Lubiła chodzić za nim. Spoglądać na jego plecy. Był kimś, kogo nie mogła dogonić.

Był miły i wyrozumiały. Zawsze troszczył się o innych, ryzykując swoim życiem. Taki po prostu był. Chciała być silniejsza, chciała mu choć trochę ulżyć w cierpieniach. Chciała być taka jak Rukia.

Nie była Rukią. Nie była shinigamim. Nie była tak poważna i normalna. Miała dziwny gust kulinarny, wybujałą wyobraźnię i najzwyklej w świecie była słaba.

Czy mogła uczynić ze swojej słabości swoją siłę?

Nie była całkiem bezbronna. Umiała obronić się przed oprawcą dzięki kilku chwytom z judo. Tatsuki nie mogłaby spokojnie żyć, gdyby jej nie nauczyła samoobrony. Jej moce też nie były słabe. Miała Tsubakiego… Tylko nie potrafiła go używać. Prawdopodobnie mogłaby być dużo silniejsza, ale jej serce, które odmawia w zadawaniu komuś bólu, uniemożliwia jej dobre kontrolowanie swojej broni. Może zabić hollowa, ale nic poza tym. Jej moce były za słabe, by walczyć z arrancarami, nie była gotowa na takie starcie. A może gdzieś w głębi serca wierzyła, że nie musi wcale walczyć? Wierzyła, że Ichigo przyjdzie i ją uratuje.

Przywykła na nim polegać, przez jego charakter. Zawsze próbował sam walczyć, nie chcąc, by ktoś inny ucierpiał. Taki już był. Nie chciała kompletnie na nim polegać. Dlatego trenowała.

Może to było za mało? Może jej chęci były za słabe?

.

.

.

To były jej pierwsze urodziny, przy których naprawdę była szczęśliwa, że się urodziła. Nie budziła się w pustym mieszkaniu i nie musiała zakładać żadnej maski. Cały dzień, ktoś przy niej był i nie mogła przestać płakać. Nie wiedziała jak Ichigo to widzi, nie obchodziło ją to. Była mu wdzięczna za te urodziny, za to szczęście.

Październik jednak zjawił się bezlitośnie witając wszystkich opadami. Nie było dnia, w którym nie byłoby zachmurzenia. Cieszyła się, że nie było w mieście Ichigo, który nie przepadał za deszczem. Zawsze był naburmuszony i nie miał ochoty na robienie czegokolwiek. Wiedziała, że w takich chwilach potrzebuje czasu tylko dla siebie.

Isshin za to codziennie rano przypominał jej, by wzięła witaminy i jakieś tabletki na wzmocnienie odporności. Zachowywał się jak na ojca przystało i mimo początkowego zmieszania, to szybko przywykła do tej ojcowskiej troski.

Nie wiedziała, kiedy dom Ichigo stał się jej domem.

-Orihime-chan, będziesz jechała do Ichigo w ten weekend?- Isshin wszedł do kuchni, trzymając w rękach opakowania lekarstw.

-Um, tak planowałam. Czy coś się stało?- Zalała kubki wrzątkiem, obserwując uważnie głowę rodziny.

-Nie, nic takiego.- Uśmiechnął się łagodnie, kładąc leki na stole.- Trzeba mu zawieść jakieś witaminy. On przywykł do ignorowania swojego zdrowia. Albo uważa, że jak co, to go wyleczysz.

-Zawiozę mu.- Postawiła przed nim kubek z kawą, siadając na swoim miejscu.

-Dobrze, że mój głupi syn ma tak dobrą dziewczynę.- Zaśmiał się, obserwując krajobraz za oknem.

-Nie jestem aż taka dobra.- Mruknęła pod nosem, połykając swoje lekarstwa.

-Przypominasz mi Masaki pod wieloma względami. Nie dziwię się, że Ichigo jest względem ciebie taki przewrażliwiony.

Spuściła wzrok nie wiedząc, co na to odpowiedzieć. Nie spodziewała się być porównaną do matki Ichigo, a teraz nawet nie wiedziała, czy to było pochlebstwo, czy nie. Może Ichigo nie czuł względem niej to, co ona do niego, tylko widzi w niej swoją utraconą matkę?

Potrząsnęła głową, próbując przepędzić niechciane myśli. Może gdyby sobie powiedzieli otwarcie o swoich uczuciach byłoby lepiej? Może nie czułaby się tak niepewnie?

