CHICAGO PD – PART III


VOIGHT POV

Przyglądam się jeszcze raz tablicy z opisem śledztwa. Coś nam cały czas ucieka. Może podejrzany, którego przywiezie Lindsay i Halstead wniesie coś nowego. Powinni już za niedługo być.

Radio, które miało nasłuch na radia całego zespołu i na linie alarmową zatrzeszczało.

- 5021 George, uzbrojony podejrzany ucieka 29- tą na zachód, potrzebne wsparcie!

- Ohoo no to się Jay dzisiaj nabiega. – zaśmiał się Ruzek.

- Przyda mu się. Słyszałem jak Lindsay narzekała ostatnio na niego, że je za dużo Fast Food'ów.

- Ha ha, Atwater, jakby cię Jay usłyszał, to wpadłbyś w poważne kłopoty – wtrącił się Alwin.

Radio zatrzeszczało po raz kolejny.

- Hej partnerze! Wszystko w porządku? … Jay?

Wszyscy spojrzeli po sobie. Poczuli ukłucie strachu, ale czekali jeszcze na odpowiedź Jay'a.

- Erin… chyba mamy problem…

- Kurwa Jay! - wrzasnął Ruzek.

Wszyscy poczuli to samo. Słyszeli, w głosie swojego kolegi ból. Każdy chwycił swoją kurtkę i natychmiast zbiegł po schodach.

- Jay trzymaj się! Już prawie jestem!

Słyszeli jeszcze krzyki Erin. Widzieli jak Platt patrzy na radio z przerażeniem.

- 5021 George ! Mój partner został postrzelony! Potrzebuje natychmiastowego wsparcia na 29-tą!

W tym momencie za wywiadem pobiegł każdy wolny funkcjonariusz. Po chwili w dół ulicy jechało z dziesięć radiowozów. Wszyscy spieszyli się by pomóc koledze i złapać drania, który mu zrobił krzywdę.

Przyjechali na scene równo z karetką. Voight szybko wybiegł z samochodu i pobiegł do swoich podwładnych. Gdy zobaczył Jay'a prawie nogi się pod nim ugięły. Myślał, że nie żyje. Wszędzie było tyle krwi…

Chwycił Erin, odsunął ją od partnera i mocno przytulił.

- O mój Boże! Jay! – Ruzek miał dosłownie łzy w oczach. Zresztą tak jak każdy. Wywiad stał w pobliżu swojego upadłego kolegi, a miedzy czasie wszyscy funkcjonariusze szukali tego bydlaka, który to zrobił.

Wszyscy zdawali sobie z tego sprawę jak jest źle.

Voight i Olinsky spojrzeli na siebie i pokręcili głowami. Chyba już nie wierzyli, że Jay może dożyć jutra. Sytuacja była naprawdę beznadziejna.

Zaraz rozległ się głośny pisk monitora pracy serca. Ich oczom ukazała się płaska linia. Ratownicy zaczęli do siebie coś krzyczeć, a detektywi tempo patrzyli się na Jay'a.

Kiedy przez ciało Jay'a przeszedł prąd defibrylatora, każdy się wzdrygnął. Czekali na jakąkolwiek zmiane, ale nie było nic… Ich kolega odchodził na ich oczach.

Erin dosłownie wiła się z rozpaczy, a Hank próbował ją trzymać. Zaraz Alvin do niego dołączył i próbowali utrzymać Erin, żeby nie padła na ziemię.

Każde kolejne użycie defibrylatora przez ratowników i wyginające się ciało Jay'a sprawiało, że zespół co raz bardziej się załamywał. Adam trzymał Kim w ramionach, chociaż nie wiadomo, kto kogo bardziej pocieszał. Kevin po prostu stał i nic nie mówił, widać było, że powstrzymuje łzy.

BIP BIP BIP BIP BIP

- Boże… mało brakowało. Dobra zabieramy go. Panowie pomóżcie nam przenieść go!

Wszyscy odetchnęli z ulgą. Bardzo ich zaskoczyła ta nagła zmiana sytuacji, ale nie zastanawiając się dłużej, rzucili się do pomocy ratownikom. Delikatnie chwycili Jay'a, Kevin i Hank za klatke piersiową, niżej Al i Adam, a Kim wzięła nogi. Erin trzymała jego głowę, w między czasie jeden z ratowników dalej wdmuchiwał powietrze do płuc ich kolegi, a drugi bardzo mocno uciskał dziurę na brzuchu. Położyli Jay'a na nosze i wnieśli go do karetki.

- Hej! Dwa radiowozy mają eskortować tą karetkę do szpitala! Zrozumiano?! – Voight krzyczał na kilku funkcjonariuszy.

- Tak jest! Panowie jedziemy!

- Detektywie, przyda nam się pomoc – Adam zaraz podbiegł do sanitariusza. -Proszę cały czas uciskać worek ambu co 4s, właśnie tak. Poradzi sobie pan?

- Oczywiście.

- Świetnie, jedziemy!

Drzwi karetki zamknęły się i odjechali w asyście dwóch radiowozów...