Odwrócił się i pobiegł w stronę swojej pracy. Za sobą nie słyszał kompletnie nic. Jego serce pogrążyło się w ciemności, której się bał. Znał ją. Ciemność, która ogarniała go za każdym razem, kiedy coś wyślizgiwało mu się z rąk. Kiedy był bezradny w dotrzymaniu słowa.
Zagryzł wargę, próbując odpędzić łzy. Nie chciał tego czuć, nie chciał niszczyć znajomości z Ishidą, ale w tym wypadku nie mógł postąpić inaczej. Nie mógł jej stracić. Po prostu nie mógł.
Gdy dobiegł na miejsce, zobaczył Ją. Siedziała na stopniu schodka z małą paczuszką. Podniosła wzrok na niego, spoglądając się uważnie. On zaś , z każdą chwilą kurczył się w sobie i próbował nieporadnie schować zakrwawioną dłoń. Wstała powoli podchodząc do niego i wręczając mu pakunek. Nie powiedziała ani słowa, ruszyła w stronę swojej pracy nawet mu nie machając. On zaś otworzył torebkę i zobaczył w niej rogalik.
Uśmiechnął się pod nosem, czując jak łzy powoli spływają mu po policzkach.
They say before you start a war,
You better what you're fighting know for
