Odkąd Rukia pojawiła się w jego życiu, wszystko się skomplikowało. Nie tylko jego czas wolny, który opiewał w polowanie na hollowy, czy trenowanie, ale także jego życie personalne. Rukia zamieszkała w jego szafie i zaczęła chodzić z nim do szkoły. Obierała taką samą trasę jak on. Doprowadzała go do szału swoją obecnością i pozbawianiem go życiowej przestrzeni. A jednak…
Dla kogoś z zewnątrz wyglądali jak para.
Starał się jak mógł unikać Rukii, a raczej nie dawać im za dużo czasu sam na sam, poza pracą shinigami. Wszystko jednak szło na marne, bo ona uparła się być jego cieniem. W dodatku była osobą, która potrafiła go przejrzeć, a raczej jego poczucie winy. Irytujące. Zastanawiał się, gdzie popełnił błąd? W którym miejscu jego maska pękła?
Rukia była najbardziej arogancką osobą, jaką znał. Wszędzie wrzucała swoje trzy grosze, nie zważając na to, czy ktoś się o to prosił czy nie. Ona musiała być najważniejsza. Może dlatego potrafiła go doprowadzić do pionu, gdy nie mógł znieść swojej bezradności?
Gdy przechadzał się korytarzami w szkole słyszał plotki. Plotki dotyczące jego osoby. Co gorsze, o jego nieistniejącego związku z Rukią. Nie wiedział czy ma się wściekać, czy wszystkiemu zaprzeczać. Ostatecznie nie robił nic.
Czasami tylko chciał spytać się Tatsuki, co Ona o tym wszystkim myśli, ale gdyby zadał to pytanie dałby znak, że Ona nie jest mu obojętna. Dlatego milczał i pozwolił, by wszystko działo się samo. Kiedyś przecież Rukia musiała zniknąć z jego życia.
Nie przewidział tylko, że tak przyzwyczai się do jej obecności w swoim życiu. Jej zniknięcie wytrąciło go z jego wiecznej obojętności. Nie potrafił sobie znaleźć miejsca. I wtedy Ona się do niego odezwała, powiedziała mu jak Ona to widzi.
Oczywiście życie bez Ruki jest dziwne. Nikt go nie bije po twarzy, nie katuje jego oczu pracami plastycznymi, czy nie ciągnie go po kątach, by mówić o celu tego wszystkiego. Rukia w jakiś sposób przypominała mu Karin, z tą jej tendencją do agresji.
Była dla niego ważna. Pozwoliła mu ratować tych, którzy są dla niego ważni.
Nic więcej.
Miłość?
Nie. To nie było to. Jego serce nie biło szybciej pod jej wpływem. Jego ciało nie odmawiało mu posłuszeństwa. Byli ze sobą blisko. Jak rodzeństwo, jak bliscy znajomi.
Rukia mogła zatrzymać deszcz w jego sercu dając mu moce shinigami.
Ale to ktoś inny przywrócił mu uśmiech, ktoś inny przywrócił w jego sercu harmonię.
Był jednak problem, z którym nie umiał sobie poradzić. Walka z hollowami była przy tym niczym szczególnym. Gdy walczył, skupiał się tylko na pokonaniu wroga, miał czysty umysł. Od zawsze tak było, odkąd tylko zaczął walczyć z każdym, kto się nawinął na drodze.
Nie potrafił jednak być szczerym ze swoimi uczuciami. Bał się ich. Nie mówił i nie okazywał tego, co naprawdę czuje. Nikt od niego tego nie wymagał. Jego siostry znalazły inny sposób, by wiedzieć, co się z nim dzieje.
Tylko jak powiedzieć ważnej dla siebie osobie, co się dzieje w jego sercu?
.
.
.
Dziwnie było się obudzić w swoim łóżku, w swoim domu. Z przyzwyczajenia szukał ręką Orihime, a z momentem, gdy jej nie wyczuł obok, na jego twarzy powrócił grymas niezadowolenia.
-ICHIGOOO!- Krzyk jego ojca obudził go ostatecznie.
Wyślizgnął się z łóżka, by przyłożyć ojcu kopniaka w plecy. Brunet obolały uśmiechnął się z zadowoleniem, rozprawiając o ich silnej więzi rodzinnej, która przetrwała nawet taką rozłąkę. Ichigo nawet nie słuchał tego. Ubrał się szybko, opuszczając pokój zanim jego ojciec zdecydował się na ponowienie ataku.
