To już połowa! :D Jestem z siebie taka dumna. Dawno nie czułam takiej ekscytacji z pisania romansu. Hu hu hu może wreszcie do nich dorosłam? XD A co będzie po tym fiku? Kto wie, kto wie.

)()()())()()()()()

Gdy go poznała, czuła względem niego dziwne przywiązanie. Sympatię, której nie czuła względem Tatsuki czy brata. Jej serce biło dużo szybciej, a ręce pociły się jakby z nerwów. W porównaniu do innych nie bała się jego grymasu na twarzy. Wyobraźnia pozwoliła jej widzieć go w innym świetle, choć nie była pewna, czy on by widział w tym coś dobrego.

Kiedy powiedziała o swoich uczuciach Tatsuki, usłyszała, że się zakochała. Nie była do tego przekonana. Nie sądziła, że to co czuje, to miłość. Może coś więcej niż zwykłe „lubię", ale słabsze niż „miłość", bo przecież każda próba wyobrażenia sobie ich randki kończyła się jakimś wydarzeniem sportowym. Kompletnie nie umiała postawić siebie w jakieś romantycznej scenerii. Gdyby go wtedy kochała, czy nie czułaby się zazdrosna o obecność Rukii? Oczywiście zazdrościła jej frywolności z jaką mogła z nim rozmawiać, ale gdyby ktoś jej wtedy powiedział, że są parą, cieszyłaby się ich szczęściem. Nie widziałaby w tym nic złego.

Kiedy więc jej sympatia przerodziła się w miłość?

Może to było w czasie, gdy wybrali się do Soul Society, by uratować Rukię? Może nie wiedząc kiedy jej serce zmieniło względem niego moc uczuć? Może dlatego wtedy płakała, dziękując mu, że przeżył? Tylko kiedy to się stało? Przez większość czasu przecież byli osobno! Ich drogi złączyły się dopiero po wszystkim, kiedy wszystkie walki ucichły, kiedy Aizen zdradził Gotei 13.

A jednak od powrotu do Karakury zaczęła o nim myśleć inaczej. Trenowała więcej, by pomóc mu w przyszłych walkach. Chciała być dla niego wsparciem. Nie. Prawdopodobnie chodziło o to, by zwrócić na siebie jego uwagę. Chciała, by miał o niej dobrą opinię, by potrafił jej zaufać.

Jak bardzo żałowała, że była słaba! Nie rozumiała, dlaczego on się tak obwinia za jej stan, dlaczego nie słuchał, gdy mówiła, że to była wyłącznie jej wina. Dlaczego spoglądał na nią z takim poczuciem winy? Rukia zrobiła coś, czego jej się nie udało, doprowadziła go do ładu, a jej serce za to, do totalnej rozsypki. Czemu jej słowa nie miały dla niego żadnej wartości?

Wiedziała, że powinna wtedy udać się do Tatsuki. Ich przyjaźń była dłuższa i trwalsza. W dodatku troska brunetki względem niej zastępowała jej w jakiś sposób matkę. Serce jednak postanowiło po raz ostatni zobaczyć jego. Był to jedyny plus posiadania tej bransoletki, bycia uprowadzoną. Stała w jego pokoju, czując jego zapach, spoglądała na jego śpiące oblicze. Mogła go pocałować. Pragnęła tego jak nic innego na świecie! Nawet jeśli on nie odwzajemniłby jej uczuć, jej pierwszy pocałunek byłby z mężczyzną, którego kocha! Tylko, że on spał. Nie był świadom tego, co się wokół niego dzieje. Płakała nad swoją naiwnością. Jaki byłby sens pocałowanie go w takim momencie, jeśli to by nic nie wznosiło? Wykorzystałaby go tylko jak zabawkę, a tego nie chciała. Był zbyt dla niej cenny. Mogła jedynie powiedzieć o swoich uczuciach, o tym co siedziało w jej sercu. W tamtej chwili chciała to z siebie tylko wyrzucić, jako pożegnanie i jako próbę, jeśli udałoby się jej wrócić kiedykolwiek do domu.

