CHICAGO PD – PART V

MAGGIE POV

- Ludzie słuchać! Wiozą ofiarę postrzału, policjant! Stan krytyczny! Doktor Choi!

- Mam to!

Karetka właśnie przyjechała. Doktor Choi i kilka pielęgniarek pobiegły do drzwi. Dołączył do nich jeszcze doktor Rhodes. Otworzyli drzwi karetki. Nawet dla tak doświadczonych lekarzy był to szok. Na podłodze było pełno krwi, ratownik uciskał klatkę piersiową, a oni wyciągali nosze.

- O mój Boże… przecież to Jay! – krzyknął dr Rhodes – brat Will'a!

Wszyscy na dosłownie chwile popatrzyli na siebie ze strachem w oczach, ale zaraz opanowali się i zajęli się swoim pacjentem.

- Mężczyzna, 33 lata, prawdopodobnie 3 dziure po kulach, nie mogliśmy się dopatrzeć. Jedna dziura w brzuchu, duże prawdopodobieństwo uszkodzenia tętnicy biodrowej. Co najmniej jedna dziura w ramieniu, możliwe, że uszkodziła obojczyk. Zaintubowany. Zatrzymanie akcji serca na scenie i kolejny raz
2 minuty temu. Dożylnie dwa razy 50 ml adrenaliny. Stracił co najmniej 1,5 może nawet 2 litry krwi.

- Przepraszam, bardzo proszę zostać tutaj. Lekarze robią wszystko co mogą, jak tylko będzie coś wiadomo, ktoś pana poinformuje.

Maggie widziała jak pielęgniarka zatrzymuje Adama. Chłopak wyglądał strasznie. Z pewnością był w szoku. Zerknęła jeszcze raz na Jay'a, który właśnie wjeżdżał do Bagdadu i już chciała się zająć Adamem, kiedy usłyszała krzyk.

- Jay?!

W ich kierunku biegł Will.


WILL POV

Szedłem właśnie do pacjenta, kiedy usłyszałem jakieś duże zamieszanie w pobliżu wejścia.

Zapewne jakiś krytyczny pacjent, pomyślał Will, dokończył czytać dokument i spojrzał w kierunku hałasu. Ratownik uciskał klatkę pacjenta, a cały tabun pielęgniarek biegł z Ethan'em i Connor'em. Już miał się odwracać kiedy na końcu tej kolumny ludzi zobaczył Adama całego umazanego we krwi. Kiedy nosze miały już wjeżdżać do Bagdadu zdążył zobaczyć twarz… twarz swojego brata. Nagle cały świat mu się zatrzymał. Upuścił dokumenty z rąk.

- Jay?!

Natychmiast pobiegł w jego kierunku. Już prawie wpadł do pomieszczenia, w którym był jego braciszek, kiedy jakieś ręce go zatrzymały. Spojrzał i zobaczył Maggie trzymającą go mocno.

- Will daj im pracować, wiesz, że nie możesz się angażować.

- Puść mnie! Musze mu pomóc!

- Will nie!

Will patrzył rozpaczliwie, jak jego brat umiera, a on nie może nic zrobić. Widział rurkę, która znikała w gardle Jay'a, widział jak Rhodes zbliża łyżki do jego ciała i jak wstrząsa nim dreszcz, widział tą całą krew, aż w końcu skupił wzrok na odznace policyjnej Jay'a umazanej czerwoną mazią, która wciąż była przypięta do jego spodni.

- Jest! Mamy rytm! Dobra szybko, robimy rentgen, później USG brzucha i jedziemy na blok!

Wszyscy odsunęli się, by zrobić zdjęcie rentgenowskie, następnie dr Choi wziął aparat i zrobił USG brzucha.

- Dobra, mam kule, jest zaraz za jelitami. Zrobiła duży bałagan. Nie jest w stanie potwierdzić czy uderzyła tętnice, ale przy takiej ilości krwi to raczej nieuniknione.

- Na pewno mamy trzy kule, cholera jasna, żadna nie wyszła. Roztrzaskany obojczyk, kula musiała się od niego odbić i poleciała w płuco.

