Nie wierzyła w to, co słyszała. Spoglądała na jego plecy i miała ochotę krzyczeć, choćby za niego. Dlaczego tak łatwo się poddał? Tyle zrobił dla nich, tyle wycierpiał, a w nagrodę dostaje „normalność"? Na to było już przecież za późno!

Płakała widząc jak jego moce zostają mu odebrane, jak jego reiatsu minimalizuje się z każdą chwilą. W ostatniej nadziei spojrzała na Rukię, która stała za swoim kapitanem z nieobecnym wyrazem twarzy. Nic jednak nie zrobiła, by to powstrzymać.

Tamtego dnia Ichigo Kurosaki stracił swoje moce. Nie mógł już walczyć, nie mógł już nikogo ochraniać, tak jak tego pragnął. Zostawili mu tylko zdolność widzenia. Nie pytał o powód. Po prostu, gdy proces się zakończył, stracił przytomność i nigdy już nie wracał do tego tematu. Ona jednak nie potrafiła tego tak zostawić. Chciała wiedzieć dlaczego tak postąpiono, więc pierwszy raz w życiu przycisnęła Rukię. Zażądała odpowiedzi, którą on powinien otrzymać.

Pierwszy raz w życiu uderzyła Rukię.

Odwróciła się na pięcie i pobiegła do reszty, poprzysięgając, że już nigdy nie użyje swoich mocy. Skoro on nie może walczyć, ona też nie zamierzała tego robić. Nie nosiła swoich spinek, schowała je do pudełka i postawiła za zdjęciem swojego brata.

Jak mogli mu zostawić moce tylko po to, by mu je zwrócić, gdy Soul Society znowu będzie w potrzebie? Jak mogli postępować tak z jego życiem? Ichigo nie był przedmiotem, nie był zabawką, którą można było się bawić!

Nie rozumiała, dlaczego Rukia się na to zgodziła, czemu nie walczyła o dobro swojego przyjaciela? Nie miały jednak kiedy sobie tego wyjaśnić. Rukia rzadko schodziła do świata żywych, a jak już była, to unikała kontaktów z ich grupą.

Z czasem zaczęła się obwiniać, że za ostro zareagowała, że powinna być bardziej wyrozumiała. Chciała przeprosić Rukię za swoje zachowanie, ale nie miała takiej możliwości. Raz poprosiła Renjiego, by przeprosił za nią Rukię. Zgodził się to zrobić dla niej. I Rukia znowu zaczęła wchodzić w interakcje z innymi. Tylko nie z nią. I Orihime nie rozumiała powodu tego.

Jednego dnia, gdy miała dyżur i sprzątała klasę, zobaczyła Ichigo w drzwiach. Był dziwnie poważny i peszył ją intensywnością swojego wzroku. Nie wiedziała, co mu chodzi po głowie, ale czuła, że to nic dobrego.

Jej strach okazał się bezcelowy. Jedyną rzeczą jaką usłyszała, to jego uwaga, że powinna wrócić do noszenia swoich spinek, że jej brat na pewno jest smutny ze świadomością, że tak łatwo je odtrąciła. Spuściła głowę, nie chcąc, by widział jej łzy. Nie rozumiała, dlaczego nadal się martwi o nią w takim stopniu.

Właśnie tego dnia postanowiła, że powinna go puścić. Nie pozwolić, by tonął w beznadziei przez nią. Tego dnia chciała zakończyć ich przyjaźń, nie widząc dla nich jasnej przyszłości. On zasługiwał na kogoś lepszego. Zawsze to wiedziała, ale była zbyt egoistyczna, by puścić.

Była mu wdzięczna za ratunek, przyjaźń, za to, że ją zmienił. Dał jej 'rodzinę'.

Kochała go.

I nie potrafiła bez niego żyć. Nawet jeśli ta miłość miałaby ją zabić.

Ale przecież nikt nie powiedział, że życie nie może mieć także jaśniejszych barw. Przed nimi jeszcze długa droga do zrozumienia i pełnego zaufania. Jeszcze niejedno przeżyją i nieraz będą na skraju życia osobno, ale tak naprawdę było już za późno, by się wycofać. Od samego początku było za późno.

