Uwielbiał swoją matkę. Można nawet powiedzieć, że miał kompleks Edypa. Chciał ją chronić, była jego słońcem, powodem, dla którego żył i nie przejmował się, że nie miał przyjaciół.

Ale ona umarła zostawiając go samego.

Z rozpaczy zamknął się przed wszystkimi, a każda uwaga dotycząca jego włosów powodowała, że wściekał się natychmiastowo i dochodziło do rękoczynów. Prawdopodobnie jego matka nie byłaby z tego zadowolona, ale mimo to kontynuował taki sposób życia.

Chronił swoje siostry przez łobuzami i dziwnymi cieniami. Były dla niego najważniejsze, ale one nie potrafiły zapełnić jego serca.

Z braku przyjaciół dnie spędzał na nauce. Chciał przynajmniej w ten sposób pokazać nauczycielom, że jest dosyć porządnym uczniem. Jego włosy to nie wszystko co go charakteryzowało. Gdyby miał inny wyraz twarzy, pewnie więcej ludzi chciałoby się z nim zakolegować, ale bał się dopuścić kogokolwiek do serca.

Z czasem zaakceptował w swoim życiu Tatsuki. Szanował ją jako osobę zdolną go pokonać. Wiedział też, że może na nią liczyć cokolwiek by się działo. Później poznał Chad'a. Zaintrygował go swoim sposobem bycia. Mimo takiej budowy ciała, odmawiał walki z kimkolwiek, nawet jeśli mógłby przez to umrzeć. Nie mógł go tak po prostu zostawić samego.

Dzięki Chad'owi zainteresował się muzyką. Najbardziej upodobał sobie amerykański punk rock. Robił wszystko, by zapełnić pustkę w swoim sercu. Zresztą muzyka świetnie określała jego nastrój.

W wolnych chwilach uwielbiał oglądać filmy, choć rzadko się przyznawał do tego. Ojciec Chrzestny był pozycją, którą przerobił kilkakrotnie, znał na pamięć fabułę i niektóre cytaty. Było to definitywnie dużo ambitniejsze kino niż programy o duchach, których nie cierpiał.

Zawsze był poirytowany, gdy był przydzielony do pracy w grupie z dziewczynami. Wiedział, że to oznaczało słuchanie ich plotek, a co za tym marnowanie czasu na głupoty, zamiast na zadanie. Nie rozumiał dlaczego, dziewczyny tak chętnie kupują amulety, wróżby i inne bzdury, chcąc łudzić się, że spotka je coś miłego w życiu. Może dlatego w gimnazjum żadna za nim nie przepadała, wręcz wszystkie go unikały. Tak, potrafił powiedzieć kilka niemiłych słów.

Dopiero w liceum, może przez to, że był w jednej klasie z Tatsuki i Chad'em, miał więcej znajomych. Już pierwszego dnia zakolegował się z Keigo i Mizuiro. W kolejnych Tatsuki przedstawiła mu Orihime. Gdy ją pierwszy raz zobaczył w klasie, od razu sobie przypomniał tamten wieczór, gdy otworzył jej drzwi. Cieszył się, że jakoś się trzyma i ma znajomych, wreszcie jego ojciec mu powiedział, że nie ma żadnej bliskiej rodziny.

Później poznał kilka walniętych osób, które zmieniły jego życie na dobre, ale dzięki nim mógł mieć pewność, że już nikt nie umrze z jego powodu. Pewnie, że czasem wkurzał się na to, że nie mógł się wyspać przez polowanie na hollowy, ale w gruncie rzeczy nie było tak źle.

Mimo wszystko, miło było odzyskać więzi. Odzyskać świadomość, że nie jest się samemu.

Choć tym, co zrobiło na nim chyba największe wrażenie, było jej stwierdzenie, że ma zabawny wyraz twarzy. Tamtego dnia długo stał przed lustrem, zastanawiając się, w którym miejscu jego twarz jest zabawna. Jego włosy, to jeszcze mogłyby za takie uznane, ale twarz…?

Sam nie wiedział, kiedy zaczął naprawdę cieszyć się życiem.

Kiedy pustka w jego sercu znikła?

Kiedy brak mocy przestał go dręczyć?

Kiedy zaczął doceniać normalność?

Kiedy tak naprawdę ją pokochał?

