Naruto (chwała Bogu) nie należy do mnie.

Pomysł stosunkowo dziwny, czyli zawirowania czasoprzestrzenne wywołane nocnymi rozmowami niekontrolowanymi. Dzięki wielkie M.! W każdym razie nie wszystko poszło tak jak myślały Zjednoczone Siły Shinobich. Powstało po dużej ilości wina, śliwek w czekoladzie i sushi z węgorzem. Rzecz dzieje się około 15 lat po Czwartej Wojnie, możliwe podróże w czasie i przestrzeni. Wszyscy chcą, żeby był martwy. Jednak sam zainteresowany odkrywa, że życie jest piękne.

AU/OTP zainspirowana "There's no Place" i pewnymi miniaturkami autorstwa Blacknoise - dzięki wielkie!/Postacie OOC

Niektóre postacie mogą nosić cechy Gary Stu/Mary Sue - nie jestem zbyt dobra w te klocki, więc rady mile widziane :)

"Wspomnienia"

Myśli/sny

"Cytaty"

Głos Bijuu/Telepatia

Czas i miejsce przy przeskokach w miejscu/czasie

*.*.* to samo miejsce, krótkie przeskoki w czasie (granica kilku dni, z reguły to ten sam dzień)


„Tsunade-sama z Konohagakure umierała na naszych oczach. Szwadron z trudem wygrzebał pięciu Kage spod skał, ciężko rannych, ale żywych.
- Znak na jej czole zniknął – poinformował nas młody Iwa-nin.
- Jeszcze możemy ją uratować! – krzyknąłem. Kunoichi z jednostki medycznej szybko podbiegła do nas. Jej towarzysze zajmowali się pozostałymi rannymi, a łagodne zielone światło promieniowało z ich rąk.
- Nie musisz, Sakura-chan – odezwała się Tsunade, plując krwią. – Zdecydowałam się oddać moje życie w zamian za pozostałych Kage.
- Tsunade-sama – dziewczyna o różowych włosach z trudem panowała nad sobą. Użyła jeszcze więcej leczniczej czakry, lecz ręka jednej z legendarnych Sanninów powstrzymała ją. – Proszę…
- Podjęłam już decyzję – przerwała jej, głos Godaime-sama był słaby, lecz stanowczość z jaką wypowiedziała te słowa sprawiła, że dziewczyna opuściła ręce. – Jesteś dzielna i dasz sobie radę, Sakura. Mam dla ciebie prośbę.
- Tak, Tsunade-sama?- różowowłosa złapała jej rękę, chcąc jej towarzyszyć w ostatnich momentach życia.
- Chroń Naruto. On jest kluczem do zwycięstwa… - przerwała, zamykając oczy. – Będzie z niego dobry… Rokudaime Hokage.
Zmarła z uśmiechem na ustach.
- Tsunade-sensei! – zaprotestowała kunoichi o imieniu Sakura. Jej krzyk było słychać daleko, a moi towarzysze odwrócili się w jej stronę, lecz lekarki nawet nie drgnęły. Były opanowane do perfekcji. W końcu wtuliła się w ciało swej nauczycielki i wydała z siebie rozdzierający serce płacz.
- Sakura-san – odważyłem się do niej podejść i położyłem rękę na ramieniu dziewczyny. – Byłaś uczennicą Tsunade-hime, rozumiem więc jak boli strata najbliższych.
Łkająca medyczka popatrzyła na mnie, ale nie odepchnęła mojej ręki. Znałem to spojrzenie aż za dobrze.
- Spóźniłam się – z trudem rozróżniałem jej słowa. Wytarła łzy o rękaw.
- Hokage-sama z całą pewnością nie chciałaby, żeby jej poświęcenie poszło na marne – odpowiedziałem. – Wyglądasz na zdolną medyczną ninja, Sakura-san, a pomoc przy rannych jest potrzebna. Niestety moja kontrola czakry jest beznadziejna i mogę się przydać jako źródło czakry, nic więcej.
- To wystarczy – wstała. Puściłem jej ramię.
- Udon z Kirigakure – przedstawiłem się.
Razem z uczennicą Tsunade-hime udaliśmy się pomóc pozostałym Kage."
„Uciekający Hokage", tom trzeci „Przypadków nieudolnego Udona z Kirigakure" autorstwa Senbona.