Widziała, że ma wpływ na Ichigo, to nie było trudne. Mimo wszystko był zwykłym chłopakiem, a ciało samo reaguje na takie rzeczy, często dzieją się podświadomie. Byli ze sobą od ponad roku, a nawet się ani razu nie pocałowali. Chciała tego, ale bała się wykonać pierwszy krok. Wyszłaby na desperatkę. Ichigo nie był człowiekiem słów, wolał okazywać swoje myśli przez czyny. Tylko, że relacje między nimi trudno określi jako relacje kochanków. To, że wreszcie może go trzymać za rękę czy go obejmować nie wykracza poza przyjaźń.

Zagryzła dolną wargę idąc do pokoju Ichigo. Musiała przygotować się na kursy. Ale przede wszystkim nie chciała pokazać Isshinowi swojej negatywnej strony. Nie miała prawa podważać Ichigo i jego uczuć. Tylko, że ona chciała być trochę nie pewna. Nie. Pragnęła, by wreszcie przestał być takim wstrzemięźliwym chłopakiem z szacunkiem do innych i był trochę egoistyczny.

Westchnęła ciężko siadając na łóżku. Nie chciała myśleć o tym, czy Rukię by traktował inaczej, czy doszłoby pomiędzy nimi do pocałunku? Nie chciała przypominać Masaki. Chciała być Orihime, dziewczyną, którą by Ichigo kochał jaką ją, a nie szanował przez wzgląd na pamięć o matce.

Nieraz żałowała, że tamtej nocy nie odważyła się, by pocałować Ichigo. Pusty pocałunek bez znaczenia, by bolał, ale przynajmniej nie byłaby tak niedoświadczona w tym temacie. Słyszała jak dziewczyny wokół niej plotkują o swoich przeżyciach z ich chłopakami. A co ona mogła powiedzieć?

Kochała Ichigo. Nieważne czy czuł względem niej to samo, czy nie. Nawet gdyby ją od siebie odepchnął i wybrał kogokolwiek innego, to by go kochała. Głupią beznadziejną miłością. Może z czasem, po kilku latach otrząsnęłaby się z niej i zaczęłaby dostrzegać innych mężczyzn? Może z czasem jej serce byłoby gotowe na nową miłość?

Może powinna jednak zakończyć ten związek?

.

.

.

To było w okresie, kiedy zerwała z Ichigo, po tym jak nie zniosła już zadawania mu więcej bólu. Wracała z pracy do domu zastanawiając się, co powinna zrobić ze swoim życiem. Nim jednak dotarła do domu została zaatakowana przez hollowa.

Zaskoczyło ją to. Dawno nie spotkała żadnego i w pierwszej chwili nie wiedziała, co ma robić, kompletnie zapomniała o swoich mocach. Wtedy zobaczyła niebieską strzałę przeszywającą niebo. Poczuła ulgę wpatrując się w znikającego powoli potwora. Za nią stanął Ishida ze swoją poważną miną. Przełknęła ślinę zastanawiając się, co ma jej do powiedzenia. Wolałaby, żeby nic nie mówił i po prostu poszedł w swoją stronę, ale to nie było możliwe.

-Dziękuję, Ishida-kun. To mnie naprawdę zaskoczyło. Nie spodziewałam się spotkać na swojej drodze hollowa. Tak dawno ich nie widziałam, że zapomniałam, co powinnam robić. – Paplała spanikowana pod nosem, próbując się uśmiechać.

-Inoue-san. – Powiedział chłodno, poprawiając swoje okulary.- Dlaczego nie dasz mi szansy? Lepiej cię ochronię od Kurosakiego! On już nie ma żadnej mocy! Sama widziałaś, że nie potrafisz się obronić. Potrzebujesz kogoś przy sobie, ale nie jego, który myśli tylko o sobie!

Otworzyła szerzej oczy, czując jak łzy napływają do nich. W sercu czuła ból, a jej umysł krzyczał, by uciekała, by go nie słuchała.

-On tylko powoduje, że płaczesz… Nic innego!

-Ishida-kun… Przepraszam. Wiem, że musisz cierpieć, że nie możesz zaakceptować tego. Powiedziałam ci jednak, że nie będę w stanie odwzajemnić twoich uczuć. Kocham Ichigo. Nieważne co on do mnie czuje, nieważne czy przez niego płaczę, czy nie. Kocham go i póki co nie zapowiada się na jakąś zmianę. Proszę nie mów rzeczy, których możesz żałować! Byłeś jego przyjacielem. Walczyliście u swojego boku, dlaczego go teraz tak nienawidzisz?