Zaczynając ich związek nie wiedział co czuje. Wiedział, że jest dla niego ważna i chce by była szczęśliwa, ale też nigdy nie analizował swojego serca. Może bał się efektu czy wniosku z tego? Tylko, że w momencie kiedy zostali parą, zdał sobie sprawę jak bardzo nie chce jej oddać komukolwiek. I to go przerażało.

Nie chciał jej dotykać w jakikolwiek sposób. Chciał się trzymać na wodzy, nie pozwolić tym uczuciom dojść do głosu. Bo tak naprawdę czuł się jakby jego hollow powrócił i zżerał go od środka… znowu. Nie mógł jednak ignorować jej pragnienia, tego smutnego wzroku, gdy widziała inne pary, które pozwalały sobie na dotyk. Jak mógł jej odmówić? Jak mógł ją tak katować?

Wiedział, że przez jego zachowanie, myślała, że jej nie kochał, że traktuje jako zastępstwo dla Rukii. Przecież zachowywał się jak idiota, chcąc ją chronić od siebie.

Dlatego pozwolił sobie na zatracenie się w tym uczuciu uzależnienia od niej.

.

.

.

To nie mógł być gorszy miesiąc w jego całym życiu. Kolokwium goniło kolokwium, nie mówiąc już o egzaminach. Chciał wszystko pozdawać jak najwcześniej, by móc wrócić do domu i spędzić trochę czasu z Orihime. Ciężko mu było jej odmówić, kiedy chciała przyjechać, ale obiecał sobie, że jej wynagrodzi to czekanie.

W walentynki miał egzamin, który oblał. Był wściekły na siebie i swój umysł, który zaraz po wyjściu z sali sobie wszystko przypomniał. Oczywiście zrozumiał, że uczenie się przez całą noc spowodowało ten efekt. Dlatego na normalny egzamin postanowił przyjść wypoczęty. Tyle z jego zerówki. Po egzaminie chciał iść do domu i przespać swoją porażkę, która była co prawda mniej frustrująca niż przegrana z Grimmjowem, ale jednak wyprowadziła go z równowagi. Po drodze jednak spotkał kumpli z roku, którzy szli się napić. I ku jego nieszczęściu zgodził się na wypad z nimi. Myślał, że może to pomoże mu uspokoić nerwy i jakoś podniesie go na duchu, choć widok Orihime pewnie zadziałałby dużo lepiej, tylko że sam jej kazał nie przyjeżdżać.

Z pubu wyszedł późnym wieczorem, wstawiony o chwiejnych nogach. Razem z nim szła dziewczyna z roku, która marzyła o karierze chirurga i ogólnie była dosyć sympatyczna i rozważna. Może to uśpiło jego czujność. Na co dzień dziewczyna w ogóle nie robiła nic, co mogłoby uświadomić mu, że nie jest jej obojętny. Zresztą wszyscy wiedzieli, że ma dziewczynę i takie próby były bezcelowe.

Ale tamtego wieczoru dziewczyna zatrzymała się przed nim i powiedziała mu, że go kocha i, że zrobi dla niego wszystko. Nim zdążył w jakikolwiek zareagować, przyciągnęła go do siebie, by go pocałować. Przez kaca całe wydarzenie dotarło do jego umysłu dużo wolniej, jednak gdy wreszcie zrozumiał, co się dzieje, odepchnął ją od siebie i ostrym tonem uświadomił jej, że się na niej zawiódł i nie ma zamiaru porzucać swojej dziewczyny dla niej.

Gdy wracał do domu postanowił sobie, że zapomni o całej sprawie i nigdy już nie wróci do tematu niechcianego pocałunku, który z każdym krokiem wydawał się coraz bardziej obrzydliwy.

Ten dzień definitywnie nie należał do niego.

W mieszkaniu zobaczył pudełko z czekoladkami i liścik od Orihime. Czekała na niego prawie cały dzień, gdy on się upijał z kolegami. Opadając na łóżko poczuł, że jest jeszcze ciepłe, co oznaczało, że jeszcze niedawno tu była.

Próbował się do niej dodzwonić, ale wyłączyła komórkę.

I tu poczuł jak żołądek mu skacze ze strachu.

Co jeśli widziała?

Znał ją na tyle, że wiedział, że nie podbiegłaby do niego, by zrobić scenę, jakby to zrobiła każda inna dziewczyna, tylko z płaczem, wróciłaby do domu podważając sens ich związku.

