Zawsze wierzyła w swoich przyjaciół. Naiwnie sądziła, że nie ma dla nich rzeczy niewykonalnej. Śmierć ich nie dosięgnie.

Tymczasem siedząc w swojej celi w Las Noches, została uświadomiona, że osoby, które przybyły ją uratować, umrą zanim w ogóle zbliżą się do niej. Czuła jak ich reiatsu z każdą chwilą obniża się, a nawet gaśnie. Była przerażona, ale nadal wierzyła. Wszystko będzie dobrze.

Widziała przecież jak pokonuje potężnych kapitanów. Może z Aizenem nie dał sobie rady, przecież był po wielu wyczerpujących walkach, ale wygrał! Uratował Rukię. Gdzieś w swojej naiwności posądziła, że On nigdy nie umrze.

Ale jego reiatsu zniknęło. Opuściło ją.

Płakała i wyła. Chciała do niego biec, chciała mu pomóc. Przecież zrobiła to wszystko po to, by on był bezpieczny! Drzwi pozostały głuche na jej walenie i wołania. Wolałaby już sama umrzeć niż pozwolić im poświęcać swoją przyszłość dla niej. Dlaczego po nią przyszli?

To, że kobiety ją nie lubiły, nie było dla niej niczym nowym. Od zawsze była prześladowana i bita. W każdej innej sytuacji pozwoliłaby im na znęcanie się nad nią. Nie przeszkadzało jej to. Może po prostu nie umiała się bronić, a może uważała to za bezcelowe. W tamtej chwili jednak chciała biec do Niego, chciała mu pomóc, dlaczego one tego nie rozumiały? Jej nie obchodził Aizen, to nie dla niego się tu zjawiła!

Zaskoczył ją. Nie spodziewała się pomocy od któregokolwiek z espady. A jednak Grimmjow jej pomógł. Nie był czarujący i delikatny. Był dziki i nieokiełznany. Przypominał trochę Ichigo, ale nim nie był. Zaprowadził ją do Niego. I spoglądała na Jego martwe ciało i czuła jak serce zamiera z przerażenia. Jak to mogło się stać? Bała się, że jej moc nie była wystarczająca. Rany opierały się jej mocy .

Miała go uzdrowić, by znowu patrzeć na jego śmierć? Nie mogła do tego dopuścić! Ile razy ma ginąć dla niej? Przecież nie jest tego warta. Dlatego się mu postawiła. Nie obchodziło ją, że mógłby ją zabić, że w tej jednej chwili wszystko mogło się skończyć. Wtedy Jego ręka ścisnęła rękę espady.

Poprosił ją o uzdrowienie, a ona nie umiała odmówić. I zrobiła wszystko, co chciał.

A on przed walką powiedział jej, że wygra i wrócą do domu.

Tylko, że jej strach nie zgasł. Rósł z każdą chwilą, z każdym nowym ciosem, który wylądował na Jego ciele. Jego maska, jego siła, jego poświęcenie wbijało się boleśnie w jej serce. Nie mogła na to patrzeć. To zbyt bolało, dlaczego on tego nie rozumiał? Dlaczego po nią przyszedł?

Dlaczego pozwolił się zabijać? Dlaczego nie uciekł?

Płakała, za każdym razem, gdy widziała go na granicy życia i śmierci.

Płakała, gdy jej moce okazały się za słabe, by go znowu wskrzesić, by mu pomóc. Była przerażona.

Dlaczego przyszedł?

.

.

.

Gdyby ktoś kiedyś jej powiedział, jak będzie wyglądało jej życie po liceum, pewnie nigdy by nie uwierzyła. Przecież wtedy nawet nie wiedziała, że jej uczucie do Ichigo może zostać odwzajemnione. Chciała być jego siłą, podziwiać go z cienia i cieszyć się jego szczęściem. Nie miała odwagi wyobrażać sobie jakby to było uczestniczyć w jego życiu na innym poziomie niż przyjaciele.

Westchnęła ciężko, poprawiając kimono. Wolała spędzić ten dzień z Ichigo, jednak przez to, że musiała do południa pracować, nie miała jak do niego pojechać. Pierwszy raz spędzi Tanabate sama. Wszyscy jej znajomi wybrali przyszłość studencką w innych miastach niż Karakura. Nie miała im tego za złe, bo sama by to zrobiła, gdyby miała taką możliwość, ale nie mogła nic poradzić na tęsknotę. Te krótkie chwile, w jakich może widzieć się z Ichigo czy Tatsuki, jej nie wystarczyły. Przecież przywykła do tego, że widzi ich codziennie, a teraz jest dobrze jak zobaczy ich raz w miesiącu.