Wszedł do kuchni, gdzie przy stole siedziały już Karin i Yuzu. Odkąd tylko wrócił, zasypywały go pytaniami, nie przestając się przy tym uśmiechać. Nawet on mógł stwierdzić, że są szczęśliwe z jego powrotu.
-Ichi-nii, co dzisiaj będziesz robił?- Brunetka spojrzała z uwagą na niego.
-Nie wiem jeszcze. Może odwiedzę znajomych…
-Czyli idziesz do Orihime-chan?- Isshin wszedł do kuchni uśmiechając się znacząco.
-Zapomnij zboczeńcu. – Warknął poirytowany, wbijając mu pałeczki w żebra.
-Ale Ichigo, ja chcę mieć piękne wnuki!
-Powiedziałem zapomnij!- Odpowiedział chłodno, wstając od stołu.
-Oni-chan!- Yuzu krzyknęła za nim, ale on już ich nie słuchał.
Zdawał sobie sprawę z tego, że związek z jakąkolwiek dziewczyną przysporzy takich komentarzy. To była wreszcie jego rodzina, ale nie mógł nic poradzić na irytację, którą czuł za każdym razem. Westchnął ciężko, zatrzymując się przed piekarnią. Miała dzisiaj wolne. A jednak tu przyszedł.
-Pięknie… Wygląda na to, że nieświadomie chcę iść do niej.- Mruknął pod nosem, czując pewien zawód w stosunku do swojej osoby.
Nie mógł odwiedzić Chada, który siedział w Stanach. Ishida zawsze odpadał, bo ich znajomość polegała głównie na walce z hollowami. Nie był też pewien, czy chciał go widzieć. Jakby się nad tym dłużej zastanowił, doszedłby do wniosku, że nawet nie wiedział, gdzie on studiuje i czy nadal mieszka w Karakurze. Został Keigo i Mizuro.
Tak naprawdę nie miał kogo odwiedzać. Przez cały okres liceum nie zadbał o budowanie jakiś mocnych relacji z kimkolwiek poza ich paczką. A teraz płacił za to cenę.
I stałby tam nadal, gdyby nie obecność młodszych od niego kolesi. W związku, że trwały święta, nikt nie nosił mundurków szkolnych, ale coś mu mówiło, że byli z jego liceum.
-Nie uwierzycie kogo widzę, gdy idę na angielski!- Jeden z nich powiedział z wypisanym szczęściem na twarzy.
-No kogo?- Drugi mruknął. Wyglądał na sceptycznie nastawionego do wiadomości kolegi.
-Naszą byłą szkolną boginię!
-Inoue?!- Wydarli się zaskoczeni przystając niebezpiecznie blisko Ichigo.
-Chodzi na kursy przygotowawcze. Ale dzięki temu mogę podziwiać jej piękno. Porobiłem nawet kilka fotek!- Nachylił się ku przyjaciołom z diabelskim uśmiechem- W tym jej bielizny!
To wystarczyło.
Ichigo odwrócił się do nich, przygotowując dłonie do nadchodzących ciosów. Chwycił jednego za kołnierz, spoglądając na resztę z morderczym wyrazem twarzy.-Możesz powtórzyć?- Wycharczał przez zaciśnięte zęby.
Pobledli i automatycznie cofnęli się o krok. Gdyby nie przerażony przyjaciel, który wił się próbując uciec z uścisku Ichigo, to dawno by ich nie było. Wiedzieli z kim mają do czynienia. Cała szkoła wreszcie huczała od informacji, która zawiodła większość męskich serc. Kurosaki Ichigo, chłopak ich bogini.
-Kurosaki-sempai!- Jęknęli wystraszeni, uciekając od niego wzrokiem.
-Słucham! Coś mówiliście na temat zdjęć.- Warknął oschle, potrząsając uwięzionym brunetem w jego ręce.
Przez chwile panowała między nimi nieprzyjemna cisza. Mieli wrażenie, że zaraz zginą z rąk starszego kolegi, którego gniew odczuwali na skórze, nic szczególnego nawet nie robiąc. Spoglądali na siebie, szukając odpowiedzi, co powinni zrobić, ich nogi odmawiały posłuszeństwa. Trzęśli jak galareta pod wpływem jego wzroku.
-Zdjęć? Jakich zdjęć?- Pulchny szatyn wyjąkał, czując jak jego ciało pokrywa już spora warstwa potu. To nie mógł być gorszy dzień.