Od dnia, w którym straciła swojego brata, jej życie było prostą do destrukcji.

A ona z uśmiechem tą destrukcję przytuliła. Bo dla niej nie ma nic cenniejszego od niego. I tak już będzie zawsze. Pięć żyć? Byłoby wystarczająco, ale zarazem za mało, by naprawdę nauczyć się go kochać.

Miłość nie zna czasu. Dlatego nigdy nie jest na nią za późno, ale jest też na nią zawsze niewystarczająco czasu.

.

.

.

Siedziała nad rzeką rzucając kamyczki do wody. Spoglądała na rozchodzące się pierścienie z uczuciem nostalgii. To miejsce było dla niej wyjątkowe. Tutaj wyznała mu swoje uczucia. Pamiętała ciągle ten dzień i swoją rozpacz. Tak samo jak pamiętała swój niepokój związany z ich relacjami. Była zazdrosna o Rukię. Od samego początku wiedziała jak ważna jest dla niego, ale nie chciała mu jej zastąpić. Po prostu sama czuła się słaba i bezużyteczna. Zawsze miała ten zły nawyk porównywania się do kogoś i zawsze jej ocena leciała o kilka poziomów niżej. Nie wiedziała czy się zmieniła, czy jednak nadal jest zagubiona. Prawdopodobnie wciąż gdzieś w sobie ma tą złą cechę.

Ufała Ichigo. I gdyby nie to, że wątpiła w samą siebie, pewnie by czekała na wyjaśnienia i zapomniała o sprawie. Tylko, że ona wie, że poza jej wyglądem nie ma nic do zaproponowania. A miłość to nie samo pożądanie, to także rozmowy i nić porozumienia. Jedność nie tylko cielesna, ale także duchowa. Gdy się człowiek starzeje i popęd seksualny spada, co ma robić z partnerem? Bała się starości, bała się tego, że będzie beznadziejną matką. Co jeśli będzie równie okropna jak jej własna?

Poczuła jak ją obejmuje od tyłu, kryjąc ją w swoich ramionach. Jego zapach zawładnął jej nozdrzami, relaksując natychmiastowo spięte mięśnie. Nie wiedziała czy postąpiła dobrze wracając do niego, ale nie kłamała wtedy. Naprawdę nie potrafiła bez niego żyć.

-Co robisz?

-Wspominam dawne czasy.- Odpowiedziała cicho, przymykając oczy. Kamyczki zapomniane już uderzyły o ziemię, nie zwracając na siebie niczyjej uwagi.

-Jak dawne?- Zapytał zaintrygowany, drażniąc jej szyję swoim oddechem.

-Ostatniej klasy liceum.

-A co konkretnie?

-Twoje urodziny…

Uśmiechnął się pod nosem, muskając czule jej skórę. Westchnęła, nie mając siły walczyć z nim. Była zbyt zmęczona bieganiem po Tokio i dopełnianiem formalności związanych ze studiami. Cieszyła się, że wreszcie wie, co chce robić, że będzie blisko Ichigo, ale sam wysiłek nie był tego warty, dopiero co wrócili i jedyne o czym marzyła, to o łóżku i długim śnie. Nigdy nie należała do osób, które lubią obnosić się ze swoimi uczuciami, mogła trzymać go za rękę, ale wszystko inne szło jej z oporem. Wolała ich miłość zatrzymać w czterech ścianach.

-Ichigo…- Wymamrotała zaspana, wtulając się w niego mocniej.

-Oj… Nie zasypiaj mi tu teraz. – Odpowiedział spanikowany, odrywając się od niej.

-Ale jest mi tak dobrze…

-Wiem, że lubisz traktować mnie jak własną poduszkę, ale jeśli zaśniesz, będę musiał cię nieść w ramionach do domu… Bo nie mam zamiaru tu spędzić nocy.

Zagryzła dolną wargę, zdając sobie sprawę, że kompletnie jej to nie odpowiada. Już wystarczająco musiała słuchać po ich ostatnim przemarszu, gdy zasnęła na dworcu. Wstała z ledwością, zakrywając usta, by ziewnąć. Ichigo pogładził ją po głowie, spoglądając na nią z niepokojem.

-Dasz radę iść sama?