Konoha, dwanaście lat po czwartej wojnie

Kakashi Hatake otworzył oczy po kolejnej, nieudanej próbie zaśnięcia. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w wiszącą na ścianach kolekcję zdjęć ze ślubu Sakury, a potem z uroczystego wyboru Naruto na Rokudaime Hokage. Znów miał wrażenie, że miał gościa w nocy. Oczywiście do tej pory nie zdołał odgadnąć, kto go tak namiętnie nawiedza.
Przestał widzieć uśmiechniętego Choijego, Ino z największym na świecie bukietem kwiatów wiśni. Zamiast tego w jego ustach pojawił się popiół.
To był śmiertelny cios, był tego pewien. Zdumiony Uchiha popatrzył na srebrnowłosego, którego lewa ręka z Raikiri przebiła mu pierś.
- Wybacz mi, Kakashi – złapał go za ramię, ale nie dokończył. Uśmiechnął się słabo, a w czerwonym i szarym oku Obito zaczęło gasnąć życie. Przedtem spojrzał w niebo, prosto w czerwony księżyc. Na całym jego ciele pojawiły się małe pęknięcia, a potem zaczęło rozsypywać się w proch. Popiół. Tyle zostało Kakashiemu z przeszłości. Garść prochów i groby do odwiedzania. Tsuki no Me zakończyło się niepowodzeniem, pozostawiając liczne ofiary.
Mimo wszystko nie potrafił go znienawidzić. Zabijając dawnego przyjaciela czuł żal, że rzeczy potoczyły się tak, a nie inaczej. Wtedy. Dziś ból, rozgoryczenie, a nawet nienawiść zmieniła jego spojrzenie na Obito.
Rokudaime po wojnie zaczął przejawiać objawy lekkiej paranoi na punkcie nukenina. Widniał na pierwszej stronie książki Bingo. Suma stu milionów ryo – umieszczona pod podobizną – była o wiele za wysoka, po prostu nie mieściła się mu w głowie. Gokage jednak się uparli. Po historii z Madarą - jak sami twierdzili, wszystko było możliwe. Kakashi nie zamierzał się spierać. Wciąż był jednak zdania, że te miliony ryo to za dużo. To był majątek, który można było przeznaczyć na inne cele.
Tej nocy się nie wyspał. Rankiem udał się do siedziby Hokage. Tak zaczynali każdy nowy dzień, od kilku lat. Dzieci Naruto wkrótce dorosną. Pewnie zechce uczynić go nauczycielem swoich pociech. Osobiście nie miał nic przeciwko.
- Nie wyczuwam go, Kakashi-sensei – odparł po raz kolejny Rokudaime, jedząc ramen instant pomiędzy stosami dokumentów urzędowych. Nieraz znajdował makaron przyklejony do rocznych raportów finansowych. Naruto dalej pałał miłością do ramen. Ponieważ jego żona stanowczo mu zabroniła jedzenia tego typu rzeczy w domu,
Kakashi czuł się niezręcznie, kiedy Naruto nazywał go wciąż swoim sensei. Ciekawe jak czuł się SexySensei, kiedy Yondaime wciąż go tytułował mistrzem. Cóż, będzie musiał do tego przywyknąć.
Przewrócił kolejną stronę „Zakazana miłość w Kirigakure". Ostatnia część przygód Udona, fajtłapowatego shinobi z Kirigakure była po prostu rewelacyjna. Niejaki Senbon cyklicznie wydawał jej obydwie wersje – dla młodszych i dla tych pełnoletnich. Kakashi zakochał się w tym cyklu po prostu, a najgorsze było w tym wszystkim to, że na kolejny tom musiał czekać 2-3 lata. W takim odstępie czasu się pojawiały.
Naruto westchnął. Nie wiedział, co Kakashi widział w pornosach, nawet jeśli były z wysokiej półki.
- Wszyscy czytacie tego Udona – westchnął Rokudaime.
- Przy „Ostatnim na polu bitwy" sam się popłakałeś, Naruto – srebrnowłosy nie odrywał spojrzenia od książki.
Żółtowłosy bohater Konohy skinął głową w milczeniu. Nie znał przyczyny, dla której akurat przygody Udona stały się takie popularne. Czytał ją tylko dlatego, że Hinata go do tego namówiła.
- Kakashi-sensei, co widzisz w literaturze wojenno-pornograficznej niewysokich lotów?
Mógłby wymieniać długo.
- Senbon w ładny sposób opowiada o wojnie – powiedział Kakashi. – Podoba mi się jego spojrzenie na konsekwencje i trudne tematy, jak zagubienie młodzieży i ruch zwolenników Jashina.
- Strzyżyk tutaj? – zmienił temat, wskazując na widok małego, ruchliwego ptaka z zadartym ogonkiem. W mieście tych ptaków było dość mało, stąd zdziwienie Hokage.
- Nie widziałem tutaj ostatnio strzyżyków – pojawił się Pakkun. Mops miał już swoje lata. Zaskrzypiały mu kości, gdy wskoczył na parapet.
- Zachowujesz się jak kot na starość – zauważył Kakashi, patrząc jak pies zwija się w kłębek na nieswoim legowisku. Rzucił okiem na zegarek ścienny i aż pobladł. - Spotkanie! Zapomniałem na śmierć!

