I tak oto nastąpił koniec. Ichigo i Orihime pewnie jeszcze nie raz będą walczyć i przezywać swoje małe kryzysy, ale jeśli ich miłość jest prawdziwa na pewno z nich wyjdą. Mam nadzieję, że opowiadanie się mniej, lub bardziej podobało. Dla mnie osobiście, pisanie o tej dwójce było prawdziwą przyjemnością :D
Pamiętał, że był okres, kiedy wolał, żeby duchy przestały go gnębić. Marzył o byciu normalnym i nie zwracaniu na siebie zbytniej uwagi. Słyszał jak ludzie o nim gadają. Nieraz nawet jakaś życzliwa pani proponowała jego ojcu, by poszedł z nim do psychiatry. On jednak nic nie mógł poradzić na to, że potrafił rozmawiać z duchami i chciał im w jakimś stopniu pomóc. Duchy wydawały się niekiedy bardziej życzliwe niż ludzie.
Kiedy stał się shinigamim czuł się dziwnie, ale zarazem rozpierała go pozytywna myśl, że już nikomu nie pozwoli cierpieć. Chciał chronić słabszych, tak jak on był swego czasu chroniony przez Tatsuki. Był to też dług, który miał u swojej matki. W ten sposób chciał go spłacić, poczuć się lepiej, ale ból nie znikał.
Później miał ponad roczną normalność. W pierwszym odruchu chciał odsunąć się od wszystkich. Nie chciał się mieszać do ich życia, nie chciał być przeszkodą. Nic już nie mógł dla nich zrobić. Tylko, że nie potrafił tego uczynić. Więzi były już za silne i nie chciał ich utracić. Chciał poznać ich w innym świetle niż przy walce, zacząć rozmawiać z nimi normalnie.
A później odzyskał moce, mógł znowu wszystkich chronić. Obiecał sobie, że nigdy już nie pozwoli, by ktoś skrzywdził jego przyjaciół. Był wściekły przede wszystkim na siebie i swój egoizm. To przez niego się od niego odwrócili. Nie chciał już nigdy popełnić tego błędu. Nigdy.
Sam nie wiedział dlaczego po wojnie z Quincy przyjął swój wyrok ze spokojem. Przecież to nie było tak, że nie chciał mieć mocy, po to tyle trenował by ją mieć i móc chronić najbliższych, ale ta większa część niego nie chciała się kłócić z Soul Society. Nie miał pretensji do Rukii czy Renjiego, że nie zrobili nic, by to powstrzymać. Tak najwidoczniej miało być. Musiał poznać inne życie, to prawdziwe.
Widok Orihime bez spinek go zaskoczył. Do tej pory nosiła je cały czas, nigdy ich nie zdejmowała. Pytał się Tatsuki i innych dziewczyn czy coś wiedzą na ten temat, ale one milczały. Nikt nic nie wiedział, a on był coraz mocniej zaniepokojony świadomością, że ona coraz mocniej się od niego odsuwa. Przez chwilę nawet myślał, że nie chce się z nim zadawać skoro nie może jej chronić. Tylko dla niego samego to brzmiało absurdalnie.
Zrobił wszystko co w jego mocy, by udowodnić jej, że ich znajomość nie musi się kończyć tylko dlatego, że nie będą towarzyszami broni. Na efekty nie musiał długo czekać, zdawało się, że ona tylko czekała na sygnał, że nadal mogą się przyjaźnić.
A później Rukia mu powiedziała prawdę.
Powinien być w szoku, że Soul Society traktuje go jak zabawkę, ale to nie tak, że ich nie znał. Ucieszyła go za to wiadomość, jak jego przyjaciółka stanęła w jego obronie.
Od śmierci matki czuł pustkę. Wściekał się o byle co, bo tak naprawdę nie znał innej drogi, by się bronić przed atakami innych. Nie umiał się obronić przed nią. Przed jej miłością.
I nie wiedząc kiedy, kompletnie się w niej zanurzył.
Miłość jest najbardziej przerażającym uczuciem jakie poznał. Dodawała sił, ale równocześnie osłabiała.
.
.
.
