Nie wiem czy uda mi się zamieścić coś w święta. Dlatego już teraz życzę wesołych świąt. :D :D


Prawdopodobnie był przewrażliwiony. Nawet, jeśli ona tego nie widziała, to wszyscy inni tak. Była dla niego ważna, na tyle, że każdy, kto chciał przykuć jego uwagę, atakował ją.

Tamtej nocy widział jej łzy, słyszał jej błagania i widział siebie z nocy, gdy zginęła jego matka.

Od tamtego dnia, gdy otworzył jej drzwi kliniki, to się zaczęło.

Wiedział, że chodziła do jego gimnazjum. Może nawet mijała go na korytarzu, ale nigdy nie miał pamięci do twarzy czy imion. Ale po tamtej nocy doskonale ją pamiętał. I obserwował ją. Po prostu nie umiał przestać się o nią martwić. Była wreszcie sama, nie miała rodziny.

Nie wiedział, co o nim myśli, bo za każdym razem, gdy na siebie wpadali, to uciekała. Ale tego samego dnia potrafiła do niego podejść i porozmawiać. Nie rozumiał jej kompletnie. Początkowo sądził, że płoszy ją jego grymas na twarzy, tylko, że ona nie wyglądała na wystraszoną.

Czuł ulgę, gdy udało mu się ją uratować od brata. Ciągle pamiętał przerażenie, jakie ścisnęło jego sercem, gdy Rukia mu powiedziała o tym, kto jest celem hollowa. Popędził przodem nie słuchając brunetki do końca. Musiał po prostu tam być i ją uratować.

Cieszył się, że pamiętała o Rukii, gdy mu przypomniała, kim jest. A jeszcze większą radość odczuł, gdy udała się z nim do Soul Society.

Nie wiedział, kiedy stała się dla niego tak ważna. Czy to wtedy, gdy dziękowała mu, że przeżył? A może dużo wcześniej?

Nie przeszkadzało mu jej towarzystwo. Szukanie Rukii z nią było dużo łatwiejsze, nie czuł się tak samotny. Zadziwiała go pod każdym względem i może wtedy postanowił sobie, że będzie ją chronił. Nigdy nie dopuści do tego, by ktokolwiek ją skrzywdził.

Była jedyną osobą, która potrafiła go przejrzeć. Wiedziała, w jakim jest nastroju, nie musiał nawet tego mówić. Jakby zdejmowała z jego twarzy maskę, którą tak skrzętnie zakładał każdego poranka. Nie cierpiał tego. Nie chciał jej martwić.

Tylko, że zawsze kończył martwiąc ją. Swoim hollowem, swoją słabością, swoimi kłamstwami.

Nie potrafił jednak inaczej. Chciał ją chronić. Jeśli by jej to powiedział, pewnie by powiedziała, że nie musi tego robić, że powinien skupić się na swojej rodzinie.Zawsze go odpychała od siebie, nigdy nie chciała nikogo dla siebie.

Czasem zastanawiał się, czy może nauczyć ją egoizmu? Powiedzenia otwarcie, że chce z kimś spędzić trochę czasu, choćby w święta.

Może powinien dużo wcześniej jej powiedzieć jak dużo dla niego znaczy, jak bardzo pragnie, by była bezpieczna? Może dużo wcześniej powinien być z nią szczery?

Może gdyby był, nie musieliby tyle razem wycierpieć?

.

.

.

Przez ten cały czas rozmyślał nad tym, co mu powiedziała Orihime. Czuł się bezradny w wielu kwestiach. Z jej rodzicami nic nie mógł zrobić, choćby chciał. Nie był bogiem i nie mógł decydować o tym, kto, w jakiej rodzinie się urodzi. Mógł za to przegnać od niej koszmary, że jej rodzice po nią wrócą. Nawet, jeśli by to zrobili, on by nie pozwolił im jej zabrać. Przyrzekł to sobie po zimowej wojnie. Był wściekły na jej daleką krewną. Nie rozumiał nigdy, czemu poświęca tyle czasu nauce, skoro mogłaby spotykać się z przyjaciółkami na mieście. Teraz już wiedział i nie był zachwycony. Jego ojciec też nie był zbyt rozrzutny, ale nie napierał na nich w jakimkolwiek stopniu, za co był mu wdzięczny wbrew pozorom.