Tyle go było widać.


Hoshigakure no Sato, Osiem lat wcześniej

- Hoshikage-sama – zza drzewa wyszedł mężczyzna ubrany w wyjściowy płaszcz. Pod nim rozpoznał białą kamizelkę z jednym ramieniem z Kumogakure, szarą koszulę, wygodne spodnie w tym samym kolorze co koszula i sandały ninja. Nogi i ręce miał zabandażowane.
Sumaru odwrócił się i westchnął ciężko.
- Znów zabili niedźwiedzia? – Sumaru spojrzał na przybysza. Eremita mieszkający w Diabelskim Jarze dbał o mieszkające w lesie zwierzęta. Ścigał kłusowników, niszczył ich wnyki. Ostatnio w lesie znaleźli martwego dzika, a obok symbol Jashina. Strażnik lasu szybko go odnalazł i doprowadził przed oblicze sprawiedliwości. Sumaru był pewien, że Strzyżyk potrafi znaleźć każdą osobę na świecie. Gdyby go poprosił, mógłby podjąć próbę wyśledzenia Uchihy Obito, jeśli ten rzeczywiście żył. Hoshikage miał co do tego poważne wątpliwości.
- Nie pozwoliłem im - zdjął z pleców worek i pokazał jego zawartość mężczyźnie. Było w nim pełno sideł i innych przedmiotów należących do kłusowników. Wręczył worek Sumaru i zdał swemu pracodawcy szczegółowy raport z jego strony granicy.
Wiązała ich swego rodzaju umowa stron, dość ryzykowna dla Hoshikage i niego. W każdym razie potrzebowali siebie nawzajem. W Kraju Niedźwiedzi rozpanoszyli się kłusownicy, a przywódca wioski miał niewielu ludzi. Braki kadrowe były odczuwane po wojnie w każdym z krajów, zwłaszcza wśród Pięciu Narodów.
Niekiedy widywał Strzyżyka w towarzystwie kobiety ubranej jak mnich, właścicielki khakkhary. W dzisiejszych czasach widok laski z brzękadełkami był rzadkością. Eremita jednak odmówił dalszych wyjaśnień kim jest nieznajoma i co ich łączy. Sumaru nie wnikał. Już i tak wiedział zbyt wiele.