Mogła czuć się dumna ze swojego serca, które w przeciwieństwie do umysłu było niezmienne i nadal kochało go z tą samą bolesną siłą. Nie umiała sobie przypomnieć tylko, jak nazywa się to uczucie, ale wiedziała, że to co czuje względem jego jest mocne, że aż bolesne.

Mijały dni, a ona nie potrafiła zdobyć się na odwagę i powiedzieć mu co czuje. Nie chciała cierpieć, ale nie chciała też go stawiać w nieprzyjemnej sytuacji. Znała go za dobrze. Musząc jej odmówić, a przez to musząc ją skrzywdzić, czułby się jakby był którymś z ich wrogów. Nie chciała tego. Definitywnie nie chciała widzieć jego łez.

A jednak tamtej nocy nad rzeką odważyła się.

A on nie zapłakał.

.
.

.

Orihime nie była głupia czy naiwna. Wiedziała, że jej chłopak wbrew pozorom jest zwykłym mężczyzną, który reaguje na to co widzi. Szczególnie na kobiece ciała. Kiedy odważyła się na to, by posunąć ich związek na tak poważny etap jak seks i zdjęła z siebie ubranie, czując palący wstyd, wiedziała, że jej chłopak jakoś zareaguje. Cieszyła się, że nie rzucił się na nią i miał więcej opanowania, by uspokoić jej serce.

Zastanawiała się, czy Ichigo dobrze przemyślał swoją prośbę, by została z nim przez weekend. Miała wolne, a on nie miał tyle nauki, ale jego ciało nie współpracowało z jego umysłem. Orihime wiedziała o porannych problemach mężczyzn. Biologia była jej dobrze znana, zresztą sama widziała Sorę, kiedy wstawał z łóżka i udawał się do łazienki z widocznym wybrzuszeniem na piżamie. Erekcja. Było to coś, czego mężczyźni nie kontrolowali.

Przez weekend, który spędziła u Ichigo, doświadczyła tego, że nawet on pod tym względem nie jest wyjątkiem. Tylko, by go nie zawstydzać czy budować między nimi dziwnej atmosfery, nie zwracała uwagi na to, że budząc się w jego ramionach czuła jak jego członek przywiera do jej ciała. Rumieniła się pod świadomością jaka część jej chłopaka ją dotyka, ale przecież nie mogła wymagać od niego, by walczył z własną naturą.

Był to jednak moment jej własnej satysfakcji. Choć nie sądziła, że będzie czuła się dumna z tego, że pobudziła go seksualnie. Gdy szła po jego ubranie, by się przebrać, widziała wybrzuszenie na jego bokserkach. Prawdopodobnie powinna czuć wstyd czy wyzywać go od zboczeńców, ale to nie było tak, że ona sama nie czuła tego samego. Nieraz podczas jej pobytu u niego, czuła jak jej sutki twardnieją pod wpływem jego dotyku.

Przecież nie była dzieckiem. A im była starsza, tym bardziej zdawała sobie sprawę z seksualnej strony związków. To co ją dręczyło, to świadomość, że nie miała odwagi go pocałować. Nieważne jak tego pragnęła, to nie potrafiła zrobić tego kroku. A bała się, że Ichigo nigdy o tym nie pomyśli, chociaż ich pożegnanie, dawało jej nadzieję, że kiedyś nastąpi ten krok.

Westchnęła ciężko spoglądając ze znużeniem na pustą piekarnię. Pod wieczór rzadko ktoś przychodził, choć nie można było marudzić na świeżość pieczywa. Za dwa dni miała pojechać do Tokio. Jeszcze tylko dwa dni.

Zastanawiała się czy nie powinna zawieść do Ichigo kilka swoich rzeczy, żeby nie musiała ich wozić za każdym razem, ale nie chciała wpraszać się do jego azylu. Mogła tam jeździć od czasu do czasu na weekendy, ale tylko wtedy, gdy Ichigo nie ma nadmiaru nauki. Z każdym miesiącem będzie jej więcej.

