Od kiedy go zobaczyła pierwszego dnia liceum, chciała z nim porozmawiać. Chciała być jego przyjaciółką i spędzać czas na rozmowach. Chciała go poznać lepiej. To były jej dziecięce marzenia. Nie chciała wiele, tylko trochę odwagi, by móc z nim porozmawiać.
Ale nie potrafiła.
Bała się. Tak bardzo bała się naruszyć jego przestrzeń życiową. Podejrzewała, że dla niego jest tylko mglistym wspomnieniem dziewczyny, która płakała w jego klinice po śmierci brata. Jeśli ją w ogóle pamiętał.
Zauważyła, że mało ludzi się próbuje do niego zbliżyć. Nie rozumiała dlaczego, przecież ona w nim widziała tyle ciepłych kolorów. Nie wydawał się jej straszny czy nieodpowiedni. Wyczuwała w nim głęboki ból, który skrywa za swoim grymasem. Chciała się zapytać o to. Wreszcie rozmowa na pewno by pomogła. Jej pomogła otrząsnąć się po śmierci brata, to czemu jemu by nie miała pomóc?
Tylko, że on nikogo praktycznie do siebie nie dopuszczał. Rzadko z kimkolwiek rozmawiał. Zawsze zajęty swoimi sprawami. A ona spoglądając na niego zastanawiała się, kiedy on z kimkolwiek tak naprawdę rozmawia.
Szybko doszła do wniosku, że prawdopodobnie z nikim nie rozmawia. Mimo posiadania znajomych, to nie otwiera się przed nimi więcej niż to konieczne. Nie ma z nimi więzi. Chciała się go zapytać o powód tego, czemu tak się hamuje?
Tylko, że była jedynie jego koleżanką z klasy, nic więcej. Co prawda w porównaniu do innych był względem niej milszy. Nigdy nie podnosił na nią głosu, chyba, że ponownie się skaleczyła. Czasem nie rozumiała, czemu jest tak zaniepokojony jej niezdarnością, czemu ciągle powtarza jej, że powinna być ostrożniejsza.
Pamiętała też ich pierwszą rozmowę. Siedziała w sali podczas lunchu, nie mając nastroju na rozmowy z dziewczynami. Był to dzień śmierci jej brata i trudniej było jej udawać, że wszystko jest w porządku. Nie wiedziała kiedy znalazł się w klasie i kiedy usiadł przed nią, obserwując ją uważnie. Gdy wreszcie się ocknęła z zamyślenia, prawie umarła z zawstydzenia. On tylko uśmiechnął się na widok jej zmieszania, a później zaczęli rozmawiać.
Upewnił się, że jest tą samą dziewczyną, z tamtej nocy, gdy otworzył jej drzwi od kliniki. Spytał się jak sobie radzi po jego stracie, a później zapytał się o spinki, które nosiła co dzień. Odpowiadała mu na wszystkie pytania, nie umiejąc mu skłamać, więc od razu przyznała się, że mieszka sama, że wieczorem wpada tylko Tatsuki, by upewnić się, że zje coś normalnego. Powiedziała mu o spinkach, o ich znaczeniu i swoim poczuciu winy. A on słuchał uważnie, nie przerywając jej ani razu. Gdy rozbrzmiał dzwonek, wstał i udał się na swoje miejsce. Zanim jednak odszedł daleko, przypomniał jej, by rozmawiała ze swoim bratem.
Wtedy nie rozumiała o co mu chodziło. Przecież nie zapomniała o swoim bracie.
Później dopiero przekonała się, że jej brat wcale nie miał tego samego zdania.
.
.
.
Zawsze uwielbiała święta. Odliczała dni do nich i im bliżej były, tym więcej miała nieprzespanych nocy. Wszystko się zmieniło, gdy zginął jej brat. Będąc samą, nie potrafiła się już tak cieszyć świętami. Czuła się jeszcze bardziej samotna niż zwykle, a nie chciała innych kłopotać swoimi problemami. Wreszcie wszyscy inni mieli z kim spędzać te dni.
Tym razem jednak jest inaczej. Nie mieszkała już sama, a rodzina Ichigo okazała się równie podekscytowana zbliżającymi się świętami, co ona sama. Razem z Yuzu siedziały i wybierały przepisy, które koniecznie musiały zrobić w te święta. Oczywiście miała świadomość, że wszystkie ulepszenia nie grają roli. Tym razem postawiła na zwykłą kuchnię, choć nie mogła sobie odmówić zrobienia swojego specjalnego tortu lodowego.