-Nie ze mną te numery. Któryś z was ma zdjęcia mojej dziewczyny. One mają zniknąć z waszego posiadania.- Mówił powoli akcentując każde słowo. Był nieugięty, a uścisk na kołnierzu swojej ofiary z każdą chwilą się zacieśniał.
Przełknęli głośno ślinę. Ich wyrok był przesądzony. Jeden z nich wyciągnął komórkę drżącymi rękoma. Ichigo czuł frustrację, wszystko działo się za wolno. Chwycił wolną ręką za aparat chłopaka, szybko znajdując zdjęcia. Żyłka na skroni niebezpiecznie pulsowała. Zazgrzytał zębami kasując całą zawartość. Rzucił telefon w ich stronę razem z ich przyjacielem.
-Tym razem wam odpuszczę, ale jeśli jeszcze raz przyłapię was na dzieleniu się zdjęciami mojej dziewczyny, to nie poznacie swojego odbicia w lustrze.
Odszedł od nich szybko, oddychając ciężko. Nie mógł sobie pozwolić na bójki, szczególnie nie z takiego powodu. Zaciskał co raz swoje dłonie, próbując się uspokoić.
Czy ona nigdy nie przestanie przyciągać do siebie mężczyzn?- Pomyślał wściekły, przypominając sobie całe liceum i znoszenie wzroku chłopaków w jej stronę, a nawet próby niektórych w poderwaniu jej. Żadne próby jednak nie kończyły się pozytywnie, przez jego interwencje. Nie pozwalał im się zbliżyć do niej na wyciągnięcie ręki. A teraz będąc od niej tak daleko, nie mógł nic zrobić.
.
.
.
Nie znosił tego święta. Walentynki. Kto je wymyślił? Wszystkie dziewczyny chodziły z tymi czekoladkami i nagle wyznawały swoje uczucia. Jakby nie mogły tego zrobić każdego innego dnia. W ten dzień jeszcze mocniej otaczała go ciężka aura, mająca odpędzić od niego ludzi. Kilka razy, jak zawsze, musiał trzepnąć Keigo, by się ocknął i przestał jęczeć, że nie dostał ani jednej czekoladki.
Ichigo był ponad tym wszystkim. Nawet gdy jakaś odważyła się do niego podejść, by wręczyć mu czekoladki, on odmawiał. Nie chciał dawać im złudnej nadziei, że je zauważył, że nawet czuje do nich jakaś sympatię. On nikogo nie pamiętał poza osobami z ich paczki, czy koleżankami Orihime.
Jednak w te walentynki było inaczej. Miał dziewczynę. I nawet gdy od samego rana próbował wmówić sobie, że nie chce żadnych czekoladek i w ogóle uczestnictwa w tym całym zamieszaniu, to nie mógł nic poradzić na uczucie zawodu, gdy Orihime pojawiła się w klasie z pustymi rękoma.
To tylko czekoladki. Nic nie oznaczają. Nie zależy mu na nich. Co z tego, że lubi czekoladę. Co z tego, że jest jego dziewczyną i powinna dać mu czekoladkę jak każda inna dziewczyna swojemu chłopakowi. On jest ponad to. Jego to nie rusza. Nie zależy mu. W ogóle.
-Hej, Ichigo.- Powiedziała radośnie, podchodząc do niego.
W ogóle mu nie zależy. W ogóle.
-Hej, Orihime. – Odpowiedział spokojnie, patrząc gdzieś w bok. W ogóle.
Wróciła na swoje miejsce, nie mówiąc nic więcej. Nawet nie raczyła skomentować tego dnia.
Może zapomniała?- Pomyślał zawiedziony, obserwując ją.
W tym roku im się udało i znaleźli się w tej samej klasie, w porównaniu do Ishidy i Chada, którzy wylądowali w innych. Pewnie dla innych par, byłoby to coś w rodzaju przeznaczenia, ale przecież w drugiej klasie byli w innych. Może przez to zdał sobie sprawę jak brakuje mu jej obecności?
Nie rozumiał jej. Przez wszystkie lekcje prawie się do niego nie odzywała. Czasem tylko się odwróciła, by pomachać mu ze swoim niewinnym uśmiechem. Nie wyglądała na specjalnie podekscytowaną czy na osobę, która zapomniała o czymś. Rozmawiała żywo z koleżankami oceniając coś w czasopiśmie.