Chodziła na kursy i musiała przyznać, że szło jej o wiele lepiej niż sądziła. Nawet wykładowcy byli zdziwieni, że nie dostała się na żadną uczelnię. Ona jednak nie widziała w tym nic dziwnego. To był ciężki okres w jej życiu. Nie tylko bolesna miesiączka, która powodowała, że wymiotowała, ale telefony ciotki i jej własne serce. Gdyby była bardziej pewna siebie i Ichigo, nie wybuchłaby zazdrością i nie zerwałaby z nim, gdyby miała na tyle odwagi, by mu powiedzieć o swoich problemach rodzinnych, pewnie by ją wsparł i wymyślił jakiś plan. A jednak nawet ona miała trochę dumy, że chciała chociaż w tym temacie być niezależna. Chciała udowodnić przede wszystkim sobie, że potrafi zadbać o siebie. Efekt nie był taki, jaki planowała.

Nadal nie wiedziała co chce robić w przyszłości. Prawdopodobnie powinna porozmawiać o tym z Ichigo. Tylko, czy on zrozumie jej mętlik i niepewność? On sam wreszcie wbrew temu, że mógłby zostać sportowcem poszedł w ślady ojca. Ona nie miała w czyje ślady iść.

-Dobry wieczór!- Pogodny męski głos odezwał się w pomieszczeniu, wyrywając ją z zamyślenia.

Spojrzała zaskoczona na uśmiechniętego Isshina, który kręcił się po sklepie, zastanawiając się nad tym co powinien wziąć. Podniosła pytająco brwi, czując się dziwnie nieswojo w takiej sytuacji.

-Orihime-chan jest okrutna…- Usłyszała jego cichy zarzut, by po chwili zobaczyć go przy kasie z koszykiem pełnym różnego rodzaju pieczywa.

-Nie rozumiem…- Szepnęła spłoszona, próbując skupić się na pakowaniu jedzenia.

-Gdy Ichigo był w mieście, zawsze przynosiłaś nam jakieś pyszne pieczywo, a odkąd go nie ma, to już nawet do nas nie zaglądasz!- Odpowiedział zrozpaczony, wycierając nieistniejące łzy.

- Przepraszam! Ale teraz kończę dużo później i nie chciałam przeszkadzać.- Odpowiedziała spanikowana, czerwieniąc się ze wstydu.

-Orihime-chan, jesteś dziewczyną mojego głupiego syna. Nigdy nie będziesz nam przeszkadzać. Jesteś teraz częścią rodziny i jeśli czujesz, że chcesz z kimś porozmawiać, kto jest bardziej odpowiedzialny niż mój syn, to chętnie cię posłucham.

Orihime zastanawiała się jakim sposobem wiedział o jej niepokoju. Potrząsnęła tylko głową, próbując odpędzić porównanie ojca Ichigo do Urahary. Westchnęła podając mu siatkę z zamówieniem. Przez moment naprawdę chciała go poprosić, by został i z nią porozmawiał, ale to nie był jeszcze czas na takie rozmowy z ojcem swojego chłopaka. Nieważne jak szanowała Isshina, nie była jeszcze gotowa na taki krok.

-Dziękuję. Na pewno się zgłoszę w przyszłości, gdy będę miała problemy.

Odwzajemnił tylko uśmiech, wychodząc z piekarni. Cieszyła się, że nie naciskał na nią.

.

.

.

To było w marcu, podczas białego dnia. W tym roku wypadał w sobotę, którą akurat miała wolną. Nie planowali nic na ten dzień i czuła się trochę zmieszana. Liczyła, że się chociaż spotkają. Nie chciała słodyczy czy kwiatów. Wolała po prostu spędzić z nim dzień. Nie czuć tej samotności.