Kumogakure, jakiś czas później

Zniszczenia dokonane przez Juubiego były wciąż widoczne, mimo starannej odbudowy. Nowe budynki wydawały się mu o wiele lżejsze i piękniejsze niż stare, lecz gdzieś w głębi czuł smutek. Do Wioski Ukrytej w Chmurach zapędziły go poszukiwania cieni na niebie. Chociaż Juubi zrównał całą okolicę z ziemią, góry zostały wzniesione na nowo przez Iwa-ninów i ich Doton: Daichidōkaku.
Panował tutaj bezustanny ruch, grupka dwudziestu dzieci spacerowała pod nadzorem trzech opiekunów. Siedział na ławce w niewielkim lokalu, prowadzonym przez sympatyczną staruszkę, Datsue-ba. Siwe włosy miała upięte jak koronę, ubrana w ciemnoniebieskie kimono. Jedyną ozdobą był naszyjnik z niebieskimi jak jej oczy kamieniami. Otworzył gazetę, którą kupił w pobliskim kiosku. Nagłówek przedstawiał Kurotsuchi jako Yondaime Tsuchikage. Objęła urząd zaledwie miesiąc temu po rezygnacji swego poprzednika. Onoki przeszedł w stan spoczynku dopiero wtedy, kiedy jego wnuczka opanowała Jinton. Nowe pokolenie jest zdolniejsze od poprzedniego, takie przynajmniej opinie słyszał. W kolejnych pokoleniach rodziny Uchiha klątwa byłaby coraz słabsza. Dzięki niemu już nikt się o tym nie przekona, pomyślał gorzko.
Z gazety dowiedział się także, że lokalne muzeum wzbogaciło się o Samehadę podarowaną przez Bee. Jeździł on po całym świecie i dawał koncerty, a zebrane fundusze przeznaczał na odbudowę Kumogakure.
- To są straszni sekciarze – powiedziała starsza pani, nalewająca mu zupy krewetkowej. – Krążą plotki, że ich przywódca jest nieśmiertelny, posiada kosę o trzech ostrzach i potrafi zabić spojrzeniem. Mówią, że porywa w nocy niegrzeczne dzieci, a potem pożera ich dusze.
- Sekciarze? – zdziwił się. Czarne włosy miał splecione w warkoczyki. – Kogo czczą?
- Jashina – powiedziała i rozejrzała się. Potem przezornie wykonała kilka gestów rękoma i splunęła za lewe ramię. – Wmawiają naszym dzieciom, że stworzą nowy lepszy świat. Wielu dołączyło do Kaiten.
- Gdzieś słyszałem podobne słowa – pochłonął swoją porcję. – Dokładkę poproszę.
- Datsue-baachan! – wpadła ciemnoskóra dziewczynka z kręconymi, wściekle czerwonymi włosami. Miała wściekle czerwone włosy i złote oczy. Eleganckie, różowe kimono w kwiatowe wzory nie pasowało do niej. Za nią pojawiła się dwójka chłopców, bardzo podobna do siebie. Ich brązowozielone kimona były już nieźle przybrudzone. Z myszatymi włosami i czarnymi, żywymi oczami wyglądali jak mniejsze kopie Darui. Mieli tylko nieco jaśniejszą skórę. – Dango poprosimy!