Nie mówiła Ichigo o problemach z jakimi się zmaga, nadal się tego bała, szczególnie rozmów na temat jej cichych wielbicieli, którzy wcale nie byli tacy cisi. W liceum nawet ich nie zauważała. Wszystko dzięki Tatsuki. Teraz zaś zdana tylko na siebie była narażona na ich ataki.

Gdyby to były tylko zaczepki z zaproszeniem na randkę… Mogłaby odmówić i iść na przód.

Tylko, że to nie były tylko takie propozycje. Bała się każdego dnia, szczególnie teraz stojąc sama pośród tłumu.

-Ichi..- Jęknęła, czując jak łzy zbierają się jej do oczu.

-Orihime-chan!- Wesoły męski głos odezwał się niedaleko niej, wyrywając ją z zamyślenia.

Rozejrzała się wokół siebie. Zaniepokojona szukała wzrokiem jakieś znanej twarzy. Dopiero po chwili zauważyła Isshina z córkami zmierzającymi w jej stronę. Pomachała energicznie, uśmiechając się z ulgą. Przynajmniej nie będzie sama.

-Kurosaki-san! Yuzu-chan! Karin-chan!

-Buuu!- Isshin zapłakał kucając niedaleko niej.

Karin i Yuzu spojrzały na niego z niedowierzaniem, zaś Orihime nie wiedząc co się stało, podeszła do niego, nachylając się w jego stronę, słysząc jeszcze mocniej jak łka.

-Kurosaki-san?

-Nie przejmuj się nim. Głupi jest.- Karin wzruszyła ramionami, odwracając się od niego.

-Karin! Nie możesz tak mówić o tacie!- Yuzu powiedziała z wyrzutem, zakładając ręce na biodra.

-Bo Orihime-chan mówi mi po nazwisku! Jak moja przyszła synowa może tak do mnie mówić?!- Krzyknął zrozpaczony, obejmując ją.

Orihime zapiszczała pod wpływem nagłego dotyku, ale nie odepchnęła jego rąk od siebie. Słyszała jak bliźniaczki mówią coś na ten temat, ale nie słyszała, co dokładnie, pod wpływem szlochów ojca Ichigo.

Nie mogła z tym walczyć. Objęła go, pozwalając sobie na cichy szloch. Nie pamiętała swojego ojca, ale z tego co mówił jej Sora, lepiej było nie pamiętać o mężczyźnie, który nie szanował swojej rodziny. Nie znała ojcowskiej miłości, nie miała na kim polegać. Dlatego zazdrościła w duchu wszystkim swoich znajomym posiadania rodziny, jakakolwiek by ona nie była.

Wiedziała, że ojciec Ichigo przez pewien czas bał się na nią spojrzeć obwiniając się, że nie zdołał pomóc jej bratu. Ona osobiście nie obwiniała go za to. Była przekonana, że zrobił co tylko mógł, ale chęci to za mało, by komuś pomóc. Szczególnie w tak ciężkim stanie w jakim był jej brat.

Ona sama nadal miała wątpliwości, czy powinna się tak spoufalać z rodziną Ichigo. To, że teraz byli razem nie oznaczało, że będzie tak zawsze. Tylko jej serce już nie dawało rady opierać się uprzejmości Isshina.

-Orihime-chan? Wszystko w porządku?- Mężczyzna spytał się będąc nagle całkowicie poważny.

Gładził ją powoli po głowie. Dał znać córkom, żeby poszły przejść się między stoiskami, dając im trochę czasu sam na sam. Ona zaś stała wtulona w niego, łaknąc każdego jego gestu. Nawet jej serce było spragnione miłości rodzicielskiej.