Przytaknęła, ruszając powoli w stronę domu. Ichigo szedł za nią w ciszy, bijąc się z własnymi myślami. Gdy po raz kolejny musiał ją ratować przed upadkiem, chwycił za jej rękę wyrównując z nią krok. Uśmiechnęła się do niego przepraszająco, zmuszając się do stawiania dalszych kroków.

-Może powinnaś znowu z nami zamieszkać?

-Już o tym rozmawialiśmy… Nie chcę żerować na dobroci twojej rodziny.

-Bez przesady, mieszkałaś z nimi nawet niepełny rok i wbrew temu co myślisz, naprawdę przywykli do twojej obecności. No i ojciec ciągle płacze, że na pewno zerwaliśmy…

Zatrzymała się, opierając się o mur jakieś rezydencji. Przychyliła głowę, wpatrując się w niego intensywnie. Ichigo podreptał w miejscu, czując się coraz mniejszy pod wpływem jej wzroku.

-A czy to nie tak, że to ty czujesz się samotny?

Jego policzki pokryły się rumieńcem, a wzrok przeniósł gdzieś w bok, nie wiedząc co dokładnie ma ze sobą zrobić. Orihime uśmiechnęła się na ten widok, przytulając się do niego. Przywykła do jego problemów z wyrażaniem siebie i swoich uczuć, ale to jej wystarczyło, by zrozumieć, że to on najbardziej tęskni za jej ciepłem.

-Niech ci będzie. Wrócę do mieszkania z wami.

-Naprawdę? To świetnie, ojciec i Yuzu na pewno się ucieszą. – Powiedział z ukrywaną ekscytacją, obejmując ją.

-Tak, tak, ale wiem, kto bardziej się cieszy.- Wymruczała, czując jak nogi same jej się zaginają pod wpływem zmęczenia.

-Oj, Orihime! Doprawdy, nie powinienem cię przytulać jak jesteś w takim stanie. – Westchnął z rezygnacją, biorąc ją na ręce.

Spodziewał się, że ocknie się i zażąda, by ją puścił na ziemię, ale zamiast tego, oplotła ręce wokół jego szyi, przytulając się mocniej. Uśmiechnął się na ten widok, całując ją czule.

-Orihime?

-Hmm?

-Gdy skończymy studia, zamieszkajmy u ciebie, sami.

Nie odpowiedziała mu. Wtuliła się jedynie mocniej w niego, drażniąc go swoim oddechem. Nie wiedział czy dotarł do niej jego ostatni komunikat, ale specjalnie mu na tym nie zależało. Zawsze mógł to powtórzyć innym razem. Na szczęście mają czas na to.

.

.

.

Nie miała ochoty ruszyć się z łóżka, choćby nawet do łazienki. Obok niej leżał Ichigo, który jeździł ręką wzdłuż jej kręgosłupa, powodując przebieg dreszczy. Słyszeli harmider na dole, stukanie naczyń o blat, ale żadnemu z nich nie przyszło do głowy, by wstać i ubrać się do śniadania. Za dobrze im było w tej pozycji.

-Myślisz, że twój ojciec nie przyjdzie cię obudzić?- Powiedziała cicho, nie otwierając nawet oczu.

-Nie robi tego od dłuższego czasu. Pewnie gdybym spał sam, to by przyszedł mnie obudzić.- Odparł znużony.

-Czyli będziemy mogli leżeć tu cały dzień?

-Raczej nie… Yuzu będzie się dobijać.- Uśmiechnął się pod nosem, przyciągając ją bliżej siebie.

-To co będziemy robić?

- Nie wiem… A na co masz ochotę?

-Na nic… Mogłabym tu leżeć i nic nie robić.

Zaśmiał się cicho, całując ją w czubek głowy. Powoli jego zmysły budziły się ze snu, w tym także żołądek. Nigdy jakoś specjalnie nie należał do smakoszy, więc nie można go było zobaczyć na opychaniu się jedzeniem, ale ostatnio robił się częściej głodny.

-To może chodźmy do wesołego miasteczka?

Podniosła głowę, wpatrując się w niego zaspanym wzrokiem. Musiał przyznać, że wyglądała słodko, mając czerwony policzek od leżenia na jednaj stronie zbyt długo, włosy miała w nieładzie i grubsze pasma wychodziły z jej warkoczy. Zagryzł dolną wargę, próbując zwalczyć w sobie ochotę na wytarmoszenie jej.