- Fukuko chce podwójną porcję – poprosił jeden z chłopców.
- Każdy dostanie po jednej - zaczęła wymachiwać papierowym pieniążkiem.
- Raaaaaaaan – popatrzył na nią błagalnie, ale na jego siostrze nie zrobiło to wrażenia.
- Ran, dlaczego ty masz pieniądze, a nie ja? – oburzył się jeden z chłopców, wskazując na nią palcem. – To nie fair!
- Jestem starsza od ciebie, Amikiri! – nie zwróciła uwagi na Fukuko, brata bliźniaka Amikiri który usiadł naprzeciwko jedzącego zupę mężczyzny w średnim wieku.
- Ojisan – szturchnął go w ramię. – Szukam pewnego shinobiego. Nie widział go pan przypadkiem?
Po tych słowach wyjął zza pasa pomiętą książkę. Rozpoznał ją od razu, to była Książka Bingo. Otworzył ją i wskazał palcem na pierwszą stronę.
- Niestety nie, Fukuko-kun – uśmiechnął się niespodziewanie. – Sądzisz, że złapiesz osobę jego pokroju w rodzinnym mieście? Możesz mieć z tym problem. Słyszałem, że zginął na wojnie. Na co wydasz tyle pieniędzy, chłopcze?
- Będę mógł jeść dango do końca życia, Ojisan – rzekł rozbrajająco. – Raikage-sama twierdzi, że on żyje. Tak samo mówią wszyscy Kage.
- Fukuko-kun, nie sprzedawaj temu panu tanich sensacji! – oburzyła się Ran. – Tousan od razu by go znalazł i strzepał mu tyłek, gdyby mu się nie umarło.
- Obasan, dla każdego z tych brzdąców jeszcze po jednym – wyciągnął z kieszeni garść drobniaków.
- Przepraszam – odezwał się czyjś głos. – One są nieznośne.

Mężczyzna, który wszedł do środka nosił długi płaszcz przyozdobiony symbolem Kumogakure. Kołnierz miał niedbale zgnieciony, a ręce trzymał w kieszeniach białej kamizelki na jednym ramiączku. Swoje ulubione granatowe spodnie też miał wymięte. Kiedy jego żony, Karui nie było w domu mógł sobie na to pozwolić. Dziewczyna była jego całkowitym przeciwieństwem.

- Raikage-sama! – pokłonili się mu wszyscy.
- Otousan – poskarżył się Fukuko. – Ran nie chce mi kupić drugiego dango!
- On żebrze po obcych, Otousan – broniła się Ran. – Znów pokazał Ojisan list gończy za Uchihą i pytał się, czy go nie widział. - Darui rzucił im zmęczone spojrzenie.

- Gdyby wasza matka to widziała - zaczął. Na wspomnienie Karui dzieciaki popatrzyły po sobie. Kaasan była kochana, ale ustalała w domu żelazne zasady, których wszyscy się musieli trzymać.

- Przepraszamy, Tousan - powiedziały wszystkie grzecznie, po czym zaczęły się przepychać i siłować na spojrzenia. Znów zaczęły się przekrzykiwać. Co za wstyd. Wyszło na to, że Raikage własnych dzieci nie potrafi wychować. Co na to powiedzą ludzie?
Staruszka postawiła wtedy na stoliku trzy podwójne porcje dango. Kłótnie dzieci nagle umilkły, a zmęczony Darui usiadł ciężko obok mężczyzny. Były zajęte jedzeniem i miał choć chwilę spokoju.
- One kiedyś mnie wykończą – przyznał słabym głosem. – Mam od groma obowiązków i dziś musiałem się spotkać z inspektorami budowlanymi. Nie dziwię się, że Yondaime zrezygnował z tej roboty. Jeszcze raz przepraszam za te małe urwisy – wyjął portfel w kształcie krokodyla, lecz sugestywne spojrzenie mężczyzny go powstrzymało.
- Godaime-sama, proszę nie robić sobie kłopotu. Może pewnego dnia to ja będę zmuszony prosić o przysługę.


Kohona, lato tego samego roku

W środku lata w Konohagakure było ciepło, nawet w nocy. Wślizgnął się przez otwarte okno do mieszkania mężczyzny. Włamywacz śmierdział kotem, co miało zmylić ewentualny pościg. Stanął nad łóżkiem srebrnowłosego i wsłuchiwał się w jego mamrotanie przez sen. Poruszał się we śnie niespokojnie, rozkopując prześcieradła i lekki koc, którym był przykryty. Nieporządek w mieszkaniu Kakashiego został uprzątnięty zapewne damską ręką.

To już piąty związek srebrnowłosego.