Na początku było dziwnie wracać do swojego mieszkania widząc jej rzeczy, a w niektóre dni ją samą. Już nie wracała do Karakury, była zawsze na wyciągnięcie ręki. Jeśli kiedyś miał obawy co do tego, jak będzie wyglądało ich wspólne mieszkanie, to teraz ich już nie miał. Miał czas na naukę, w dodatku zaczął zdrowo się odżywiać. Orihime była cichym współlokatorem. Gdy się uczyła, zakładała słuchawki i siadała w kącie otoczona przez książki i notatki. Nie rozumiał tego, ale szybko mu wyjaśniła, że po prostu lubi mieć taką asekurację.
Gdy się uczyła, zagryzała delikatnie dolną wargę, będąc maksymalnie skupiona na treści przed nią. Wykonywała bardzo mało ruchów, w dodatku tak ciche, że czasem zapominał, że tam jest. Była też niezastąpioną pomocą, gdy zabierała mu notatki i kazała mu wyjaśniać dane problematyki. Musiał to robić tak, by zrozumiała, czyli używać mniej abstrakcyjnego języka. Spowodowało to, że jego oceny wzrosły, a wykładowcy zaczęli chwalić jego prace pisemne.
Nadal nie uprawiali seksu. Mimo że nawet on czuł pożądanie między nimi, to rozumiał jej strach, jej niepewność. Nie chciał jej naciskać, wreszcie powinno to być miłe doświadczenie, a nie coś wymuszonego, bo on by tego chciał.
Od kumpli słyszał docinki, niektórzy się zakładali ile wytrzyma. Koleżanki za to postanowiły mu pomóc i robiły propozycje szybkich numerków. To go irytowało najbardziej, choć gdy później o tym myślał, trochę go to niepokoiło. Były ładne, niejeden mężczyzna na uczelni zrobiłby wszystko, by móc być z nimi sam na sam i wszystkim miękły nogi pod wpływem ich zmysłowych uwag. On jako jeden z nielicznych nie reagował w żaden sposób. Czuł wręcz wstręt do ich dotyków i z ledwością walczył z odepchnięciem ich mocniej niż zazwyczaj.
W takie dni myślał, że cała ta seksualna presja minęła i nie będzie musiał tak stresować Orihime ich relacjami, ale wystarczył jej dotyk, by temperatura jego ciała wzrosła. Był na straconej pozycji i nie wiedział jak się z niej wydostać nie raniąc jej.
-Ichigo? – Jej głos odezwał się nad nim, wyrywając go ze snu.
-Hmm?- Jęknął zmęczony, wycierając oczy wierzchem dłoni.
-Wszystko w porządku?
-Hm? Czemu pytasz?- Otworzył oczy, widząc jej zaniepokojone spojrzenie.
-Bo nigdy nie zdarzyło ci się zaspać.
-Co?
Wstał, szukając wzrokiem jakiegoś zegarka, a gdy wreszcie odnalazł komórkę i spojrzał na godzinę, poczuł jak serce mu staje. Nie miał szans dotrzeć na uczelnię w ciągu trzech minut. Orihime obserwowała go uważnie siedząc na łóżku.
-Czemu mnie wcześniej nie obudziłaś?- Jęknął zrozpaczony siadając obok niej. Równie dobrze mógł sobie podarować pierwsze ćwiczenia.
-Dopiero co wróciłam z uczelni. Mam okienko i myślałam, że jeszcze się prześpię.- Odparła spokojnie bawiąc się swoim misiem.
-Faktycznie, dzisiaj masz na wcześniejszą godzinę niż ja.
Westchnął, przytulając ją do siebie. Objęła go swoimi smukłymi rękoma, uśmiechając się pod nosem. Ichigo nie mógł uwierzyć, że zaspał na zajęcia. Jeszcze nigdy mu się to nie zdarzyło, ale podejrzewał, że ma to coś wspólnego z jego hormonami, z którymi musi walczyć każdego dnia, by nie zrobić niczego głupiego.
Poczuł jej usta na swoich, przykuwające jego uwagę na jej osobie. Zaskoczony odebrał jej misia, rzucając go gdzieś w bok. Usiadła mu na kolanach, pogłębiając tym samym ich pocałunek. Jęknął pod wpływem ciężaru jej klatki piersiowej napierającej na niego. Gdzieś z tyłu jego umysłu coś mu mówiło, że powinien przestać, że znowu to zajdzie za daleko. Problem jednak leżał nie w nim, a w niej. Orihime oplotła swoje ręce wokół jego szyi i definitywnie nie zamierzała go tak łatwo puścić.