Siedziała skulona na sofie oglądając powtórkę jakieś dramy. Odkąd zaczęła pracę na półetatu, nie miała czasu oglądać swoich ulubionych seriali. Mogłaby wszystko nadrabiać w wolne weekendy, ale to by oznaczało, że nie wychodziła by z domu. Miała zbyt wielkie zaległości, dlatego porzuciła swoje hobby za czasów jeszcze drugiej klasy liceum.

Zastanawiała się czy powinna do niego zadzwonić. Mógł przecież zapomnieć co to za dzień. Przecież odkąd go zna, nigdy nie widziała go obchodzącego biały dzień. Nigdy nie wręczył żadnej dziewczynie czekoladki, czy kwiatka, ale szło to też w drugą stronę, żadna nie odważyła się mu dać czekoladek w walentynki, w tym i ona do pewnego czasu. Jednak w tym roku wszystko się jakoś zmieniło, więc może i ona ma szansę na spędzenie białego dnia w towarzystwie swojego chłopaka, a nie telewizora?

Puk puk puk

Wstała z sofy i pobiegła do drzwi. Próbowała bezskutecznie opanować serce, gdy zobaczyła Ichigo stojącego przed nią ubranego w czarne jeansy, białą koszulkę i narzuconą na to fioletową bluzę. Uśmiechnęła się radośnie, cofając się nieznacznie do środka, dając mu miejsce do przejścia.

-Yo.- Powiedział swobodnie tarmosząc ją po głowie.

-Hej.- Odparła urażona, poprawiając włosy.

-Masz na dzisiaj jakieś plany?

-Nie bardzo… Znaczy… - Zamilkła na chwilę, próbując brzmieć spokojnie, albo nawet trochę poirytowana, jakby przerwał jej ważne zajęcie.- Miałam dzisiejszy dzień spędzić na nadrabianiu zaległości w moim ulubionym serialu. A co?

Usłyszała jak się śmieje pod nosem, siadając na kanapie. Oglądał przez chwilę lecącą dramę z podniesionymi pytająco brwiami. Orihime podejrzewała, że nie rozumie co się dzieje na ekranie, szczególnie, że była to komedia romantyczna, której fanem raczej nie był. Udała się do kuchni, by zrobić im coś do picia, nie wiedząc jak ma się zachować. Mimo że mówiła sobie, że nie chce żadnych smakołyków czy kwiatów, to nie umiała ukryć uczucia zawodu.

-Orihime, lepiej się przebierz.- Powiedział spokojnie, wyłączając telewizor.

-Po co?

-Idziemy do kina.

-Do kina?!- Krzyknęła radośnie, biegnąc do swojego pokoju, by znaleźć coś odpowiedniego na to wyjście.

Z jednej strony miała ochotę na niego wrzasnąć i powiedzieć, że powinien jej powiedzieć wczoraj o takich planach, by zdążyła się przygotować, ale z drugiej nie mogła ukryć pewnej ekscytacji z tak nagłego wyjścia. Był to jej dzień, więc mogła pozwolić, żeby tym razem płacił za nią.

Otworzyła szafę szybko analizując jej zawartość. Gdyby miała więcej czasu, powiedziałaby spanikowana, że nie ma co na siebie włożyć, ale miała go o wiele za mało, dlatego chwyciła pierwsze lepsze ubranie zdatne na wyjście do kina. Pognała z nim do łazienki, przebierając się na szybko. Była zaskoczona efektem.

Założyła sukienkę na cienkich ramiączkach sięgającą kolan, w odcieniu lawendy z delikatnymi koronkowymi wstawkami. Na to nałożyła czarną dżinsową kurtkę. Na włosy założyła czarną opaskę z kokardką i po raz ostatni przyjrzała się sobie w lustrze. To nie był efekt, który wolałaby uzyskać, ale nie miała za dużo czasu. Podkreśliła jeszcze delikatnie usta i wyszła z łazienki.

-I jak?- Spytała się nieśmiało, okręcając się wokół własnej osi.

Ichigo stał zarumieniony delikatnie. Uśmiechnął się po chwili łagodnie podając jej rękę. –Wyglądasz wspaniale.

