Za zdatność rozdziału do przeczytania podziękowania się należą becie - 100-ki. Yakou. no. Ou. / EDIT. Oraz Himitsu.

Koma - taki już po prostu jest Tom. Chociaż czasami zastanawiam się, kto jest bardziej ciekawski - on czy Harry :). Syriusz będzie miał swoje momenty, więc jego postać troszeczkę się jeszcze rozwinie. I przepraszam za takie bezczelne katowanie, ale, kurczę, co mogę z tym zrobić? ;)

NigrumLotus - o Alecto troszeczkę w następnym rozdziale, obiecuję :). I tak, znak działa trochę inaczej. A co do twojego pytania to... cóż. Tak, to najlepsze słowo ;). Większość rozdziałów kończy się w sposób zaskakujący, irytujący czy coś w tym stylu. Ale nie wszystkie. Dzisiaj na przykład będzie dość spokojnie. Jak tak pomyślę, to z czasem spokojnych zakończeń będzie trochę więcej chociaż... no, nie oczekujmy cudu :). Ona tak po prostu pisze... I wiesz, zdanie, które podałaś, także bardzo lubię ;). A błąd już poprawiony, dziękuję za zwrócenie uwagi :).

Tsukiaisuishou - nie jestem do końca pewna, czy tutaj ci przypadnie do gustu. Wątpię w to, ale cóż... to się dopiero okaże, prawda? Syriusz jest Syriuszem, nieodpowiedzialnym dzieckiem, które próbuje udawać odpowiedzialnego. :)

Nie lubię tego rozdziału. Naprawdę. Mam nadzieję, że wam przypadnie on do gustu bardziej niż mnie. Kolejne będą bardziej ciekawe i... cóż, zobaczycie. Dziękuję z całego swojego małego serca za komentarze i czekam na wasze opinie - dzięki nim wiem, że moja praca nie idzie na marne. Smacznego!


Ulubieniec Losu

Rozdział dziewiętnasty

- A czyja to wina, że każde moje Halloween jest takie okropne? – odpowiedział sucho Harry. Kąciki ust Toma zadrżały.

- To nie może być tak straszne – zaszydził Lestrange.

Podniósł brwi, spoglądając na dziedzica Slytherina.

- Pierwszy rok, prawie zostałem zabity przez trolla. Drugi rok, Komnata Tajemnic została otwarta. Trzeci rok, masowy morderca uciekł z Azkabanu, ponoć po to, by rozlać moją krew. Czwarty rok, zostałem zmuszony do brania udziału w absolutnie niebezpiecznym Turnieju Trójmagicznym. Piąty rok… Jeszcze się nie zaczął.

- Co mam powiedzieć? Jestem wytrwały – Tom mruknął, wyglądając na nieco rozbawionego. – Piąty rok, skończyłeś w stanie śpiączki i półmartwy w Skrzydle Szpitalnym na dwa tygodnie.

- Tak jak ty, o ile pamiętam – odparł chłodno. Rozbawienie Toma wyraźnie się zmniejszyło.

- Sprawiasz wrażenie, jakby to Tom był wszystkiemu winny – zauważył spokojnie Zevi. Żaden z nich się nie odezwał. – Za kogo ty go masz, Czarnego Pana?

- Nie bądź śmieszny – warknął natychmiast. Spojrzał na dziedzica Slytherina. – Jest przecież tylko jego prekursorem.


Usiadł na trybunach boiska do Quidditcha, wpatrując się w ciemność. Za około dwie minuty rozpoczynała się godzina policyjna, ale nie był w stanie zmusić się do ruszenia z miejsca. Cała ta sytuacja stworzyła w jego głowie niezły bałagan. Kiedy wylądował w przeszłości i zaprzyjaźnił się z Tomem, nigdy nie spodziewał się, że wróci albo że oni wrócą wraz z nim. To było po prostu dziwne, połączenie tych dwóch światów i dwóch osobowości tak różnych, że ledwo wydawały się należeć do tego samego wymiaru, nie mówiąc już o tym samym ciele. Harry Potter, Gryfoński Złoty Chłopiec i Harrison Evans, nadzwyczajny Ślizgon. Ogień i woda. A jednak, obaj byli częścią jego natury… przypuszczał, że nigdy tak naprawdę nie był Złotym Chłopcem Gryffindoru, to była tylko maska. A mimo to, jeśli żyłeś w kłamstwie przez cztery lata, to czy kłamstwo nie stawało się prawdą? To było tak pogmatwane… Nie mógł również pozwolić sobie na powiedzenie prawdy, ale to nie tak, że wszystko co robił było kłamstwem… to tak jakby dzielił się na czarne i białe. To wciąż był w pewnym sensie on - w uśmiechu, który im wysyłał i w przyjaciołach, których miał.