-Hime… Powinniśmy przestać…- Wycharczał z trudem, odrywając się od jej ust.
-Czemu?
-Przecież wiesz, że nie jesteś gotowa…- Jego dłonie zacisnęły się na jej pośladkach, przyciągając ją bliżej. Zaklął w duchu zdając sobie sprawę, że traci kontrolę nad swoim ciałem.
-Mogę nigdy nie być gotowa, Ichi… Przecież nie zrobisz mi krzywdy… Prawda?
-Będzie bolało… - Powiedział cicho, opierając czoło o jej.
-Ale ból zamieni się w przyjemność? – Spytała zarumieniona, uciekając wzrokiem od niego.
-Tak mówią…
-Ichi…- Szepnęła ledwo słyszalnie całując go.
.
.
.
Szli trzymając się za ręce. Orihime uśmiechnięta spoglądała z podziwem na ich otoczenie. Święto Hanami odbywało się wszędzie tak samo, jednak w Tokio atmosfera była zupełnie inna. Ichigo zastanawiał się przez całą drogę, czy znajdą jakieś miejsce dla siebie przy takim tłoku. Nie bardzo chciał spędzać czasu wolnego ze znajomymi ze studiów, którzy mu migali w oddali. Był egoistą, ale nie chciał im pokazywać Orihime, chciał ją mieć tylko dla siebie i nie musieć znosić kumpli co chwila w swoim mieszkaniu.
-Ichigo, tam jest trochę przestrzeni.- Orihime wskazała na miejsce pod jedną z wiśni, gdzie jeszcze nikt się nie usadowił.
-To chodźmy.- Pociągnął ją za sobą, obserwując dokładnie ruch innych ludzi, będąc gotowym w każdej chwili podbiec.
Rozłożył koc, upewniając się uprzednio, że nie ma pod nim żadnego mrowiska, czy innego czynnika, dla którego miejsce pozostało puste. Orihime usiadła opierając się o pień drzewa, wyciągając ręce przed siebie, by złapać jak najwięcej płatków.
-Prawie jak śnieg!- Powiedziała podekscytowana, spoglądając na niego.
-Tylko nie są zimne i nie roztapiają się w kontakcie ze skórą.- Odparł spokojnie, wyciągając z torby ich bentou.
-Nie lubisz tego święta?- Opuściła ręce, skupiając całą uwagę na nim.
-Pewnie, że lubię, tylko, że widok spadających kwiatów wiśni przypomina mi Byakuyę. Aż człowiek się boi, że zostanie pocięty.
Uśmiechnęła się delikatnie na jego słowa. Podał jej pudełko, chcąc zejść z tematu o Soul Society. Powiedział to mimochodem, chcąc ją bardziej rozśmieszyć niż zmieszać, ale jak zwykle mu nie wyszło. Może naprawdę nie miał talentu do komedii. Obserwował jak je powoli, podziwiając deszcz kwiatów i musiał przyznać, że wyglądała naprawdę ładnie, gdy kolejne płatki zatrzymywały się na jej włosach.
Nigdy specjalnie nie przepadał za świętami. Brał w nich udział ze względu na rodzinę. Nigdy nie potrafił docenić piękna widoków, które zachwycały innych. Dopiero teraz odkrył piękno Hanami, wiele świąt zyskało nowy urok, gdy spędzał je z nią. Czuł się zupełnie jak nowa osoba, jakby Ichigo, który walczył z potworami nigdy nie istniał. Jakby urodził się dopiero wtedy, gdy zrozumiał co do niej czuje.
-Ichigo?
-Hm?
-Czemu nie jesz? Nie jesteś głodny?
Zamrugał zdumiony, spoglądając na swoje nieotwarte bentou. Otworzył je szybko, chwytając w dłoń pałeczki. Uśmiechnął się do niej, próbując powiedzieć coś normalnego. Ona zaś nachyliła się ku niemu, dotykając dłonią jego policzka. Wzdrygnął się na ten gest, przymykając oczy. Sam nie wiedział już o czym myślał.