Nie powiedział jej o Tsukishimie. Nie chciał, by się obwiniała. Nawet nie pamiętając tego, czuła się okropnie. A to wszystko była w gruncie rzeczy jego wina. Gdyby zamiast być skupionym wyłącznie na odzyskaniu mocy, choć trochę zainteresował się swoimi przyjaciółmi, zauważyłby u nich zmiany. Może gdyby od razu powiedział jej, że trenuje, to nie bałaby się mu powiedzieć, że ktoś ją zaatakował. Tylko, że teraz mógł tylko gdybać, niczego tym nie zmieni. Mógł jej tylko obiecać, że nie zrobiła nic złego. Nie musiała wiedzieć jak bardzo cierpiał widząc ją po stronie Tsukishimy. To był ból, na który zasłużył.

Udało mu się na szczęście ją przekonać, by nie wracała do swojego mieszkania i po prostu została u jego rodziny. Nieważne, co mówiła, to wiedział, że była dużo szczęśliwsza nie budząc się w pustym domu.

-Ichigo!- Chłopak z roku podszedł do niego z uśmiechem konspiratora.

-Hm?- Mruknął znudzony pod nosem, nie okazując żadnego zainteresowania zbliżającemu się rozmówcy.

-Jesteś wolny w ten weekend?

Zastanowił się przez chwilę, próbując przypomnieć sobie, jaki mają dzień i jakie dni wypadną we wspomniany weekend. Uśmiechnął się, gdy zorientował się, co go czeka.

-Sorry, jestem zajęty.

-To znaczy, co robisz? Idziesz do pracy czy co?- Chłopak zainteresował się nagle, siadając przy nim.

-Nie idę do żadnej pracy. Nie mam na nią czasu. Spotykam się z dziewczyną.

-Zapomniałem, że masz dziewczynę. Szczęściarz. –Zaśmiał się pod nosem, przeczesując włosy ręką.- Słuchaj… Powiedz mi, robiliście TO już?

-Hm? To?- Spojrzał na niego zmieszany, nie rozumiejąc pytania.

-Seks!- Szepnął, nachylając się do niego, by nikt inny w sali nie usłyszał.

-Głupi jesteś?!- Wydarł się zarumieniony, odsuwając się od niego.

-Przyjmuję to za nie.- Uśmiechnął się z satysfakcją, wyciągając z torby małą książeczkę.- To dla ciebie. Oryginalnie chciałem cię zaprosić na łowy w weekend. Ale skoro masz dziewczynę, to nie ma co.

Nic nie odpowiedział speszony, chwycił za książkę czytając jej tytuł. Gdy tylko jego mózg przetrawił treść, zaczerwienił się momentalnie, mając ochotę zrobić komuś krzywdę. Jak mógł przejść z nią do takich etapów, skoro nawet jej nie pocałował?

Zazgrzytał zębami, spoglądając na puste już miejsce obok siebie. Załamany wpakował książkę do torby, mając nadzieję, że Orihime jej nie znajdzie przy najbliższej okazji. Jak miał być szczery, to podziwiał ludzi, którzy wytrzymują w celibacie do ślubu. Nie miał tyle samokontroli, by to zrobić. Gdy zdecydował się na związek z Orihime, to nie brał pod uwagę żadnych kontaktów fizycznych. Po prostu chciał, by była przy nim, by nikt inny jej nie zabrał. A jednak się złamał. Nie potrafił jej nie dotykać. Stało się to dla niego uzależnieniem. Potrzebował czuć jej ciało przy sobie. Coraz częściej też się łapał na wpatrywaniu się w jej usta. Tylko, że za każdym razem, gdy próbował ją pocałować, ktoś im przeszkadzał. Chciał, by ich pierwszy pocałunek był wyjątkowy, ale jego cierpliwość się kończyła.