O dziwo, to wrogowie byli tymi, którzy wyznaczali granicę między jego oboma życiami.

- Jest trochę późno, nie sądzisz? – zauważył czyjś głos, sprawiając, że podskoczył. – O tej porze można spotkać niebezpiecznych ludzi.

- Takich jak ty? – odpalił, spoglądając w górę. Tom uśmiechnął się, siadając obok niego. Przez kilka minut w milczeniu patrzyli na gwiazdy.

- Alecto Carrow – zaczął Tom. – Co o niej wiesz?

Harry zesztywniał nieco, a jego oczy się zwęziły.

- Śmierciożerca, który uciekł od wyroku. Ma brata, Amycusa – odpowiedział bezbarwnie. Przyszły Czarny Pan obserwował go przez chwilę błyszczącymi oczyma.

- Nie lubisz jej? – zapytał. Harry nie odpowiedział, spoglądając w dal.

- Jest godzina policyjna, powinienem wrócić do Pokoju Wspólnego – oświadczył, chociaż nie zrobił żadnego ruchu w celu zrobienia tego, co powiedział. Tom zachichotał.

- Zasady są po to, żeby je łamać – odparł cicho. – Carrow?

Jego usta wykrzywiły się.

- Nie zamierzasz odpuścić, co?

Tom zmarszczył czoło.

- Harry, śledziłem cię aż do boiska Quidditcha, dlaczego miałbym teraz odpuścić? – Na słowa „boisko Quidditcha" przeżuł z obrzydzeniem język. Tom zawsze nienawidził tego sportu. Harry wzruszył ramionami.

- Nie zrobiła na mnie zbyt ujmującego pierwszego wrażenia – zauważył. Dziedzic Slytherina przez moment się zamyślił. – Pytasz z jakiegoś powodu? Czy to tylko twój zwyczajny, wtrącający się we wszystko nos?

Tom uśmiechnął się do niego tak ostro jak ostre były zęby rekina.

- Jestem tylko ciekaw twojej opinii w tej sprawie, czy to zbrodnia?

Niedowierzająco zmarszczył nos.

- Gówno prawda – odparł stanowczo. Motywacje Toma nigdy nie były tak proste i z całą pewnością nigdy by o nich otwarcie nie mówił. Przenikliwe oczy jego towarzysza przyszpiliły go, cicho przesuwając się po jego skórze, mając nadzieję, że ujawi wszystko, co ukrywa. Następnie Tom się uśmiechnął.

- Być może – przyznał. Ślizgon wstał, spoglądając na niego. – Idziesz? Nie jestem w stanie pozwolić ci zrobić czegoś tak skandalicznego jak przebywanie poza dormitorium podczas godziny policyjnej.

Też się podniósł i obaj ruszyli z powrotem w kierunku zamku.

- Uniknąłeś odpowiedzi na pytanie – zauważył.

- Coś, co ty robisz bardzo często – odpowiedział bez wahania Tom.

- Co robisz? – zażądał odpowiedzi. Riddle zatrzymał się, na tyle blisko, aby móc go dotknąć. Wyraz jego twarzy szybko się ochłodził.

- Dlaczego zadajesz mi tak wiele pytań, Harry? Wiesz, że tego nie lubię – zakwestionował lodowato.

- A ty wiesz, że ja nie lubię nie wiedzieć. Twoje plany rzadko są dla mnie korzystne. Wiesz, że tak czy inaczej się o nich dowiem – odrzekł. Tom zrobił krok do przodu, a jego aura zaczynała pulsować.

- Jeśli tak jest, dlaczego w takim razie upierasz się, aby kontynuować tę rozmowę? To się robi nudne.

Jego oczy zwęziły się.

- Czy to nie jest ta sama wymówka, której za każdym razem używasz, aby wytłumaczyć dlaczego jesteś w tym okresie czasu mimo tego, że nie wydajesz się zainteresowany tym, co się w nim aktualnie dzieje? – zapytał.

Tom nie przestawał kierować się w stronę zamku, robiąc to coraz żwawiej.

- To koniec tej rozmowy.