-Co chcesz później robić? Chyba nie będziemy tu siedzieć cały dzień?
Odłożyła pałeczki do pustego już pudełka, oglądając zabawę dzieci. Milczała przez moment, jakby zastanawiając się nad jego pytaniem. Nie znała jeszcze dokładnie Tokio, było pewnie wiele miejsc, do których chciałaby się wybrać, ale z jakiś powodów o żadnych mu nie wspominała. Zmarszczył brwi zaczynając wątpić, czy w ogóle go usłyszała.
To nie tak, że nie lubił ciszy między nimi. Była czymś przyjemnym i niewymuszonym. Czasami miał wrażenie, że nie potrzebują słów, by się porozumieć, ale to było oczywiste kłamstwo. Nie potrafią czytać w myślach i potrzebowali rozmawiać ze sobą. Orihime jednak miała jeden zwyczaj przed pójściem spać, który doprowadzał do tego, że jego policzki były mocno zaczerwienione. Podejrzewał oczywiście powód jego powstania, ale mimo wszystko strasznie go peszył. Leżała z głową na jego klatce piersiowej wsłuchując się w pracę jego serca. Nie było by w tym nic niezwykłego, gdyby nie jej komentarze czy łzy, gdy sobie przypominała jego walkę z Ulqiuorrą.
-Może chodźmy do świątyni? Słyszałam, że można tam zobaczyć jakieś pokazy.- Powiedziała wreszcie, nie spuszczając wzroku z dzieci.
-Okej, to później tam pójdziemy. –Przełknął ostatni porcję ryżu, odkładając pudełko na bok.- O czym myślisz?
-O niczym szczególnym. Tak sobie rozmyślałam…
-O dzieciach?
Spojrzała na niego zaskoczona, jej policzki zarumieniły się nieznacznie, a wzrok powędrował w dół, jakby koc zyskał kilka ciekawych właściwości, które musiała zbadać. Zaśmiał się pod nosem na tą reakcję. Nie spodziewał się, że tak ją zaskoczy swoim domysłem.
- Rozmyślasz o tych, które będziesz uczyć, czy ile byś chciała ich mieć?
Przełknęła z trudem ślinę, nie wiedząc, co powinna mu powiedzieć. Walczyła z pragnieniem powiedzenia prawdy i wystraszenia go, oraz powiedzeniem o lękach przyszłej pracy. Ichigo schował pojemniki do torby, wyciągając przy okazji ich napoje.
-Wiesz… Gdy jestem w szpitalu na zajęciach i widzę kobiety w ciąży, to nieraz myślę o tym jakie będą nasze dzieci. Mój ojciec pewnie chciałby mieć ich jak najwięcej, ale to mój ojciec i gada głupoty. Ja jednak chyba zatrzymałbym się przy trójce.
Otworzyła usta, by je po chwili zamknąć. Nie wiedziała, co powinna odpowiedzieć. Do tej pory spotkała się raczej z opinią, że to kobiety myślą o dzieciach, a nie mężczyźni. Z drugiej strony nie była pewna, czy nie mówi tego, by rozluźnić atmosferę miedzy nimi.
-Tak na serio?- Wydukała zmieszana, przybliżając się do niego.
-No na serio. Przecież ci mówiłem, że cię kocham i chcę żebyś była moją żoną. A z tego co wiem, to małżeństwo wiąże się z posiadaniem dzieci… Prawda?
-No tak, ale mamy dopiero… Jesteśmy na studiach… trójkę?... Och… Trójkę… Ale… Chłopcy czy dziewczynki? To taka nierówna liczba…- Mówiła podenerwowana, czerwieniąc się mocniej z każdą chwilą.
-Przecież pobierzemy się dopiero po studiach, więc spokojnie. Nikt nie mówi, że już jutro masz zachodzić w ciążę. Nie wiem, pewnie jakiś syn by się przydał… Pożyjemy zobaczymy, Orihime.- Poczochrał ją po głowie śmiejąc się.
.
.
.
Leżał obejmując ją. Pierwszy raz w życiu był wdzięczny, że zapomniał ustawić budzik w komórce i przez to zaspał na uczelnię. Nie miał mieć żadnych kół, więc to nie tak, że musiał tam być. Jeździł dłonią po jej plecach, czując wypełniającą go radość.
