Miało być walentynkowo i słodko, ale jednak nie mogłam im podarować aż tyle dobrych chwil. Jak w każdym związku muszą być burze i nieporozumienia. Ale historia zbliża się ku końcowi, więc większego dramatu nie będzie. :D Czy kogoś gniewa brak Ruki w opowiadaniu? Jakoś nie widziałam dla niej roli w nim. Może w innym dostanie swój głos. :D


Nigdy nie potrafiła otrząsnąć się z bólu. Jej serce za każdym razem ściskało się, uniemożliwiając jakikolwiek ruch czy nałożenie na siebie maski radości. Często czuła się jak aktorka w tragedii greckiej, nie mogąc uciec od swojego przeznaczenia. Każda decyzja prowadzi do śmierci. Tak. Czuła się w jakimś stopniu przeklęta.

Jej brat poświęcił dla niej wszystko. Zamiast kontynuować naukę poszedł do pracy. Nigdy nie myślał o sobie, zawsze o niej. Nigdy nie widziała go z dziewczyną, nawet nie zauważyła, czy miał jakąś na oku. Żył nią. Jej szczęściem. Wtedy jednak była za mała, by to zrozumieć. Cieszyła się z jego obecności. Z tego, że trwa przy niej. Traktowała go jak zastępczego ojca, był wreszcie jedynym mężczyzną w jej życiu.

Nie mogła jednak zostać dzieckiem na zawsze. I zaczęła dostrzegać prawdę. Przestała prosić o słodycze czy dodatkowe ciuchy. Starała się zminimalizować swoje potrzeby. Chciała sprawić prawdziwą radość na jego twarzy.

Jednak tamten dzień od samego początku nie zapowiadał się dobrze. Na niebie nie było słońca, było ponuro i zapowiadało się na deszcz. Najchętniej by została w domu i przeczekała go, ale musiała iść do szkoły. Nie mogła zawieść brata.

Gdy wróciła, nie miała już długich włosów, miała opuchnięte oczy od płaczu, ale szybko usunęła ślady swojej rozpaczy. On nie mógł się dowiedzieć o tym, że jest prześladowana w szkole. Tylko, że on kochał jej długie włosy. W dodatku kupił jej spinki.

Były śliczne. Pokochała je momentalnie, ale jej „dorosła" część przemówiła pierwsza. Jak mógł tak zmarnować ciężko zarobione pieniądze? Na jakieś spinki? Powiedziała o kilka słów za dużo. I dygocząc ze złości poszła do swojego pokoju, nie żegnając go, gdy wychodził do pracy.

Jej sumienie nie dało jej spokoju. Wybiegła w deszcz kierując się do pracy brata. Chciała go przeprosić. Nie sądziła, że zobaczy go leżącego na ulicy. Kierowca, który był odpowiedzialny za to, uciekł, zostawiając jej brata na pewną śmierć.

Wystraszona chciała go zabrać do lekarza. Najbliższy był w klinice Kurosakich.

Od tamtego dnia pogrążyła się w rozpaczy. Nie potrafiła nic innego poza płakaniem. Jak mogła żyć sama bez jej ukochanego brata? Nie była w stanie nic zjeść czy spać. Poczucie winy zaciskało się na jej sercu, odizolowując ją od świata. Już ją nie obchodziły ataki rówieśników.

Oni nie byli w stanie jej znienawidzić tak mocno jak ona sama.

I podczas jednego z ataków poznała Tatsuki. To ją zaskoczyło, nie spodziewała się, że ktoś jej pomoże. Do tej pory wszyscy ją ignorowali.

Słońce nieśmiało wychodziło zza chmur, nadal pamiętała o swoim bracie. Nie mogła jednak walczyć z uczuciami. Była szczęśliwa mając chociaż jedną przyjaciółkę.

Z rana nadal zdarzało się jej płakać. Nadal tęskniła, ale zrozumiała, że nie może tego robić wiecznie. Musi iść naprzód i wykorzystać życie, które podarował jej brat.

Nie było łatwo. Wreszcie wracała do pustego mieszkania. Nikt jej nie witał, nikt się nie pytał o to jak jej minął dzień. Była po prostu sama.

