Rozdział betowany przez 100-ki. Yakou. no. Ou. / EDIT. Oraz Himitsu.
Niesamowicie się cieszę, że rozdział ci się spodobał Louise. Perypetie z Tomem aż do końca będę bardzo ważną częścią fabuły, ale z czasem pojawi się i reszta historii. Chociaż i ona będzie kręciła się wokół relacji Toma z Harrym. Ogólnie trzeba będzie jeszcze trochę na to poczekać, ale mogę obiecać, że fabuła będzie :). NigrumLotus, ja bym to nazwała biznesowym ;). I tak, Tom zawsze chce Harry'ego - teraz tylko co z tego wyniknie? A co do Cygnusa, to go w tym opowiadaniu raczej nigdy nie polubisz. To "ten zły" ). I wybaczam, wybaczam. A czy Syriusz przeżyje... to się przekonasz ;). Koma, a właśnie, że Syriusz. W końcu musiał się przecież - w jakiś sposób - pojawić ;). Ale czy przeżyje, to dopiero zobaczysz. Chyba nikt się nie spodziewał tej akcji z Syriuszem, Tsukiaisuishou. I masz rację, tak, tu wszystko idzie inaczej ;). Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz. Veniti, oni na parę będą wyglądać coraz bardziej do samego końca - co będzie niezwykle frustrujące. Pytasz o polskie ff z tą parą? Mam rozumieć poza ? I dobre? Fantastyczny, uwielbiany przeze mnie Harry i Voldemort jest w Death of Today, którego Ebony kilka pierwszych rozdziałów przetłumaczyła na Mirriel, a którego tłumaczenie niestety umarło w martwym punkcie. Jeżeli chcesz porozmawiać o HP/TMR to najlepiej pisz prywatną wiadomość, jeżeli dowiem się, co dokładnie cię interesuje, może będę potrafiła pomóc :). Kicia27, przepraszam, następnym razem zapamiętam, by dać takie ostrzeżenie ;). Bardzo ci w swoim i bety imieniu dziękuję za wsparcie, wiele to dla nas znaczy. Cieszę się, że ci się podoba. I kurcze, Midnightesse, jak mogłaś tak bezczelnie późno ;)? I nie martw się, betowanie wciąż pozostawiam na najwyższych obrotach :)! Jestem ambitna (?) ;). Co do wspomnień, to może je kiedyś przetłumaczę, na razie stwierdzam, że i bez nich można spokojnie to wszystko przeczytać. Wszystko po kolei ;). Postanowiłam zacząć od podstawy, potem ewentualnie prequel, sequel i zbiór miniaturek... trochę tego jest ;). W każdym razie cieszę się, że ci to wszystko do gustu przypadło i że będę miała w tobie czytelniczkę! I, obiecuję, postaramy się wszystko wrzucać tak, jak teraz.
Dziękuję za wszystkie życzenia weny - ta nie miała dzięki temu innego wyboru, jak tylko przyjść i zagnieździć się w mojej głowie - miłe komentarze, których nawiasem mówiąc było tym razem strasznie dużo. Jesteście niesamowici, dziękuję wam za to, że z takim wytrwaniem czytacie, komentujecie... cóż, po prostu jesteście. A teraz zabierać się za rozdział!
Autorka opisała krótko Ślizgonów, którzy przybyli z przeszłości, tak więc i ja wam to wrzucam. Osobiście, kiedy pierwszy raz czytałam ten fick, było to bardzo przydatne:
Tom Riddle (oczywiście) – jego intencje nie są jasne. Wygląda tak, jak mogliśmy wyobrazić to sobie dzięki opisowi J.K. Rowling. Jest nieprzewidywalny i robi bardzo dziwne rzeczy, czasami przeciwko swojemu przyszłemu ja, bez żadnego wyraźnego powodu. Genialny, przebiegły, mroczny… jak opisała go pani Rowling.
Zevi Prince – powiązany ze Snape'em, ojciec jego matki. Jest wśród węży największym sojusznikiem Harry'ego przeciwko Tomowi – chociaż jest z całą pewnością lojalny wobec Riddle'a. Bystry.