Nie wiedział ile razy to zrobili, ale czując jej ręce na swoich plecach i wsłuchując się w jej krzyki, które formowały się w jego imię, były tym, co go utwierdzało, że nie zrobił jej krzywdy, że ona też czerpała z tej bliskości taką samą przyjemność jak on.
Co prawda, przez to opuścił dzień na uczelni i Orihime również, ale nie mógł się zmusić, by przestać. Oboje tego chcieli i mimo świadomości, że powinni przestać i udać się na uczelnię, to żadne z nich jakoś specjalnie nie próbowało przemówić drugiemu do rozumu.
Teraz za to, tym co przemawiało do niego, by wstał wreszcie z łóżka, był jego żołądek. Westchnął, spoglądając na jej spokojną twarz. Wyglądała jakby spała, a on nie lubił jej budzić.
-Hime?- Spytał się cicho, obserwując jej przymknięte powieki, które nawet nie drgnęły.
-No to sobie zjadłem…- Mruknął pod nosem, szukając wzrokiem swojej komórki.
Chwycił telefon, który leżał na biurku i zobaczył nieodebrane wiadomości, większość od kumpli, którzy pytali się o powód jego nieobecności i informacjami co było na danych zajęciach. Niektórzy nawet zdawali relacje o rozpaczy niektórych dziewczyn, co kompletnie zignorował. Zastanawiał się, czy powinien im odpisać, czy jednak poczekać z odpowiedzią do jutra. Musiał wymyślić jakiś sensowny powód swojej nieobecności, by nie zaczęli węszyć za bardzo. Pamiętał jak to samo zdarzyło się z Yuutą, który po powrocie na uczelnię, był bombardowany pytaniami, czego efektem było wykrzyczenie przez niego, że spędził dzień w szpitalu po nieudanej masturbacji.
-Ichigo?- Orihime spojrzała się na niego zaspana. Nieład na głowie przypominał mu, co jeszcze pół godziny temu robili.
-Sorry, obudziłem cię?
-Twój żołądek…- Odparła z uśmiechem, chwytając swojego misia. – Powinieneś coś zjeść, wreszcie nic nie jadłeś… Cały dzień.
-A ty nie jesteś głodna?
-Nie. Zjadłam spore śniadanie.
-Akurat. Kłamczucha. – Wstał chwytając za swoje bokserki. – Zrobić ci jakieś kanapki?
Przytaknęła, wtulając się w misia. Nadal była zarumieniona całą sytuacją, ale nie wyglądała jakby żałowała tego, co się stało. Uśmiechnięty ruszył do kuchni, energia go wręcz przepełniała.
W czasie robienia kanapek jego umysł zaczął zadawać mu pytania, które powinny się zrodzić już rano. Dlaczego tak nagle zgodziła się na to? Im dłużej myślał o tym, że znowu ktoś mógł jej nagadać o ich związku, tym drobniej kroił pomidora. Spojrzał na ciapkę na desce, krzywiąc się z niesmakiem. Definitywnie nie powinien za dużo myśleć przy robieniu jedzenia.
Wrócił do pokoju czerwieniąc się momentalnie na widok nagiej dziewczyny, obejmującej swojego pluszowego misia. Chwycił za kołdrę przykrywając ją przed własnym wzrokiem. Postawił talerz na biurku, siadając na łóżku. Nabrał powietrza, gdy poczuł jej dłonie na skórze.
Opanuj się, opanuj się, opanuj się
-Hachi…
-Hm?- Spojrzała na niego pytająco, próbując zignorować, że znowu ją tak nazywa.
-Skąd ta zmiana zdania?
-Zmiana zdania?