Przeczesał ręką włosy czując się wyczerpany tym wszystkim. Kochał ją. I ostatnią rzeczą jaką chciał zrobić, to skrzywdzić ją w taki sposób.

W takich chwilach zawsze żałował, że próbował się trzymać od niej z daleka. Gdyby od razu pokazał jej ile dla niego znaczy, nie czułaby się tak niepewnie.

Wreszcie wszystko to ona początkowała, ona pokazała mu, że chce być dotykana. Ona go pocałowała. Była nawet gotowa uprawiać z nim seks, by mu udowodnić jak ważny jest dla niej! A on? Po pijanemu daje się całować pierwszej lepszej kobiecie.

Zaklął pod nosem, próbując zasnąć. Musi to jakoś naprawić. Tylko, że nie wiedział jak. Związki to nie była jego mocna strona. Nawet nie miał do kogo się zwrócić o radę.

Walentynki nie mogły się skończyć gorzej.

O świcie obudził go telefon. Przez chwilę łudził się, że dzwoni Orihime, by wyjaśnić całe zajście. Jednak w słuchawce usłyszał spanikowany męski głos. Głos, który znał za dobrze.

-Orihime-chan zniknęła! Jej rzeczy też znikły! Co się stało, Ichigo?!- Isshin darł się mu do ucha, wyraźnie zaniepokojony. Ichigo rzadko widział go w roli poważnego ojca.

-Jak to zniknęła?- Wychrypał z trudem, zaciskając lewą dłoń na klatce piersiowej. Zaczynał mieć atak hiperwentylacji, co nie ułatwiało mu rozumienie słów ojca.

-Nie ma jej! Chciałem sprawdzić czy wróciła bezpiecznie z Tokio, ale nie zastałem jej w twoim pokoju, ani jej rzeczy! Jej apartament też jest pusty.

-Jak to jest pusty?!

-No pusty… Przecież mamy zapasowy klucz. Jego nie zabrała, to otworzyłem i sprawdziłem czy nie wróciła przypadkiem do siebie, ale poza jej rzeczami nikogo nie znalazłem. Ichigo, co się stało?

Wzrokiem szukał papierowej torby, czuł się słabo i był bliski płaczu. Musiał jednak zadać to pytanie. Musiał wiedzieć czy kompletnie zerwała więzi.

-Tato… Czy w moim pokoju leży gdzieś bransoletka?

-Tak, na biurku.

Komórka wypadła mu z ręki, a on sam opadł z powrotem na poduszkę łkając spazmatycznie. Jak to mogło się tak skończyć? Słyszał nawoływania swojego ojca, który żądał odpowiedzi na to, co się takiego stało, że jego przyszła córka zniknęła bez słowa z ich domu, a on nie miał jak mu odpowiedzieć, że zranił ją tak bardzo, że uciekła z miasta, by nie musieć na niego patrzeć.

Nie wiedział ile tak leżał, nie miał siły wstać, jeść, czy robić cokolwiek. Mógł dzisiaj sobie odpocząć, bo nie musiał iść na zajęcia. Tak naprawdę nic już nie miało sensu. Nie miał już nawet czym płakać.

Poczuł jak ktoś przykłada mu rękę do czoła badając temperaturę. Jęknął zachrypnięty, otwierając powoli oczy. Sądził, że może jego ojciec przyjechał zmartwiony jego nagłym zniknięciem z linii, ale gdy zobaczył, kto się nad nim pochyla, nie mógł inaczej zareagować jak przyciągnąć ją do siebie płacząc dziko, rzucając przeprosiny.

-Spokojnie, Ichi, jestem tu…- Powiedziała cicho, obejmując go.

.

.

.

Jego ojciec wraz z siostrami pojechali do dalekiej rodziny uczcić nowy rok. Ichigo z Orihime mieli jechać z nimi, ponieważ nikt nie widział przeciwwskazań, by dziewczyna poznała innych członków rodziny, choćby tych dalszych, ale ona odmówiła, nie czując się gotowa na taki krok.

Dlatego z wielką ulgą został z nią, nie chcąc zostawić jej samej. Chodziło mu też o to, że nie przepadał za bardzo za ich dalszą rodziną i nie miał ochoty znosić komentarzy jego kuzynostwa. Oboje wysłuchali tyrady na temat czego nie powinni robić pod nieobecność dorosłego, choć Isshin ukradkiem pokazał synowi, gdzie są prezerwatywy, za co oberwał w twarz. Ichigo nie mógł zrozumieć jak jego ojciec może go namawiać do takich rzeczy, skoro dopiero zaczął edukację na uniwersytecie. Czasami nawet zastanawiał się, co widziała jego matka w ojcu, skoro jedyne co robi, to gada głupoty.