Tylko, że gdy wkroczyła do liceum, przestała być sama. Nie wiedząc kiedy, obok niej znalazło się kilka innych ludzi, miała z kim porozmawiać, z kim się pośmiać. I na jej twarzy ponownie gościł uśmiech. Nie taki, gdy żył jej brat, ale jednak uśmiech.

Skąd miała wiedzieć, że jej walka o normalne życie, o to, by nie umrzeć, przyniesie mu tyle bólu? Nie chciała zamienić go w potwora. Chciała, by widział jak się śmieje, jak wielu ma przyjaciół. Czemu tego nie rozumiał? Przecież robiła to dla niego.

Przez kolejne dni chodziła bardziej przygaszona. Nie tylko przez relację Ichigo z Rukią, ale przez to, że jej egoizm doprowadził osobę, którą kochała, do takiego stanu. Chciała odciąć się od wszystkich, uciec przed swoim przekleństwem. Co jeśli ktoś jeszcze ucierpi?

No i ucierpiał. A miała mu pomóc! Zrobiła to licząc, że w ten sposób ochroni go przed śmiercią, a zamiast tego widziała jego martwe ciało dwa razy. I za każdym razem jej serce rozpadało się na kawałki.

Może Aizen miał rację włączając ją do swojej armii. Wreszcie przynosi tylko śmierć i rozpacz.

.

.

.

Otworzyła leniwie oczy, odwracając się plecami do słońca. Ichigo wrócił do Tokio na studia, nie zobaczy go przez dłuższy czas. Zaczął się najgorszy okres życia, egzaminy i szukanie idealnej dla siebie uczelni. Otarła ręką zaspane oczy. W pokoju rozbrzmiało ciche dzwonienie, powodujące automatyczny uśmiech na jej twarzy.

Nie spodziewała się, że dożyje tego dnia. Nie sądziła nawet, mimo wszystkich sygnałów, że Ichigo myśli o niej tak poważnie. Gdy zaczynali swój związek, nie mówił za wiele o swoich uczuciach. Nie wiedział czy to, co do niej czuje to miłość, a ona spodziewała się, że z czasem odkryje, że to tylko przyjaźń i odejdzie do Rukii. Każdego dnia bała się, że się obudzi i to wszystko okaże się tylko dobrym snem.

Dotknęła drugą ręką swojej bransoletki. Kwiat hibiskusa połyskiwał granatową barwą, a obok niego wisiała srebrna truskawka z czerwonymi kryształkami. Oba symbole były uczepione na srebrnym pnączu. To nie był pierścionek, o którym marzy większość kobiet. To była bransoletka w kwiecistym wzorze. Kochała ją. I nie potrafiła się zmusić, by ją zdjąć.

Pierścionki zazwyczaj gubiła, dlatego cieszyła się, że Ichigo zdecydował się na niecodzienny symbol zaręczyn. Bransoletka pasowała do jej spinek, nawet jeśli one były w odcieniu turkusowym, a nie niebieskim.

Wtuliła się w poduszkę, nie mogąc nic poradzić na swoją wyobraźnię, która podsuwała jej wymarzony ślub. Zagryzła wargę, nie chcąc piszczeć na cały dom ze szczęścia.

Drzwi otworzyły się powoli, ujawniając za nimi Isshina, który z pogodnym wyrazem twarzy podszedł do niej.

-Orihime-chan! Czas wstawać, dzisiaj masz egzaminy w swojej szkole! Musisz zjeść porządne śniadanie i nabrać sił przed tym wielkim wydarzeniem!

-Ale one są dopiero pod wieczór…- Jęknęła, siadając na łóżku.

-Wiem, że są wieczorem, ale musisz się odprężyć. Pojeść i znaleźć wyciszenie. Jesteś strasznie czymś podekscytowana i to może źle wpłynąć na twoją koncentrację.

Westchnęła zrezygnowana, wygrzebując się z łóżka. Zapomniała, że rodzina Ichigo nic nie wie o ich zaręczynach. Ichigo postanowił im o tym powiedzieć dopiero jak dostanie się na studia, gdy jej przyszłość nie będzie znakiem zapytaniem. Czuła się źle, w jakimś sensie oszukiwała ich. Nie mówiła całej prawdy, a przecież powinna się tym chwalić!