-Hachi…- Szepnął cicho, wpatrując się w nią intensywnie.

-Hachi? Co z Hachim? – Wymamrotała z niezrozumieniem, wtulając się w niego.

- Z nim nic. Po prostu przypominasz mi Hachiko.

-Psa?

-Um…

- Dlaczego?

-Dlaczego? Bo tak jak Hachi jesteś lojalna, zawsze na mnie czekasz, potrafisz wyczuć mój stan, no i jak jesteś podekscytowana, to łatwo idzie sobie wyobrazić ciebie z merdającym ogonem, albo jak masz na coś ochotę, to robisz psie oczy. Jesteś takim słodkim Hachim. – Objął ją mocniej, zabierając jej przy okazji dostęp do tlenu.

-Onii-chan! Śniadanie!- Yuzu weszła do pokoju podenerwowana, spoglądając z szokiem na swojego brata. – Onii-chan, co robisz?

-Przytulam Orihime…- Odpowiedział spokojnie, odsuwając od siebie zaczerwienioną dziewczynę.

-Śniadanie…

-Słyszałem. Zaraz zejdziemy.

-Och, no dobrze. Tylko nie zabij Orihime-chan. – Zaczerwieniona wycofała się z pokoju, zamykając za sobą drzwi.

-Jesteś okropny, biedna Yuzu! – Orihime trzepnęła go w ramię wstając z łóżka.- Prawie mnie udusiłeś, co ci strzeliło do głowy?

Uśmiechnął się, sięgając po jej rękę. Przyciągnął ją do siebie kradnąc jej całusa. Zaśmiał się widząc u niej zaczerwienione policzki.

-Kocham cię, Hachi.

-Nie jestem Hachi…- Jęknęła zawstydzona biorąc swoje ubranie.- Naprawdę będziesz mnie teraz tak nazywać?

- Nie lubisz tego? Pasuje do ciebie.

-Mou… Ale ja nie jestem psem!

Cmoknął ją w policzek wychodząc z pokoju. Patrzyła za nim zrozpaczona, nie wiedząc co powinna ubrać na ich wypad do wesołego miasteczka. W dodatku dostała nowe imię, nie wiedziała tylko, czy jej serce tak szybko bije, bo jej się to nie podoba, czy właśnie jest na odwrót? Czy to jednak jej wina, że okazuje wszelkie emocje?

-Przynajmniej nie jestem jakimś robakiem…- Westchnęła ciężko, decydując się wreszcie na jakieś ubranie..

Zatrzymali się przed wejściem do parku, spoglądając z niedowierzaniem na sposób w jaki można było się do niego dostać. Przełknęła ślinę, czerwieniąc się po końce uszu.

-Może powinniśmy sobie dzisiaj odpuścić?- Wyjąkała speszona, spoglądając na jego zmieszaną twarz.

- Nie. Dzisiaj idziemy do parku rozrywki i to nas nie powstrzyma.- Odparł twardo ciągnąc ją do wejścia.

-Ale, Ichigo… Ja nie chcę się tak całować przed publicznością…

-To tylko krótki cmok. Nie umrzesz od tego, Hachi.

Orihime czuła się niepewnie stojąc przed dziewczyną w stroju anioła, która wyczekiwała aż wykonają zadanie. Spojrzała błagalnie na Ichigo, który wręczył dziewczynie bilet i nie zważając na jej nieme protesty pocałował ją czule. Pociągnął ich do środka, uśmiechając się pod nosem.

-Widzisz? Nie było tak źle.

-Mou… Chyba jednak wolałam zamkniętego w sobie Ichigo.- Wymruczała zawstydzona, chowając się za nim przed wzrokiem ludzi.

-Hachi… Oni się nie patrzą na ciebie, już prędzej na mnie. – Odwrócił się do niej, trzymając ją za ramiona, by mu nie uciekła.- I co to miało znaczyć, że wolałaś zamkniętego w sobie Ichigo?

-Dlaczego mieliby się patrzeć na ciebie? – Przekrzywiła pytająco głową, powodując u niego parsknięcie.- Z czego się śmiejesz? Co ja zrobiłam?