-Wszystko będzie dobrze, Orihime-chan. Zdasz egzaminy i dołączysz do Ichigo. Po prostu musisz pozytywnie myśleć o tym wszystkim. Pamiętaj, że nie jesteś sama, masz jeszcze nas. Wiem, że w oczach mojego syna nie jestem najodpowiedzialniejszą osobą na świecie. Wreszcie mój sposób wychowania nie jest modelowy, ale martwię się o was na swój własny sposób. – Mówił spokojnie, obejmując ją mocniej.- Jeśli masz jakieś wątpliwości czy kłopoty, zawsze możesz do mnie przyjść. Wysłucham cię i postaram ci się pomóc. Od tego wreszcie są ojcowie.

Płakała. Głośno, jak dziecko, które chce wymusić na rodzicach kupienie jakieś słodkości. Tak długo była sama, wszystkie swoje problemy mówiła do zdjęcia brata, tylko że to była rzecz martwa, nie odpowie jej. Nie przytuli i nie pokaże jej, że nie jest sama. Miała już dość swojej samotności i walki z nią. Miała dość siebie za udawanie, że wszystko jest w porządku. Wcale tak nie było.

-Boję się…- Wymamrotała z ledwością, chowając przed nim twarz.

-Czego? Chyba nie mojego syna?

-Och, nie! Nie! Skądże!- Zaprzeczyła energicznie, podnosząc nieznacznie głowę.- Ostatnio ktoś próbował włamać się do mojego mieszkania… I to nie był pierwszy taki incydent…

Otworzył szeroko oczy w szoku. Odsunął ją od siebie, ściskając ręce na jej ramionach. Stała przed nim ze spuszczoną głową wstydząc się swojej słabości. Znowu komuś sprawiła kłopot, nie powinna w ogóle o tym mówić. Ale tak bardzo się bała.

Bała się samotności.

-Orihime-chan, czemu nie powiedziałaś nic wcześniej?- Powiedział wystraszony, obejmując ją ponownie.- Nie możemy tak tego zostawić! Orihime-chan jest za piękna, dlatego mężczyźni nie mogą się tobie oprzeć. –Zamilkł na chwilę, wpatrując się w wracające do nich bliźniaczki.- Już wiem! Orihime-chan zamieszka z nami! Pokój Ichigo stoi pusty, możesz go użyć. Na pewno nie będzie miał nic przeciwko temu.

.

.

.

To były ich pierwsze święta razem. Tak przynajmniej sobie wyobrażała. Byli wreszcie parą od pięciu miesięcy. Tylko, że ich związek był dziwny. Mówili sobie po imieniu, chociaż nadal zdarzało się jej powiedzieć do niego „Kurosaki-kun". Za to wszystko inne, co było częścią bycia parą, było poza jej zasięgiem. Nie trzymali się za ręce, nie przytulali się, nie całowali. Poza zmianą nazewnictwa nic się nie zmieniło.

Nie miała jednak odwagi, by zrobić pierwsza jakiś ruch.

Jednak gdy zobaczyła zbliżające się święta pomyślała, że oto nadchodzi idealna okazja, by przejść na inny poziom w ich związku. Nie przewidziała tylko, że ich klasa zorganizuje wspólne świętowanie. Byli na ostatnim roku i prawdopodobnie nigdy się już nie zobaczą.

Siedziała w klubie karaoke przy dziewczynach, czując falę zawodu. Inaczej sobie wyobrażała ich pierwsze wspólne święta. Nie miała rodziny, więc mogła je spędzić z kimkolwiek. Ostatecznie okazało się, że spędzi je z klasą. W dodatku wszyscy umówili się na kupowanie prezentów mikołajowych. Oczywiście nie z myślą o konkretnej osobie. Dlatego razem z Tatsuki spędziły praktycznie cały dzień, by wybrać coś, co może spodobać się każdemu, niezależnie od płci. Było tego bardzo mało.

Ostatecznie zdecydowała się na kupienie płyty jednego z popularnych zespołów. Nawet jeśli nie trafi w czyjś gust muzyczny, to taki prezent można po prostu przekazać komuś innemu.

-Nie mogę uwierzyć, że zamiast pójść gdzieś tylko we dwoje, siedzicie tutaj z nami.- Tatsuki usiadła przy niej podając jej porcję ciasta.

-To ostatnie święta z naszą klasą. Podobno Keigo mocno na to naciskał.

-Mi się wydaje, że Ichigo po prostu nie chce spędzać z tobą czasu sam na sam.- Odparła oschle, popijając swoją colę.