Wieczorem oboje usiedli na sofie z miską popcornu między nimi i napojami na stoliku. Ichigo mógł obejrzeć cokolwiek, nawet kabarety, które uwielbia Orihime, ale ona postanowiła obejrzeć coś z Al Pacino.

-Lubisz go?- Spytał podejrzliwie wyciągając z segregatora płytę z filmem.

-Uważam go za dobrego aktora, ale za dużo filmów z nim nie widziałam, a to dobry moment, by nadrobić braki.- Uśmiechnęła łagodnie, sięgając po szklankę z napojem.

-Orihime, nie musimy oglądać jego filmów. To, że to mój ulubiony aktor nie znaczy, że musisz męczyć się oglądając filmy, które lubię.

-Ale, Ichi… Ja chcę je obejrzeć. Powiedziałam ci, że oglądałam jego filmy i chętnie obejrzę więcej. Wiem, że głównie oglądam komedie i sci-fi, ale kino gangsterskie i kino akcji ogólnie mi nie przeszkadza. Dopóki to nie będzie horror, to raczej obejrzę wszystko.

-Jesteś pewna, że chcesz oglądać takie kino akurat teraz?

-Ichi!- Trzepnęła go w ramię, popędzając go do nośnika DVD.

-Rozumiem, choć nie musiałaś tak mocno bić..- Mruknął urażony pod nosem, wkładając płytę.

Usiadł obok niej, stawiając popcorn na jej kolanach. Objął ją, opierając policzek o jej głowę. Orihime zaś wtulona w niego, oglądała film z widoczną ekscytacją. Zapomniała nawet po pewnym czasie o misce popcornu, którą zabrał jej Ichigo bojąc się, że wysypie zawartość pod nagłymi ruchami.

Znam cię od wielu lat, ale o pomoc prosisz po raz pierwszy. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz zaprosiłeś mnie na kawę. A moja żona trzymała do chrztu twe dziecko. Bądźmy szczerzy. Nie chciałeś mej przyjaźni. Bałeś się być moim dłużnikiem.

Zacisnęła dłoń na jego kolanie, spinając się pod wpływem akcji. Ichigo gładził ją po plecach, próbując ignorować jej uścisk. Znał ten film na pamięć i nadal robił na nim niezachwiane wrażenie. Może nawet nieświadomie przyjął sobie jego ideologię, by nie występować przeciwko swojej rodzinie. Potrząsnął głową, by pozbyć się widoku Soul Society jako mafii.

- Biedny Sonny…- Wychlipała cicho wtulając się w niego.

-Nie martw się, to tylko film.

-Ale, Ichigo… Don będzie smutny jak się dowie… Przecież to jego syn… To okropne. Rodzice nie powinni chować swoich dzieci… Nawet w filmie.

-Dlatego mówiłem, że powinniśmy obejrzeć coś mniej dramatycznego.

-NIE! To jest wspaniały film, tylko że smutny.

-Skoro tak uważasz. –Westchnął z rezygnacją, przymykając oczy.

-Ichi… Gdybyś nie był lekarzem, to kim byś chciał być?

-Hm?- Spojrzał na nią zmieszany, nie rozumiejąc jaki związek ma film do jego propozycji zawodowych. –Um… Skąd takie pytanie?

-Wiesz, Ichi… Chciałabym mieć pięć żyć… Wtedy mogłabym spełnić się w każdym zawodzie… Sama nie wiem, skąd mi się to przypomniało, o mojej wizycie u ciebie przed odejściem do Hueco Mundo.

Opadł na sofę, pociągając ją za sobą, tak że leżała na nim. Jęknęła pod wpływem nagłego ruchu, ale nie wyrwała się, przymknęła tylko oczy rozkoszując się ich bliskością.

Rozmawiali na temat tego, co się wydarzyło przed jej zniknięciem. Wiedział o jej wyznaniu. Nieraz żałował, że był wtedy nieprzytomny, że nie zdołał jej zatrzymać przed odejściem, albo przynajmniej upewnić, że ją uratuje. Innym powodem była ciekawość czy gdyby usłyszał wtedy jej wyznanie, zareagowałby inaczej niż wtedy nad rzeką? Co by postanowił wiedząc o jej uczuciach?