-Ori-nee-chan, jesteś pewna, że to będzie jadalne?- Yuzu spytała się z niepewnością, próbując jej nie urazić.
-Możesz mi zaufać, Yuzu. Zresztą nie wiem co ci naopowiadał Ichigo! Moja kuchnia nie jest wcale taka zła. Wiem, które przepisy są zjadliwe, a których nie tykać.
-Skoro tak mówisz, to ci zaufam. Onii-chan się na pewno ucieszy z tych świąt.
-Mam nadzieję.- Uśmiechnęła się łagodnie, wstając od stołu.- To ja pójdę do sklepu po zakupy.
-Orihime-chan! Pójdę z tobą! Nie mogę pozwolić, by moja przyszła córka dźwigała wszystko sama!- Isshin krzyknął ze sztucznym dramatem, przytulając ją.
-Ależ to nie jest konieczne!- Zapewniła go, odwzajemniając uścisk.
Długi czas minął nim przyzwyczaiła się do nagłych wybuchów emocji u ojca Ichigo, a szczególnie do jego nagłych ataków przytulasów. Z początku czuła się niekomfortowo, ale z czasem zaczęła czerpać z tego przyjemność. Miała wrażenie, że właśnie tak powinna wyglądać rodzina.
-Konieczne, konieczne! Mój syn mnie zabije, jak się dowie, że pozwoliłem ci dźwigać siatki. Zresztą muszę dokupić kilka dekoracji.
Uśmiechnęła się w rezygnacji. Nie miała szans przekonać go, że jego troska nie jest konieczna. Chciało się jej śmiać za każdym razem, gdy snuje wizje złości swojego syna. Nie wiedziała skąd takie przekonanie, że Ichigo nie byłby zachwycony z tak błahych spraw, ale nie zamierzała się kłócić o swoją rację. Wreszcie Ichigo i jego ojciec mieli dziwne nawyki powitalne.
-Tato, tylko nie narób Ori-nee-chan wstydu!- Yuzu spojrzała na rodziciela poważnie, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
Orihime uważała to za zabawne jak szatynka próbuje udawać brunetkę w swoim chłodnym zachowaniu. Isshin za to zapłakał dramatycznie, krzycząc o niesprawiedliwości do plakatu swojej zmarłej żony.
-Isshin-san, idziemy?- Spytała się nieśmiało, próbując wyrwać go z transu rozpaczy za stratą niewinnej córeczki.
-Oczywiście!- Odwrócił się gwałtownie, wycierając nieistniejące łzy z oczu.
Chodzili po różnych sklepach, by znaleźć odpowiednie produkty. Do świąt został zaledwie tydzień, więc wszyscy mieszkańcy Karakury wzięli się ostro za przygotowania, co spowodowało, że we wszystkich miejscach był tłok. Orihime nieraz zgubiła Isshina i musiała do niego dzwonić, by umówić się na jakieś miejsce, w które mają przyjść, gdy się zgubią. Dawno nie miała takiej przyjemności z zakupów.
Ostatnim przystankiem był sklep Urahary, gdzie chciała zakupić słodycze. W dodatku mogła liczyć na jakiś rabat za pracę, jaką wykonywała zwalczając hollowy. Gdy dotarli na miejsce, ich oczom ukazał się wielki bałwan. Zamrugali zdziwieni, bo mimo pory roku, to śniegu nikt nie widział. Nie wyczuła też żadnego reiatsu należącego do znajomych z Soul Society mogących stworzyć bałwana.
-Urahara-san?- Spytali równocześnie, nie będąc pewnymi czy warto wchodzić do środka.
-Are, are, kogo moje oczy widzą?- Blondyn wyszedł ze sklepu, poprawiając swój kapelusz.- Widzę, że nie próżnowałeś podczas nieobecności swojego syna.- Mruknął konspiracyjnie w stronę bruneta.
Isshin zaśmiał się spanikowany, spoglądając na dziewczynę, która przechylała pytająco głowę.
-W każdym razie, w czym mogę pomóc?
-Ach!- Orihime ocknęła się z zamyślenia, kładąc siatki na ziemi.- Mogłabym zakupić trochę słodyczy?