-Nic, Hachi, kompletnie nic.- Poczochrał ją po głowie, ciągnąc w stronę najbliższej atrakcji.

Westchnęła nie rozumiejąc, co dzisiaj strzeliło jej chłopakowi do głowy. Nie mogła jednak zaprzeczyć, że podobał się jej nowy Ichigo, otwarty i wesoły. To nie był humor, który widziała u niego w czasie walk. Było w tym coś ciepłego, co powodowało, że nie potrafiła się na niego gniewać.

Zdyszana spoglądała na niego z wyrzutem, próbując opanować oddech. Serce biło jej tak szybko, że nie wiedziała, czy jeszcze żyje. Ichigo za to stał obok niej, śmiejąc się pod nosem. On w porównaniu do niej, świetnie się bawił na rollercosterze, w dodatku miał ubaw z jej wrzasków.

-To nie jest śmieszne, Ichigo… Myślałam, że wypadnę z tego wagonika…- Jęknęła zrozpaczona, siadając na pobliskiej ławce.

-Nie wypadłabyś. Po to są te zabezpieczenia. Zresztą złapałbym cię jakby co. – Odpowiedział spokojnie, siadając obok niej.- To teraz ty wybierz atrakcję.

-Po całym dniu dajesz mi wreszcie wybrać? Chodźmy na diabelski młyn!- Odparła podekscytowana, przytulając się do niego.

-Huh? Już się nie wstydzisz publicznych czułości?

-Ha? – Zaczerwieniona odsunęła się od niego.- To nie tak! To.. to był… to było zwykłe… zwykłe tulenie się.. nic wielkiego, nie?- Dukała speszona, rozglądając się na boki.

-Spokojnie, Hachi, nikt na nas nie patrzy.- Chwycił jej podbródek stabilizując jej ruchy, nim jednak zdążyła zareagować na jego dotyk, on pocałował ją.

-Ichi…- Wymamrotała z trudem łapiąc oddech.

-Chodź, idziemy na diabelski młyn.

Złapał ją za rękę i pociągnął za sobą, nie dając jej chwili na przeanalizowanie tego, co się z nią działo. Wiedział, że jeśli jej zawstydzenie przejmie jej umysł, to ucieknie z parku z płaczem. Aż trudno mu czasem było uwierzyć, że to ona pierwsza go pocałowała.

Usiedli w wagoniku spoglądając na oddalający się powoli krajobraz miasta. Orihime uśmiechała się szeroko, nie wiedząc gdzie powinna patrzeć, skoro wszystko było takie niezwykłe. Ichigo zaś przyglądał się jej kątem oka, udając podziw widząc coraz mniejszych ludzi.

-Pewnie dla ciebie to nic niezwykłego… Widziałeś taki widok setki razy walcząc z hollowami…- Powiedziała raptownie, siadając obok niego.

-Nie skupiałem się wtedy na widoku, robiłem co do mnie należało…

-Kłamczuch, nawet jak się specjalnie nie skupiałeś, to nie szło tego nie zauważyć.- Przytuliła się do niego, spoglądając na oddalające się wesołe miasteczko.

-No dobra, masz mnie.

Uśmiechnęła się pod nosem, przymykając oczy.- Ichi… nadal nie lubisz swoich włosów?

-Hm? Skąd ci przyszło do głowy, że ich nie lubię?

-Bo zawsze irytowałeś się, gdy ktoś zwracał na nie uwagę. Czasem miałam wrażenie, że wolałbyś mieć czarne włosy…

-Pewnie miałem taki okres, ale teraz są mi obojętne. Nie będę się specjalnie farbował, by dogodzić innym.

- Ja bardzo kocham twoje włosy.

-Ha? Moje włosy? A co z resztą?

-Oj no, też kocham, ale włosy najbardziej. Są jak słońce, które wskazywało drogę.

-Wskazywało drogę? A co już nie wskazuję?- Przytulił ją do siebie, zmuszając, by usiadła mu na kolanach.

-Wskazujesz, ale już nie spoglądam na twoje plecy, więc odbiór jest inny, ale nadal kojarzą mi się ze słońcem.