-Hmm, kim chciałbym być poza lekarzem? Policjantem, dziennikarzem, pisarzem, fizykiem…

-Fizykiem?- Podniosła zdumiona głowę, nie umiejąc sobie go wyobrazić jako profesora.

-Nie sądzisz, że byłbym dużo lepszym fizykiem od Sheldona?

Zamrugała powiekami, analizując jego wypowiedź. Parsknęła śmiechem na samą myśl o nim mówiącym „bazinga", czy walczącym o „swoje miejsce". To ona rozpoczęła oglądanie Teorii Wielkiego Podrywu z nudów, nie mając nic więcej do roboty, gdy nie było Ichigo. Tak jej się spodobał, że pokazała mu kilka odcinków i teraz oboje go oglądali śmiejąc się z przygód naukowców.

-Myślę, że bardziej byś pasował na Leonarda.

-Hm? Dlaczego?

Zanim uzyskał odpowiedź poczuł jej wargi na swoich, powodując przebieg dreszczy wzdłuż jego ciała. Jęknął, gdy pogłębiła pocałunek. Jego dłonie zatrzymały się na jej pośladkach zaciskając je. Oderwała się od niego mrucząc cicho jego imię. Zagryzł dolną wargę, czując że jeśli zaraz czegoś nie zrobi, to posunie się o wiele za daleko w ich relacji. A jej usta muskające jego szyję nie pomagały. Usilnie próbował zachować jasność umysłu.

Nim jednak posunęli się dalej w ich pieszczotach zadzwonił telefon, wyrywając ich z transu.

.

.

.

Do końca sesji nie rozmawiał z nikim z roku. Nie miał ochoty na wspominanie walentynek czy znoszenie spojrzeń pełnych bólu. Tak naprawdę był wkurzony na kolegów, którzy ciągle dolewali kolejne litry alkoholu, na koleżanki, które z jakiegoś powodu go lubiły. A przecież swego czasu żadna dziewczyna go nie lubiła! Chciał wrócić do tamtych czasów, ale nawet nie pamiętał czym dokładnie zrażał do siebie innych. Gdy tylko dostał ostatni wpis, wziął swoją torbę i wsiadł do pociągu.

Pamiętał dotyk Orihime, jej uspakajający głos. Była przy nim dopóki się nie uspokoił i po prostu nie zasnął. Gdy się obudził, jej już nie było. Czekała go rozmowa z nią. Musiał jej wyjaśnić co się stało. Nie wiedział tylko czy będzie chciała go słuchać. Nie mógł mieć jej tego za złe. Uległ namowom kumpli i teraz musiał zapłacić za to.

Wysiadł z pociągu, rozglądając się po peronie. Nie wiedział kogo szukał, skoro większość jego znajomych była poza miastem, albo nawet państwem. Zagryzł wargę schodząc powoli po schodach, próbował wymyślić plan. Dobry plan, który umożliwi mu porozmawianie z Orihime. Nie chciał jej stracić.

Czuł jak łzy ponownie napływają mu do oczu. Wytarł twarz wierzchem dłoni, nie rozumiejąc co się z nim dzieje. Od kiedy stał się taki słaby? Przymknął oczy, próbując się uspokoić. Nie myśleć o najgorszym scenariuszu.

-Ichigo?- Delikatne dłonie złapały jego, zmuszając go do spojrzenia na nią.

-Orihime?- Wykrztusił zaskoczony, przytulając ją natychmiastowo do siebie.

Jęknęła pod wpływem nagłego kontaktu. Przez chwilę stała sztywno, poddając się jego dotykowi, westchnęła ciężko, obejmując go nieśmiało. Sama nie wiedziała, co robi na dworcu.

-Myślałem, że nie będziesz chciała mnie widzieć…- Szeptał spanikowany, ściskając ją jeszcze mocniej.

-Też tak myślałam… Że dam sobie radę bez Ichigo, że tak będzie lepiej… Ale wiesz, że nigdy mi to nie wychodzi. Nieważne jak bardzo chcę uciec od ciebie, zawsze wracam… Nie potrafię żyć bez Ichigo… Nawet jeśli mnie nie kochasz… Chcę być chociaż twoją przyjaciółką, nie chcę zniknąć z twojego życia…- Nie zauważyła kiedy sama zaczęła płakać, wtulając się w niego.

