Czujnym okiem bety na rozdział spojrzała 100-ki. Yakou. no. Ou.
Tsukiaisuishou, jedyne, co mogę powiedzieć, a co mam nadzieję będzie pocieszeniem, to fakt, że ujęcie postaci Dumbledore - według mnie - wraz z czasem nieco się zmienia. Jego zachowanie stanie się później bardziej zrozumiałe i uzasadnione. Zobaczysz. :). Koma, bardzo cię cieszę, że uważasz rozdział za tak udany :). O czasach Toma, w których był Harry jeszcze będzie, później. A co do fioła Toma to... no cóż, wszystko wyjdzie bardziej jasno w praniu :). NigrumLotus, taaak, to przydało się temu starcu. A co do zachowania Toma to... cóż, nie jest jeszcze Voldemortem, tylko jego młodszym ja. Mały szczegół, ale ważny dla ogółu historii :). Okey888, myślę, że to po prostu Ślizgoni nie chcieli pozwolić Dumbledore'owi się z tego wywinąć - w pewien sposób wymusili na nim pozostanie i załatwienie tego w Wielkiej Sali. A zaciekawionych uczniów z pewnością trudno byłoby z niej wygonić ;). Co do Dumbledore, to nie chcę na razie jeszcze nic mówić, więc... W każdym razie cieszę się, że mimo wykreowania postaci dyrektora, ten fick do ciebie przemawia :). Wysłaną wenę łapię w mocno w ręce i z cała pewnością użyję :). Aislinka, dziękuję za wykazanie kalekiego zdania, zaraz skorzystam z twojej sugestii i je poprawię. Dobrze, że rozdział cię nie rozczarował, osobiście także bardzo go lubiłam :). Mahakao, tak, kolejna osoba zrobiła z Dudleya świniaka ;). Co do knującego Toma, to tylko powiem, że to dopiero początek - zacznie się teraz, kiedy Potter zrezygnował już z Jasnej Strony :).
Dzisiaj się będę ekscytowała faktem, że liczba komentarzy dociągnęła setki i... cóż, to niesamowite. :) Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy się do tego przyczynili. Dzięki wam tłumaczenie idzie w tak niesamowitym tempie, o które nigdy wcześniej bym siebie nie podejrzewała.
A teraz pozostaje mi tylko życzyć smacznego ;).
Ulubieniec Losu
Rozdział dwudziesty czwarty
- Nie mówiłeś chyba poważnie, że porzucasz Jasną Stronę? – zapiszczał znajomy głos. Harry westchnął w duchu – proszenie o uniknięcie tej konfrontacji to już zbyt wiele. Odwrócił się do Ginny z ciętą ripostą na ustach. – Myślałam, że mnie kochasz! – Patrzył na nią, przerażony, a każda możliwa odpowiedź wyleciała mu z głowy. Co? Kiedy on… o kurwa. Płakała. – Ty zdrajco!
- Ja… - Naprawdę nie wiedział, co powiedzieć.
- Cóż. Mogę ci powiedzieć, panie Harry Potterze! – szlochała, przyciskając oskarżająco drżący palec do jego klatki piersiowej. – Jeśli mnie kochasz, zostań. Zrobisz jeszcze jeden krok, a nigdy ponownie nie zostaniesz miło przyjęty w Gryffindorze!
Patrzył na nią, kompletnie oszołomiony. Komentarze „śmierciożerca" mógł zrozumieć, złościli się za jego „zdradę", ale to? Co to w ogóle było? Czyżby zaczął spotykać się z najmłodszą Weasleyówną nie mając o tym zielonego pojęcia?
- Ginny! – zaprotestowała reszta obecna przy tym część rodziny rudzielców. A mianowicie Ron i bliźniacy.
- Dobrze – powiedział sztywno. – W takim razie wezmę swój kufer. – Ginny przestała wyć jak potępieniec, spoglądając na niego z niedowierzaniem. Najwyraźniej oczekiwała, że będzie błagać o przebaczenie.
- Rzucasz mnie? – prychnęła. Nigdy nie byli razem! Uderzyła się w głowę, czy co? – Łał, to naprawdę miło z twojej strony, wężu. Uwieść dziewczynę, a następnie się jej pozbyć, tylko ty potrafisz tak zerwać. Czarodziejski Świat cię potrzebuje! Jak możesz go porzucić?
- A może Czarodziejski Świat sam powinien ruszyć swój leniwy tyłek, zamiast zrzucać wszystko na barki piętnastolatka, co? – splunął. – Niedobrze mi się robi od tego, jak mnie wykorzystują. I, o ile dobrze pamiętam, nie mówiłem nic o przystąpieniu do Ciemnej Strony.