Szala goryczy się przelała, gdy Keigo wbiegł do klasy trzymając czekoladki. I to nie od swojej siostry czy koleżanki. Jakaś dziewczyna naprawdę dała mu czekoladki! Zacisnął szczękę, by nie wybuchnąć, by nie podejść do Orihime i nie zażądać czekoladek. Nie zasłużył? Przecież zawsze ją ratował! Zawsze przy niej był, gdy była w niebezpieczeństwie! ZASŁUŻYŁ NA TE CZEKOLADKI!
I tak przez cały dzień chodził zachmurzony i ignorował wszystkich wokół. Był zbyt dumny, by podejść do niej i powiedzieć, o co mu chodzi. Nawet dla niego był to głupi powód, ale nawet on jest normalnym nastolatkiem. Zatrzymał się przy szafce na buty, zastanawiając się czy powinien na nią poczekać, ale ostatecznie stwierdził, że nie ma takiej potrzeby.
Otworzył szafkę i jego serce się zatrzymało.
Na jego butach leżało pudełko czekoladek. A na nich koperta. Przełknął z trudem ślinę wyciągając list i czytając go uważnie.
Kurosaki-kun,
Z okazji walentynek chciałam wręczyć Ci te oto czekoladki. Proszę przyjmij je, nawet jeśli nie czujesz względem mnie tych samych uczuć, co ja. Będzie mi miło z samą świadomością, ze sprawiłam Ci przyjemność (słyszałam, że kochasz czekoladę). Nie bój się, czekoladki nie są zatrute, czy o dziwnym smaku. Są czystym wyrazem mojej miłości do Ciebie.
Inoue Orihime.
Uśmiechnął się pod nosem, sięgając po pudełko. Nie zapomniała. Po prostu zrobiła to po swojemu. Przebrał buty, czekając aż się pojawi. Cała frustracja jej zachowaniem mu minęła. W dodatku jego policzki pokrywał delikatny rumieniec, powodowany wstydem.
-Ichigo?- Pojawiła się w zasięgu jego wzroku, zdumiona podchodziła do swojej szafki.- Myślałam, że już poszedłeś.
-Miałem iść, ale dostałem list miłosny i muszę na niego odpowiedzieć.
-Naprawdę? No proszę, a mówiłeś, że nie dostajesz…- Powiedziała cicho, otwierając szafkę.
Podszedł do niej, opierając się o szafki. Mierzył ją zaintrygowanym wzrokiem, widząc jak na jej policzkach pojawia się rumieniec.
-Nie chcesz usłyszeć odpowiedzi?
-Nie wiem… To twój list miłosny.- Odpowiedziała zmieszana, uciekając od niego wzrokiem.
-Z przyjemnością akceptuję wszystko.
.
.
.
Postawiła przed nim kubek z kawą, wpatrując się w niego napięty wyraz twarzy. Wyglądał jakby zaraz miał wybuchnąć, a tego nie chciała, dlatego siedziała cicho obok niego i czekała, aż sam zdecyduje się powiedzieć, co się stało.
Sam nie wiedział jak się znalazł u niej w mieszkaniu. Szedł wściekły po mieście próbując się uspokoić po kontakcie z jej wielbicielami, a ostatecznie znalazł się w jej mieszkaniu. Czuł jak jej zapach go otacza, powodując rozluźnienie mięśni. Wypuścił ciężko powietrze sięgając po kubek. Nie potrafił się gniewać będąc przy niej. Zabijała w nim wszelką agresję.
Wypił kawę jednym haustem. Ciepło przyjemnie rozlało się po nim, powodując uśmiech na jego twarzy. Nabrał powietrza, obejmując dziewczynę. Jęknęła zaskoczona jego nagłym ruchem, ale szybko się poprawiła mocniej wtulając się w niego.
-Ichi… - Powiedziała cicho, przymykając oczy.
-Hm?- Odparł znużony bawiąc się jej włosami.
-Co się stało? Byłeś podenerwowany, gdy przyszedłeś…
Nie odpowiedział od razu. Musiał się zastanowić, co powinien jej powiedzieć. Nic nie zrobił jej wielbicielom. W porównaniu do tego co robił w liceum, tym razem był grzeczny i obyło się bez siniaków, ale definitywnie zrobił im krzywdę w psychice. Nigdy nie widział, by ktoś tak szybko od niego uciekał.
