Rozdział betowała 100-ki. Yakou. no. Ou. :) / EDIT. Oraz Himitsu.
Cookies. Alice - cóż, miałam właśnie taką nadzieję, że wcześniej wrzucony rozdział stanie się miłą niespodzianką. A jak już mówimy o rozdziałach... one już po prostu mają taką budowę, prawie zawsze kończą się w zaskakujących momentach, które zaciekawiają czytelnika do przeczytania co się stanie dalej. Cieszę się, że ci się podoba. :)
NigrumLotus - w ogóle róż prezentowany przez Umbridge jest okropny. Czuję mdłości, jak tylko o nim pomyślę ;). I o niej. Chociaż to prawie jedno to samo, prawda? Och, i dobrze, że zwracasz mi uwagęna ten błąd. Jak już mówiłam - przydałoby się w końcu, abym się tego nauczyła ;).
Louise - nie wiem czy będzie więcej tego, czego pragniesz, ale zdecydowanie nie zaprzestanę tłumaczenia ;). I tak, kłótnie między Tomem, Harrym oraz Umbridge się jeszcze pojawią, chociaż...
Już nic nie zdradzam. Dziękuję za wasze komentarze. Miłego czytania!
Ulubieniec Losu
Rozdział ósmy
Wiedźma.
Krew spływała po jego nadgarstku: Będę okazywać szacunek swoim przełożonym. Jak w ogóle Ministerstwo mogło ją zatrudnić… Ból przeszył jego rękę.
- Jakiś problem, panie Potter? – zaświergotał ten chory, cukrowy głos.
- To nielegalne – warknął. Pochyliła się nad biurkiem, na którym należące do niej przedmioty ułożone były w obsesyjnie pedantyczny sposób. Koty syknęły ze ścian. Całe pomieszczenie było różowe; obrzydliwe i różowe. Tak jak ona. Miał ochotę rozszarpać coś gołymi rękami. Nauczycielka tylko uśmiechała się słodko.
- A komu o tym powiesz? Swoim rodzicom? – Ałć. Jego krew pulsowała, zamrożona w żyłach z czystej nienawiści. Najgorsze było to, że miała rację. Komu mógłby powiedzieć? Był sierotą i cholernym Wybrańcem… nie mógł pozwolić sobie na okazanie słabości. Ślizgoni doskonale go tego nauczyli. Nie. To był jego problem. Jej uśmiech poszerzył się. Głupia ropucha.
- A co z Tomem? – Odważył się zapytać. Jej oczy błysnęły, raczej szaleńczo.
- Pan Riddle sprząta drugie piętro. Bez użycia magii. – Ach. Całe drugie piętro? To barbarzyńskie. Chociaż, znowu, krwawe pióro też takie było. Spojrzał w dół na swoje nadgarstki, ściskając pióro mocniej między palcami.
- Ile linijek? – warknął ostro. Miał wrażenie, że uśmiech zaraz rozsadzi jej twarz.
- Tak długo, aż ta wiadomość… wsiąknie. – Zabawne. O ile było to w ogóle możliwe, jej umiejętności komiczne były jeszcze gorsze niż nauczycielskie. Chociaż nieźle ze sobą konkurowały. Kontynuował pisanie, nie pozwalając sobie choćby nawet na drgnięcie. Nie mógł dać tej suce satysfakcji. Jej krótkie, przysadziste i okrągłe palce zacisnęły się na jego ramieniu. Jej oddech pachniał słodko i obrzydliwie. – Robię to, bo mi na tobie zależy. Bardzo. Wiesz, że zasłużyłeś na karę.
Zależy. Jasne.
Cóż, tak długo, jak nikt się o tym nie dowie.
- Wyślę cię do piekła – obiecał sympatycznym tonem. Zamrugała.
- Szlaban za grożenie nauczycielowi.
- Już na niego czekam.
Był zadowolony widząc, że jej dobry nastrój zdecydowanie się pogorszył.
Całkowicie na to zasłużyła.
Demon w różu.
- Co ta zdzira kazała ci robić? – zapytał współczująco Ron. W delikatnej poświacie ognia jego rude włosy jarzyły się Gryfońską czerwienią. Zajmowali najlepsze miejsca przy kominku. Harry wzruszył ramionami, udając obojętność, ignorując ostry krzyk Hermiony:
- Ronald!
- Po prostu pisałem – powiedział, nawet nie kłamiąc.
- Och. Cóż, to nie tak źle – stwierdziła Hermiona, zerkając na niego. Jej ciepłe, czekoladowo-brązowe oczy złagodniały ze zmartwienia, wymazując wszelką irytację z jej – może nieznacznie – protekcjonalnego tonu.
- Szkoda, że nie było gorzej – wymamrotał ktoś. Magia Harry'ego zawrzała niebezpiecznie. Wstał, trzymając mocno różdżkę w jednej z dłoni. Odwrócił się na pięcie, od razu wiedząc, kto był autorem tych słów.
- Chciałbyś coś powiedzieć, McLaggen? – warknął.
Pokój Wspólny zamilkł, a powietrze napięło się w oczekiwaniu. W dziwnie pokręcony sposób przypominało mu to Ślizgonów. Tyle że wśród Gryfonów był to efekt brutalnej żądzy fizycznej walki, a wśród węży gorliwego, żądnego krwi skupienia padlinożerców, czekających na pożarcie na pokonanego. Fizyczność a polityczność. Nigdy nie myślał, że to powie, ale oba domy miały swoje wady i zalety. Było coś ekscytującego, skomplikowanego i stawiającego wyzwanie w potyczkach politycznych, a czego brakowało w walce – w polityce chodziło o to, by być sprytnym i zawsze być krok przed swoimi przeciwnikami. U Gryfonów najważniejsze było to, kto znał najlepsze klątwy albo uderzenia. Mimo tego, Gryfoni byli wspaniali. Nigdy nie nazywali go niczym innym prócz lwa w skórze węża albo węża z lwią grzywą.