-Oczywiście, Inoue-san.- Wskazał ręką na drzwi, dając jej drogę wolną.
-Dziękuję. Postaram się to zrobić szybko.
-Nie musisz się śpieszyć. Rzadko mamy jakichkolwiek klientów, więc daj się nacieszyć.- Uśmiechnął się, zwracając się do bruneta.- Ładnie to tak podrywać dziewczynę własnemu synowi?
-Nie podrywałem jej! Po prostu zawiązujemy więzi, jako że w przyszłości będzie częścią rodziny.
-Hm? Mówisz, że Kurosaki się oświadczył?
-No nie… Ale mój syn…
-Tak, tak, twój syn. – Machnął lekceważąco ręką i ruszył do środka.
-Kisuke, ty draniu!- Wydarł się za nim, zaciskając mocniej pięści.
Orihime zaś buszowała między słodyczami, próbując zlokalizować te, które uwielbiał Ichigo. Chciała, by w tym roku tort był bardziej zrobiony pod rodzinę Ichigo. Urahara wszedł do środka, uśmiechając się na widok jej pełnego koszyka. Święta definitywnie służyły mu w sprzedaży słodyczy.
-Inoue-san, masz już prezent dla Kurosakiego?- Zapytał z udawanym lekceważeniem, siadając przy drzwiach.
-Mam. – Uśmiechnęła się tajemniczo, podchodząc do niego z koszykiem.
.
.
.
Rzecz miała się w sierpniu, gdy Ichigo razem z innymi powrócili do Karakury na wakacje. Słońce przyjemnie prażyło od kilku dni, powodując, że wiele osób nie czuło się na siłach na robienie czegokolwiek.
Orihime leżała w swoim łóżku w pokoju sióstr Ichigo ubrana w spodnie dresowe i koszulkę na ramiączkach. Miała wolne i planowała spędzić ten dzień na leżeniu i nic nierobieniu. Nie rozmawiała z Ichigo od dwóch dni, które spędził na odpoczynku.
Jej odpoczynek jednakże nie trwał długo. Drzwi od pokoju otworzyły się z trzaskiem, ukazując w nich chłopaka, trzymającego plecak. Zdumiona, podniosła pytająco brwi.
-Jedziemy na plażę!
-Ichigo?
Nie rozumiała, co się dzieje. Nie planowali jechać na plażę, ani oni, ani ich znajomi, a przynajmniej o niczym nie wiedziała. Zagryzła dolną wargę, zastanawiając się jak mu delikatnie uświadomić, że ona nigdzie nie jedzie.
-Wstawaj, pojedziemy na plażę, wykąpiemy się. To słońce jest nie do wytrzymania. – Mówił podekscytowany. On już mentalnie był na swojej plaży.
- Nie jadę.- Powiedziała sucho, spuszczając wzrok.
-Czemu? Masz…- Zarumienił się, jednak szybko otrząsnął się z pierwszego zawstydzenia. Miał zostać lekarzem i nie powinien tak reagować na biologię ludzkich ciał.- Masz okres?
Uśmiechnęła się, potrząsając przecząco głową. Chętnie by pojechała na plażę, ale z uprzednim zaplanowaniem tej czynności.
-To dlaczego nie chcesz jechać? Przecież w tym domu jest jak w saunie!
-Wiem, Ichi…
-To czemu nosisz długie spodnie?
Westchnęła, wiedząc, że nie wygra z nim. Był zbyt pochłonięty plażą, by dać spokój jej kaprysom. Naprawdę chciał się wyrwać z domu, chociaż tak dawno go w nim nie było. Przeczesała ręką włosy, nie wiedząc jak mu powiedzieć o powodzie, dla którego nie chce jechać na plażę. Nie sądziła, by ją zrozumiał.
-No więc?- Spojrzał na nią wyczekująco, kładąc plecak na ziemi.
-Bo nie mówiłeś nic wcześniej o możliwości takiego wyjazdu…- Zaczęła nieśmiało, bawiąc się palcami.- No i przez ostatni tydzień się rozleniwiłam trochę…
-Nie rozumiem… Wydawało mi się, że spontaniczne plany są najlepsze…
-Bo są! Tylko, że ja nie…- Spuściła wzrok, pokrywając się mocnym rumieńcem.- Bo ja nie mam ogolonych nóg… Jak się pokażę na plaży?