Rodzina Ichigo zaakceptowała ją jak swoją, dlatego nie rozumiała, dlaczego muszą czekać przed powiedzeniem o tym innym. Przecież wiedział, jak źle czuje się trzymając jakieś tajemnice. Nie umiała tak po prostu udawać, że nic nie wie.

-Mój biedny syn znowu spędzi walentynki sam jak za dawnych dobrych czasów.- Isshin zaśmiał się pod nosem wychodząc z pokoju.

Proponowała mu, że przyjedzie na walentynki do niego, że da mu czekoladki i pójdą do kina czy coś. Jednak Ichigo odrzucił propozycję wmawiając jej, że powinna skupić się na nauce, a nie bzdurnych świętach. Znała go już na tyle, że wiedziała o jego miłości do czekolady. Dlatego nie było trudne wyobrazić sobie jego niezadowolenie w czasie walentynek, gdzie wszyscy będą nosić jakieś pudełko czekolady.

Tęskniła.

Tęskniła za nim coraz mocniej, dlatego szukała każdej możliwej okazji, by go zobaczyć, nawet poza weekendem. On jednak uparcie odrzucał jej propozycje.

Może jednak tak mocno jej nie kochał?

Bzdura! Po co by się w takim razie oświadczał?

Zagryzła wargę schodząc na dół. Miłość to wreszcie także niespodzianki.

Uśmiechnęła się pod nosem, układając w głowie swój diaboliczny plan.

Czy Ichigo tego chce czy nie, ona go odwiedzi w walentynki.

Nie zniesie całego miesiąca bez niego w swoim życiu.

.

.

.

Życie bez Ichigo było dziwne. Jego reiatsu czy aura znikła z jej otoczenia. Czasami, zdając sobie sprawę, że jego nie ma, krzyczała z przerażenia. Ponieważ za każdym razem przypominała sobie Hueco Mundo. Widziała przed oczami jego martwe ciało i nie mogła powstrzymać drżenia ciała. Miała ataki paniki, czasem tak silne, że robiła sobie podświadomie krzywdę.

Nigdy nie sądziła, że miłość może tak boleć.

Czy miłość nie miała być taka jak w tych mangach shoujo? Piękna, słodka i niewinna?

Czasem chwytała jakąś książkę, która stała w jego małej bibliotece i czytała płacząc. Tam nie było pięknej miłości i szczęśliwych zakończeń. Miłość zawsze była bolesna, że zastanawiała się po co ludzie kochają, skoro nie mogą być szczęśliwi?

Nie chciała, żeby skończyli jak bohaterowie Szekspira. Nie chciała skazać go na śmierć swoją miłością.

W dniach, w których nie było przy niej Ichigo, było jej źle. Nie potrafiła się śmiać, a wyobraźnia, którą zawsze miała wybujałą, jakoś niespecjalnie jej pomagała. Zaciskała pięści na widok par, próbując sobie przypomnieć, że ma chłopaka, tylko nie może go widywać tak często.

Poza Ichigo miała też swoje życie, tyle że większość jej znajomych wyjechała za miasto na studia. Chcieli się zabawić przed zostaniem pełnoprawnym członkiem społeczeństwa. Tatsuki także wyjechała zostawiając ją samą sobie. Czasem oczywiście spotykała się z dziewczynami ze szkoły, jednak to nie było to samo. Nie mogła im przecież tak po prostu opowiadać o swojej tęsknocie za Ichigo. One flirtowały z kolegami z roku, nie szukały poważnego związku tylko miłego towarzystwa na czas studiów. Ona zaś miała chłopaka, którego bała się stracić.

Czasem wpadała w dziwne obsesje. W listopadzie, przykładowo, codziennie z rana się ważyła, czując wewnętrzną panikę. Ważyła o wiele za dużo. Mimo że Ichigo uwielbiał jej ciało, co zresztą jej mówił przy każdej możliwej okazji, to chciała ważyć normalnie. Dlatego się odchudzała w dniach, w których nie widziała Ichigo, bo wiedziała, że skomentowałby ten temat. Udało się jej schudnąć nawet 3 kg. Cały dzień chodziła zadowolona ze swojej diety, dopóki Ichigo nie zagroził jej, że jeśli nie przerwie tego absurdu, to będzie mogła zapomnieć o jego wizytach. Oczywiście dietę i obsesję porzuciła od razu. I w święta przytyła z powrotem, co nie zostało jej jednak wypomniane.