Czuła jak rumieniec zakrywa jej policzki, ale odpowiedziała mu jedynie uśmiechem. Założyła buty na niskim obcasie i szła obok niego trzymając go za rękę. Nadal nie mogła uwierzyć, że są razem, że nie spędza tego dnia sama patrząc z zazdrością na inne dziewczyny, które otrzymywały jakieś prezenty od chłopaków.

Gdy dotarli do kina, kazał jej poczekać na jednej z sof, a sam poszedł do kas biletowych. Czuła jak serce bije jej jak szalone, nie dając opanować myśli. Nigdy nie czuła się aż taka podekscytowana randką z Ichigo, a przecież to nie było ich pierwsze wyjście. Czuła na sobie wzrok innym mężczyzn, niektórzy nawet zmierzali powoli w jej stronę. Ona jednak skupiła wzrok na pomarańczowej czuprynie, która już szła już w jej stronę. Pomachała mu, nie mogąc się za nic uspokoić.

-Taka podekscytowana?- Podszedł do niej śmiejąc się cicho.

-Um…- Mruknęła speszona, chwytając jego wyciągniętą rękę. – Przepraszam, zachowuję się jak dziecko.

-Nie widzę problemu. Cieszę się, że mogłem sprawić ci przyjemność.- Uśmiechnął się delikatnie, ściskając jej rękę.- Nie wiem tylko, jak zareagujesz gdy wyjdziemy z kina.

Podniosła pytająco brwi, przystając obok niego przed wejściem na salę. On zaś spoglądał w stronę popcornów marszcząc w zamyśleniu brwi.

-Ichi, chodźmy już na salę. Nie chcę jeść popcornu.

-Zapomniałem, że jesteś tym typem człowieka.

-Oczywiście. Przecież nie sprzedają tutaj popcornu o smaku wasabi.- Odparła poważnie, ciągnąc go do bileterki.

-A jest w ogóle taki?- Spytał się cicho, nie kryjąc swojego przerażenia wizją takiego posiłku.

.

.

.

-Ichigo!- Krzyknęła najgłośniej jak mogła wybiegając z pociągu.

Rzuciła mu się w ramiona, przytulając się mocno do niego. W ten sposób ukryła przed nim swoje łzy, które spłynęły z jej oczu w momencie, gdy tylko spostrzegła jego włosy na peronie. On zaś obejmował ją równie silnie, nie mogąc nacieszyć się jej obecnością. Cieszył się tylko, że stanął przy filarze, który w tym momencie był jego podporą.

-Tęskniłam…- Wychlipała cicho, próbując jeszcze mocniej schować się w jego ramionach.

-Ja też. –Szepnął jej do ucha, przymykając oczy.

Szli za rękę po ulicach miasta, rozmawiając o tym, co się działo w ich życiu przez te tygodnie, w których się nie widzieli. Ichigo nie mógł pozbyć się głupiego uśmiechu, który zdobił jego twarz. Ona zaś, widząc go tak szczęśliwym, nie umiała się powstrzymywać, by nie obejmować go co jakiś czas. Była spragniona każdego jego słowa, ale przede wszystkim jego obecności.

On zaś, mimo jej protestów, niósł jej torbę, upewniając się co chwilę, czy na pewno wzięła rzeczy, które miała zostawić u niego na przyszłość. Nie sądziła, że to on wyjdzie z taką propozycją, ale nie mogła się bardziej cieszyć ze świadomości, że powoli zaczął otwierać przed nią serce. Wiedziała, że oboje muszą jeszcze sporo powiedzieć o sobie, jeszcze wiele tajemnic jest pomiędzy nimi, ale nie śpieszyli się. Mieli czas. Mogli się delektować swoją obecnością.

-Powinieneś iść na taką grupową randkę. Teraz nawet nie wiesz co tracisz będąc ze mną.- Powiedziała spokojnie, spoglądając na niego kątem oka.

-Tsk! Po co mi to, skoro mam ciebie? – Warknął z niezadowoleniem, mocniej ściskając jej dłoń.