- Nie…
- Tak myślałem.
Zaczarował dłoń wężoustym glamour.
Westchnął, będąc w okropnym nastroju i wyżywając się – ponownie – w Pokoju Życzeń. To było samolubne z jego strony, ale naprawdę nie chciał, aby Ron i Hermiona wiedzieli o tym pomieszczeniu. Było to jedyne miejsce w całym zamku, w którym mógł potrenować i znaleźć trochę spokoju. Tylko Tom mógł go tu znaleźć - ale, szczerze mówiąc, to ze względu ich więź Tom mógłby go namierzyć pewnie wszędzie, więc on się nie liczył.
Pokonując i zaczarowując kilku wyimaginowanych przeciwników w pojedynku, padł. Z niesamowitą ulgą porzucił ograniczenia, jakie nakładał na niego status Złotego Chłopca. Dopóki nie poczuł, jak to jest być Ślizgonenem, mieć anonimowość (no cóż… do pewnego stopnia) i wolność, nigdy nie zdawał sobie sprawy jak naprawdę męczące jest utrzymywanie tej maski. Tak, to prawda: nie starał się być zawsze najlepszym na lekcjach, pozwalał pokonać się Hermionie i właściwie działał dokładnie tak, jak altruistyczny Gryfon – nie poniżając się jedynie w Quidditchu. Każdy spodziewał się, że Wybraniec będzie niezwykle błyskotliwy, więc gdyby z kimś o to konkurował, czułby prawdopodobnie jedynie zbędną presję. Nie wspominając już o tym, że nie chciał, by Ron czuł, że do nich nie pasuje, a Hermiona miała wrażenie, że okrada ją z osiągnięć, które zdobyła dzięki nauce. Byli jego najlepszymi przyjaciółmi. Ron miał już siedmioro rodzeństwa z którym mógł konkurować, nie potrzebował dodatkowo geniuszu Harry'ego.
Bardziej poczuł niż usłyszał, że Tom wszedł - ta aura była nie do podrobienia. Nigdy o tym nie mówili, ale zawsze kończyli spotykając się w tym pokoju… mniej więcej w tym czasie. Naprawdę nie był zaskoczony.
- Jak szlaban?
- Świetna zabawa – odpowiedział sarkastycznie, niszcząc ostatnie golemy. Odwrócił się, aby stawić czoło dziedzicowi Slytherina. – A twój? Drugie piętro lśni czystością?
- Nie będę nawet pytać skąd zawsze wiesz o wszystkim, co nie jest twoją sprawą – odwarknął Tom.
- To prawdopodobnie najlepsze, co możesz w tym przypadku zrobić. – Uśmiechnął się. Tom potrząsnął głową, jakimś cudem nie poruszając przy tym nawet jednym włosem na swojej głowie.
- Wciąż nie mogę uwierzyć, że pozwalają jej uczyć… Trzmiel*, Ministerstwo, czego innego można po nich oczekiwać?
- Dumbledore jest w porządku. – Harry wzruszył ramionami. – To manipulacyjny drań, ale ma dobre intencje. – Tom rzucił mu spojrzenie.
- Mam zamiar zapomnieć, że to powiedziałeś.
- Jasne, jasne, masz niezwykle dobrą pamięć, najdroższy Tomusiu… - Riddle syknął na tą pieszczotę – …nigdy nie zapominasz i nigdy nie wybaczasz.
- Powinieneś wiedzieć, że jestem bardzo wyrozumiałym człowiekiem.
Harry wpatrywał się w niego kilka sekund, po czym wybuchnął śmiechem. Tom uśmiechnął się złośliwie.
- No dobrze, przyznaję, jestem wyrozumiałym człowiekiem, jeśli jest mi to na rękę – poprawił się.
- Lepiej.
- Harry?
- Hmm? – odpowiedział.
- Jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie „najdroższym Tomusiem", wyrwę ci język i wsadzę ci go do gardła.
Zaczęli się pojedynkować.
W połowie rzucania potoku zaklęć, których Harry ledwo co uniknął, Riddle zatrzymał się.
- Już zmęczony? – drażnił się. Spojrzenie Ślizgona było niebezpieczne i przebiegłe.
- Używasz drugiej ręki.
Ups.
* Trzmiel - takie przezwisko najczęściej pojawia się w odniesieniu do dyrektora w fickach. Bo chodzi oczywiście o Dumbledore'a. Dlatego też zdecydowałyśmy się przetłumaczyć Dumbles na właśnie Trzmiela. Poza tym… w ramach przerywnika 100-ki. Yakou. No. Ou. pragnie dodać, że „bety powinny być ubezpieczone od urazów psychicznych i mieć zapewnioną opiekę psychiatryczną". Cała sprawa wywiązała się w czasie poszukiwań właśnie odpowiedniego przetłumaczenia dla tego przezwiska i jeżeli ktoś jest ciekawy, o co dokładnie chodziło, to może sprawdzić w określenie Dumblesauce. Naprawdę, czasami wolałaby nigdy nie poznać internetu…