Kolejną obsesją było ubieranie się w jednym kolorze. Sama nie wiedziała co jej odbiło, ale cały styczeń chodziła w ubraniach w jednym odcieniu. Miała nawet nazwane dni tygodnia zależnie od koloru. Nie zwracała uwagi na dziwne spojrzenia rodziny Ichigo czy jego samego. Wystarczyło jednak, że na jednej z randek jakieś dziecko nazwało ją świnką, że następnego dnia ubierała się już normalnie, marudząc na swoją wagę. Jej marudzenie jednak nie zostało wysłuchane, ponieważ Ichigo nie chce słyszeć o jakichkolwiek dietach.

Inną obsesją był pedantyzm. I to przesadny, wszystko miało swoje miejsce i musiało na to miejsce powrócić. Podziwiała, że rodzina Ichigo to znosiła cierpliwie i nic nie powiedziała jej na ten temat. Do momentu, w którym Ichigo szukał swojego kremu do golenia, który miał nowe miejsce, o którym on nie miał pojęcia. Nauczyła się wtedy, że przesadny porządek wcale nie jest najlepszym rozwiązaniem, a trochę chaosu nikomu jeszcze nie zaszkodziło.

Obsesją, którą uwielbiał Ichigo, to przywłaszczenie sobie przez nią jego koszulek, w których spała. Nie wiedziała dlaczego, ale musiała spać w jego koszulce, bo inaczej by nie zasnęła. I mimo że jej chłopak nic nie mówił, że nie powinna mu podkradać ubrań, to pewnego dnia, po prostu założyła swoją piżamę. Było to efektem Isshina, który stwierdził, że wygląda bardzo seksownie. Tak się zawstydziła, że przez dłuższy czas nie chciała mieć na sobie ubrań Ichigo.

Czasem też wpadała w swój nastrój na przyprawianie wszystkiego pieprzem. Nawet słodyczy, co doprowadziło do niekoniecznie pozytywnych komentarzy ze strony osób, którym przyszło to jeść. Orihime nigdy nie rozumiała, dlaczego ciasto nie łączy się w żaden sposób z pieprzem. Jedyną rzeczą, którą pamięta z tego okresu, to komentarz Ichigo, że jej specyficzna kuchnia na pewno zasmakowałaby Amerykanom. Nie rozumiała o co mu chodzi, dopóki nie zobaczyła jednego z seriali i menu, które tam serwowała matka swoim dzieciom.

Innym nawykiem było oglądanie wszystkich filmów spod znaku kina noir. Traciła na to mnóstwo czasu, a jedynym pożytkiem była możliwość wtulenia się w Ichigo, który w połowie zazwyczaj przysypiał nie bardzo interesując się akurat tym momentem filmu, choć nawet i jemu spodobały się pojedyncze tytuły.

Bycie osamotnioną dziewczyną nie jest dla niej proste. Szczególnie, gdy nuda odezwie się już na takim poziomie, że potrafi spędzić połowę dnia w kuchni piekąc czy gotując różne potrawy, ku przerażeniu rodziny. Bo kto tyle by zdołał zjeść?

Orihime nienawidziła tęsknoty. Za kimkolwiek.

.

.

.

Podekscytowana otworzyła drzwi do jego mieszkania i weszła do środka. Jeszcze nie wrócił z zajęć, dlatego odłożyła czekoladki na jego biurko i padła na łóżko, czując zmęczenie całą podróżą. Chciała mu już powiedzieć o pozytywnych ocenach z jej egzaminów, o placówkach, gdzie złożyła papiery, a teraz musiała tylko wybrać tą odpowiednią. Tak dużo się zmieniło w jej życiu przez ten rok. Prawdopodobnie była zupełnie inną osobą. Może trochę poważniejszą, ale na pewno pewniejszą siebie.

Zaręczyny spowodowały tylko, że przestała się zadręczać pytaniami o inne kobiety. Wiedziała, że istnieją ładniejsze i mądrzejsze, ale nie zwracała na to uwagi.

Podobno Ichigo kochał ją za to jaka jest. Nie wymagał od niej niewiadomo czego, nawet nie chciał, by schudła.