Na jej twarzy pojawił się gniew.
- Taak, cóż, to oczywiste, że to zrobisz. Jak możesz traktować mnie w taki sposób? Zrobiłam dla ciebie wszystko! Co, jesteś gejem, czy co? – wrzasnęła. Zamrugał. I jeszcze raz.
- Skąd, do cholery, wziął ci się ten pomysł? – zapytał.
- Z NIEGO! – Ginny wskazała histerycznie na Toma. – Zawsze jesteś z nim! Nawet na mnie nie patrzysz! Nigdy nawet nie widziałam, byś zainteresował się jakąś dziewczyną!
Och.
- Nie jestem gejem! – zaskomlał. Spojrzał na Toma, który przyglądał się Ginny ze swoją zwykłą, nie wyrażającą żadnych emocji twarzą. Harry pomyślał jednak, że mógłby doszukać się w niej jakiejś odrobinki… Rozbawienia? Przerażenia? Rozdrażnienia? Zdziwienia?
- Dlaczego w takim razie zawsze z nim jesteś? Zawsze wymieniacie głupiutkie spojrzenia i w ogóle! To chore! Zamordował twoich rodziców.
Może to przez nadmiar stresu, ale nie mógł się powstrzymać.
Zaczął się śmiać.
To było śmieszne. Z tymi wszystkimi konsekwencjami, jakich oczekiwał z powodu swojego wyboru, tej jednej z całą pewnością nie było na jego liście. Wzrok Toma spoczął na nim, a następnie ponownie skierował swoje spojrzenie na postać Ginny. Okrutny uśmieszek przez chwilę zagościł na jego ustach.
- Zazdrosna, zdrajczynio krwi?
Śmiech Harry'ego nagle się urwał. Czy to był żart? Spojrzał niepewnie na dziedzica Slytherina. Tom uśmiechnął się do niego.
- Ty jesteś? – parsknął. – Mam na myśli… dobrze, jeśli jesteś gejem, po prostu…
Zevi ulitował się nad nim.
- Tom jest heteroseksualny. Nie martw się o swoją cnotę, lwiątko, po prostu się z tobą drażni.
Harry odetchnął z ulgą. To by dopiero było dziwne.
- Byłeś naprawdę całkowicie czerwony, Harry – zauważył złośliwie Tom.
- Nienawidzę cię.
- Och, zraniłeś mnie. Myślałem, że było między nami trochę… chemii, Harry! Myślałem, że mnie kochasz! – Tom naśladował trajkoczący głos Ginny.
- Zamknij się.
- Mógłbym usmażyć sobie grzankę na twoich policzkach.
- Nigdy nie będziesz komikiem. Nie jesteś śmieszny – syknął. Napięcie, które unosiło się w pomieszczeniu zniknęło, kiedy wszyscy patrzyli na nich z rozbawieniem. Ginny wyglądała na zirytowaną.
- On dołączył do Ciemnej Strony, jak możecie się uśmiechać? Co z wami, ludzie? – krzyczała, przyglądając się zebranym, po czym wypadła z Wielkiej Sali. Harry nie mógł zmusić się, aby się o nią martwić. Wszystko, co mógł myśleć i czuć było szokiem oraz okropnym płomieniem palącym jego skórę. Chciał wczołgać się pod ziemię i umrzeć. Wtedy ziemia mogłaby go zjeść. Zakrył twarz dłońmi.
- To naprawdę widowiskowa czerwień. Czy to wam o czymś nie mówi? – zakwestionował niewinnie Abraxas. Tak to właśnie było być jedynym lwem wśród węży – drażniły cię bez litości.
- Nie jestem gejem – wymamrotał. – I nie mam ochoty na Toma. Jest aroganckim palantem.
- Mówi się, że istnieje cienka linia między miłością a nienawiścią – zauważył Alphard, a jego głos brzmiał, jakby ledwo powstrzymywał śmiech. Harry zmrużył niebezpiecznie oczy.
- Możecie z tym skończyć, chłopaki?
- Ale jesteś naprawdę słodki, kiedy się rumienisz – wytknął szyderczo Tom. – To urocze.
To było to. W mgnieniu oka wyciągnął różdżkę. Śmiech zamarł, kiedy jego magia zatrzeszczała.
- Macie pięć sekund, aby uciec – ostrzegł.
Wymienili spojrzenia, a następnie, tłumiąc śmiech, zwiali.
- Też cię kocham, Potter!
- SMAŻ SIĘ W PIEKLE, RIDDLE!
Jego życie było koszmarem.