Spuściła wzrok, nie będąc pewną co właściwie powinna odpowiedzieć na takie oskarżenia. Wychodzili na randki, ale nie wyglądały jak normalne spotkania zakochanych.

Ichigo powiedział, że nie wie czy to miłość… Nie mogę od niego wymagać, by zachowywał się jak książę z bajki. Może po prostu potrzebuje czasu, a ja powinnam mu go dać. Jesteśmy parą, powinno mi to wystarczyć.- Pomyślała przygnębiona, jedząc swoje ciasto.

Zanim udała się z Tatsuki w kierunku jej mieszkania, wręczyła Ichigo prezent tak, by nikt nie widział. Nie chciała powodować u niego niezręczności. To był jej pierwszy prezent, który zrobiła własnoręcznie.

Pobiegła do Tatsuki, która mierzyła ją podejrzliwie. Wolałaby nie mówić o tym, co podarowała swojemu chłopakowi na święta, szczególnie gdy on sam nie dał jej nic. Nie był przygotowany na taki zwrot akcji, ale ona się cieszyła, widząc rumieniec na jego twarzy.

-Dałam mu szalik.- Powiedziała cicho, przyśpieszając kroku.

.

.

.

Wysiadła z pociągu rozglądając się po peronie. Napisała mu wiadomość, że przyjeżdża do niego, ale tym razem nie czekał na nią na peronie. Uśmiechnęła się pod nosem, czując okazję do zrobienia mu niespodzianki.

Ruszyła do wyjścia, spoglądając ponownie na ekran komórki. Nie dostała żadnej wiadomości, ani nie miała nieodebranego połączenia. Prawdopodobnie powinna się zmartwić, że go nie ma, ale gdzieś w głębi podejrzewała, że poszedł z kumplami z roku na piwo, by świętować jego urodziny.

Była wdzięczna, że dał jej klucze do swojego mieszkania. Nie musiała przynajmniej czekać na niego pod drzwiami, albo ścigać go po całym Tokio. Minęła jego sąsiadów witając się, oni zaś uśmiechali się i pytali się, jak się czuje. Było to dziwne uczucie, gdy obcy ludzie, którzy widzieli ją od czasu do czasu, gdy przyjeżdżała do Ichigo, witali ją jak swoją. Mogła być też pewna, że gdyby jej chłopak spotykałby się z jakąś inną, natychmiast by jej powiedzieli.

Otworzyła drzwi wchodząc do środka. Rozejrzała się po pokojach, by się upewnić, że go nie ma. Już kilka razy się zdarzyło, że zasnął odpoczywając po zajęciach. Zamknęła drzwi na klucz i położyła je w specjalnym koszyku na półce. Włączyła laptopa chcąc włączyć sobie jakąś muzykę.

Jeszcze miesiąc temu wstydziła się ruszyć się bez jego wiedzy z łóżka. Wkraczała wreszcie do jego azylu, nie chciała być utrapieniem czy się panoszyć za bardzo. Teraz zaś zachowywała się swobodnie, jakby była u siebie. Nie stroiła mu domu na swoją modłę, ani nie zajmowała większości jego przestrzeni swoimi rzeczami, ale nie czuła już tego skrępowania.

Wyciągnęła z torebki jego prezent urodzinowy i mały torcik. Czekoladowy z masą truskawkowo-czekoladową. Zrobiła go pierwszy raz, ale według opinii jego rodziny był pyszny, więc teraz musiała dokończyć dekorację.

Ukończony wsadziła do lodówki, razem z szampanem, który przywiozła. Nie mogła się już doczekać jego powrotu, kiedy znowu będą blisko siebie. Tak bardzo za nim tęskniła!

Chwyciła za opakowanie balonów i wyciągnęła z niego kilka. Nawet jeśli nie będzie tak jak zwykle na jego urodzinach, nie wyobrażała sobie przyjęcia bez balonów. Dmuchała z ledwością, czerwieniejąc od wysiłku. Nigdy nie była w tym dobra, prędzej balony pękały niż pokazywały się w pełnej krasie.

Przywiązała je do nitki i zawiesiła nad sufitem. Zadowolona z efektu, chwyciła za rzeczy z torebki, w które zamierzała się przebrać i ruszyła do łazienki. Musiała sobie zająć jakoś czas, szczególnie, gdy Ichigo nie dał jej jeszcze znaku życia.

Weszła pod prysznic, rozkoszując się ciepłą wodą uderzającą o jej ciało. Kilka godzin jazdy pociągiem, zmęczyło ją dostatecznie. Szczególnie, że się nie wyspała robiąc dla niego ciasto. Chciała, by wszystko było idealne.

-Orihime?- Usłyszała jego głos przy drzwiach od łazienki.

Zaczęła się zastanawiać czy zamknęła drzwi. Przełknęła ślinę wychodząc wreszcie z kabiny i owinęła się ręcznikiem. Siedziała tam o wiele za długo! Spanikowana spojrzała na zegarek, zagryzła dolną wargę w irytacji na samą siebie.

Drzwi otworzyły się powoli ukazując w nich zaniepokojonego chłopaka. Orihime otworzyła w szoku oczy, obejmując się rękoma. Ichigo poczerwieniał momentalnie, stał w szoku w tej samej pozycji wpatrując się w jej mokre ciało. Próbowała się uśmiechnąć i rozładować jakoś atmosferę, ale jej wzrok zszedł na niższe rejony jego ciała i poczuła jak rumieni się jeszcze mocniej. Powinna się już przyzwyczaić, ale nie mogła, szczególnie w takiej sytuacji!

-Przepraszam!- Chłopak odparł zmieszany zamykając gwałtownie drzwi.

Wypuściła z ulgą powietrze, wycierając się szybko. Nie wiedziała co by zrobiła, gdyby się nie ocknął w szoku. Pierwszy raz odkąd do niego przyjeżdża zdarzyło się im coś takiego. Ubrana, chwyciła za suszarkę, zastanawiając się co powinna zrobić po wyjściu z łazienki.

A co jeśli jeszcze się nie opanował? Wszystko przez to, że się zasiedziałam pod prysznicem! I nie przywitałam go przy drzwiach wejściowych.- Rozmyślała zrozpaczona, przeczesując włosy grzebieniem.- O nie! Co z prezentem?! Co jeśli go odpakuje?!

Ułożyła na prędko swoją fryzurę i wybiegła z łazienki, wpadając prosto na Ichigo, który zmierzał do kuchni. Złapał ją za ramiona, ratując ją przed upadkiem. Podniosła na niego wzrok, uśmiechając się szeroko. Przyległa do niego, rozkoszując się jego obecnością.

-Wszystkiego najlepszego, Ichi!

-Dziękuję. –Objął ją mocno, inhalując zapach jej włosów.- Przepraszam, że nie było mnie na peronie, ale zasiedziałem się w kawiarni z chłopakami.

-Um, nic się nie stało. Mogłam dzięki temu się przygotować na twój powrót.

-To dobrze, że się nie nudziłaś beze mnie.

Ruszyła z nim do kuchni, każąc mu się odwrócić, by nie widział ciasta. Wyciągnęła szampana z lodówki i wręczyła mu, by nalał im do kieliszków. Podniósł pytająco brwi, ale nie protestował. To nie był wreszcie mocny alkohol i mogli sobie pozwolić na odstępstwo od prawa. Sama zaś wyciągnęła ciasto i wbiła do niego świeczkę z jego wiekiem.

-Już. Możesz się odwrócić.- Powiedziała wesoło, trzymając na rękach ciasto z palącą się świeczką.

-Ciasto! Nie musiałaś!- Krzyknął zaskoczony, nachylając się, by zdmuchnąć świeczkę.

-Tylko nie zapomnij wypowiedzieć życzenia. A urodziny bez ciasta nie są urodzinami!

Uśmiechnął się szczęśliwy, wypowiadając w duchu swoje życzenie. Ukroili sobie po kawałku, a resztę schowali z powrotem do lodówki. Wrócili do jego sypialni, gdzie na łóżku leżał jego nierozpakowany prezent. Orihime usiadła na krześle przy biurku, popijając powoli szampana.

-Możesz odpakować.

-Wiem, że mogę.- Zaśmiał się pod nosem, dopijając swój napój.- Po prostu twoja obecność jest najlepszym dla mnie prezentem.

Zarumieniła się krwiście na jego słowa, odwracając od niego wzrok. Jak ona go za to nie cierpiała! Jak mógł mówić takie rzeczy tak swobodnie?!

I don't know why
Keep making me laugh, Let's go get high