Na początku była Yuugao z nawykiem nocnych kąpieli.

Potem był Yamato z nawykiem hodowania bansai. Podobno Anko skradła jego serce i zostawił Kakashiego.

Trzecia z kolei była dziewczyna, której imienia nie pamiętał. Była straszną bałaganiarą, nie goliła nóg i zapuszczała paznokcie. Robiła najlepsze miso z bakłażanem pod słońcem.

Czwarta z kolei nie znosiła psów i hodowała jaszczurki. Żywiła się wyłącznie słodkimi i smażonymi rzeczami, zmuszając partnera do ich jedzenia. Kakashi nienawidził takich potraw. Oddałby duszę za dobrze przyrządzone miso z bakłażanem i opiekanego na słono makrelosza albo sajrę.

Ostatnia z kolei wydawała się być w porządku. Czyżby Kakashi w końcu znalazł sobie normalną dziewczynę?

- Wybacz mi, Obito - powiedział przez sen. Od razu popatrzył w stronę mężczyzny, kończąc swoje rozważania na temat towarzyszy życia Kakashiego. Miał nocne koszmary, tak samo jak on. Łączyło ich mniej rzeczy niż dzieliło. Ostatnio nie zmrużył wcale oka, nawiedzany przez widmo wojny, krwi, drzew i czerwonego księżyca. Rano Wilga będzie na niego czekała w tym samym miejscu i znów morderczy sparing.

- Kashi - powiedział cicho, niemal niedosłyszalnie. Sądząc z przepływu czakry był pogrążony w głębokim śnie. Ośmielił się zostawić przedmiot zapakowany w szary papier na stoliku. Uważał, żeby nie zostawić przy tym najmniejszego śladu. Potem po raz ostatni przyjrzał się twarzy Kakashiego. Wyszedł w nocną ciszę i tęsknie przyjrzał się pogrążonemu w półmroku mieście. Szkoda, że już nigdy nie będzie mógł tu wrócić na stałe i oglądać Konohy z tej perspektywy. Mieszkanie Kakashiego było położone w naprawdę ładnym miejscu. Zawiał wiatr, a z miejsca w którym przed chwilą stał uleciało stadko strzyżyków.

*.*.*

- Śmierdzi kotem - stwierdził rankiem. - Zapach urywa się na balkonie. Czyżbym miał tajemniczego adoratora?

- Może znów odwiedził cię pijany Gai? - rzuciła z łazienki Yukinko z nutką drwiny w głosie. - Wiesz, że nie mam nic przeciwko trójkątom miłosnym, dopóki nie czytacie "IchaIcha" na dwa głosy.

- Nie, kochanie. Będę musiał go złapać - odkrzyknął. - Kupiłaś ryż i marynowane makrelosze?

- Są w lodówce - wyszła z łazienki przebrana w piżamę. Wysoka i wysportowana, obdarzona w krągłe piersi i zgrabne uda. Pod szaroniebieskimi oczami miała worki ze zmęczenia. Swoje myszate włosy zawiązała w kok.

Bezpośrednio z łazienki przechodziło się do pokoju dziennego, w którym Kakashi jadł śniadanie. Ziewnęła i przeciągnęła się.

- Zmęczona po nocce wskakujesz do łóżka? - objął ją wpół jedną ręką, drugą przewrócił stronę w książce.

- Tak. Chcę cię jeszcze ucałować przed snem - ugryzła go delikatnie w ucho. - Porozmawiaj ze mną zamiast czytać te pornole. Jak ty możesz w ogóle coś takiego czytać? - Była to jej jedyna i zasadnicza wada - krytykowała jego zainteresowanie literaturą. Spośród jego partnerek ta była najbardziej zawzięta. Poddał się i odłożył "Uciekającego Kage" na bok, nie chcąc kłótni przy śniadaniu. Zaraz miał wyjść do Hokage, lecz i tak był spóźniony.

Ułożył sobie życie i czuł się w miarę szczęśliwy, gdyby nie te sny...