Najgorsza była świadomość, że jeśli ją pocałuje, jeśli ich relacje dotrą do tego etapu, będzie pożądał jej coraz mocniej. A w takim wypadku definitywnie nie utrzyma czystości jej ciała do ślubu. Nawet, jeśli jego dziewczyna o tym nie mówiła, to wiedział, że wiele kobiet marzy, by utrzymać czystość do nocy poślubnej.

A teraz dostał książkę od „dobrego" kolegi o sposobach na uwiedzenie kobiety. Nawet, jeśli teraz założy, że jej nie przeczyta, że jej nie otworzy i po prostu schowa gdzieś w mieszkaniu, a po jakimś czasie ją odda, to wiedział, że to tylko puste słowa. Definitywnie ją otworzy i ją przeczyta. Nie był już nastolatkiem, nie musi zasłaniać oczu na widok nagiej kobiety, udawać dżentelmena. Był mężczyzną i, jak każdy zdrowy mężczyzna, miał swoje potrzeby i widok kobiecego ciała, szczególnie nagiego, bardzo na niego wpływał.

-Kurosaki?- Blondyna podeszła do niego, trzymając kilka książek przy sobie.- Zastanowiłeś się już nad tematem swojego projektu?

Westchnął wracając do rzeczywistości. Przed nim stała koleżanka z roku, pół Japonka, pół Amerykanka. Miyoko Naroskey. Dziewczyna, która miesiąc temu wyznała mu, że czuje do niego coś więcej niż zwykłą koleżeńską sympatię. Z miejsca ją uświadomił, że nie może odwzajemnić jej uczuć i lepiej by było, gdyby znalazła sobie inny obiekt westchnień. Dziewczyna jednak zdawała się nie rozumieć odmowy i ciągle go zaczepiała przy każdej okazji. Cieszył się, że udawało mu się jej nie spotkać, gdy była u niego Orihime. Był pewien, że nie skończyłoby się to dobrze.

-Prawdopodobnie będę pisał o nowotworze piersi u kobiet.- Odpowiedział najspokojniej jak potrafił na jej pytanie.

Temat nie wziął się znikąd. Przy ostatniej wizycie, Orihime powiedziała mu o tym. Widział nawet jak sama bada sobie piersi w poszukiwaniu jakiś uchybień. Prawie umarł na zawał, gdy spytała się, czy on mógłby to zrobić za nią. Jego większa część chciała to zrobić, dotknąć jej piersi w ten sposób, ale ta mniejsza miała silniejsze argumenty. Nie byli na tym poziomie i nie powinien tego robić. Póki co.

-Och, to wspaniały pomysł, Kurosaki!- Dziewczyna zapiszczała podekscytowana, tonąc w swoim rozmyślaniach nad tym, co powinien zrobić przy projekcie.

Pamiętał jak pierwszy raz się do niego odezwała, to nazwała go „Kurosaki-kun". Był tak zaskoczony, że przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nią w niedowierzaniu. A później poczuł irytację i jasno powiedział jej, żeby go tak nie nazywała. Nie rozumiała oczywiście, dlaczego się tak zezłościł. A on nie miał zamiaru jej uświadamiać, że tylko jedna osoba mogła go w ten sposób nazywać. Prawdopodobnie było to głupie i niedojrzałe, ale przywykł, że to jego dziewczyna go tak nawołuje, co robi do tej pory we śnie. Nigdy się nie pytał, o czym śni, ale czuł się szczęśliwy ze świadomością, że to on jest obiektem jej sennych marzeń.

.

.

.

To było podczas wojny z Quincy, kiedy został zaciągnięty Royal Palm, by wyleczyć swoje obrażenia. Wtedy był zbyt pochłonięty wydarzeniami, by zastanowić się nad tym, co się wokół niego dzieje. Jego miecz został złamany w formie bankai i wyglądała na to, że nie można było go naprawić. Nie pomyślał wtedy, że może Orihime mogłaby coś zdziałać, ale nikomu nie przyszło to do głowy. Dlatego udał się z członkami składu Zero, którzy go przerażali w pewien sposób, do siedziby króla. Zastanawiał się, kim jest król, jak wygląda, co potrafi. To były naturalne pytania o kogoś, kogo się nie zna i o którym mało się mówiło. Tylko za czasów wojny z Aizenem coś słyszał, ale nie było tego za wiele.