Uśmiechnięta i zadowolona z niespodzianki, jaką mu przygotowała, zasnęła mając nadzieję, że gdy się obudzi, on już będzie przy niej.

Nie mogła się bardziej pomylić. Gdy się obudziła, jego nadal nie było. Zaskoczona zajrzała na budzik i zobaczyła, że jest już późny wieczór, a w dodatku za godzinę miała powrotny pociąg. Spanikowana chwyciła za komórkę, chcąc się upewnić, że nie dzwonił, ale jedyną wiadomością, jaką dostała, była od Chizuru.

Zagryzła wargę, bijąc się ze sobą czy powinna zadzwonić do niego, czy nie. Jeśli zadzwoni, powie mu, że jest u niego, to nie będzie niespodzianki, ale gdy mu się coś stało? Pokręciła głową, próbując odegnać złe myśli. Chwyciła za kartkę i wypisała kilka słów, i położyła ją na pudełku czekoladek. Zabrała swoje rzeczy, czując się zawiedziona walentynkami. Kiedy już upewniła się, że jest gotowa na taki krok i kupiła sobie odpowiednią bieliznę, okazało się, że on po prostu się nie zjawił. Nie mogła go obwiniać, był na studiach i mógł być w bibliotece czy uczyć się w grupie.

Nabrała powietrza wlekąc się ulicami Tokio w kierunku dworca. Może jednak nie powinna tak dbać o święta, choć lubiła robić mu niespodzianki. Chciała go upewnić, że pamięta o nim, że jest dla niej najważniejszy.

Czuła jak łzy spływają jej po policzku, nie miała jednak siły ich wycierać. Tak bardzo chciała go zobaczyć!

Przystanęła na światłach, obracając głowę w głąb ulicy, gdzie znajdowały się rozmaite restauracje. W tym momencie jej serce zatrzymało pracę, grzęznąc w okolicy gardła. Ichigo stał na ulicy w towarzystwie jakiejś dziewczyny. Nie widziała jej dokładnie, bo stała tyłem do niej, ale poza w jakiej się znajdowali była jednoznaczna. Jej narzeczony spędził walentynki z inną kobietą!

Zrozpaczona pobiegła pędem na dworzec, nie chcąc zostać przyłapana na byciu w Tokio. Gdyby miała wystarczająco czasu, to pewnie by zawróciła i zabrała czekoladki, ale nie mogła tego zrobić. Serce ją piekło przy każdym kroku. Już prędzej spodziewałaby się go zobaczyć z Rukią, ale ta dziewczyna była za wysoka jak na brunetkę.

Gdy dojechała wreszcie do Karakury, dotarła do domu w szlochach. Na szczęście był środek nocy i wszyscy spali. Wślizgnęła się do środka, pokonując drogę do pokoju Ichigo w ekspresowym tempie. Chwyciła za swoją torbę i wpakowała jak najwięcej swoich rzeczy.

Nie miała odwagi włączyć swojej komórki, którą wyłączyła w pociągu. Nie chciała słyszeć jego głosu, jego kłamstw. Zdjęła bransoletkę i położyła ją na biurku. Jej serce nadal biło jak szalone. Nasłuchiwała przez chwilę czy nikt się przypadkiem nie kręci po domu. Jednak, tak jak weszła, wszędzie panowała wyłącznie cisza. Westchnęła z ulgą i wyszła na ulicę.

Pierwszy raz od dłuższego czasu cieszyła się, że nie pozbyła się swojego mieszkania, a co lepsze zaglądała do niego raz w miesiącu na porządki. Miała ochotę spotkać się z Tatsuki i się jej wypłakać, powiedzieć komukolwiek o swoim bólu. Nie mogła nic poradzić na to, że zaczęła zastanawiać się od kiedy trwa romans Ichigo, od kiedy całuje inną kobietę? Ona na to musiała czekać ponad rok!

Może miłość to faktycznie jedynie ból, który doprowadza ludzi do rozpaczy. Może nie ma szczęśliwych zakończeń?

Otworzyła drzwi do swojego mieszkania, witając się ze znanym jej chłodem. O drżących nogach dotarła do swojej sypialni, opadając bezwładnie na łóżko. Gdyby tylko to mógłby być sen… Bardzo zły sen.

You like your girls insane
Choose your last word