-W sprawie seksu. Znaczy… Wiem, że chciałaś to zrobić, ale do tej pory twoje emocje brały jednak górę i mówiłaś, że nie jesteś gotowa, a tu nagle ignorujesz je…
-Ach, o to chodzi.- Odparła uśmiechnięta siadając. Ichigo przełknął ślinę, próbując skupić wzrok na jej twarzy, a nie odsłoniętym ciele. – Rozmawiałam dzisiaj z koleżankami z roku, znaczy Aimi opowiadała o swoich odczuciach po seksie z chłopakiem, o tej jedności i takich tam abstrakcyjnych rzeczach. Mówiła też o strachu jaki czuła, gdy decydowała się na to, wiesz jej pierwszy chłopak nie był zbyt delikatny i cierpliwy i źle to wspomina, ale teraz jest z Tomo i mówi, że jest szczęśliwa, bo czuje się kochana i nie musi się niczego bać. I stwierdziłam, że Ichi też mnie kocha… I nie zrobiłby mi krzywdy i w gruncie rzeczy chcę by mój pierwszy raz był z Ichi, to czego mam się bać? Nawet jeśli nasza miłość się kiedyś wyczerpie i nasze drogi się rozejdą, to nigdy nie będę żałować, że Ichigo był moim pierwszym…
Uśmiechnął się ciepło, przytulając ją do siebie. Prawdopodobnie powinien podziękować jej przyjaciółkom, że rozmawiały na taki temat, że pomogły jego dziewczynie zrozumieć pewne fakty. Zawsze wiedział, że jest dla niego wyjątkowa, że chce ją chronić za wszelką cenę. Wiedział też, że bez niej jego życie już nigdy nie będzie takie samo. Już raz stracił umiejętność widzenia barw, nie miał zamiaru ponownie stać się ślepym.
-Hmm, nigdy nie będziesz żałować? No, ale jeszcze musisz wziąć pod uwagę, czy uda ci się ode mnie uwolnić.- Zaśmiał się, cmokając ją w czoło.
-Nie… Nie puścisz mnie?
-Nigdy.
-HEEE?! Nawet na uczelnię?
Ryknął śmiechem, opadając na łóżko, ciągnąc ją za sobą. Orihime spoglądała na niego rozweselona, wbrew temu, co sądziła, nie czuła się zawstydzona, czy nie na miejscu. Lubiła tą nową więź z nim, to uczucie swobody między nimi. Gdy zrozumiała swoje uczucia względem niego, cały strach ją opuścił. Miała wrażenie, że urodziła się tylko po to, by poznać Ichigo, ale wolała mu tego jeszcze nie mówić. Musi mieć swoje słodkie małe tajemnice.
.
.
.
-Ichigo! Gdzie ty wczoraj byłeś?! – Brunet podbiegł do niego, uśmiechając się szeroko.
-W liceum Keigo, teraz Hikaru.- Mruknął pod nosem, poprawiając torbę.- Hej, postanowiłem sobie zrobić dzień wolnego.
-Ty i dzień wolnego? Nigdy nie chciałeś go wziąć…- Zmrużył podejrzliwe oczy, siadając obok niego.
-Po prostu czułem się zmęczony… Weź się opanuj. Świat się nie skończył przez moją nieobecność. –Wzruszył ramionami, czując się coraz mocniej poirytowany.
-Hej, Ichigo!- Ciemny szatyn o imieniu Akio przysiadł się do nich.- Słuchaj, ty masz dziewczynę, nie?
-Noo…- Znudzony spoglądał na niego, próbując odepchnąć Hikaru, który próbował wycisnąć od niego prawdę.
-Co w niej lubisz najbardziej?
-Pewnie piersi, każdy facet lubi piersi!- Hikaru zaśmiał się, klepiąc Ichigo po plecach.
Westchnął, ciesząc się, że nie przedstawił Orihime nikomu ze studiów. Wiedział co by go czekało, gdyby zobaczyli jej piersi. Definitywnie nie miałby życia, nie mówiąc już o niej. Podrapał się po karku zastanawiając się nad odpowiedzią, nigdy tak naprawdę o tym nie rozmyślał.
-Hmm… Nogi. – Odparł zamyślony, przypominając sobie widok Orihime w jego koszulce.- Definitywnie nogi.
-Ha? Jak to nogi? Oszalałeś?- Brunet wytrzeszczył oczy ze zdziwienia, badając temperaturę ciała.
-Odwal się! Każdy lubi co innego, miłośniku biustów. – Trzepnął go po głowie, spoglądając pytająco na Akio, który zapisywał coś w notesie. – A po co ci to?
-A robię badania dotyczące fetyszy.
-Fetyszy?- Ichigo z Hikaru powtórzyli tępo, nie rozumiejąc nic z gadki przyjaciela.