Wylądował w gorących źródłach. Nie sam. Byli z nim także Byakuya, który walczył o życie, Renji i Rukia. Wszyscy zabandażowani, ale jednak nadzy! Nie przejmował się Renjim czy Byakuyą, choć zdrowiem kapitana 6 dywizji się martwił, ale Rukia? Nie zdążył nawet dobrze zastanowić się nad sytuacją, w której się znalazł, a usłyszał od Tenjirou o pośladkach przyjaciółki, które przypominały brzoskwinię.

Siedział więc w tych źródłach i czekał aż zostanie wyleczony. Nie mógł się poruszać po pałacu królewskim, nie znał tych terenów i cała struktura wydawała mu się skomplikowana.

-Wyglądasz na zawiedzionego.- Mężczyzna zaciągnął swoją fajkę, wypuszczając powoli dym z płuc.

-Hm? Każdy by był, gdyby musiał czekać, zamiast działać.- Burknął pod nosem, odwracając od niego wzrok.

-Lubisz patrzeć na kobiece pośladki?

Dopiero po tych słowach zorientował się, że po drugiej stronie unosi się ciało Rukii. Westchnął poirytowany, zwracając wzrok w stronę kapitana. Czuł się w potrzasku.

-Zamknij się. To nie jest czas na to.

-Jesteś zbyt poważny. – Wzruszył ramionami, spoglądając w niebo.- Pewnie wolałbyś, żeby jakaś inna dziewczyna tutaj z tobą była?

-Możemy zejść z tego tematu?!- Warknął poirytowany, dysząc ciężko.

Nie wiedział, czy jest wściekły na aluzję mężczyzny, czy na siebie za to, że po jego słowach obraz jego drugiej przyjaciółki pojawił się w jego umyśle. Nie chciał się o nią martwić, szczególnie, gdy Urahara zapewnił go, że wszystko jest w porządku, ale on nie czuł się dobrze ze świadomością, że on znowu jest blisko Inoue, że znowu może jej zrobić krzywdę. Mimo wszystko Grimmjow był arrancarem i nie powinno mu się ufać.

-Ale ty nieżyciowy.- Skomentował znużony, wychodząc z wody.- Żadnej zabawy z takim wapniakiem.

Nic nie odpowiedział. Nie miał najmniejszej ochoty zajmować się tematami niezwiązanymi z wojną, w której się znajdowali.

-Cholera!

Trzepnął się w głowę, próbując wypędzić w ten sposób obraz przyjaciółki. To definitywnie nie był czas na takie myśli.

.

.

.

Uśmiechnął się pod nosem, czując jej ciało przy sobie. Przytulił ją jeszcze mocniej do siebie. Mógłby tak zostać cały dzień, leżeć w łóżku mając ją przy sobie. Nie miał nawet ochoty otwierać oczu, bo to oznaczało konieczność z poradzeniem sobie z nowym dniem.

Jej nogi zaplotły się o jego, jęknęła pod nosem, napierając na niego swoimi piersiami. Wiedział, że zaraz otworzy oczy, ale zanim zbierze się, by wstać minie dobra godzina, bo tak jak i on, miała problemy ze wstawaniem w dni wolne.

-Ichigo…- Zamruczała pod nosem, obejmując go mocniej.

-Hm? W czym mogę pomóc?

-Możesz zatrzymać czas?- Otworzyła oczy, wpatrując się w niego z nadzieją w oczach.

Zaśmiał się, mierzwiąc ją po głowie. Gdyby to potrafił, już dawno by to zrobił, ale nie miał takiej mocy. Będąc konkretnym, nie miał żadnej mocy.