Był z tego dumny. Przynajmniej miał pewność, że nikt nie odważy się do niej zbliżyć, mając świadomość, co go spotka, gdy on się o tym dowie. Nie mógł jednak być pewien, czy Orihime przyjmie to z taką radością.
-Powinnaś uważać jak podnosisz rzeczy z podłogi.
Odchyliła się nieznacznie od niego, wpatrując się pytająco w jego oczy. Nie rozumiała o co mu chodzi.
Westchnął z rezygnacją. Przegrał. Nie potrafił jej odmówić. Nie kiedy patrzyła na niego tymi swoimi niewinnymi oczami, pełnymi troski. Kiedy stała się jego słabością?
-Spotkałem dzisiaj twoich adoratorów…- Mruknął speszony, przyciągając ją z powrotem do siebie, by nie musieć się mierzyć z jej wzrokiem.
-Kogo?- Spytała się zdumiona.
To było nawet urocze, gdy nie zdawała sobie sprawy jaki ma wpływ na mężczyzn, ilu tak naprawdę śledzi ją wzrokiem. Tylko jak teraz miał wyjaśnić, co go tak wytrąciło z równowagi, skoro jej uwaga zawsze była skupiona wyłącznie na nim.
-Hime… Nawet jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy, masz swoich wielbicieli. Spotkałem ich dzisiaj jak mówili o tobie i zdjęciach, które jeden z nich zrobił.- Z każdym słowem mówił coraz ciszej, opierając czoło o jej ramię, chowając przed nią swoją twarz.- Trochę ich wystraszyłem.
Milczała, budząc w nim niepokój. Nie chciał, żeby była na niego zła, czy zawiedziona jego zachowaniem, ale nie mógł nic na to poradzić, to zawsze było silniejsze od niego. Nie mógł po prostu pozwolić, by zgraja obcych facetów, kręciła się przy niej robiąc jej fotki w każdej sytuacji.
-Hime… Jesteś zła?- Powiedział nieśmiało, przestając bawić się jej włosami.
-Nie jestem zła.- Odpowiedziała spokojnie, obejmując go mocniej.- Dziękuję, Ichigo.
Był zaskoczony jej reakcją. Nie spodziewał się, że mu podziękuje za to, że wypłoszył jej wielbicieli. Wzbudziło to w nim niepokój, że któryś z nich mógł zrobić coś gorszego niż pstryknięcie kilku zdjęć. Zmarszczył czoło w niemym pytaniu, nie mając siły wyciągać od niej jakiś informacji. Potrafiła być nieznośnie uparta.
Kłamstwo.
Było mu za dobrze trzymać ją w ramionach i nie chciał tego przerywać swoimi pytaniami, które spowodowałyby, że odsunęłaby się od niego, pozbawiając go jej ciepła. Sprawa jej adoratorów mogła poczekać, aż się nacieszy jej obecnością.
Mimo że nie chciał się do tego przyznać, to czuł wewnętrzną frustrację ze świadomości, że oboje są ubrani. A to powodowało u niego rumieniec z powodu takich myśli. Pragnął znowu czuć jej skórę na swojej. Hormony dawały o sobie znać po tylu latach spokoju.
Zagryzł dolną wargę, mając nadzieję, że jego dolne rejony ciała zostaną niewzruszone. Może jednak nie powinien sobie pozwalać na dotyk z Orihime, może to był jego błąd?
-Będziesz chciał coś zjeść?- Jej głos wyrwał go z apatii. Zamrugał kilka razy, próbując otrząsnąć się z senności. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że jest zmęczony.
-Nie, będę jeść u siebie. Wiesz, siostry są teraz strasznie natarczywe.
-Nie mają cię na co dzień. To normalne, że tęsknią.
-Pewnie tak.
Czuł jak jej piersi napierają na niego. Rumieniec natychmiast ozdobił jego policzki. Spanikowany zastanawiał się, co powinien teraz zrobić, skoro jego umysł pogrążył się w niemoralnych obrazach, a ciało postanowiło go zdradzić.
Nie powinien pozwalać sobie na taką frywolność z nią. Definitywnie.
Przyległa do niego jeszcze mocniej, drażniąc jego odsłoniętą skórę swoim oddechem.
Przysięgam, ona doprowadzi mnie do grobu.
I don't care if heaven won't take me back.
I'll throw away my faith, babe, just to keep you safe.