-Właśnie, Ichigo, jak wygląda twoja dziewczyna? Pochwaliłbyś się, skoro jesteś z nią od roku!- Hikaru uśmiechnął się prosząco, popierany cicho przez Akio.
-Normalna dziewczyna, nic niezwykłego.- Odparł wymijająco, spoglądając na drzwi auli prosząc cicho o wejście profesora.
-Jak normalna dziewczyna? Chyba nie doceniasz jej, Kurosaki-san- Miyoko stanęła przy nich, uśmiechając się perfidnie.- Miałam zaszczyt ją widzieć w listopadzie i mogę wam przyrzec, że daleko jej do normalności. Długie brązowe włosy, duży biust i smukłe ciało. Kobieta Boginia jak to mówią.
Zazgrzytał zębami, mając ochotę trzepnąć ją czymś twardym. Zapomniał kompletnie o tym, że ona widziała Orihime, a teraz jeszcze podsłuchiwała ich rozmowę i wypaplała, co wiedziała. Chłopacy zagwizdali na samo wyobrażenie i spojrzeli znacząco na niego.
-To już wiadomo co wczoraj robiłeś. –Akio zaśmiał się pod nosem. Otwierając zeszyt.
-Nogi? Jasne, z jej biustem to pewnie nawet ich nie widzisz.
-Zamknij się.- Warknął ostrzegawczo, spoglądając na wykładowcę, który właśnie wszedł do środka.
.
.
.
-Wszystko w porządku, Ichigo?- Spojrzała na niego zaniepokojona, zatrzymując się w pół kroku.
-Tak, tylko że Miyoki opowiedziała całemu rokowi o tobie…
-To źle?- Przekrzywiła pytająco głowę, powodując u niego automatyczny uśmiech.
-Wolałem jak byłaś dla nich nieznaną figurą.- Odparł szczerze, pociągając ją za sobą.
-Czemu?
-Bo jestem egoistą i chciałem cię mieć tylko dla siebie.
Zaśmiała się cicho na jego komentarz. To było prawdopodobnie to, co ich różniło. Nawet jeśli Orihime czuła względem niego podobny instynkt posiadania (Autor: po angielsku brzmi to lepiej xD ale nie wiem jak to inaczej określić xD), to nie okazywała go tak jak on. To nie była kwestia zaufania, ufał jej i wiedział, że nie spojrzałaby na innego mężczyznę z uczuciem, ale to było silniejsze od niego.
-Ichi, spójrz!- Orihime zatrzymała się wskazując na świątynię po przeciwnej stronie ulicy.
Spojrzał za jej palcem na tłum ludzi, a za nim na parę, która właśnie była w trakcie ślubu. Uśmiechnął się na ten widok. Tradycyjny japoński ślub był równie magiczny, co zachodnie.
-Hej, Ichi, my w przyszłości też weźmiemy tradycyjny ślub?
-Jasne. Chociaż pewnie w sukni ślubnej wyglądałabyś zjawiskowo.
Zaśmiała się wtulając się w niego. Objął ją, rozkoszując się ich bliskością. Definitywnie nie mógł się doczekać dnia, w którym będzie mógł przedstawić Orihime jako swoją żonę. Na razie jednak zachowa ją dla siebie, nie pozwoli jej zabrać. Niech ludzie z roku mają jakieś wyobrażenie o niej, bo nie zobaczą jej zdjęć, a nawet jeśli przyjdą go odwiedzić, to upewni się, że jej nie zobaczą. Bo jest jednym wielkim draniem, uzależnionym od niej i jej miłości.
-Ugh, chciałabym być już panią Kurosaki!- Powiedziała rozweselona, odsuwając się od niego.
-Chodźmy do domu, Hime.
-Ale mieliśmy iść do tej biblioteki…- Powiedziała zdezorientowana, idąc za nim.
-Zmieniłem plany, do biblioteki pójdziemy kiedy indziej.
Wzruszyła ramionami nie mówiąc nic więcej. Ichigo wreszcie potrafił być niesamowicie uparty, więc wolała go nie wypytywać o powód zmiany zdania, szczególnie, że mogła tego pożałować.
And if you go,
I wanna go with you
And if you die,
I wanna die with you
Take your hand and walk away
The End