-Ne Ichigo, pójdziemy do Galerii Sztuki? Obiecałeś…- Spoglądała na niego naburmuszona, próbując poprawić swoje włosy.

-Wiem, wiem. Wreszcie mamy dzisiaj dzień kultury i wszystkie muzea oraz inne ośrodki naukowe mają wstęp wolny.

-Chodźmy!

Wstała z łóżka idąc do kuchni, by zrobić im śniadanie. Ichigo zaś leżał w dalszym ciągu, nie wiedząc czy cieszyć się z darmowych atrakcji, czy przeklinać, skoro nie będzie mógł spędzić całego dnia w łóżku ze swoją dziewczyną.

-Ichigo! Jak zaraz nie wstaniesz, to pójdę sama.- Krzyknęła z kuchni, szukając w szafce odpowiedniego garnka.

-Okrutna…- Mruknął pod nosem, wstając leniwie.

Podejrzewał, że dla kogoś z zewnątrz wyglądaliby jak stare małżeństwo. Sama myśl go nie przerażała, nawet cieszył się, że związek z Orihime jest na tyle mocny, że nie czują względem siebie żadnego skrępowania. Bał się jednak czy jego dziewczyna nie odczuje się znudzona tą monotonnością. Nigdy nie był w związku, a jego matka zginęła, gdy był mały i nie pamiętał jak spędzała czas z jego ojcem, zresztą mieli ich. Dzieci, którymi trzeba było się zająć. A co robili, gdy byli tylko we dwoje?

Powinien się wyśmiać za takie troski. Do tej pory jego życie krążyło wokół walk z potworami. Ale tym, co go naprawdę stresowało, była normalna codzienność.

Gdy zjedli śniadanie, ruszyli na zwiedzanie Tokijskich muzeów i galerii. Szli trzymając się za ręce i opowiadając sobie, co się wydarzyło w czasie, gdy się nie widzieli. Wczorajszy wieczór wreszcie spędzili głównie na śnie, bo oboje byli zmęczeni nauką czy pracą.

Ichigo nie był nigdy osobą, która by jakoś szczególnie podziwiała obrazy, szczególnie abstrakcje, ale wyjście z Orihime zmieniło cały porządek oglądania obrazów. Wcześniej nie przyszło mu do głowy, a może po prostu zapomniał, że jego dziewczyna nie myśli jak każda inna kobieta, ma swoją wyobraźnię, która niekiedy budziła w nim zachwyt. Już przy pierwszym obrazie, nie mógł przestać się śmiać. Dla niego ta cała abstrakcja to były nic nieznaczące kleksy, ale Orihime przeradzała je w coś niezwykle niezwykłego.

- Patrz, Ichi! Tutaj mamy wieżę Saurona, który mierzy swoim okiem w niebieskich ludzi, a może to smerfy?- Zadumała się na moment, przykładając palec wskazujący prawej dłoni do policzka.

-Myślę, że to niebiescy ludzie.- Powiedział najpoważniej na ile było go stać, robiąc jej przy okazji zdjęcie komórką.

-Nuu, Ichi, powinieneś robić zdjęcie obrazom, a nie mnie…

-Ale dla mnie ty jesteś najlepszym eksponatem tutaj.- Uśmiechnął się zawadiacko ciągnąć ją do kolejnego pomieszczenia.

Dopiero po godzinie wyszli z galerii, zarumienieni od śmiechu. Ruszyli w stronę muzeum mieczy, które wybrał Ichigo, jako że temat go nawet interesował. Droga była trochę długa, ale nie chciało im się brać metra, czy jechać w zapchanym autobusie. Woleli rozkoszować się swoim towarzystwie przy jakimś wysiłku fizycznym.

-Kurosaki!- Kobiecy głos odezwał się za nimi, powodując, że zatrzymali się w pół kroku.

Odwrócili się, by zobaczyć biegnącą w ich stronę blondynkę. Jej piersi skały przy każdym kroku, były mniejsze od piersi Orihime, ale nadal dosyć widoczne. Na twarzy chłopaka znowu pojawił się grymas. Była ostatnią osobą, którą chciał widzieć w ten weekend.