-Głupek. – Zachichotała pod nosem, skupiając wzrok na mijanych witrynach.

-Orihime?

-Hm?

-Wiesz już co chcesz zwiedzić w Kioto?

Nie powiedziała nic przez pewien czas, próbując zwalczyć swoje zawstydzenie. Ichigo zaś cierpliwie czekał na jej odpowiedź. Zatrzymali się przed jego drzwiami gdy wygrzebywał z kieszeni klucze. Otworzył drzwi, wpuszczając ją przodem.

-Wiesz.. Jest w Kioto taka świątynia. Na jej placu stoją dwa kamienie w dosyć sporej odległości. Nazywają je kamieniami zakochanych…- Mruczała pod nosem, siadając na łóżku.

-Skoro są daleko od siebie, to dlaczego zakochanych?

-Bo widzisz…- Nabrała powietrza, by dodać sobie odwagi. Nawet dla niej samej brzmiało to idiotycznie.- Chodzi o to, że jeden z partnerów powinien przebyć drogę pomiędzy kamieniami z zamkniętymi oczami.

-Pójdziemy tam. Wreszcie Kioto jest znane ze sporej ilości świątyń. Zarezerwowałem nam nocleg w onsenie.

-Nie musiałeś…- Jęknęła cicho, spuszczając głowę. Rozpieszczał ją.

.

.

.

Weszli po schodach, spoglądając na stragany i tłum turystów przed nimi. Orihime jęknęła na ten widok, nie spodziewając się takiego napływu ludzi, choć było to zrozumiałe w tym okresie. Ichigo zaś westchnął ciężko, ciągnąc ją za sobą. Nie obchodzili go otaczający ich ludzie, tylko kamienie, dla których wdrapywał się po kolejnych schodach.

-Czemu świątynie nie mogą być ulokowane jak świątynia w Karakurze? Bez konieczności wspinaczki?- Mruczał poirytowany pod nosem, rozglądając się po placu.

Orihime uśmiechnęła się delikatnie, rozumiejąc jego ból. Sama była wyczerpana ciągłą walką z niekończącymi się schodami. Zatrzymała się nagle, wskazując wolną ręką na dwa leżące niedaleko nich kamienie. Byli świadkiem jak dziewczyna próbowała przebyć drogę do swojego chłopaka, jednak w połowie drogi wylądowała praktycznie na straganie, przez co musiała otworzyć oczy.

-Nie wygląda to tak prosto jak myślałam…- Szepnęła pod nosem, opierając się bardziej na Ichigo.

-To co, chcesz spróbować?- Spojrzał się na nią pytająco.

-No co ty… Chciałam to tylko zobaczyć.- Odparła zmieszana, machając rękoma przed nim.

-Jak chcesz, ale ja spróbuję.

Spoglądała zaskoczona za nim, gdy stanął przy dalszym kamieniu i uśmiechnął się pewnie. Tak jak zawsze, gdy wybierał się na jakieś starcie. Zamknął oczy, dopiero w momencie, gdy znalazła się dokładnie przy drugim kamieniu. Patrzyła z niedowierzaniem jak idzie w jej stronę, gdyby potrafił namierzać reiatsu byłoby mu dużo prościej, ale zdany tylko na ludzkie zmysły nie radził sobie dużo gorzej.

Otworzyła szeroko oczy, gdy jeden z turystów wpadł na niego, powodując, że stracił orientację. Rozglądał się głową wokół, jakby szukał jakieś wskazówki, a ona nie wiadomo kiedy nabrała tyle odwagi, by krzyknąć. -Kurosaki-kun!

Czuła jak się rumieni, dawno nie używała jego nazwiska. On zaś dalej szedł pewnie, aż dotarł do niej, obejmując ją mocno. Płakała ze szczęścia, wtulając się w niego. Dotarł do niej. Jak zawsze powrócił do niej.

Don't make me sad, Don't make me cry
Sometimes love is not enough and the road is tough