-Och…- Wydukał zaskoczony, zapominając o takim problemie u kobiet. – No to nie możesz się ogolić teraz?
-Tak bardzo ci zależy na tej plaży?
-Tak. Bardzo mi zależy. Mogę ci nawet pomóc w goleniu… To będzie nawet szybsze!
Wybiegł z pokoju, zostawiając ją z otwartymi ustami w szoku. Po chwili parsknęła śmiechem, zdając sobie sprawę jak dziecinnie w gruncie rzeczy się zachował, ale nie przeszkadzało jej to. Wstała z łóżka idąc do łazienki z ubraniami na zmianę. Nie mogła mu przecież odmówić. Ichigo zaś czekał już w łazience siedząc na wannie.
- Jesteś niemożliwy…- Powiedziała rozbawiona zdejmując dresy.
-Wiesz… Ja bym nie panikował. Jakoś krzaków nie masz.
Trzepnęła go po głowie, próbując zwalczyć rumieniec. Nie lubiła pokazywać mu się w tak nieidealnym stanie. On zaś posadził ją na taborecie, złapał jedną z jej nóg i położył sobie na nogach, by mieć lepszą możliwość golenia.
-Skoro ty możesz mnie golić, to czemu ja ciebie nie mogę? Uwierz mi, nie ma dla chłopaka nic bardziej zawstydzającego niż kupowanie dla dziewczyny tamponów.- Uśmiechnął się pokrzepiająco, nakładając na jej nogi plastry z woskiem.
-Nie moja wina, że mnie akurat złapało w kinie…- Burknęła zawstydzona, zajmując się swoją drugą nogą.
-Myślałem, że w tych kobiecych torebkach macie wszystko…
-Akurat nie miałam. Będziesz mi to wypominał do końca życia?
-Nawet po życiu będę ci to wypominał.- Zaśmiał się pod nosem, spoglądając na zegarek.
-Okrutny!
-Dopiero teraz to zauważyłaś?- Wyszczerzył zęby w uśmiechu, zrywając jeden plaster.
Po domu rozniósł się jej krzyk. W oczach miała łzy, nie mogąc uwierzyć, że jej własny chłopak tak ją potraktował. Ichigo zaś spoglądał na nią niewinnie, szykując się do zerwania kolejnego.
Dostała nauczkę, by pilnować się z dbaniem o swoją doskonałość. Prawda, że nie spędziła na tym pół dnia jak zwykle, a jej nogi były zadziwiająco gładkie, ale ból, który czuła przy każdym pociągnięciu, był za mocny nawet jak na nią. Już nigdy nie kupi wosku do depilacji!
Przynajmniej wypad na plażę im się udał w stu procentach. Pogoda faktycznie dopisywała takim pomysłom, a widok zarumienionego chłopaka, po obejrzeniu jej w nowym stroju kąpielowym, był bezcenny, szczególnie ze świadomością, że nie umiał długo wytrzymać i zarzucił na nią dmuchane koło i popędził do wody, by zasłonić ją przed wzrokiem innych.
.
.
.
Siedziała w kuchni robiąc ciasteczka, gdy rodzina Kurosakich zajmowała się wszelkimi dekoracjami. Ichigo postanowił zająć się ozdobami na zewnątrz, chcąc uniknąć przesady, w którą wpadał ich ojciec. Już jutro będą święta i wszyscy rozpakują swoje prezenty. Nie mogła się tego doczekać. To były jej pierwsze święta będąc częścią czyjejś rodziny.
Poznawała magię świąt na nowo. Nawet mieszkając z Sorą, nie mogli sobie pozwolić na wielkie świętowanie. Nie mieli nawet choinki, ani jakiś specjalnych ozdób. Ubrani w czapki mikołaja, jedli potrawy, które wcześniej przyszykowali i oglądali jakieś filmy w telewizji. Nie było w tym nic, co można było uznać za niesamowitą atmosferę. Nie mieli wreszcie pieniędzy na coś więcej. Zresztą byli tylko we dwoje, a ona nigdy nie chciała się narzucać. Dlatego teraz widząc jak wszyscy krzątają się po domu i próbują wprowadzić do każdego kąta świąteczną magię, nie umiała się nie uśmiechać. To był dla niej najwspanialszy prezent.