Uśmiechnął się jedynie na ten komentarz, przyciągając jej twarz do swojej, by móc ją pocałować. Był chory. Uzależniony za bardzo od niej, ale nie zamierzał z tym walczyć. To jest taka słodka choroba.

.

.

.

-Masaki! Nasz syn się oświadczył! Będę miał śliczną córkę! Możesz być z niego dumna!– Isshin płacząc tulił się do plakatu zmarłej żony.

Orihime zaczerwieniona stała obok Ichigo spoglądając na swoje stopy. Cała ta sytuacja ją zawstydziła. Wiedziała, że ojciec Ichigo jest specyficzny i często ma wybuchy czułości względem plakatu, ale tego się jednak nie spodziewała. Ichigo ściskał jej rękę, by ją jakoś wesprzeć, a może by samemu nie rzucić się na swojego ojca, by przestał dramatyzować. Teraz zaczynała rozumieć, dlaczego odkładał powiadomienie go o ich zaręczynach.

-Onii-chan, jesteś za młody na to! – Yuzu stanęła przed nimi bliska płaczu.

-Yuzu… Dla ciebie zawsze będę za młody na wszystko. To, że się zaręczamy nie oznacza, że zaraz zniknę… Zawsze będę twoim starszym bratem, po prostu nie będę tutaj mieszkać. – Poczochrał ją po głowie, uśmiechając się łagodnie.

-Naprawdę?- Wyjąkała wycierając oczy z łez.

-Naprawdę, masz moje słowo.

-Tak się cieszę, Onii-chan!- Wtuliła się w niego z taką siłą, że prawie się wywrócił.

-Czyli Ichi-nii jednak ma jaja…- Karin powiedziała chłodno, siedząc nadal na sofie. – Gratuluję, Orihime-chan, obyś tego nie żałowała.

-Nie będę.- Orihime uśmiechnęła się szeroko siadając obok niej.

-Skoro tak twierdzisz, choć nie myślałam, że nawet rok z nim wytrzymasz.

-Twój brat jest cudowny. Nie będę żałować niczego.

-Będziecie mieli pewnie gromadkę małych słodkich bobasków…- Rozmarzony Isshin złapał Orihime za ręce, będąc cały podekscytowany.

-G…Gro…Gromadkę?- Wyksztusiła z ledwością, blednąc.

-Oj! Co ty myślisz, że nie będziemy mieli normalnego życia?- Ichigo odsunął od siebie siostrę, podchodząc do sofy.

-Ale, Ichigo… Linia Kurosakich musi trwać…

-To nie znaczy, że musi być gromadka! Co ty myślisz, że jestem jakimś psem albo królikiem?

- Ależ skąd. Po prostu mając taką ładną żonę, ciężko będzie ci wyjść z sypialni.

Orihime czuła jak się rumieni i gdyby nie to, że Isshin ciągle trzymał jej dłonie, to dawno by skryła w nich twarz, nie będąc w stanie spojrzeć na nikogo. Ichigo westchnął ciężko, nie mogąc znaleźć argumentu przeciwko słowom swojego ojca. Mimo wszystko nawet teraz bywały dni, w których nie miał ochoty wychodzić z łóżka mając ją obok. A co dopiero gdy wreszcie się odważą skonsumować swój związek… Zagryzł dolną wargę, czując się jak ostatni zboczeniec.

-W każdym razie to nie ja będę rodzić, więc to zależy od Orihime.- Powiedział cicho, odwracając się na pięcie.

-Już nie mogę się doczekać mojej własnej drużyny koszykarskiej.- Zaśmiał się puszczając wreszcie dłonie przyszłej synowej.

.

.

.

Usiadła na łóżku, nadal nie mogąc uwierzyć, że przez najbliższe pięć lat będzie mieszkać w Tokio, dzieląc mieszkanie z Ichigo. Spoglądała na kartony ze swoimi rzeczami i wcale nie miała ochoty ich rozpakowywać, a przynajmniej nie w tym momencie. Jutro pójdzie na uczelnię, będzie prawdziwą studentką. Czy życie mogło być lepsze?

-Tylko mi nie odleć w kosmos z tej ekscytacji, bo z tego co wiem będziesz nauczycielką, a nie astronautką. – Ichigo wszedł do pokoju, wycierając włosy ręcznikiem.

