CHICAGO PD – PART VI
VOIGHT POV
Patrzyłem na lekarzy i obejmowałem ramieniem Erin. Czekałem niecierpliwie co nam powiedzą, ale już po ich minach wiedziałem, że nie jest dobrze…
- Detektyw Halstead przeżył operacje, ale dalej jest w stanie krytycznym. Udało nam się naprawić tętnice biodrową, która spowodowała masywny krwotok oraz jelito cienkie. Jedna z kul, która uderzyła w ramię, tak jak podejrzewaliśmy, odbiła się od obojczyka, łamiąc go i poszła w płuco, co spowodowało odmę i parę innych pomniejszych komplikacji. Ostatni, trzeci pocisk, nie zrobił wielkiej szkody, bo uderzył w mięsień. Obojczyk musi być naprawiony operacyjnie, ale to jest sprawa drugorzędna, kiedy detektyw będzie wystarczająco silny. Niestety teraz jest na OIOM-ie, podłączony do respiratora, z powodu uszkodzonych płuc. Dodatkowo nie wiemy jeszcze, w jakim stopniu wpłynęła na jego mózg tak duża utrata krwi. Dowiemy się, jeśli detektyw się obudzi.
- Jeśli? – wtrącił roztrzęsiony Ruzek.
- Tak… przepraszam, ale tak. Detektyw Halstead wiele przeszedł przez ostatnie godziny. To naprawdę cud, że żyje, ale to jeszcze nie koniec, bo jak mówiłem jego stan jest dalej krytyczny i najbliższe 24 godziny będą decydujące.
Gdyby Hank nie podtrzymywał Erin, dziewczyna z pewnością by upadła.
- Czy możemy go zobaczyć? – spytał Voight.
- Tak, ale na krótko i bardzo proszę o jak najmniejszą ilość osób. Pokój 211.
- Dziękujemy.
Voight zaprowadził Erin do Jay'a. Za nim szedł cały wywiad i Will.
Gdy weszli do jego pokoju, to był dla wszystkich prawdziwy szok. Wiedzieli co mogą tu zobaczyć, ale to ich przerosło.
Pierwsza rzecz, na którą Hank zwrócił uwagę to rurka, która znikała w gardle Jay'a.
- Mój Boże... Jay. – Erin pogłaskała chłopaka po policzku, uważając na rurkę intubacyjną, następnie pochyliła się i pocałowała go delikatnie w czoło. Hank przysunął jej krzesło, co przyjęła z wdzięcznością i usiadła na nim.
- Jay czemu to ty zawsze musisz się wpakować w takie gówno?! – krzyknął ze złością Will, na co Alvin położył mu dłoń na ramię.
Jay miał grube bandaże obejmujące jego brzuch i ramię. Był strasznie blady. Przez kroplówkę miał podawane płyny i oczywiście krew.
Siedzieli tam dłuższą chwilę, kiedy odezwał się Voight.
- Chodźcie. Musimy złapać tego skurwysyna, a tutaj wiele nie zdziałamy. Adam twoim zadaniem na tą chwile jest skontaktowanie się z Myszą. Wszyscy inni jadą do okręgu i szukają typa.
- Szefie… ten skurwiel nie ma prawa przeżyć. Wiem, że Jay by się z nami nie zgodził, ale tak trzeba.
- Wiem Ruzek. Obiecuję wam to. Ten człowiek nigdy nie trafi za kratki.
Will popatrzył na zespół z nieukrywanym zdziwieniem, ale też ogromną wdzięcznością i ulgą. Nawet się ucieszył. Wiedział, że ten facet nie ma szans z wywiadem. Za to Erin nawet nie zwracała na nich większej uwagi. Dziewczyna nie odrywała wzroku od twarzy Jay'a.
- Voight, ja też chcę w tym uczestniczyć – odezwał się Antonio.
- Oczywiście. Dogadaj się ze swoim biurem i czekam na ciebie w okręgu. Pożegnajcie się wszyscy i za 5 minut widzę was w autach.
Każdy po kolei podchodził do boku Jay'a. Pierwszy był Ruzek.
- Jay to nie jest pożegnanie. Za niedługo złapiemy tego skurwiela i wrócimy tu do ciebie. Tylko trzymaj się. – Zacisnął zęby ze złości. Kim przytuliła go i odezwała się do Jay'a.- Za niedługo wrócimy Halstead, dobrze byłoby wtedy zobaczyć twoje oczy.
Gdy Adam i Kim odsunęli się, do detektywa podszedł Olinsky, który ścisnął rękę Jay'a i zaraz wyszedł z pokoju. Później Atwater schylił się, szepnął kilka słów i podobnie jak Alvin wyszedł z pokoju, za nim dwaj młodzi kochankowie.
Antonio ciężko uklęknął na jedno kolano obok łóżka detektywa i ścisnął mu rękę.
- Jay słyszałeś ich wszystkich. Oni w ciebie wierzą. Potrzebują cię. Tak jak ja. Musisz walczyć. Pamiętaj, jesteś silniejszy niż to. Tak jak powiedzieli, za niedługo tu wrócimy i chcemy zobaczyć twoje oczy i ten twój wkurzający uśmieszek. Kocham cię brachu, trzymaj się…
Antonio wytarł ręką pojedynczą łzę, która próbowała gdzieś ukradkiem spłynąć, na co nie dostała szansy. Odwrócił się i wyszedł.
Teraz sam Voight stanął na końcu łóżka. Czuł potrzebę, żeby powiedzieć coś swojemu detektywowi, ale aż go ścisnęło w gardle z tego żalu…
- Trzymaj się dzieciaku. Za niedługo się zobaczymy, tylko załatwimy coś za ciebie.
Podszedł do Erin, ścisnął ją za ramię i szepnął tylko, by informowała ich o każdej zmianie. Po tych słowach wyszedł, a w sali została tylko zrozpaczona dziewczyna, załamany brat i nieprzytomny detektyw. W całej tej ciszy słychać było tylko pikanie monitora, syk wentylatora i cichy szloch…
Bardzo przepraszam, że trwało to tak długo, ale wiecie jak jest na koniec roku szkolnego, poza tym ciężko mi było się za to od nowa zabrać, ale mam nadzieję, że teraz pójdzie szybko i wkrótce skończę tą historię :)