-Nie chcę być twoim przyjacielem… Nienawidzę być twoim przyjacielem. Przepraszam Orihime, już nigdy nie będę tyle pił. Kocham tylko ciebie.

-Nie kłam, Ichigo… Przecież widziałam…

-Widziałaś jak Sakura całowała mnie, zaraz po tym jak wyznała mi, że nie jestem jej obojętny. Gdybym nie był pijany, nie pozwoliłbym na to… Ale miałem spóźnione reakcje… Orihime, proszę daj nam szansę.

Nie odpowiedziała mu. Stała wtulona w niego, z przymkniętymi oczami, z których nie ciekły już łzy. Była zmęczona, od kilku dni w ogóle nie spała przeżywając ich relacje. Nie sądziła, że widok Ichigo z inną dziewczyną spowoduje tyle bólu.

-Orihime…- Szepnął odsuwając się od niej.

Nadal miała przymknięte oczy, a jej głowa zawisła delikatnie w dół. Jej głęboki oddech znaczył tylko tyle, że zasnęła będąc w jego ramionach. Uśmiechnął się pod nosem ciesząc się, że nadal ma na nią taki wpływ. Zawsze miała tendencję do zasypiania w jego ramionach.

Po krótkiej batalii udało mu się ją wziąć na barana i ruszył powoli w stronę domu, czując jak jej oddech drażni jego odsłoniętą skórę. Za kilka dni będzie biały dzień, do tego czasu musi ją upewnić o szczerości swoich uczuć.

Leżał obok niej wpatrując się w jej delikatny uśmiech. Chociaż podczas snu uśmiechała się do niego, dając mu nadzieję, że gdy się obudzi, uda mu się wyrazić to, co naprawdę czuje. Wiedział, że nie jest dobry w słowach, że czegoś nie powie, albo powie tak, że nie można załapać sensu. Za długo ukrywał swoje uczucia, że nie wiedział jak je wyrażać, by inni go zrozumieli.

Jej powieki zadrgały, a jej ciało automatycznie przysunęło się do niego, jakby próbując się ogrzać. Przytulił ją do siebie, całując ją w czoło. Zajęczała pod nagłym gestem, otwierając powoli oczy. Przez moment nie mówiła nic, jakby próbując się dobudzić. Dopiero po chwili podniosła głowę na tyle, by móc spojrzeć w jego oczy.

-Zasnęłam?

-Um… Na stacji…- Odpowiedział cicho, bawiąc się jej włosami.

-Och…

-Nic nie powiesz?

-Hm? A co mam mówić?- Zmieszana zmarszczyła brwi, dotykając opuszkami palców jego policzków.

-Że mnie nienawidzisz czy coś…

Zaśmiała się cicho, przyciągając się bliżej jego twarzy. Nieważne ile by jej bólu zadał, ona nie potrafiłaby go znienawidzić. Nigdy.

Nieśmiało musnęła jego usta, rumieniąc się momentalnie. Uśmiechnął się, czując jak coś zsuwa się z jego serca, pozwalając mu na nowo wykonywać zdwojoną pracę. Jakim cudem jeszcze nie wyskoczyło z jego klatki piersiowej, to nie miał pojęcia. W dodatku żołądek wydawał się zapełniony czymś dziwnym, co niektórzy by nazwali „motylkami".

-Kurwa…- Jęknął, wpijając się w jej usta.

Tęsknił. Tak bardzo za nią tęsknił. Nie wiedział jakim cudem udało mu się przez prawie 3 lata trzymać na wodzy. Jakim cudem nie rzucił się na nią w momencie, kiedy zrozumiał, że nie jest mu obojętna? Naprawdę był ślepy i głupi. Tym razem jednak nie pozwoli jej odejść. Już nigdy.

Oderwał się od niej słysząc jak mruczy jego imię, dysząc ciężko. Zwycięski uśmiech pokrył jego zarumienioną twarz. Tak. Kochał ten widok, gdy spoglądała na niego z pół przymkniętych powiek, nie mogąc wyraźnie znaleźć słów. A on? Oblizał wargi, wpijając się w jej odsłonięte ramię.

Oplotła ręce wokół jego szyi przyciągając go bardziej do siebie.

Odsuwając się od niej na nieznaczną odległość podziwiał swoją pierwszą w życiu malinkę.

And I'm gonna hide, hide, hide my wings tonight.