Wyciągnęła ciasteczka z piekarnika, wkładając od razu nową porcję. Rozłożyła je na blacie, czekając aż przestygną. Nawet jeśli traciła na to dużo czasu, odnalazła w tym przyjemność. Szczególnie gdy widziała uśmiechy na twarzach osób, którzy jedli jej potrawy.
-Jeszcze nie skończyłaś? – Ichigo wszedł do kuchni, zarumieniony od zimna. – Dziewczyny zaczęły lepić bałwana nawet. Kto by się spodziewał, że będziemy mieli białe święta.
-Czy to nie wspaniale, Ichigo?! Święta bez śniegu nie byłyby takie same. Może pójdziemy wieczorem na lodowisko? Albo jutro? – Mówiła podekscytowana, wyciągając z lodówki marmoladę truskawkową.
-Zachowujesz się jak dziecko. Jeszcze by ktoś pomyślał, że nigdy nie miałaś świąt.- Zaśmiał się pod nosem, sięgając po ciastko.
Orihime trzepnęła go po ręce, powstrzymując jego zamiary. Zaskoczony usiadł naprzeciwko, nie kryjąc urażenia.
-Nie są jeszcze skończone! Jak chcesz je spróbować, to pomóż mi je robić. Posmaruj marmoladą i złącz z drugą połówką. –Podała mu nóż, siadając na taborecie.- To pierwsze rodzinne święta, jakie mam, Ichi, dlatego jestem taka podekscytowana… Nie lubisz świąt?
-Kto powiedział, że nie lubię? Po prostu za dużo z nimi zachodu, ale to kwestia organizacji.
-Dziękuję… To najlepszy prezent, jaki mogłam dostać.
-Hm? Swój prezent otrzymasz dopiero jutro.- Podniósł pytająco brwi, odkładając zrobione ciastko do miski.
-Możliwość spędzenia świąt z twoją rodziną jest dla mnie najlepszym prezentem.
-Hime…
-Nie przejmuj się. W poprzednich latach radziłam sobie całkiem nieźle. Po prostu… Nigdy nie czułam tej całej gorączki przedświątecznej.
-Nie byłem zbyt spostrzegawczym przyjacielem, huh?
Zaśmiała się pod nosem, wstając z miejsca i nalewając mleka do garnka. Wyciągnęła z szafki czekoladę, wrzuciła do środka i postawiła garnek na gaz.
-Nie wiem, czy to należy do kwestii spostrzegawczości. Po prostu szanowałeś życie pozaszkolne znajomych. I to nie było tak, że rozpowiadałam wszem i wobec, że nie mam z kim spędzić świąt.
-No, ale wiedziałem, że mieszkasz sama.
-Miałam Tatsuki. – Nalała gorącą czekoladę do kubków i dodała do niej bitą śmietanę oraz wafelek. Podała mu kubek, siadając na swoim miejscu.- Nie byliśmy ze sobą tak blisko. Nie przejmuj się.
-Nie byliśmy ze sobą tak blisko…? No chyba żartujesz! Walczyliśmy z hollowami i innymi psycholami! Od pierwszej klasy byliśmy drużyną. Jakim cudem nie byliśmy blisko? I gdyby nie Rukia, święta nowego roku też byś spędziła sama! Byliśmy nakama, baka!
Zdumiona spoglądała jak zarumieniony popija swój napój, nie spoglądając na nią. Uśmiechnęła się ciepło, podając mu skończone ciastko. Zmrużył podejrzliwie oczy, ale nie odmówił.
-Czyli już nie jesteśmy nakama?
Odłożył kubek, wstając z miejsca. Podszedł do niej, biorąc jej ręce w swoje. Czuła jak jej serce przyśpiesza pod wpływem intensywności jego wzroku. W ustach zrobiło się jej sucho i nie wiedząc kiedy, rozchyliła delikatnie wargi, zarumieniła się przypominając sobie o ich porannym pocałunku.
-Nie chwytaj mnie za słowa.- Powiedział chłodno, nachylając się w jej stronę.- Zresztą teraz jesteśmy parą, a to coś więcej niż nakama.