-Czy to nie jest oczywiste? Był shinigamim.

-Ale już nie jest! Nie ma żadnych mocy. To była cena, jaką zapłacił za pomoc Soul Society!

-Właśnie. On zawsze będzie psem shinigami.- Warknął oschle, chwytając ją za rękę.- Odprowadzę cię do domu.

-Nie chcę. – Wyrwała mu się z trudem, dysząc ciężko.- Nie jest ich psem. On po prostu nie umie inaczej. To są jego przyjaciele. Chcesz żebym uwierzyła, że nie lubisz Renjiego?!

-To nieistotne. Nie wiem, po co poruszasz ten temat.

-Bo chcę zrozumieć, dlaczego go nienawidzisz! To ja go kocham! To ja podjęłam tą decyzję, więc przestań się na nim mścić za moją miłość!- Krzyknęła, nie powstrzymując już łez. Pobiegła przed siebie w kierunku domu, nie mając ochoty słuchać słów Ishidy.

Nie rozumiała go. Nieważne jak bardzo próbowała to zrobić.

.

.

.

-Hime!- Jego ciepły głos rozbrzmiał na peronie, zwracając na siebie wszystkich wokół.

Zarumieniona odwróciła się w jego stronę. Uśmiechnęła się nieśmiało, czując jak serce znowu bije jak szalone. Kiedy wreszcie uspokoi się w jego obecności?

-Ichi-kun.- Powiedziała zmieszana, bawiąc się siatką w jej rękach.

Uśmiechnął się podchodząc do niej. Złapał ją za rękę i zaczął prowadzić ku wyjściu. Był zdyszany i zaczerwieniony od wysiłku. Podejrzewała, że znowu zasnął po zajęciach i jak się obudził, to pognał na stację, by ją odebrać. Dlaczego jej tak utrudniał podjęcie decyzji?

Szli w ciszy, nie wymuszając na sobie żadnej rozmowy. W Tokio pogoda była dużo lepsza niż w Karakurze, mimo zachmurzenia, nie było śladu po deszczu. Cieszyła się wiedząc, że Ichigo nie musiał znosić znienawidzonej przez siebie pogody.

Nieraz zastanawiała się, czy Ichigo też rozmyśla o ich związku, czy ma jakieś wątpliwości co do niego, czy nie czuje się może zmęczony tą sytuacją. Tylko, że za każdym razem jak go widziała, nie mogła uznać, że udaje. Ichigo był kiepskim kłamcą. Tylko, czy jej miłość wystarczyła, by trwać w tym związku? A może jest po prostu zbyt egoistyczna pragnąc czegoś więcej?

Weszli do jego mieszkania z uczuciem ulgi. Przynajmniej przez cały czas ich podróży nie spadła żadna kropla. Zdjęła buty i ruszyła do jego sypialni. On zaś z siatką, która mu dała chwilę wcześniej, poszedł do kuchni, by zrobić im coś do picia.

W powietrzu wyczuwało się napięcie.

-Zrobiłem gorącą czekoladę. Może być?- Wszedł do pokoju z kubkami z parującym napojem.

Przytaknęła, siedząc na jego łóżku i tuląc do siebie swojego misia, którego tu zostawiła. Była zaskoczona widząc go wyciągniętego. Nie mogła ukryć swojego uśmiechu wiedząc, że nie wstydził się mieć takiej zabawki na widoku.

-Chcesz mi coś powiedzieć?- Usiadł obok niej, czując się niezręcznie. Pierwszy raz nie wiedział, co ma zrobić ze swoim ciałem.

-Um…- Mruknęła pod nosem, marszcząc czoło w zastanowieniu. Nie była przekonana, czy jest gotowa na rozmowę.

Podał jej kubek odrywając ją na moment od tematu. Chwyciła go rozkoszując się ciepłem rozchodzącym po jej dłoniach. Pili w ciszy, szykując się na dużo poważniejszą rozmowę. Kiedyś musiała nastąpić. Wiedziała to, ale nie sądziła, że będzie to tak trudne. Kochała go.

Na litość boską, nie wyobrażała sobie życia bez niego. Nie zniosłaby świadomości, że jego już nie ma! Tylko, czy będą w stanie zachowywać się jak przyjaciele, jeśli ich związek się rozpadnie? Udawać, że nic się nie stało? No, ale przecież nic się nie stało. Nie całowali się, nie uprawiali seksu. Może tak naprawdę łatwo by było przejść z tym wszystkim do porządku dziennego?

Odłożyła kubek na biurko, ściskając przez chwilę misia w dłoniach. Chciała chociaż w nim znaleźć odpowiedź na to, jak powinna teraz postąpić. Ichigo dopił swój napój i poszedł do kuchni odstawić naczynia. Miała mało czasu na decyzję. A z każdą chwilą jej serce pękało z bólu.

Przestać go kochać?

Czy to w ogóle możliwe?

Wrócił siadając pod ścianą obok niej, zagryzał lekko dolną wargę, walcząc ze swoimi myślami. Nie przywykł do cichej Orihime. Ona zaś westchnęła, zmieniając pozycję. Wtuliła się w niego zachłannie, wdychając jego zapach. Jak ona za nim tęskniła. Zrezygnować z niego? Jakim sposobem, skoro tak mocno się od niego uzależniła? Objął ją, przyciskając jeszcze mocniej jej ciało do swojego.

Przestać kochać Ichigo? Nie miała na to siły i woli. Nie potrafiła przestać go kochać. Nawet widok jego hollowa nie zmienił jej serca. To co mogłoby to zrobić?

-Ichi…- Szepnęła łamiącym się głosem. Była bliska płaczu.

-Hm? Co się stało?- Jeździł ręką po jej plecach, powodując przemarsz przyjemnych dreszczy wzdłuż jej ciała.

-Kocham cię…

Przymknęła oczy, bojąc się reakcji. Wcześniej, gdy mówiła mu o swoim uczuciu, nie czuła takiej presji. Teraz wypowiadając te słowa, czuła jak tonie. Już nie mogła zawrócić, nie mogła udawać, że nic się nie stało. On zaś siedział w ciszy, nadal pieszcząc ją. Nie oczekiwała, że wyzna jej miłość, to nie film czy manga dla dziewczyn. Nie wiedziała, czego się tak dokładnie może po nim spodziewać.

-Hime…- Szepnął inhalując zapach jej szamponu. Miał załzawione oczy, a ręce mu delikatnie drżały. – Dziękuję. Nie wiem, co bym zrobił bez ciebie.

Serce biło jej jak szalone. Nie wyznał jej miłości, ale nie spodziewała się tego, ale sam fakt, że podziękował jej za uczucie, którym go obdarza spowodowało, że zaczęła płakać. Łkała wtulona w niego, nie mogąc przemóc się, by znowu z nim zerwać. Nie umiała.

-Ichi… -Wzdrygnęła się, gdy zrozumiała, że jest gotowa. Powie mu. Wszystko.- Ja ci nigdy tak naprawdę nie mówiłam o sobie, o wszystkim. Chcę to zrobić… Wysłuchasz mnie?

-Oczywiście, że tak. Możesz mi wszystko powiedzieć, Hime.

Uśmiechnęła się delikatnie. To był jej Ichigo, nic się nie zmienił od czasu, gdy go pierwszy raz widziała.