Cygnus Lestrange – ojciec Rudolfa, Rabastana… i reszty, o których wspomniała J.K. Rowling. Nienawidzi Harry'ego z pasją, ponieważ ten „zabiera mu Toma". Ma umowę, jak dotąd nieznanej treści, z Dumbledore'em.
Abraxas Malfoy – dziadek Draco. Dość lubi Harry'ego, jest taką mieszanką Lucjusza i Draco.
Alphard Black – wujek Syriusza. Ten, który w książkach zapisał Syriuszowi swój majątek. Taki Ślizgoński Syriusz.
Ulubieniec Losu
Rozdział szesnasty
(Punkt widzenia Toma)
Wpatrywał się w Harry'ego, czując jak jego wnętrzności zwijają się z satysfakcji niczym wąż. Dziękuję, Lordzie Voldemorcie. Nie zgadzał się z tym, jak jego przyszłe ja tworzyło sobie coraz większą ilość wrogów przez swoje bezsensowne zabijanie – mógł już wieki temu osiągnąć swoje cele w Ministerstwie, jako charyzmatyczny Tom Riddle. Ta lista, jakkolwiek nieczuła, była genialna. Harry poszedłby na koniec świata tylko po to, by ocalić swoją rodzinę i przyjaciół… Głupi.
(Punkt widzenia Harry'ego)
Napiął się nerwowo pod intensywnym i oceniającym spojrzeniem Toma. Być może sam powinien najpierw podać cenę, a dopiero później pozwolić stawiać Riddle'owi wymagania. To znaczy, był w końcu nastoletnim Czarnym Panem, bez względu na to jak czarujący i przy zdrowych zmysłach. To może dużo kosztować. Nieznacznie przełknął ślinę. Syriusz. Okej, Potter, nie bądź mięczakiem. Spójrz na to jak mężczyzna. Czego mógł chcieć Riddle? Jakoś wątpił, by było to coś tak prostego jak pieniądze. Rzeczywiście, zauważając w tych ciemnych oczach niewielki, drapieżny błysk, okrutny i zimny, był już pewien, że nie pójdzie tak łatwo. Z kocią płynnością głowa Riddle'a przechyliła się w bok, jak wąż, który obserwuje swoją zdobycz. O cholera.
- Jak wiele wart jest dla ciebie ten kundel, Harry? – zapytał jedwabiście Tom. Instynkt kazał mu pozostać bardzo, bardzo spokojnym. Znał Toma - gdyby teraz wykazał jakiekolwiek wątpliwości lub strach, zostałby zmiażdżony. Dziedzic Slytherina nie tolerował słabości, zwłaszcza u niego.
- Jak wiele, pytasz? – Uniósł brwi. – Bo czas ucieka, a szczerze mówiąc wolałbym nie znaleźć go w ogóle, niż znaleźć go martwego. – Sama myśl o tym, że kolejna osoba miałaby za niego umrzeć, zwłaszcza kolejna z jego rodziny, sprawiła, że jego serce stanęło.
Tom zrobił krok w jego stronę, oceniając go jakby mierzył wartość na celowniku, okrążając go powoli. Jego niepokój wzrósł, kiedy Riddle zatrzymał się za nim. Jego ręce spoczęły na barkach Harry'ego.
- Płacisz teraz czy później? – Jakim cudem brzmiał tak… biznesowo? Rozmawiali tutaj o ludzkich życiach! Poczuł ogarniający go chłód, kiedy zdał sobie sprawę, że dla Toma był to prawdopodobnie biznes jak wszystkie inne – on nie dbał o Syriusza czy życia innych, a jedynie o to, co mógł na tym zyskać.
- Później – powiedział tak spokojnie, na ile tylko było go stać. – Mniej, jeśli będzie martwy.
Chwila ciszy.
- Przysięgnij.
Harry wziął głęboki oddech, starając się zapanować nad swoimi nerwami. Dlaczego przyszło mu nagle do głowy określenie „zawrzeć pakt z diabłem"?
- Ja, Harry James Potter, przysięgam wypełnić ze swojej strony satysfakcjonującą obie strony zapłatę za uratowanie Syriusza Oriona Blacka w uzgodnionym terminie.