-Jaka niespodzianka! Nie sądziłam, że cię spotkam w weekend!- Mówiła podekscytowana kompletnie ignorując towarzyszkę chłopaka.

-Posłuchaj mnie, Naroskey, nie mam teraz czasu. – Warknął oschle, ściskając mocniej dłoń dziewczyny.

-Och…- Zaskoczona, spuściła wzrok, który wreszcie spoczął na dziewczynie, która spoglądała na nią ze zmieszaniem.

-Masz coś ważnego do powiedzenia?

-Nie… znaczy, chciałam zaproponować wyjście do jakiegoś muzeum, ale widzę, że masz już towarzystwo…- Mruczała pod nosem, próbując ignorować ich złączone dłonie.

-Do zobaczenia w poniedziałek.

Odwrócił się na pięcie, ciągnąc za sobą Orihime, która nie rozumiała za bardzo, co się właśnie stało. Spoglądała kątem oka na blondynkę, która łkała pod nosem, ściskając dłonie na swojej spódniczce.

-Ignoruj ją.

-Kto to był, Ichi?- Spytała się speszona, nie spuszczając wzroku z jego twarzy.

-Koleżanka z roku.

-Pokłóciliście się?

-Nie…- Westchnął zrezygnowany, przystając. Wiedział, że musi to wyjaśnić, bo ten temat będzie ciągnął się za nimi przez cały weekend. Wreszcie jego dziewczyna potrafiła być niesamowicie uparta. Rozejrzał się po okolicy i wtedy spostrzegł mały park. Pociągnął ją w jego stronę, przystając w odosobnionym miejscu.- Posłuchaj… Ona to nikt ważny. Miesiąc temu powiedziała mi, że mnie lubi… - Orihime spoglądała na niego z uwagą, szczelnie ukrywając przed nim swoje uczucia.- Odrzuciłem ją, bo mam ciebie.- Nie zdołała ukryć westchnięcia ulgi. Uśmiechnął się nawet na ten widok, że przytrzymał ją w niepewności.- Ona jednak nie daje za wygraną, ciągle mnie napastuje.

Uśmiechnęła się nieśmiało, przykładając swoje dłonie do jego policzków. Zaskoczony, wpatrywał się w jej oczy pełne zaufania. Nawet nie zorientował się, kiedy przez jej delikatny napór schylił głowę, przybliżając się do jej twarzy.

Musnęła go delikatnie w usta, wysyłając do jego ciała deszcze. Zarumieniona puściła jego twarz, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. On zaś będąc wciąż pod wpływem szoku, że jej usta znalazły się na jego, dotykał dłonią swoich warg, jakby próbując uświadomić sobie, że to nie był sen.

-Hime…- Szepnął w niedowierzaniu, próbując zwrócić uwagę na siebie.

Spoglądała na niego nieśmiało. Wyglądała jakby zaraz miała się popłakać, albo zemdleć od nadmiaru emocji. Dla niego wyglądała uroczo z tym swoim rumieńcem, który pochłaniał każdy milimetr jej twarzy.

Złapał ją za podbródek, by uniemożliwić jej ucieczkę, gdy pochylał się w jej stronę. Ona zaś spoglądała na niego w niedowierzaniu. Jej całe ciało spięło się pod wpływem jego dotyku i oddechu, który drażnił jej skórę. Przymknęła oczy w momencie, gdy złączył ich usta w pocałunku.

Nigdy nikogo nie całował. Pozwolił jednak działać swojemu instynktowi. Z początku był to nieśmiały pocałunek, badający miękkość jej warg. Jedną rękę położył na jej plecach, zaś drugą wplątał między jej włosy z tyłu głowy przyciągając ją do siebie. Pogłębił pocałunek, próbując pamiętać o oddychaniu. Orihime przyległa do niego, kładąc dłonie na jego ramionach, dając sobie dodatkowe oparcie.

Sometimes to win, you've got to sin,
Don't mean I'm not a believer.