Zachmurzona zmarszczyła czoło, odwracając od niego głowę. Jak on mógł krytykować jej wewnętrzną radość? Otworzyła szeroko oczy, odwracając się do niego. Stęknęła orientując się, że siedzi tuż obok niej. Przełknęła ślinę, czując jego zapach, który powoli ogarniał jej każdy zmysł.

-Skąd wiedziałeś, że jestem podekscytowana?- Powiedziała cicho, nie wiedząc gdzie skupić wzrok, skoro oto przed nią znajdowała się goła klatka piersiowa jej chłopaka.

-Hm? Nie wiem… Wyczułem.- Uśmiechnął się przebiegle, cmokając ją w czoło.- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa.

-Huh?

Zdumiona wpatrywała się w niego, próbując przeanalizować jego słowa. Do tej pory nigdy nie wykazywał takich zdolności. Wydawało się jej, że udawało się jej ukrywać swój prawdziwy stan, ale teraz już nie była taka pewna. Czuła jak panika powoli wypełnia jej serce.

Ichigo popchnął ją lekko na łóżko, spoglądając w jej zaskoczone oczy. Zdjął ręcznik z głowy rzucając go gdzieś w bok. Ku jego zaskoczeniu Orihime nie zrobiła nic, poza kilkoma mrugnięciami. Westchnął wiedząc dobrze, że jego dziewczyna jest pogrążona w swoich rozmyślaniach tak mocno, że nie kontaktuje chwilowo ze światem. Nachylił się ku niej, całując ją delikatnie. Gdy nie otrzymał odpowiedzi, zjechał z pocałunkami ku jej szyi. Prawą rękę wsunął pod jej koszulkę, zatrzymując ją dopiero na jej piersi.

-Ichi?- Jęknęła, zdając sobie sprawę co się z nią dzieje. – Nie powinieneś wykorzystywać tego, że się zamyśliłam. – Powiedziała na jednym wdechu, czując jak jej ciało zaczyna reagować na jego dotyk. – Ichi…- Wyjęczała, oplatając ręce wokół jego szyi.

- Nie miałem innego pomysłu jak cię obudzić. – Uśmiechnął się zawadiacko nie odrywając jednakże ust od jej skóry.

Mógł tylko podziękować szczęściu, że jego dziewczyna założyła akurat ten stanik, który rozpinał się także od przodu. Uwalniając jej piersi od dodatkowego materiału, poczuł jej twarde sutki. Bawił się jej prawą piersią, wsłuchując się w jej ciche protesty.

-Hmm? Mam przestać?

-Ichi…

-Nie wiem, o co ci chodzi, Hime… - Powiedział cicho, uśmiechając się niewinnie.

Oderwał się od niej, spoglądając na jej zamglony wzrok, wsłuchując się w jej przyśpieszony oddech, definitywnie to był jego ulubiony widok. Orihime zaś, sfrustrowana jego zachowaniem, chwyciła jego lewą rękę, przykładając ją do swojej lewej piersi, pokazując mu jak chce być dotykana.

-Och… O to ci chodziło. – Zaśmiał się pod nosem, wykonując posłusznie jej nieme polecenia.

Nie minęło jednak dużo czasu, gdy Orihime znowu wierciła się pod nim strzepując z siebie jego dłonie. Zdumiony, podniósł pytająco brwi zastanawiając się czy jego dziewczyna zmieniła zdanie co do ich zabawy. Ona zaś chwyciła swoją bluzkę, zdejmując ją kompletnie razem ze stanikiem. Poczuł jak jego policzki pokrywają się czerwienią pod wpływem tego widoku. Wreszcie to był dopiero drugi raz, gdy widział jej piersi bez żadnego okrycia. Zagryzł dolną wargę, czując, że zaczynają niebezpiecznie kierować się tam, gdzie nie będzie już odwrotu.

-Hime… - Jęknął nachylając się nad nią, by ją pocałować.

Ponownie oplotła ręce wokół jego szyi przyciągając go mocniej do siebie. Zamruczał czując jej piersi na swojej skórze. Oderwał się od jej ust, próbując złapać oddech, wszystko poszło nie w tym kierunku, w którym zamierzał. Planował się z nią trochę podroczyć, a teraz nie wiedział nawet dokąd to wszystko pójdzie.