Ręce nagle opuściły jego ramiona, a Tom już był w połowie drogi do drzwi, idąc szybkim krokiem.
- Rozumiem, że mam szczeniaka do uratowania.
Błysk zieleni, zauważony z przerażeniem Mroczny Znak, i Tom zniknął.
Zaklął.
- Gdzie poszedł Tom? – zapytał markotnie Lestrange.
- Dostał… zlecenie – odpowiedział niezgrabnie Harry, wciąż próbując wymazać obraz Mrocznego Znaku ze swojej głowy. Co to było? Aportacja przez zadymione, wężowe coś? Jego blizna zaczęła pulsować.
- Jakiego rodzaju zlecenie?
Wysłał Lestrange'owi mroczne spojrzenie.
- Czy to nie ty miałeś być tutaj jego najwierniejszym zwolennikiem? – warknął na niego. Policzki Lestrange poczerwieniały.
- Ja… Tom mi ufa! – syknął chłopak. Harry w odpowiedzi spojrzał na niego sceptycznie, po chwili zwracając swoją uwagę na ogień. – HEJ! On mi ufa!
- To świetnie – powiedział miło.
- Naprawdę!
Potter usłyszał parsknięcia Zeviego i reszty Ślizgonów, ale nie mógł zmusić się, aby zwrócić na nich uwagę. Syriusz. Błagam, niech wszystko będzie z nim dobrze.
Czekanie było najgorsze.
Tom pojawił się przed kominkiem, powodując, że Harry podskoczył.
Reszta Ślizgonów zamilkła.
- Gdzie byłeś? – zażądał odpowiedzi Lestrange, wciąż się bocząc. Tom zignorował Cygnusa, spoglądając na niego.
- Syriusz? – szepnął, nie dbając o to, że wszyscy go słyszą.
- Wszystko z nim dobrze, jest w Skrzydle Szpitalnym. Sprawdź, jeśli chcesz.
Harry wstał natychmiast, zatrzymując się na widok podniesionych brwi Toma. No tak.
Przez chwilę patrzył bezradnie na drzwi, a następnie podążył za Riddle'em z powrotem do dormitorium.
- Wszystko z nim w porządku? Jak? – zapytał natychmiast, kiedy tylko drzwi się za nim zamknęły.
- Moje metody nie były częścią umowy, Harry. – Na twarzy Toma pojawił się uśmieszek.
- Nie możesz mi po prostu powiedzieć, co nie? – zapytał. Jedno spojrzenie na twarz Riddle'a dokładnie powiedziało mu, co ten myśli o tym pytaniu. Nie. Westchnął.
- Czego chcesz? – zadał pytanie bez ogródek. Zbyt dobrze go znał, aby nie wiedzieć, że Tom już ustalił sobie w głowie cenę. Ślizgon zrobił krok do przodu. Jego ruchy były zwinne i drapieżne. Dłoń, zimna i mocna, chwyciła jego ramię. Lewe. Przełknął ślinę, czując się nagle bardzo głupio. Nie postawił żadnych granic i ograniczeń dotyczących tego, czego Tom może od niego żądać. Nie mógł się ruszyć, a Tom nie mógł odwrócić wzroku. Mimo tego, kiedy Riddle podciągnął jego rękaw do góry, a jego ruchy były piekielnie wolne, nie mógł nic poradzić na to, że nieznacznie się szarpnął.
- Pozwoliłbyś mi, prawda? – stwierdził Tom cicho, z małym uśmieszkiem na twarzy. To nie był miły uśmiech; to nie był nawet okrutny uśmiech, który maskowałby jego naturalny urok. Ten był absolutnie chłodny.
- Umowa to umowa – powiedział bezbarwnie.
Czuł mdłości. Tom wyciągnął różdżkę, przykładając ją delikatnie do przedramienia. Wyobraził sobie Mroczny Znak… i zrobiło mu się jeszcze bardziej niedobrze.
Nastąpiła długa, długa cisza, o boże, chciał móc odwrócić wzrok.
Ból.
