Rozdział betowany oczywiście przez 100-ki. Yakou. no. Ou. / EDIT. Oraz Himitsu.

Po raz kolejny pragnę podziękować za wszystkie komentarze. Znowu wywołały one u mnie chęć jak najszybszego wrzucenia wam nowego rozdziału - nie zrobiłam tego za późno, prawda? ;) Cieszę się, że podoba wam się tłumaczenie i, kurczę, nie macie pojęcia jak mnie to motywuje.

Niestety w najbliższym czasie nie ma co liczyć na dłuższy rozdział. Takie one po prostu są. Dlatego staram się wrzucać je codziennie. Doskonale pamiętam, jak mnie samej było ich mało i mało...

To nie była ostatnia perspektywa Toma, możecie być tego pewni. Jeszcze będziecie mieli okazję poznać tego Ślizgona...

I nie. To nie jest slash - według autorki. Ale, jak też wcześniej mówiłam, nawet jego miłośnikom z całą pewnością spodoba się ten fick, bo relacja między Tomem i Harrym jest... specyficzna. Och, sami zobaczycie, co mam na myśli. Nie chcę niczego zdradzać, więc trudno mi wam to wszystko wytłumaczyć :).

O ewentualnych kontynuacjach (a powiem, że istnieje prequel, sequel i zbiór miniaturek) porozmawiamy, jak już będzie bliżej końca. Na razie nie chcę niczego planować na przód. Jeszcze dużo przede mną...

Tym razem wyszło bezimiennie - wybaczcie, następnym razem to nadrobię. A teraz brać się do czytania! :)


Ulubieniec Losu

Rozdział szósty

Harry przygryzł wargę, przemierzając znajomy korytarz prowadzący do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Jego głowa pulsowała. Tom potrafił sprawić, że jego głowa bolała na wszystkie możliwe sposoby – dosłownie, w przenośni i metaforycznie. To było niesamowicie… dezorientujące. Był bardziej niebezpieczny, niż Voldemort kiedykolwiek był, zdecydowanie poważniejszym zagrożeniem. Był rozsądny, subtelny i genialny. A co w tym było najgorsze? Można było o tym zapomnieć. Potrafił sprawić, że zaczynało ci zależeć. Harry zamknął mocno oczy, szukając spokoju. Nieco drżąc, potykał się o schody prowadzące do Gryfońskich dormitoriów. Jego łóżka. Szkarłatnych zasłon, jego kufra, jego małego nieba. Z wyjątkiem łóżka, które nie było już dla niego wybawieniem. Nie ze snami. Koszmarami. Każdej nocy. Z ciężkim westchnieniem wgramolił się pod kołdrę, ostro zaciągając wokół siebie zasłony. Światło zostało przytłumione, a ciemność stała się ukojeniem dla jego oczu i głowy. Kołdra była zimna. Z groźnym wyrazem twarzy uderzył głową w poduszki. Potem jego oczy się zamknęły.

Wstał jeszcze wcześniej niż poprzedniego ranka, naprawdę wcześnie. Musiało być około czwartej. Potter wiedział, że nie będzie już w stanie zasnąć. Z westchnieniem wciągnął na siebie jakieś ubrania, a następnie skierował do Pokoju Życzeń.


- Twoi przyjaciele cię szukają.

Harry podniósł głowę, słysząc znajomy głos Zeviego Prince'a. Jasnowłosy nastolatek zatrzymał się obok niego i po chwili tak jak on oparł o ścianę. Znajdowali się pod klasą Eliksirów, gdzie były one ponure i rzucały cień. Zima zawsze sprawiała, że lochy stawały się jeszcze bardziej nieprzyjemne.

- Hmmm… - mruknął w odpowiedzi. Zevi uśmiechnął się do niego.

- Widzę, że jesteś jak zawsze wymowny.

- Zamknij się, Zev – warknął lekko, chociaż tak naprawdę nie do końca się tym przejmował. Nastąpiła chwila ciszy.

- Byliście dość blisko – zauważył Zevi.

- Jesteśmy – westchnął. – Albo byliśmy, nie jestem pewny na czym teraz stoimy.

- Tom zabije mnie za to, że ci to mówię, ale nie odpychaj ich – poradził mu Zevi z nieczytelnym wyrazem twarzy.

- Tom? – zapytał. – A co on ma z tym wspólnego?

Teraz Zevi wyglądał na nieco zirytowanego.

- Nie możesz być aż tak nieświadomy, Evans. Naprawdę myślisz, że mój Pa… Tom… zdolny jest podróżować w czasie dla pierwszego lepszego człowieka? – warknął. Harry podniósł głowę.

- Przypuszczam, że nie możesz tego rozwinąć? – zapytał. Zevi zawsze był jego sojusznikiem w tych ciągłych potyczkach o władzę z Riddle'em, może i niechętnym, ale mimo wszystko sojusznikiem. Chociaż zawsze stawał po stronie Toma, jeśli Harry naprawdę w niego zwątpił. Wszyscy z nich to robili.

- Ha! I ryzykować gniew Toma? Chyba sobie żartujesz – odparł cierpko Zevi, potwierdzając jego myśli.

Rozmowa urwała się, kiedy więcej osób zaczęło schodzić się na lekcję z eliksirów – w tym Tom. Przyszły Czarny Pan spojrzał na nich oceniająco, ale niczego nie skomentował. Zevi ścisnął jego dłoń, po czym wstał i dołączył do reszty.

- Po prostu uważaj, dobra?


- Harry! – zawołał go ktoś za jego plecami. Wzdrygnął się w duchu, a następnie zebrał w sobie i odwrócił.

- Masz zamiar powiedzieć mi, co się dzieje między tobą a Princem? – zapytał Tom, zatrzymując się przed nim. Przez chwilę udawał, że rozważa odpowiedź.

- Nie.

- W takim razie idę znaleźć Zeviego. – Tom spoglądał mu przez chwilę wyzywająco prosto w oczy. Harry podniósł tylko brew, nie wierząc mu… ale kiedy Tom wzruszył ramionami i odszedł, zaczął przeklinać swój kompleks bohatera. Wątpił, aby Zevi dobrze sobie radził z metodami, jakimi w czasie przesłuchań posługuje się Tom.

- Riddle – zawołał cicho. Tom odwrócił się. Wyglądał na cholernie zadowolonego z siebie. Potter ledwie powstrzymał się od przewrócenia oczami. Całkowicie świadomie podszedł do niego, zatrzymując się, kiedy spoglądał starszemu chłopakowi prosto w oczy.

- On mnie jedynie poinformował, że moi przyjaciele mnie szukali. – Uśmiechnął się nieznacznie na wyraz twarzy Toma, a następnie ponownie odszedł. Och, uwielbiał zawracać mu w głowie. To była świetna zabawa.

- Rani mnie twój brak zaufania w moją ofertę przyjaźni – krzyknął za nim Tom.

- Jakim cudem uda ci się to przeżyć? – zadrwił lekko, nie oglądając się za siebie.

- Zamknij się, Wybrańcu!

- Touché, Tomusiu, touché*.


* Touché – z języka francuskiego. Zwrot popularny głównie dzięki bajce „Tom i Jerry", często pojawia się w filmach o muszkieterach. Okrzyk wydawany w momencie trafienia przeciwnika. Ni mniej ni więcej, najbardziej ogólnikowo rzecz biorąc, oznacza ciętą ripostę. Celna, trafna odpowiedź pobijająca „przeciwnika" w rozmowie.