Muskał ustami jej skórę od ust ku jej piersiom. W niektórych miejscach już powstawały zaczerwienienia, ona zaś przy każdej jego malince mocniej zaciskała dłonie na jego plecach. Czuł jak każdy milimetr jego skóry staje w płomieniach przez jej dotyk i za każdym razem tracił kontrolę nad swoim ciałem.

W momencie kiedy jego język dotknął jej sutka, jej ciało uniosło się lekko w górę, jakby chcąc się jeszcze mocniej zbliżyć do niego.

-Ichi…- Wyjęczała z trudem, płacząc.

Oderwał się momentalnie od niej, dotykając jej mokrych policzków. Zmartwiony, przytulił ją do siebie, zmieniając ich pozycję tak, że teraz ona leżała na nim.

-Co się stało, Hime?

-Ech? – Spoglądała na niego zaczerwieniona ze wstydu.- Przepraszam, Ichi… Po prostu nie rozumiem swojego ciała, chciałam żebyś mnie trzymał i nigdy nie puścił, ale z drugiej strony miałam ochotę uciec. I było mi tak strasznie gorąco, ale sama nie wiedziałam czego chcę… Przepraszam!

Uśmiechnął się z ulgą, gładząc jej włosy. Jego serce powoli wracało do stabilnego rytmu, co umożliwiło mu zebranie myśli.

-To naturalne, Orihime. Ja też tak mam. To nic złego się bać. Po prostu z tym poczekamy, aż oboje będziemy gotowi.

-Dziękuję, Ichigo.

Pocałowała go czule, czując jak jej ciało wraca powoli do normalności.

-Ichigo… Boli cię?- Spytała się nagle, orientując się, co czuje pod sobą.

-Um…Trochę… - Wymruczał zmieszany, odwracając od niej wzrok.

Usiadła na nim, muskając jego skórę opuszkami palców. Przymknął oczy, poddając się jej pieszczocie, jego serce ponownie przyśpieszyło pracę, uniemożliwiając mu racjonalne myślenie. Ona zaś, zaczerwieniona po same końce uszów, czekała tylko na moment, aż straci czujność. Czuła się winna temu, że musi tak cierpieć przez jej strach. Myślała, że jest gotowa na ten krok. Naprawdę chciała to z nim zrobić, ale gdy dochodziło co do czego, to ogarniała ją fala nieznanych emocji, co ją przerażało. Była mu wdzięczna za jego wyrozumiałość względem niej. Jaki inny facet wytrzymałby tyle na wodzy?

Westchnął, kompletnie się relaksując pod jej dotykiem. Uwielbiała mu robić masaż, czuć każdy milimetr jego umięśnionego ciała. W ten sposób nadal o niego dbała, o jego dobre samopoczucie i zdrowie. Nie mówiła Ichigo, co robiła gdy się nie widzieli w ciągu tego roku. Chciała mu zrobić niespodziankę, ale skoro walentynki okazały się dla nich nieudane, czemu nie miałaby jej zrealizować teraz? Po co niby się tyle uczyła?

Odwróciła się ostrożnie tak, że gdyby otworzył oczy, zobaczyłby jej plecy. Ukradkiem spojrzała na jego zrelaksowaną twarz, niczego się nie spodziewał. Uśmiechnęła się diabolicznie, dawna ekscytacja powróciła do niej. Wsunęła dłonie pod jego bokserki, dotykając delikatnie jego naprężonego członka.

Ichigo na moment stracił dech w piersiach, otwierając szeroko oczy. Zagryzł dolną wargę, powstrzymując się w ten sposób przed okazaniem jakiegoś niepowołanego dźwięku.

-Hime…- Jęknął, zaciskając dłonie na pościeli.

-Cii, Ichi, zobaczysz, po tym poczujesz się lepiej.

-Kurwa…

Nie był w stanie powiedzieć nic więcej, gdy jego bokserki zsunęły się niżej, a jego dziewczyna zniżyła się niebezpiecznie w dół, drażniąc go swoim ciepłym oddechem.

This is the last time
'Cause you and I, We were born to die