- Dobra, zabieramy go na blok, już!

Will, Maggie i Adam zeszli im z drogi i patrzyli jak Jay jedzie na operacje, po swoją ostatnią deskę ratunku.


VOIGHT POV

W tym samym czasie do szpitala wpadła reszta zespołu. Zdążyli zobaczyć jak Jay jedzie na noszach z całym tabunem ludzi w fartuchach wokół niego.

Voight podbiegł do Maggie.

- Co z nim?

- Z tego co słyszałam, to już drugi raz dzisiaj zatrzymał się, ale wrócił. Ma 3 dziury po kulach. Chyba jeden pocisk złamał obojczyk i wszedł w płuco. Nie wiem dokładnie. Teraz pojechali na operacje, jak tylko będzie coś wiadomo, od razu was ktoś powiadomi, a teraz chodźcie wszyscy, trzeba was umyć.

Hank nie od razu zrozumiał o co jej chodzi, ale spojrzał na swoje ręce, potem na cały zespół. Każdy miał brudne ręce od krwi, bo podnosili Jay'a na nosze.

Drużyna podążyła za pielęgniarką. Erin miała szczególny problem z umyciem się. Ręce jej się trzęsły, cały czas szlochała, na szczęście Maggie pomogła jej z tym, następnie zaprowadziła wszystkich do poczekalni.

Do pomieszczenia przychodzili co raz to nowi ludzie. Było sporo policjantów, przyjechała także remiza 51. Hank wstał, żeby przywitać się z dowódcą i porucznikami.

- Witaj Voight, słyszeliśmy co się stało. Bardzo nam przykro. Jak się ma Jay?

- Nie wiemy. Dostał 3 kule. Dwie w ramie, jedną w brzuch. Dwa razy już się zatrzymał, zanim w ogóle trafił na salę operacyjną, podobno stracił ze 2 litry krwi. Nie wiem… jest naprawdę źle…

- Jesteśmy tu z wami. Jeżeli będziecie czegokolwiek potrzebować dajcie tylko znać.

- Dziękuje.

- Voight! – do sali wpadł Antonio. – Przyszedłem najszybciej jak się dało! Co się do cholery stało?! Co z nim?

- Antonio… jest źle.

Voight opowiedział mu wszystko tak jak strażakom. Gdy Dawson dowiedział się już tego co chciał, nic nie powiedział, tylko skinął głową i poszedł do Erin, usiadł z nią, a ta się do niego przytuliła. Nic nie mówili. Słowa nie były potrzebne. Wszyscy dobrze wiedzieli jakie są szanse na przeżycie ich przyjaciela, ale nikt nie chciał tego powiedzieć na głos.

Czekali godzinę, później kolejną i kolejną…

Chodź wszyscy wiedzieli, że tak musi być, to już ciężko było wysiedzieć na miejscu. Każdy chciałby już wiedzieć co się dzieje z Jay'em.

Z jednej strony dobrze, że nikt nie przychodził za szybko, bo to by mogło oznaczać tylko jedno… a tak? Wciąż jest nadzieja. To musi oznaczać, że Jay ciągle walczy.

Erin spała cały czas w objęciach Antonio, Kim w Adama. Al siedział na parapecie i patrzył w okno. Voight siedział, rozmawiał z ludźmi i obserwował swój zespół.

Każdy z nich wygląda teraz jak wrak człowieka, cień samego siebie. Wiedziałem, że Jay wiele znaczy dla tego zespołu, dla mnie, ale nigdy nie myślałem, że aż tyle. Boże… on musi przeżyć. Bez niego nie będzie wywiadu, bez niego… co się stanie z Erin? Staciła już Nadie, każdy wie jak się po tym załamała, ale Jay ją z tego wyciągnął, a teraz? To może się skończyć tragicznie… dla nas wszystkich. Ten chłopak musi żyć.

Minęły już w sumie 4 godziny odkąd Jay pojechał na operacje. Drzwi właśnie się otworzyły i stanęli w nich dr Choi i dr Rhodes. Każdy teraz stał i z niecierpliwością wpatrywał się w lekarzy…