-Jeśli chodzi o moich rodziców, to ich nie pamiętam praktycznie wcale. Gdy Sora mnie od nich zabrał miałam trzy lata. A on sam nie był nigdy chętny do opowiadania o nich. Wiem tylko tyle, że mój ojciec był zwykłym urzędnikiem, który popadł w alkoholizm i stres, związany ze zmarnowanym życiem, wyładowywał na swoich dzieciach. Sora mówił, że nieraz mnie bił, do momentu aż przestałam płakać. Co do mojej matki… Chyba to po niej odziedziczyłam wygląd… Była zwykłą prostytutką. Nawet nie wiem, czy mężczyzna, który był nazywany moim ojcem, naprawdę nim był. Wiem tylko tyle, że moja matka nie traktowała poważnie rodziny, dla niej liczyli się wyłącznie jej klienci i kasa. Sora zrezygnował z dalszej edukacji dla mnie. Wychował mnie jakby był moim ojcem. Bardzo go kochałam.- Załkała spazmatycznie, wtulając się w niego. On zaś mocniej ją przytulił czując jak sam płacze. Pamiętał tą noc, w którą jego miecz przeszył jej brata. Noc, w którą widział jego martwe ciało w klinice. Nie powiedział jednak nic, nie chcąc przerywać jej historii. Musiał jej dać czas, na wyjawienie wszystkich sekretów. – Na jego pogrzebie pojawiło się trochę ludzi z jego pracy, ale też członkowie rodziny. Było ich dosyć mało, na jednej ręce byś zliczył. Wszyscy mieli pogardliwe spojrzenia. Mówili, że lepiej by było, gdybym to ja zginęła niż Sora. Pewnie dlatego, że przypominałam im moją matkę. Daleka kuzynka mojego ojca spytała się mnie, czy chcę pojechać z nią, czy zostać w Karakurze. Mimo że nie miałam nikogo więcej, nie chciałam opuścić tego miasta, w którym żyłam z Sorą, więc powiedziała mi, że będzie płacić za mieszkanie i wysyłać pieniądze na jedzenie pod warunkiem, że będę w pierwszej trójce w szkole. Robiłam wszystko, by dotrzymać umowy z tą panią. Szczególnie, gdy zaprzyjaźniłam się z Tatsuki. Ta pani rzadko się ze mną kontaktowała. Raz do roku może dzwoniła, by dowiedzieć się czy żyję. Gdy znalazłam pracę, przestała przysyłać pieniądze na jedzenie. Nadal płaciła za mieszkanie, ale za nic więcej. Gdy moje oceny zaczęły się obniżać i nie dostałam się na żadne studia zadzwoniła, że nasza umowa zostaje unieważniona. – Zagryzła wagę, czując jak jego dłonie zaciskają się na jej bluzie. Był wściekły. Ale nie powiedział nic, wiedząc instynktownie, że jeszcze nie skończyła. Nabrała powietrza, poprawiając się.- Gdy udałeś się do Vizardów trenować, zostałam wezwana przez Uraharę. Powiedział mi, że bez Tsubakiego nie jestem potrzebna w zbliżającej się wojnie. Pewnie miał rację, ale wybiegłam z jego sklepu, spotkałam się z Rukią, która zaproponowała mi trening w Soul Society. Byłam wtedy naprawdę szczęśliwa, bo mogłam wzmocnić swoje moce i może nie byłabym taka bezużyteczna dla ciebie. Tylko, że w czasie treningu dostałyśmy wiadomość, że arrancary napadły ponownie na Karakurę. Rukia ruszyła przodem, a ja kilka minut po niej. Szłam razem z dwójką shinigamich, ale pojawienie się Ulquiorry przekreśliło wszelkie szanse na ucieczkę. Zabił ich. Nie dał im nawet czasu na wyciągnięcie broni. Wtedy mi powiedział, że za dwanaście godzin przyjdzie po mnie, bym dołączyła do Aizena. Nie chciał nawet słyszeć sprzeciwu, pozwolił mi za to pożegnać się z jedną osobą, ale tak, by ta osoba o tym nie wiedziała. Początkowo chciałam iść do Tatsuki, ale ostatecznie poszłam do ciebie. Przepraszam. Powinnam postawić się Ulquiorrze. Nie pamiętam, co się działo podczas walk z Ginjou, wiem tylko, że zrobiłam coś bardzo złego. Przepraszam.

Gładził ją po włosach, próbując opanować gniew. Miał ochotę zrobić komuś krzywdę. Może tak naprawdę nie chciał, by się odważyła powiedzieć mu to wszystko. Może wtedy byłoby mu łatwiej.

-Wiesz rozmawiałam z twoim ojcem na temat mojej przyszłości, bo do tej pory nie wiedziałam, co powinnam robić. Dzięki niemu zdecydowałam, że chcę zostać nauczycielką. Trudno było się zdecydować, bo miałam tyle celów! Ale tak naprawdę zastanawiałam się nad piekarzem, a nauczycielem. Sama nie wiem, czemu na to postawiłam.

Uśmiechnął się nieśmiało słysząc, że poradziła sobie z jednym z problemów. Przynajmniej wie, co ich czeka w przyszłości. Nabrała powietrza, próbując coś jeszcze powiedzieć.

-Złapali chłopaka, który próbował się włamać do mojego mieszkania. Okazało się, że policja go poszukiwała za liczne gwałty…

Znieruchomiał kompletnie, nie oddychając. Orihime nieśmiało próbowała się od niego oderwać, bojąc się, co może nastąpić po tych słowach. On za to napiął mięśnie nie dając jej możliwości na oddalenie się od niego. Jęknęła, czując się w potrzasku. Tylko czemu uśmiech nie schodził z jej ust, a ona sama czuła się tak dziwnie lekko?

The road is long, we carry on
try to have fun in the meantime