Prawdopodobnie chciała coś powiedzieć. Nie było to jednak jej dane. Ichigo złączył ich usta w czułym pocałunku, a ona automatycznie przeniosła ręce na jego szyję, by go przyciągnąć do siebie. Siódmego listopada, gdy zdecydowała się na pocałowanie go, nie była pewna czy robi dobrze, ale zrozumiała później, że jej chłopak, tak jak i ona, nie jest pewny, co powinien robić. Wreszcie oboje nie byli doświadczeni w związkach miłosnych.
-Cieszę się, że czujecie klimat jemioły, która wisi na progu, a nie na lampie, jednakże chyba ciastka się palą.- Isshin wszedł do kuchni uśmiechając się szeroko.
Zarumienieni odskoczyli od siebie, wracając do swoich zadań. Isshin poklepał syna po plecach, czując prawdziwą dumę z niego. Orihime zaś wróciła do robienia ciasteczek, starając się nie skupiać na tym, co się ostatnio dzieje między nią a Ichigo.
Wieczorem, tak jak chciała, wyszli na lodowisko, zostawiając resztę w domu. Trzymając się za ręce podziwiali świąteczny wystrój ulic. Nawet tutaj było czuć atmosferę świąt. Orihime zatrzymała się gwałtownie dostrzegając choinkę zrobioną ze świeczek. Była to coroczna atrakcja dla par. Podbiegła do stoiska i kupiła jedną ze świeczek. Ichigo pokręcił tylko z niedowierzania głową, ale nie umiał jej odmówić. Złapała za marker i zaczęła pisać.
Inoue x Kurosaki-kun
-Ej, powinnaś napisać nasze imiona, a nie nazwiska.- Spojrzał na nią krytycznie zabierając jej marker.
-Ale.. Dla mnie to zawsze będzie specjalne…- Mruknęła zawstydzona, uciekając przed nim wzrokiem.
Westchnął z rezygnacją. Oddał jej marker, pozwalając by domalowała jeszcze serce. Szczęśliwa położyła świeczkę w ostatnim wolnym miejscu.
-Nigdy nie lubiłam swojego imienia, ani tym bardziej nazwiska…- Zaczęła spokojnie, zwracając jego uwagę.- W szkole zawsze mi dokuczano ze względu na imię. Nienawidziłam tego, tak samo jak legendy Tanabaty. A nazwisku przypisywałam wszystkie nieszczęścia. Często wyobrażałam sobie, że gdybym miała inne nazwisko, inną rodzinę, to wszystko byłoby zupełnie inne..
-No ale wtedy pewnie byśmy się nie spotkali.- Wtrącił sucho, ściskając jej dłoń.
-Pewnie tak, ale wiesz, Ichi. Odkąd poznałam Tatsuki, a później ciebie, zaczęłam lubić swoje imię. Nie jest jednak takie złe…
Uśmiechnął się obejmując ją.
-Kurosaki-kun…- Szepnęła cicho, zwalczając łzy.
-Hm?
-Nic, po prostu zdałam sobie sprawę jak bardzo uwielbiam twoje nazwisko, bo wreszcie wszystko się zaczęło od spotkania ciebie.
-Skoro je tak lubisz, to w przyszłości jak będziesz musiała zmienić nazwisko, to nie będzie problem. – Zaśmiał się pod nosem, przyciągając ją jeszcze mocniej do siebie.
Orihime zarumieniła się momentalnie zdając sobie sprawę z sensu tego, co właśnie powiedział. Miała wrażenie, że jej serce zaraz wypadnie z klatki piersiowej. On zaś nachylił się ku niej całując ją.
.
.
.
-Ichigo, to dla ciebie. – Podała mu kopertę, siadając obok.
-Huh? Spodziewałem się czegoś większego, albo kokardki na tobie.- Zaśmiał się, otwierając swój prezent od dziewczyny. Gdy tylko wyciągnął jej zawartość, pobladł wstając z miejsca. Isshin i jego siostry spoglądały na niego pytająco, nie wiedząc co mógłby takiego dostać.
-Nie mów mi synu, że masz dziecko w drodze…- Isshin zaczął zaczepnie, próbując sprowadzić syna na ziemię.
-Tygodniowy wyjazd do Anglii?! Na festiwal Szekspirowski?!
-No bo lubisz Szekspira i pomyślałam, że chciałbyś…
-DZIĘKUJĘ!- Krzyknął bliski płaczu przytulając ją do siebie. – To najlepszy prezent ever!
Come on take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain
