O to, by rozdział miał ręce i nogi zadbała 100-ki. Yakou. no. Ou. - dziękuję! / EDIT. W nieco późniejszym terminie betowała go również Himitsu.

NigrumLotus - tak, z całą pewnością musiały zaszkodzić. Szczególnie, że Tom był dość uroczą osobą. Też bym się wkurzyła, gdyby moje przyszłe ja było takie ohydne ;). Ja też lubię rozdziały z punktu Toma. Są trudniejsze i bardziej... tłumaczące wszystko. Bardzo ciekawie jest wejść do umysłu tego geniusza ;). I tak, Harry będzie pokazywał pazurki... chociaż nie zapominajmy, że to Tom jest najbardziej niebezpieczna osobą w tym "związku" i z całą pewnością nią pozostanie. Nie oczekujmy cudów. Ale, tak, na pewno będzie miał wpływ na to, w jaki sposób Potter będzie się zachowywać... Zamykam się, ma za długi język. :)

Louise - nie będę mówiła nic na temat różnicy między Tomem a Voldemortem, bo często będzie się jej sprawa przewijała w tym opowiadaniu. I będzie ciągnęła się do samego końca... wybacz mi, że tak mało, ale nie chcę niczego zdradzać, a wiele z tego, co chciałabym powiedzieć o Tomie, byłoby o tym, co się dopiero wydarzy. W każdym razie na pewno będzie dużo dialogów między Harrym a Tomem - różnych, różnistych. Na różne tematy ;).

Tsukiaisuishou - zobaczysz, co Tom będzie próbował. W każdym razie na pewno nie pozostanie bierny - to byłoby niemożliwe, w końcu wiemy, jaki jest Voldemort ;). I cieszę się, że cię wciąga. Bo na pewno warto to wszystko przeczytać ).

Koma - wiesz, wcale nie jest ich tak mało. Jest mało w języku polskim, ale czytając po angielsku spotkałam się z naprawdę wieloma bardzo ciekawie stworzonymi postaciami Toma (albo Voldemorta). Chociaż, teraz mam straszny niedosyt, bo nie mam czego czytać... nieważne :).

Dzisiaj pechowa trzynastka - może nie jestem przesądna, ale aż boję się ją wrzucać. W każdym razie dziękuję za komentarze i życzę smacznego rozdziału!


Ulubieniec Losu

Rozdział trzynasty

Naznaczona wieloma zmarszczkami twarz dyrektora zatrzymała się przy jego łóżku, wpatrując się w Toma.

- Harry, mój chłopcze, chciałbym chwilę porozmawiać z tobą w cztery oczy – oznajmił, uśmiechając się spokojnie. Brwi Toma podniosły się na to zignorowanie jego osoby.

- Abyś mógł o mnie porozmawiać, co? Wolałbym zostać, nie ufam ci, jeśli chodzi o Harry'ego, a obaj wiemy, że to, czego chcę liczy się bardziej niż to, czego ty chcesz – odpowiedział chłodno Tom. Ramię okrążyło go, odciągając z dala od zasięgu ramienia Dumbledore'a. Dyrektor zrobił krok do przodu, wyglądając na wściekłego, ale zaraz potem uśmiech wrócił na jego twarz i mężczyzna opadł z gracją na wyczarowany fotel.

- A co ty na to powiesz, Harry? – zadał mu pytanie Dumbledore. Spojrzał na starca, swojego byłego mentora i nadal promieniejącego dobrocią, irytującego i manipulacyjnego jak diabli dziadka.

- Nie mam nic przeciwko temu, aby Tom został – stwierdził prosto. Dumbledore wyglądał na nieco niezadowolonego.

- Doskonale – powiedział szorstko. Nastąpiła chwila ciszy. – Możesz mi powiedzieć co widziałeś, Harry? Wiem, że to dla ciebie trudne, ale muszę wiedzieć co powiedział ci Tom.

- Voldemort – poprawił automatycznie. Dumbledore spojrzał na niego; długo i przenikliwie.

- Co Tom ci powiedział? – kontynuował. Harry czuł, jak magia Toma zaczyna gniewnie buzować.

- Nie wiem, próbowałem wykopać Voldemorta z mojej głowy, więc nie poświęcałem Tomowi zbyt wiele uwagi – odpalił ze śmiertelnym spokojem w głosie. Dumbledore patrzył na niego przez chwilę, bez błysku w oku.

- Co ci powiedział Voldemort? – zapytał w końcu dyrektor. Punkt. Harry: 1, Trzmiel: 0.

Uśmiechnął się niewinnie.

- Nic, co by ciebie dotyczyło – odparł gładko. – Chodźmy. Nie wytrzymam ani sekundy dłużej w otoczeniu tej bieli.

Tom roześmiał się.


(Punkt widzenia Dumbledore'a)

Jakim cudem wszystko tak szybko wymknęło mu się spod kontroli? Harry Potter był Harrisonem Evansem, a Tom Riddle był w Hogwarcie. To było niesprawiedliwe. Nie mógł nawet jawnie stawić im czoła, bo istniało ryzyko, że pchnie tym Harry'ego jeszcze dalej w Ciemną Stronę… albo rozpocznie coś zupełnie innego. Obaj mieli dar pociągania za sobą ludzi, szczególnie, kiedy byli razem – swoją charyzmą i siłą wydawali się zataczać wokół siebie pole magnetyczne. Obaj byli też bardzo przystojni. Cholera. Harry zostanie skrzywdzony, tak jak on został przez Grindewalda, ale wówczas będzie już w tym tak głęboko, że nie będzie mógł się z tego wydostać. Cholera! Spojrzał na wejście, którym wyszedł Ślizgoński Duet. Musiał wrócić do gry. Szybko. Tom nie miał zamiaru oddać chłopca bez walki.


(Punkt widzenia Rona Weasleya)

Podskoczył, kiedy dwie postaci wypadły ze Skrzydła Szpitalnego, sycząc cicho do siebie. Wężomowa. Dlaczego Harry rozmawiał z Riddle'em w języku węży? Mieli coś do ukrycia? Zawrzał ze złości. Odkąd przypełzły węże, Harry miał coraz mniej czasu dla niego… dla niego i dla Hermiony. Myślał, że byli najlepszymi przyjaciółmi, ale wyglądało na to, że teraz Harry miał nowych przyjaciół. Malfoya? Jakim cudem Harry mógł przyjaźnić się z Malfoyem?

- O co Dumbledore cię pytał, stary? – zagadał, przecinając im drogę.

Przerwali swoją rozmowę, patrząc na niego. Nienawidził tego zimnego, oceniającego spojrzenia, jakim obdarzał go Riddle. Ten zły drań pewnie zabije ich wszystkich we śnie. Harry'ego, jego najlepszego przyjaciela, skrzywdzi albo zrobi mu coś jeszcze gorszego. Zjeżył się nieznacznie.

- Chciał porozmawiać ze mną o Voldemorcie. – Harry wzruszył ramionami, a jego oczy pociemniały. Wyglądał przerażająco.

- I co mu powiedziałeś? – zapytał niecierpliwie.

- Aby się odpieprzył – odpowiedział Tom, pociągając za sobą Harry'ego. – Później, Weasley.


(Punkt widzenia Hermiony Granger)

Harry zmienił się, nie można było temu zaprzeczyć. Ale niezaprzeczalne było też to, że w głębi serca wciąż był taki sam – odważny i bohaterski. Małym chłopcem, któremu poświęcano zbyt wiele niechcianej uwagi i na którego ramionach spoczywał wielki ciężar, który kiedyś uratował ją przed trollem w łazience. Jej najlepszym przyjacielem. Przyszywanym bratem. Byli razem na dobre i na złe, choćby się waliło i paliło, i żadna jego nowa postawa nie mogła tego zmienić.

W towarzystwie Toma wydawał się jeszcze bardziej otwarty, a zarazem jeszcze bardziej uważny. Śmiał się więcej, uśmiechał więcej – gorzkimi uśmiechami, szczerymi uśmiechami i uśmiechami tak jasnymi, że mogłyby przyćmić słońce. Był bardziej pewny siebie, zdobywał lepsze oceny. Miał kogoś, kto go rozumiał. Ponieważ Harry i Tom, mimo swoich kłótni – których wielu była świadkiem w Wielkiej Sali – swoich potyczek o władzę oraz przekomarzań, rozumieli się. Chciałaby być kimś takim dla Harry'ego, ale nie mogła. Był szczęśliwy. Jasne, wciąż był zamyśloną, kapryśną osobą, która wszędzie się wciskała, ale był też niesamowicie szczęśliwy. Ślizgoni wydawali się zaspokajać jego zamyśloną stronę w sposób, w który Gryfoni z tym swoim porywczym usposobieniem nie byli w stanie. Był Ślizgonem. Był Gryfonem. Wiedziała jak to jest i nie mogła mieć mu za złe, że oddaje się swojej naturze, której nikt inny nie widział. Była Krukonką. Była Gryfonką. Harry pokazał, że można być i jednym, i drugim.

Wspierała go. Na dobre i na złe, choćby się waliło i paliło.

To właśnie robili przyjaciele.


(Punkt widzenia Cygnusa Lestrange'a)

Nienawidził Pottera – z wielką pasją. Był tak lekceważący i bezczelny! Ale jakimś cudem jego Pan wstawiał się za nim. To nie miało sensu. On i Tom byli kiedyś blisko, ale teraz więcej czasu spędzał z Harrym. Harrym! Nie miał zielonego pojęcia o czystej krwi, a jego moc byłaby dużo lepiej wykorzystana w zdolnych rękach. Ten lew nie wiedział nawet jak jej prawidłowo używać! Miał Toma, Zeviego, Alpharda, a nawet Abraxasa owiniętego wokół paluszka. To obrzydliwe. Dlaczego ten Czarny Pan nie mógł się pośpieszyć i zabić bachora, aby naturalny porządek w Slytherinie został przywrócony? To on był odpowiednią prawą ręką dla Toma, najbardziej lojalną i wierną. Harry nawet nie był po stronie Toma! Gdzie ta sprawiedliwość?

- Pan Lestrange? – Zatrzymał się, widząc światełka mrugające w niebieskich oczach i czując, jak jego wnętrzności wrą z niechęci. Kolejny miłośnik mugoli, taki jak Evans.

- Proszę pana? – zapytał ponuro. Starzec uśmiechał się do niego promiennie.

- Zastanawiam się, czy mógłby mi pan w czymś pomóc…